Skuteczna i mało znana metoda usypiania dzieci, dzięki której mam wieczór dla siebie.

napisała 17/07/2017 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Często pytacie mnie w mailach, jak udaje mi się mieć wieczór dla siebie lub chociaż godzinę w ciągu dnia, podczas której mam czas na książkę, relaks, zrobienie manicure’u czy też leżenie plackiem na sofie i bezczelne byczenie się.

Szczególnie, że moje dzieci nigdy do aniołków nie należały a były raczej klasycznym przykładem „high need babies”. Przyznam szczerze, że ja taki czas dla siebie mam dopiero od całkiem niedawna i na pewno nie mam go w ilościach hurtowych. Wcześniej szału nie było, jeśli mogę sobie pozwolić na ten kolokwializm. Było wręcz tragicznie. Niemalże non stop było coś na tapecie. Jak nie kolki i musiałam ratować dziecko masażem shantala czy bujaniem na piłce do fitnessu. To uzależnienie moich synów od „ciumkania” piersi, co unieruchamiało mnie w łóżku z moim dzieckiem na długie godziny. Każdy z tych okresów dawał mi popalić i w rezultacie wyglądałam i czułam się jak skrzyżowanie zombie z jakąś zmorą. Ale na szczęście mamy ten czas już za sobą! :-)

Mój najstarszy syn ma obecnie 4 lata a młodszemu niedługo stuknie drugi rok życia. Nareszcie doczekałam się chwili, kiedy nic im nie dolega a ja przy okazji nie muszę latać z mlecznym bufetem co 15 minut. To jest ten czas względnego spokoju, kiedy moje dzieci zaczynają być kumate i można się z nimi dogadać.

Naszą jedyną bolączką było jednak od zawsze długie zasypianie moich bąków.

Matko i córko! Kładłam ich do łóżek i zupełnie nie było sposobu na to, aby zasnęli o normalnej porze. Najpierw kołysanki im śpiewałam, bajeczki opowiadałam, wyciszałam ich wieczorami. W rezultacie ja padałam na twarz a oni skakali po mnie do 23-stej z minutami. Lampka wina z mężem? Zapomnijcie! Jakaś komedia na wieczór? Nie ma szans! Ja o 20.00 byłam nieżywa a o 23.00 kiedy oni dopiero zasypiali, to ja zasypiałam razem z nimi! W ubraniu, z make-upem na twarzy budziłam się o trzeciej nad ranem i ubierałam w piżamę ogarniając jeszcze w międzyczasie demakijaż.

Aż pewnego kwietniowego dnia Ania K., (którą serdecznie pozdrawiam, ściskam i wycałowuję!), jedna z moich Czytelniczek wysłała mi przełomowego maila!

Zapytała mnie w nim, jak poradziłam sobie w końcu z usypianiem moich chłopców, bo ona wpadła na trop i chce się nim ze mną podzielić. A ja wtedy na żaden trop jeszcze nie wpadłam i mocowałam się z chłopakami wieczorami do nieprzytomności.

Jej Wiktoria też była trudnym maluchem w kwestii usypiania wieczorami a w samochodzie podobno przeżywali z nią męki aż do momentu, w którym

… zaczęła jej puszczać audiobooki!

Ja byłam trochę sceptyczna w stosunku do bajek czytanych dzieciom w formie audio. w sumie bez konkretnego powodu, ale postanowiłam dać im szansę. Raz kozie śmierć – pomyślałam. Ania mnie przekonała tym, że jej dziecko nagle pokochało książki i zaczęło chodzić spać o normalnych porach oraz skończyły się wrzaski w samochodzie po kwadransie jazdy.

Co się stało podczas naszego pierwszego wieczoru, kiedy puściłam im audiobook o brzydkim Kaczątku, który był czytany kojącym kobiecym głosem?

Poskładaliśmy się wszyscy w tych łóżkach w ciągu 5 minut :D Starszak zasnął po drugiej minucie a młodziak musiał zasnąć chyba zaraz po mnie, bo nie zanotowałam nawet tego momentu :D Audiobooki to było objawienie, niczym jakaś jasność z niebios w ciemnym tunelu.

Skąd bierzemy audiobooki i z czym to „audiobookowanie”się je? ;-)

Pierwsze audiobooki pożyczyła nam Ania i wysłała na CD pocztą. Ale chłopakom szybko zaczęło się nudzić puszczanie czterech bajek na krzyż, w tym dwóch angielskich, dlatego zaczęłam dumać, jak tu ogarnąć większą ilość bajek. Ania była na wygranej pozycji, bo mieszka w Anglii, gdzie audiobooki to chleb powszedni a u nas mam wrażenie dopiero zaczynają raczkować i rozkwit tematu dopiero przed nami.

W międzyczasie dostałam wiadomość od Storytel, czyli serwisu, oferującego aplikację na telefon lub tablet, dzięki której możemy korzystać z dziesiątków tysięcy książek czytanych w formie audio przez lektorów. Kiedy zobaczyłam, że w bazie jest kilka tysięcy książek dla dzieci, to padłam na kolana, bo problem braku audiobooków sam się rozwiązał!

Wcześniej audiobooki puszczałam z płyty CD, co było w ogóle niczym przeniesienie się do epoki kamienia łupanego, bo ani to było wygodne latać z tym odtwarzaczem do sypialni i samochodu, ani praktyczne. Teraz puszczam chłopakom audiobooki z mojego telefonu, w sensie z aplikacji Storytel, którą mam na telefonie.

Po prostu odpalam appkę, wybieram sobie książkę, która nas interesuje, i kojący głos pana albo pani czyta moim dzieciom bajkę!

Ktoś zaraz powie, że „a to wredna, leniwa i bezczelna matka, zamiast czytać dzieciom namacalne książki, to poszła na łatwiznę!” :D

Spokojnie! Easy, easy! :D Czytamy też normalne książki, chociaż młodsze moje dziecię podarło już naście książek w napadach złości, gdy nie chciało spać, i doszłam do wniosku, że audiobook jest czymś, co ratuje mi tyłek! Ja uwielbiam moim dzieciom czytać bajki, co zresztą czynię, ale są sytuacje, w których chcę, aby bajki czytały się same :D Wieczorami, gdy padam na twarz albo w samochodzie, gdy nie ma szans na czytanie, bo nie dam rady skupić wzroku na czytaniu.

Obecnie mamy na tapecie 8 audiobooków, które albo usypiają bądź zabawiają moje dzieci w domu lub w podróży na dłuższych trasach. Mniej więcej po tygodniu zmieniamy repertuar i wybieramy nowe pozycje. Mój starszak woli te bajki z kategorii do 6 lat, ale już próbujemy słuchać też tych dla starszych dzieci. Jest moc!

.

 

..

Nasze ulubione to:

Wszystkie pozycje od Juliana Tuwima (Lokomotywa, Słoń Trąbalski, Rzepka i mogłabym wymieniać bez końca!), Detektywów Para – o Basi i Jacku, którzy spędzają wakacje na podwórku – ta seria przypomina mi całe moje dzieciństwo i jego przygody, serię książeczek o niesfornym szczeniaczku Urwisie – chłopaki tą serię uwielbiają, starszak natomiast zasłuchuje się w książce Bon czy Ton – o savoir vivrze dla dzieci, czyli dobrym zachowaniu wychowanych dzieci, a ja zarażam ich ostatnio Przygodami Sindbada Żeglarza, baśniami Braci Grimm albo Dziećmi z Bullerbyn.

W samochodzie najpierw stawiamy na dynamiczne wierszyki od Tuwima, a kończymy na jednej z baśni od braci Grimm, które lulają jednego i drugiej w ciągu kwadransa.

.

.

Ja z kolei, gdy chłopcy drzemkują w ciągu dnia a na obiad mam jakiś gotowiec, to ostatnio lecę na romansidłach, thrillerach i .. nie uwierzycie! Wzięłam się za naukę angielskiego z audiobooków! Doszłam do wniosku, że to najwyższy czas ćwiczyć angielski, bo jeszcze chwila i wszystko, czego nauczyłam się kiedyś, zapomnę przez nieużywanie.

.
.

.

Do Storytel zapiszecie się tutaj. Przy okazji ściągnijcie sobie aplikację na telefon.

Spokojnych wieczorów i cichych podroży! Każdemu rodzicowi się takie należą, a co! :-)

Piąteczka!

Partnerami postu są moja kochana Ania K.♥ i Storytel.pl :-)

Podobne wpisy