Pytanie, którego nie powinien usłyszeć przed Świętami żaden rodzic !

napisała 07/12/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

#whatreallymatters 

Chciałabym Was na moment poprosić o szybką podróż w czasie. Zamknijcie teraz oczy i wróćmy do czasów, kiedy każdy z nas miał 5 lat! Pamiętacie cokolwiek z tamtego okresu? Kiedy przed kwadransem zamknęłam oczy próbując wyobrazić sobie samą siebie sprzed ponad 28 lat, to pierwsze, co przyszło mi do głowy, to … były grudniowe święta u moich dziadków!

1990 rok! W moim pierwszym wspomnieniu razem z moim bratem siedząc na parapecie wypatrywaliśmy pierwszej gwiazdki na niebie. Pierwsza mieniąca się na niebie gwiazda to był dla nas znak, że lada chwila możemy spodziewać się prezentów pod choinką! Z jednej strony nie mogliśmy doczekać się świąt, bo wiązały się z prezentami pod choinką. Z drugiej jednak strony to był dla nas najnudniejszy czas w całym roku. Babcia z naszą mamą zamykały się na całe dnie w kuchni, z przerwami na pucowanie mieszkania, co chwilę tylko licząc, czy aby na pewno o niczym nie zapomniały. Z kolei nasz Tata z dziadkiem kursowali tylko między domem a sklepami, w których dopinali wszystko na ostatni guzik. A to zabrakło lampek na choince. A to babci zabrakło miodu. A mamie z kolei skończył się płyn do szyb. I tak całymi dniami.

A my zostawieni samopas, przyklejeni do telewizora albo okna próbowaliśmy zabić ten czas na swój, dziecięcy sposób.

A teraz teleportujmy się z powrotem i migusiem wróćmy do zeszłorocznych świąt! Dacie radę? Pamiętacie Wasze zeszłoroczne święta? Jak wyglądają Wasze wspomnienia sprzed roku? Jak rozplanowaliście sobie ostatni tydzień tuż przed samą Wigilią?

Wiecie dlaczego tak dopytuję? Bo doskonale pamiętam moje zeszłoroczne święta!

Zaprosiliśmy na nie całą rodzinę :-) To miało być dla nas wyzwanie! Jednak jeszcze w listopadzie obiecywałam sobie, że odpuszczę sprzątanie i gotowanie. Chciałam postawić na odpoczynek i przeżywanie świąt w wersji „slow”, ale … niewiele z tego wyszło!

Byłam wtedy w ostatnim trymestrze ciąży. A żeby powiedzieć jeszcze dosadniej – miałam zaplanowany poród na ostatni tydzień grudnia, a 27 grudnia miało się odbyć cesarskie cięcie! Kręgosłup dawał mi się już we znaki. Brzuch był wyjątkowo bardzo nisko. Moja macica zaczęła się pomału buntować, ale ja … nie odpuszczałam!

Nici z obiecywanek-cacanek, w których zapewniałam samą siebie, że okien nie pomyje, zasłon nie wyprasuję, pokoi na przyjazd gości nie przygotuję. Co prawda mój M. próbował mnie odciągnąć od chodzenia ze ścierką i pichcenia w kuchni, ale ja nie dawałam za wygraną! W mojej głowie stworzyłam sobie obraz świąt jak z bajki. A w tej mojej bajce wszystko było czyściutkie, pachnące, smaczne, dopięte na ostatni guzik!

W rezultacie atmosfera przedświąteczna robiła się w domu coraz gęstsza. Kłótnie z moim Mężem o każdą pierdołę doprowadzały mnie i jego do szału. Chłopcy z kolei chodzili z kąta w kąt nie wiedząc już nawet, czy wolą oglądać bajkę po raz n-ty, czy może lepiej odnajdują się w karczemnych awanturach, które uprawiali między sobą naśladując swoich rodziców! Zamiast być rodzinnie i sielsko, zaczęliśmy uprawiać wyścig z czasem, aby na Wigilię wszystko było gotowe!

Już sama nawet nie wiedziałam, jak mam przerwać tę pogoń za idealnymi świętami. Tak się wkręciłam w moją wizję świąt, że się w niej zatraciłam.

Wtem na dzień przed Wigilią podszedł do mnie mój czteroletni Syn i zadał mi pytanie, którego nie zapomnę do końca życia.

Był wtedy wieczór. Teodor smacznie już spał. Ivo ostatkiem już sił bawił się samochodzikiem w kuchni. W pewnym momencie nastała cisza. Ja mieszałam w garnkach a Ivo zostawił samochodzik na podłodze, podszedł do mnie cichutko i zadał mi pytanie, po którym już nic nigdy nie będzie takie samo.

– Mamo, dlaczego Ty nie lubisz świąt?

Tak jak stałam, tak nie mogłam z siebie wydusić ani słowa! Zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem takie pytanie powstało w tej małej główce.

– Skarbie, dlaczego myślisz, że ja nie lubię świąt?! – zapytałam zaskoczona.

Ale ja przecież doskonale wiedziałam, dlaczego on to pytanie mi zadał. I nie pomyliłam się!

– Bo Ty ciągle tylko sprzątasz, kłócisz się z Tatą i jesteś smutna. W ogóle nie chcesz się bawić ze mną i z Teodorem. – odparł mój Starszak ze smutkiem, pełną powagą a jednocześnie pretensją.

Rozpłakałam się wtedy. Ukradkiem wycierałam łzy, które moczyły moje policzki, a drugą ręką głaskałam tę małą główkę, która rozumiała więcej niż mogłoby mi się wydawać!

Przestałam mieszać w garnkach. Wzięłam to małe ciałko, wtuliłam się w nie, głaskałam i zaczęłam mruczeć mu do ucha kołysanki.

Zatrzymałam się. Zatrzymałam się wtedy w tej mojej wizji „idealnych” świąt.

Dokładnie tak samo jak zatrzymałam się kilka tygodni temu w Berlinie, gdzie na zaproszenie marki Lidl mogłam obejrzeć przedpremierowy pokaz filmu, w którym jakże w punkt została skonfrontowana wizja idealnych Świąt wg rodziców i osobna wg dzieci. Pisałam Wam o tym filmie kilka dni temu tutaj. W tej dziecięcej wizji idealnych świąt nie ma miejsca na godzinne sprzątanie, pogoń za tysiącem potraw i wyścig z czasem rodziców! W dziecięcej wizji świąt najważniejszym ogniwem jest bycie razem! Jest przeżywanie tych świąt rodzinnie, bez kłótni i bez niepotrzebnej pogoni za czystymi fugami w łazience!

W tym roku mam już pewność, że nie zagalopuję się. Będę stała na straży wspomnień moich dzieci. Czuję, że tegoroczne święta będą dla nas pod tym względem wyjątkowe <3

Kampania #whatreallymatters, czyli #toconaprawdęjestważne której mam przyjemność być częścią na zaproszenie marki Lidl, to przekaz, który chcielibyśmy zakiełkować w głowach każdego rodzica!

Chciałabym, abyście podzielili się ze mną Waszymi historiami związanymi ze świętami, które to historie obudziły w Was to, co ważne! Kiedy nastąpił u Was punkt zwrotny? Jak to się stało, że udało Wam się zaprzestać tej pogoni za „idealną, wysprzątaną” wizją świąt, a nareszcie całą swoją energię skupiłyście na tym, by zwyczajnie być RAZEM z tymi, których kochacie najmocniej? Głęboko wierzę, że to właśnie te punkty zwrotne są dla nas samych i innych również wyjątkowo inspirujące i pomagają nam zrozumieć to, co naprawdę liczy się podczas świąt.

Swoje historie możecie wysyłać do mnie na adres: szczesliva @ gmail.com z dopiskiem „Co naprawdę ważne.” Dwie wybrane historie opublikuję na blogu. Chciałabym bardzo, abyście podzielili się ze mną Waszymi doświadczeniami.

Nie pozwólmy, aby żadne z naszych dzieci zadało nam kiedykolwiek pytanie, które w zeszłym roku zadał mi mój Syn. Walczmy podczas tych świąt o to, co naprawdę ważne. Odpuśćmy szaleństwa w kuchni i te ze ścierką w ręku. Delektujmy się obecnością najbliższych, abyśmy mogli każdego roku spotykać się w swoim gronie szczęśliwi. Traktujmy każde święta, jakby były ostatnie!

Bo to jest właśnie to, co się liczy naprawdę – rodzina, której jesteśmy nieodłączną częścią. Liczą się również wspomnienia, które zostaną w tych maleńkich główkach na zawsze!

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Partnerem postu jest marka Lidl.

Podobne wpisy