Najcenniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek podarowałam moim dzieciom.

napisała 29/05/2017 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Powiem Wam zupełnie szczerze, że jeszcze całkiem niedawno byłam jednym z tych rodziców, którzy samych siebie sprowadzali do parteru biczując się zupełnie niepotrzebnie.

Obserwowałam otoczenie, oglądałam ładne obrazki w magazynach i zaczytywałam się w niektórych polskich blogach, gdzie świat tam przedstawiany był piękny, jednak zupełnie nie współgrał z moją rzeczywistością. A ja mimo wszystko z uporem maniaka próbowałam gonić te wizje, które co prawda były dla mnie z góry nieosiągalne, jednak dawały mi złudne poczucie, że warto dążyć do stanu tam przedstawianego.

Po okresie zarzynania się i latania z wywieszonym jęzorem doszłam do wniosku, że ja tak nie tylko nie potrafię, ale i … nie chcę! Że to nie jest moja droga.

Doszłam do wniosku, że nie mam zamiaru biczować się dlatego, że na przykład nie wyszłam z dziećmi na spacer, gdy na zewnątrz pada (a ja przy okazji również padałam na twarz po dniu spędzonym na najwyższych obrotach). Przecież równie aktywnie i z pożytkiem dla dzieci mogłam z nimi potańczyć na sofie w rytm ich ulubionego Thunderstruck AC/DC puszczonego na tablecie.

A jak zareagowały na to moje maluchy? Chłopcy śmiali się i prosili o jeszcze!

 

Nareszcie po latach analizowania tego, czy jestem wystarczająco dobrym rodzicem, przestałam postrzegać samą siebie w kategoriach: dobra/zła mama, która spędza wartościowy/niewartościowy czas ze swoimi dziećmi. Nareszcie przestali na mnie robić wrażenie rodzice, którzy twierdzili, że mają jedyną receptę na rozwijanie dziecka. My czasami woleliśmy odpalić internetowe słuchowisko dla dzieci, któremu całą czwórką przysłuchiwaliśmy się z zapartym tchem, poczytać książkę w PDFie czy zagrać w puzzle, co uwielbiamy robić w podróży.

Co się okazało?

Okazało się, że najcenniejsze, co mogłam dać moim synom, to były te wspólne chwile, których oni łaknęli! Ten wspólny czas, podczas którego robiliśmy to, na co mieliśmy ochotę i wszyscy mieliśmy z tego wielką frajdę.

Pomimo że cały świat był przeciwko mnie: lista codziennych obowiązków zawsze się wydłużała, lista osób potrzebujących mojej pomocy wcale nie malała, jednak ja odkąd pamiętam usilnie staram się wykradać jak najwięcej tych cennych minut dla nich. Tylko dla nich, by nie musieć rozmieniać się na drobne. By być z nimi całą sobą. Nauczyłam się stawiać na moje priorytety.

Całkiem niedawno pewna osoba zadała mi pytanie, które wytrąciło mnie lekko z równowagi:

– Magda, naprawdę nie stać Cię na to, żeby polecieć z dziećmi do jakiegoś egzotycznego miejsca tylko klepiecie te polskie miejscówki? Wybacz, że tak się otwarcie pytam, ale nie nudzą Ci się one?!!! Polecielibyście do RPA albo do Australii.

– A Ty naprawdę sądzisz, że moje dzieci i ja marzymy o tym, aby spędzić w samolocie 24 godziny w jedną stronę? Ja przez te 24 godziny wolę z dziećmi zbierać stokrotki na polskiej polanie zamiast podniecać się tym, że spędziłam w samolocie kilka dni. Ale co kto lubi. – i puściłam jej oko. Ale raczej zderzyłam się ze ścianą.

Zupełnie serio? Chyba wolimy naszą codzienną zwyczajność! Nasze klasyczne poranki polegają na puszczeniu na cały regulator Thunderstruck AC/DC [nawiasem mówiąc mój Junior przy tym utworze najlepiej spał jako niemowlę :D] i oddawaniu się tańcom i hulańcom, które nie spotykają się z aprobatą naszego sąsiada piętro niżej ;-) Ivo bierze wtedy do rąk pierwszy lepszy przedmiot i udaje, że gra na gitarze, a Teosiek szuka podobnego rekwizytu i próbuje naśladować starszego brata :D Huawei Mediapad M3 Lite, który testowaliśmy, nas nie zawiódł. Było nie tylko głośno za sprawą czterech głośników Harman Kardon, ale i energicznie, o czym może świadczyć fakt, że tego dnia nie usłyszeliśmy pukania dwóch kurierów :D

A wieczorami słuchamy słuchowisk na tablecie Huawei Mediapad M3 Lite i czytamy bajki (planuję na ten temat osobny post z naszą ulubioną listą – stay tuned!) i zupełnie nie obawiamy się tego, że nam „się wypalą” oczy, jak to sugeruje czasami starsze pokolenie, ponieważ tablet ma tryb ochrony oczu. To bardzo ważne, aby tablet lub smartfon, którego używamy, miał właśnie tę funkcję. Po jej włączeniu większość światła niebieskiego jest odfiltrowywana, czego efektem zauważalnym są cieplejsze kolory monitora i zmniejszenie zmęczenia oka, a w długofalowym działaniu ochrona wzroku naszych najbliższych.

Poza tym ja, jako naczelna cwaniara, korzystam z tabletu również podczas gotowania dla moich niejadków. Nie wiem, czy to moja ułomność, ale nigdy nie znam przepisów na pamięć, jak to np. robi moja babcia. Ja muszę mieć odmierzone, zważone, policzone. Nie przeskoczę tego. Obiecałam sobie nie marnować więcej papieru na drukowane przepisy, które już totalnie obciążyły naszą kuchenną tablicę korkową, która za chwil parę zapewne zakończy swój żywot.

Jeszcze co prawda nie rozgryzłam wszystkich funkcjonalności tabletu, ale dostałam od Was jakiś czas temu info o świetnych rozwijających aplikacjach, dlatego już ostrzymy na nie zęby, w tym te do nauki języka angielskiego. Mam listę, którą też zamierzam się z Wami podzielić. Jak macie jakieś typy, to ślijcie je do mnie koniecznie a zrobimy takie małe kompendium dla starszych dzieci :-)

Do podzielenia się z Wami tym, jak cieszymy się rodzinnymi chwilami, zaprosiła mnie marka Huawei, która była ciekawa, jak wykorzystamy do spędzania rodzinnego czasu tablet Huawei Mediapad M3 Lite. 

Gdybyście szukali sprzętu, którego bateria wytrzyma 10 godzin bez zająknięcia podczas podróży, namiętnego gotowania czy słuchania słuchowisk dla dzieci – to możecie być pewni, że szybciej to Wy padniecie niż ta bateria. Potwierdzone info z wczorajszego wieczoru :D

A tymczasem ja uciekam do moich bąków pamiętając, że CZAS to najcenniejszy prezent, jaki możemy podarować naszym dzieciom. To właśnie wtedy będziemy będziemy kreować wspólne wspomnienia. Nie dajmy się zwieść, że wspomnienia innych są lepsze od naszych. Nasze są najlepsze! ;-)

Dlaczego? Bo są po prostu nasze :-)

Podobne wpisy