7 rzeczy, których należy unikać podczas wspierania odporności dziecka.

napisała 09/10/2019 Moim zdaniem, Reklama., Szczesliva po godzinach

Doskonale pamiętam początki mojego macierzyństwa i wiem jedno: każdy człowiek uczy się na swoich błędach najlepiej! ;-) Gdy przypominam sobie moje teorie sprzed kilku dobrych lat dotyczące rodzicielstwa, to zupełnie nie są one spójne z moimi obecnymi ;-)

Kiedyś przewrażliwiona, chuchająca na mojego pierworodnego syna, chodząca za nim krok w krok i panikująca, jak tylko chłopak miał brudne ręce. O natychmiastowym przebieraniu koszulki z jedną małą plamką nie wspominając ;-) Było, minęło. Przynajmniej mogę teraz sobie powspominać i pośmiać się trochę. Jednak żeby nie było – posiadanie trójki małych dzieci nie znaczy, że ja już „wszystko przeżyłam i wszystko wiem!” ;-) Co chwilę jestem czymś zaskakiwana! ;-)

O odporności moich dzieci to mogłabym chyba książkę napisać ;-) Moje dzieci nie należały nigdy do tych smyków, które nigdy nie chorują. Swoje z nimi przeszliśmy, szczególnie w sezonie przedszkolnym. W dodatku każde z moich dzieci ma inną odporność! Najlepszą na ten moment ma chyba moja Gaia, o dziwo! ;-) Pewnie dlatego, że przedszkolne czasy jeszcze przed nią :P

Zatem – czym moim zdaniem w przeszłości „psułam” odporność moich dzieci i czym często psują tę odporność u swoich dzieci inni nieświadomi rodzice? Co jest jednym z tych „niedobrych” winowajców? ;-)

 

  1. Przegrzewanie dziecka.

To przegrzewanie dzieci to temat rzeka. Mamy październik. I to jest właśnie miesiąc, w którym przegrzewanie dzieci widać chyba najlepiej. Biję się teraz w pierś, bo doskonale pamiętam, kiedy kilka lat temu zakładałam mojemu Starszakowi gruby kombinezon zimowy, gdy na zewnątrz było 15 stopni. Czy to było poważne? Niezupełnie :( Ale mi się wydawało, że on musi mieć zawsze cieplutko i tylko taki kombinezon będzie gwarantował mu zdrowie i brak kataru.

Kilka dni temu wybrałam się z całą moja trójką na spacer. Na termometrach 19 stopni. Słońce grzeje, niebo bezchmurne, zero wiatru a w parku spora część dzieci już w kombinezonach zimowych. Buzie czerwone i mokre od potu i ugotowane na twardo ;-)

Przegrzewanie dzieci w żadnym stopniu nie przygotowuje dziecka do przystosowywania się do zmiennych warunków i temperatur. Na pewno o tym doskonale wiecie, bo wielokrotnie piszecie w komentarzach, że wolicie ubrać dziecko „na cebulkę”, zamiast na bałwanka Buli ;-)

O co chodzi z tym całym przegrzewaniem i dlaczego jest ono niepożądane?

Chodzi tutaj o to, aby organizm dziecka zmiany warunków, w których przebywa, znosił bezbłędnie i by ewentualne przemarznięcie czy chwilowe ochłodzenie ciała nie powodowało nagłego osłabienia organizmu, a by ten organizm z taką sytuacja potrafił sobie poradzić. Lepiej ubrać kilka warstw i je ściągać w miarę potrzeby, niż założyć jednoczęściowy kombinezon, którego nijak się ściągnąć nie da, bo pod spodem zazwyczaj krótki rękaw i rajtuzy ;-)

Daruję sobie tym razem rozwijanie tematu rzeka, którym jest pytanie często spotykane na ulicach, kierowane do matek:

„A gdzie czapeczka?!” :D

  1. Podawanie zbyt dużej ilości cukru.

Cukier jest szczególnie destrukcyjny dla naszej odporności. To nie jest przypuszczenie, a niezbity fakt, niestety. Dowiedziono, że spożywanie cukru znacząco obniża zdolność białych krwinek do zabijania patogenów. Czyli innymi słowy duża ilość cukru w diecie może sprawić, że organizm dziecka nie będzie w pełni gotowy do walki z wirusami czy bakteriami.

Ja jestem matką, która wg wielu osób z mojego otoczenia jest bezduszna dla moich dzieci ;-) (o, okrutna ja!), ponieważ moje dzieci mogą jeść słodycze tylko w soboty. Taki wprowadziłam u nas zwyczaj prawie rok temu. Szczerze? Ja byłam prawie pewna, że to u nas nie przejdzie, ale jednak! Słodka sobota polega na tym, że mogą w taki dzień jeść słodycze bez ograniczeń o ile zjedzą głowne posiłki. We wszystkie inne dni poza sobotą słodyczy nie ma w ich diecie.

Pierwsze dni na nowych zasadach to był u nich bunt nie z tej ziemi, ale później … przyzwyczaili się. Nie mieli innego wyjścia :-) Robię im wyjątki podczas ich urodzin i większych okazji, ale na co dzień staramy się trzymać naszych zasad. Czy to przypadek, że od roku również mniej chorują? Nie wiem. Wiem jedno – odkąd mamy Słodkie Soboty, to chorują znacznie mniej a i posiłki takie jak śniadania, obiady czy kolacje są jedzone a nie „dziubane”, jak ja to mówię ;-)

Wiecie, na czym się ostatnio złapałam? Że w naszym domu nie ma cukru :D Jedyny czas, kiedy kupujemy cukier, to wtedy, kiedy ja zaczynam piec muffinki czekoladowe czy robię inne wypieki, i podczas takiej muffinkowej operacji orientuję się, że u nas cukru brak, i wtedy wysyłam po niego mojego M. :D Cukierniczki mamy puste :D

Dlatego zapraszając Was na kawę, mogę zaproponować tylko gorzką, ewentualnie słodzoną miodem. Reflektujecie? ;-)

  1. Zapominanie o tym, że probiotyki w diecie dziecka są bardzo ważne! Bo one uzupełniają brzuszki o dobre bakterie.

Zazdroszczę wszystkim rodzicom, których dzieci piją litry kefirów, jedzą jogurty naturalne i zajadają się kiszonkami. U nas z jedzeniem tych rzeczy bardzo różnie. Bywają miesiące, kiedy zajadają się ogórkami kiszonymi do nieprzytomności (tak było w lipcu!), a są takie miesiące jak nasz ostatni wrzesień, że babcia Marysia wysłała do nas 10 słoików ogórków kiszonych i jedynymi osobami, które je jadły, byłam ja i mój mąż :D Młodzi nimi pogardzili, dosłownie. Taka sytuacja. Najlepszym źródłem dobrych bakterii probiotycznych są właśnie one. Ja jednak nie poddaję się i od dwóch dobrych lat zawsze mam w domu zapas synbiotyku, który wspomaga mikroflorę w trakcie i po antybiotykoterapii, czy np. przy osłabieniu mikroflory jelitowej powstałym na skutek zatrucia pokarmowego. Nie wiem, czy tam, gdzie mieszkacie, bywa podobnie, ale zauważam to w Krakowie coraz częściej, że dzieci łapią nagle jakiś wirus, który przychodzi falami po znajomych i ich dzieciach, i powoduje krótkie biegunki. Jeden dzień czy dwa biegunki, i później znika jak gdyby nigdy nic. Masakra!

U nas w temacie wspierania flory bakteryjnej brzuszków od dwóch lat najlepiej sprawdza się Multilac Baby w kroplach, chyba jedyny synbiotyk w kroplach na rynku. Nie trzeba trzymać go w lodówce, ja go cały czas mam na blacie w kuchni i to jest gwarancja tego, że nie zapominam o jego podawaniu. Raz dziennie 6 kropli bakterii Lactobacillus rhamnosus GG i jestem spokojniejsza.

  1. Proszenie lekarza o antybiotyki, które miałyby wg rodziców skrócić czas trwania infekcji.

Spotykam się raz na jakiś czas z rodzicami, którzy kiedy idą do lekarza, od razu proszą jego o antybiotyk, bo twierdzą, że on przynajmniej jest skuteczny i szybko rozprawi się z chorobą.

Czasami antybiotyki są niestety konieczne do tego, aby uporać się z pewnymi chorobami. Ale jeśli jest taka możliwość, to unikajmy ich, jeśli to sugeruje również lekarz. Antybiotyki „zabijają” bakterie. Również te dobre, niestety. Dlatego wtedy konieczne jest przyjmowanie produktów zawierających bakterie probiotyczne bądź synbiotyku, który takie bakterie zawiera i o nie uzupełnia te małe brzuszki.

Zawsze pytam naszych pediatrów, czy antybiotyk jest konieczny. Często udaje się leczyć dzieci bez niego, jednak są sytuacje, w których bywa niezbędny.

  1. Niewychodzenie na spacery, kiedy jest zimno i „wegetowanie” w domu ;-)

Usłyszałam kiedyś „ciekawe” zdanie:

– My nie wychodzimy na spacery, gdy jest zimno. Komu by się chciało wtedy marznąć. Jeszcze mi córcia zachoruje i będę miała za swoje.

Bardzo błędne myślenie. Organizm, który nie ma możliwości adaptowania się do zmiennych warunków, przy pierwszej okazji podczas tych zmiennych warunków „polega”, bo są one dla niego za dużym wyzwaniem. Tak mi zawsze tłumaczy nasz pediatra. Dlatego też u nas nie ma taryfy ulgowej – wychodzimy na spacery bez względu na to, ile jest stopni na termometrze. A kiedy jest naprawdę zimno zatrzymać może nas tylko kiepski stan powietrza.

 

  1. Podawanie zbyt dużej ilości kropli obkurczających śluzówkę nosa.

Pewnie spora część z Was wie, że krople obkurczające śluzówkę nosa a co za tym idzie czasowo zmniejszające ilość wydzieliny z nosa, mogą być stosowane tylko przez krótki czas. Stosowanie ich dłużej niż zaleca lekarz czy ulotka powoduje przesuszenie błony śluzowej nosa, co w konsekwencji prowadzi do tego, że szybciej łapiemy infekcje. Dlaczego? Nasza wysuszona śluzówka jest wtedy osłabiona, co sprawia, że nie ma „mocy” zatrzymać tych patogenów na zewnątrz.

Dlatego u nas głównie w użyciu jest sól morska, sól fizjologiczna albo woda termalna. Czasami pediatra zaleca nam używanie kropli nawilżających, zawierających np. olej sezamowy, który ma właściwości nawilżające.

  1. Chuchanie i dmuchanie na każdym kroku, czyli zamykanie dzieci w bańce, w której nie mają styczności z realnym światem.

Wiem, że bywa to problem wielu opiekunów, że są nadwrażliwi i trudno im oprzeć się mówieniu tekstów w stylu: nie biegaj, bo się spocisz! Nie skacz! Uważaj! Nie dotykaj! Nie dawaj buziaka! Nie dotykaj kota! Nie liż! I takie tam ;-)

Materiał zawiera lokowanie produktu.

Materiał zawiera lokowanie produktu.

Kiedy jednak czytam Wasze komentarze pod moimi postami, widzę, że Wy często zupełnie jak ja, dajecie dzieciom dużo swobody bacznie je tylko obserwując. Dlatego za to duża piąteczka!

Dzieciństwo jest takim okresem, w którym te dzieci muszą probować, gdyż jest to nieodłączny element ich dorastania. Niech skaczą po kałużach. Niech wchodzą po drzewach, trzepakach. Niech dotkną tego zimnego śniegu. Niech sprawdzą, jak trzyma się w ręku brudnego od błota kasztana ;-) Oprócz wyjątkowych umiejętności jakimi jest np. poznawanie świata, trenują również wtedy swoją odporność! :-)

Dopisalibyście coś do tej listy? Z jakimi jeszcze błędami się spotkaliście w temacie odporności dzieci?

Zdrówka dla Was! Niech ta jesień i zima będą dla nas łaskawe :-)

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post i jest on dla Was przydatny, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Możecie go też udostępnić. Dziękuję! :*

Partnerem mojego postu, w którym stawiam na radosne dzieciństwo naszych smyków, a także na nasze zrelaksowane rodzicielstwo jest Multilac Baby. 

Podobne wpisy