6 rzeczy, które KAŻDA kobieta powinna zrobić zimą (dla swojego zdrowia)

napisała 10/12/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Nie przepadam za górnolotnym tonem postów, ale rzeczy, o których dzisiaj będę pisać są naprawdę ważne dla nas, i dla naszego kobiecego zdrowia również. Zbyt łatwo przychodzi nam ich bagatelizowanie, często zasłaniamy się brakiem czasu czy brakiem potrzeby.

A ja Wam powiem, że im dłużej zwlekamy z niektórymi sprawami, tym w przyszłości mogą one nieść za sobą coraz gorsze skutki. Sama się kiedyś przekonałam, że „powiększony węzeł” chłonny przy szyi, jak to sobie tłumaczyłam, wcale nie był węzłem chłonnym a guzem, który trzeba było operacyjnie usunąć.

Zrobiło się poważnie, ale może to i dobrze?! :-)

Oto 5 rzeczy, które każda z nas powinna (ale nie będę siłą zmuszać) robić to tej zimy!

1. Wykonać podstawowe badania krwi i nie tylko!

Jak to się dzieje, że samochód musi mieć co roku zrobiony przegląd, bo inaczej nie pojedziemy, a same jakoś z tym „przeglądem własnym” zwlekamy?! Ja jestem właśnie po bardzo dokładnych badaniach, które najpierw zlecił mi jak co roku internista, ale doszły do tego dodatkowe badania, które zleciła mi moja pani dietetyk (o tym planuję osobny post) i mam moje zdrowie jak na dłoni niemalże! Lekarze powinni wiedzieć, jakie parametry są dla naszego zdrowia najważniejsze i warto, abyśmy się upominały o skierowanie na owe badania.

Mnie jeszcze czeka w grudniu USG piersi, cytologia i wizyta u dobrego laryngologa, który w końcu ogarnie moje chore od roku zatoki. Postanowiłam, że już więcej zwlekać nie mogę! Skoro coś mnie niepokoi albo sprawia, że czuję dyskomfort, to muszę działać. Zresztą, dziewczyny – robię to nie tylko dla siebie, ale również dla moich najbliższych!

Także jeśli są jakieś sprawy niewyjaśnione, to obiecajcie mi, że jutro dzwonicie do przychodni, lekarzy i działacie w tym temacie!

2. Pomyśleć o tym, aby oddychać w miarę możliwości czystym powietrzem!

Ja tę pierwszą część mam już ogarniętą, to znaczy mieszkając w Krakowie zostałam niemalże zmuszona do tego, aby kupić oczyszczacz powietrza. Na ten moment, aby cały mój metraż mieszkania był pokryty mam tych oczyszczaczy aż 3, ale to też kwestia tego, że mam bardzo wysokie mieszkanie i kubatura jest niemała. Co więcej – odkąd mamy oczyszczacz, czyli będzie już ponad 5 lat, to moja alergia już mi tak latem nie dokucza! Oprócz tego, że oczyszczacz świetnie zdaje egzamin w okresie, kiedy smog daje popalić, to latem ratuje mnie przed objawami alergii na pyłki traw i drzew! Czyli dwa w jednym.

W temacie smogu i fatalnego zanieczyszczenia powietrza mam też nawilżacz powietrza, ale wiem że niektórzy unikają większych inwestycji i np. zaopatrzają się w takie nakładki na kaloryfery, w których jest woda i poprzez jej podgrzewanie małe kropelki przedostają się do powietrza obciążając cząsteczki smogu (które dzięki temu opadają na ziemię.)

W Krakowie dochodzi do tego, że ja po każdorazowym przyjściu z zakupów, biorę prysznic, bo czuję na sobie ten ohydny zapach smogu :( Niektórzy sugerują zamknięcie się w domu, kiedy normy smogu są przekroczone kilkukrotnie, ale same wiecie, że czasami się po prostu nie da.

Marka Dove, która jest partnerem tego postu, a ja jestem jedną z jej internetowych ambasadorek, wysłała mi do testowania Żel Micelarny pod prysznic od Dove. Uwielbiam go i jest teraz jednym z moich ulubionych produktów, zaraz po kostce myjącej od Dove. Jak moje wrażenia po stosowaniu Żelu micelarnego pod prysznic od Dove? Ma on wyjątkowo łagodną, kremową formułę, delikatną dla mojej skóry i oczyszcza ją z codziennych zanieczyszczeń. Jak wspomniałam ma to dla mnie szczególne znaczenie jesienią i zimą, kiedy smog daje o sobie znać jak nigdy wcześniej, a ja po dniu poza domem czuję na sobie ciężar tych wszystkich zanieczyszczeń, które nie pozwalają mojej skórze oddychać. Żel micelarny pod prysznic Dove Sensitive ma też 100% łagodnych substancji myjących i zawiera 0% barwników i perfum.

W temacie smogu nie będę chyba wyjątkiem, bo co roku powiększa się też moja kolekcja kwiatów, które pomagają w oczyszczaniu powietrza. W ostatnią sobotę zapłakałam rzewnie, bo mój M. podczas czyszczenia podłogi w salonie, wystawił część moich kwiatów na taras, i … z większości nich zostały marne zgliszcza, bo była temperatura minusowa :( W grudniu mam plan odbudować moje zasoby kwiatów. Zobaczymy, jak mi to pójdzie, bo to już nie są czasy, kiedy kwiaty kosztowały przysłowiowe „grosze”… :(

Trzymajcie kciuki!

3. Zainwestować w dyżurny zestaw olejków eterycznych!

Kochane, bez olejków niby można, ale dlaczego ich nie spróbować?! Ja bez eukaliptusowego, sosnowego, lawendowego i cytrynowego nie wyobrażam sobie życia! Mam też w moich zasobach książkę o aromaterapii i tworzeniu formuł olejków eterycznych (czytam ją na raty, ekhm… same wiecie, jak jest przy dzieciach), i obiecałam sobie, że kiedyś będę w tym temacie master of distaster ;-)

Olejek eukaliptusowy stosuję przy katarze. Sosnowy również, 2 krople na poduszkę i jest od razu lepiej! Dodaję je też często do kąpieli moich dzieci. Z kolei lawendowy działa kojąco na moje codziennie szargane nerwy. Zrobiłam sobie niedawno taki roll-on, i 3 krople oleju lawendowego pomieszałam z oliwą z oliwek i aplikuję go sobie na skroń, gdy boli głowa. Działa, działa! A cytrynowy i grejfrutowy pobudzają mnie do życia. Próbowałyście już?

4. Nauczyć się prawidłowego oddychania.

Nie można nie wspomnieć o ćwiczeniu prawidłowego oddychania. Jakiś czas temu z tematem prawidłowego oddychania zapoznała mnie moja pani alergolog, i nie wiem w sumie dlaczego, porzuciłam moje ćwiczenia. Zróbcie sobie przynajmniej 3 razy dziennie minutę naprawdę głębokich i niespiesznych wdechów i wydechów. Nie wiem, jak to się dzieje, ale ja po takiej minucie czuję przypływ energii i … spokoju ;-) Mój Mąż namawia mnie, żebym robiła to co godzinę :D

Podobno w Azji uznaje się, że prawidłowe oddychanie ma nie tylko wpływ na nasz wewnętrzny spokój i radzenie sobie z sytuacjami stresującymi, ale również ma wpływ na naszą odporność! Wg nich to komórki dobrze dotlenione mogą tylko odpierać ataki bakteryjno-wirusowe! W sumie logiczne wydaje się być to podejście!

5. Olej lniany w diecie!

Już Wam o tym kiedyś na prędkości na Facebooku wspomniałam, ale olej lniany, który dodaję do sałatek czy po prostu piję go na łyżce, działa cuda! Działa cuda na moją skórę, bo mimo zimowych temperatur, to suchość kolan czy łokci o dziwo minęła. Przede wszystkim widzę poprawę na skórze twarzy! Wstaję rano i nie jest już taka szara i zmęczona. Prawidłowe oczyszczanie oczyszczaniem, ale dieta ma ogromny wpływa na to, jak wyglądamy i wygląda np. nasza skóra. Kwasy omega zawarte w oleju lniany to jego wielki plus!

6. I to taki punkt, który powinien nam zagwarantować tej zimy (i nie tylko!) nasz partner!

BILET na przynajmniej jeden w tygodniu godzinny seans a’la SPA w zaciszu własnej domowej łazienki, podczas gdy partner zajmuje się naszymi dziećmi! (albo kotem, psem, czy innym stworzonkiem, które nie znosi nieobecności swojej „mamy”) ;-)

On zimą działa cuda! Właśnie wtedy, gdy za oknem szaro, buro, ponuro i niestety zanieczyszczeń „od groma i ciut ciut” …

Takie posiedzenie w łazience, ach! My w tym czasie nie słyszymy ich pisków, wrzasków i skomleń, że oni akurat teraz (no akurat teraz!) kiedy my jesteśmy pod prysznicem, czy w wannie, namydlone, wypachnione, wykremowane (niepotrzebne skreślić, potrzebne dodać). Zamiast ich głosów słyszymy szum wody, widzimy blask świec i próbujemy po tym całym tygodniu odreagować, odpocząć, zresetować naszą głowę, zregenerować umysł. Zapomnieć, że oni marudzący, wiecznie głodni i potrzebujący.

Powiem Wam, że przynajmniej raz na tydzień robię sobie takie małe SPA. Nie zawsze udaje się, by trwało ono pełną godzinę, bo bywa że w domu wybucha akurat wtedy pożar emocji podczas mojej nieobecności. Ale cieszę się, że Mój M. tego nie kwestionuje! Wie, że jestem po takim czasie jak nowonarodzona! Nie krzyczę, nie marudzę, nie rzucam przytykami (przynajmniej przez kilka godzin ;-))

Życzyłabym nam wszystkim takich łazienkowych seansów więcej! Takiej chwili ciszy, podczas której nie musimy przewijać, karmić, słuchać marudzenia. Ja naprawdę myślę, że taki bilecik powinien być dołączany do każdego produktu z napisem:

„Drogi Mężczyzno, ten bilecik jest specjalnie dla Twojej kobiety, aby mogła go wręczyć właśnie Tobie, a sama w ciszy i błogości pobyć samotnie sama w łazience. Pokaż go swojej kobiecie i zapewnij ją, że przynajmniej raz w tygodniu weźmiesz na siebie ten cudownie lekkie ciężar zajmowania się Waszym gospodarstwem, podczas gdy ona odda się rytuałom regenerującym jej umysł i ciało. Bez tego ani rusz! ” ;-)

Prawda, że dobre? :D ;-)

Dlatego przynajmniej raz w tygodniu rzucamy w objęcia naszych partnerów nasze dzieci, a same resetujemy sobie głowę i pielęgnujemy ciało! Sesja łazienkowa z Dove w roli głównej – luuubię to! ;-) A co, kto nam zabroni! ;-)

P.S. Który punkt z listy „dbania o nasze zdrowie i ciało” odhaczyłyście już tej jesienio-zimy a co dorzuciłybyście od siebie?!

P.PS. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Podobne wpisy