Dzieciństwo powinno smakować truskawkami z ogrodu i trawą mokrą od rosy. A nie zakazami.

napisała 29/08/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva13

Jestem jedną z tych matek, które zamiast chuchać, dmuchać i chodzić za swoim dzieckiem krok w krok, to pozwolą mu na eksplorowanie świata po swojemu. 

Często czuję na sobie wzrok gapiów, którzy nie do końca podzielają moje zdanie. Gdy ja patrzę, jak moje dziecko zrywa maliny z babcinych gałązek i wkłada je sobie do buzi, to oni już biegną z gorącą wodą, by je w niej wyparzyć. Gdy razem z Mężem wybieramy się za ocean z naszym starszakiem, aby spotkać się z naszą rodziną, to oni grożą nam palcem twierdząc, że podróże samolotem są dla dzieci szkolnych. Gdy leżymy beztrosko wszyscy na trawie i korzystamy z uroków lata, to w oddali widzę karcące spojrzenia twierdzące, że zaraz wilka złapiemy. Taaak, całą watahę od razu ;-)

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva17

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva10

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva16

Nie chcę moim chłopakom zasłaniać świata zakazami, nakazami i wiecznym strofowaniem, że czegoś im nie wolno. Mam wielkie marzenie zapewnić im beztroskie, „wolne” i dzikie dzieciństwo, oczywiście w ramach zdrowego rozsądku.

Chciałabym, aby moi synowie poznali fakturę mokrej od rosy trawy. Aby dotknęli kory starego drzewa, powąchali róży z babcinego ogrodu, dotknęli jej kolców, które ją chronią. Będę stać przy nich w tych ich „małych-wielkich” momentach i będę zachęcać do zdobywania kolejnych kroków poznawczych.

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva14

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva20

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva11

Szczesliva bepanthen 2

Nie będę biegać za nimi krzycząc, że niczego im nie wolno. Tak naprawdę przecież, to nie poznawszy smaku pierwszego upadku i nie rozbijając kolana, nie przekonają się nigdy o tym, że trzeba być uważnym i patrzeć pod nogi! Nie jestem matką, która z drugiego końca placu zabaw, z wygodnej ławki warczy na swoje dziecko wchodzące na kolejną drabinkę. Prędzej podejdę do niego i podam mu rękę niż podniosę głos krzycząc, że „Dziecko, nie wolno!” ;-)

Moim zadaniem jest chronić ich, najlepiej jak tylko potrafię, nie szkodzić, jednocześnie nie zasłaniając ich świata. Chcę być ich oknem na życie i wentylem, które będę przysłaniać tylko wtedy, gdy należy, zamiast na głucho zamykać na zawsze. Chcę widzieć ich radość ze smakowania nowych rzeczy, ze zrywania stokrotek, z których płatki sypią się na nas wszystkich. Z pakowania do buzi tony truskawek i brudzenia się do nieprzytomności. Takie dzieciństwo miałam właśnie ja. Beztroskie, radosne, pełne wrażeń, bodźców, opiekuńcze ale nie nadgorliwe. Zrównoważone i szczęśliwe :-)

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva7

szczesliva bepanthen

Razem z Bepanthenem Baby wspieramy ideę beztroskiego i radosnego dzieciństwa. Jednocześnie stoimy na straży w pełnej gotowości. Ja stoję na matczynym posterunku, a Bepanthen Baby – mój nieukrywany sprzymierzeniec, będący z nami już 3,5 roku pomaga chronić skórę moich chłopców. Nie wysuszając jej, zabezpieczając przed podrażnieniami jednocześnie jej nie uczulając. Dzięki niemu moje maluchy nie miały odparzeń.

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva4

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva6

Beztroskie dziecinstwo Bepanthen szczesliva1

„Jak wziąć pod uwagę wymogi współczesnego życia, przetrwałyśmy to nasze dzieciństwo chyba tylko cudem. Kiedy przychodziła zima, śmigałyśmy na sankach z zawrotną prędkością, celując w wąskie przesmyki między blaszanymi garażami. Zamiast jogurtów uzupełniających niedobory wapnia piłyśmy wodę z kranu albo oranżadę ze wspólnej butelki … ”

– Izabela Pietrzyk, „Babskie gadanie”

  Uwielbiam moich chłopaków w tym filmie poniżej! :-) ⬇

Takie właśnie dzieciństwo kojarzę i chociaż ułamek takiego radosnego i beztroskiego dzieciństwa jakie miałam ja, chciałabym dla swoich dzieci. Dlatego jutro zabieramy ze sobą piknikowe kosze, pakujemy do auta kocyk jeszcze z pozostałościami siana z ostatniej eskapady, trochę owoców i wody, i zaczniemy kolekcjonować wspomnienia :-)


Cieszę się, że przy okazji tej beztroski, o której pisałam przed chwilą, mogę mieć dla Was pewną niespodziankę. Nagrody są zacne, dlatego warto o nie powalczyć!  Dzięki firmie Bayer producentowi mMaclarenaści Bepanthen Baby będę mogła nagrodzić trzy najlepsze odpowiedzi! :-)

Pytanie konkursowe: Jakie jest najbardziej beztroskie i radosne wspomnienie z Twojego dzieciństwa?”

Nagrodą I stopnia jest wózek Maclaren Mark II Midnight Navy (http://bit.ly/NagrodaIIstopnia ) oraz zestaw maści Bepanthen Baby i kocyk, które otrzyma 1 osoba. Nagrodą II stopnia jest zestaw maści Bepanthen oraz kocyk, które powędrują do dwóch zwycięzców.

Czas trwania konkursu: 1 tydzień, regulamin znajdziecie tutaj

L.PL.MKT.08.2016.4178 Artykuł powstał we współpracy z firmą Bayer

„Jedną z najlepszych rzeczy, jakie mogą ci się przydarzyć w życiu, jest beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo” – Agata Christie

Podobne wpisy

  • Joanna

    Wakacje u babci na wsi spędzane od świtu do wieczora na podwórku. Budowanie domków na drzewie i robienie ciast i naleśników z błotka. Karmienie kur i wypasanie krów. Pyszna jajecznica i ciepła mleko z naturalną pianką prosto od krówki. maluszek5@o2.pl

  • Klaudyna

    Uwielbialam jako dziecko wchodzić w pokrzywy, wierząc że całe wakacje będę zdrowa.
    To była dla mnie najbardziej magiczna chwila, a bombelki na nogach były moja dumą!! Naturalnie samo dobro.

  • Paulina Waszkowiak

    Wychowalam sie na wsi:) jeszcze bedac malym brzdacem pamietam zboze sasiada na polu za domem po ktorym biegalam i dostawalam za to wielka bure wlasnie od niego:) pamietam rowniez jak sadzilam z mama ziemniaki na polu, zrywalam dojrzale wisnie, wspinalam sie na drzewa aby zerwac najpiekniejsze jablka. Uwielbialam latem biegac boso po trawie szczegolnie w deszczu:) mnostwo czasu spedzalam z siostra na dworze. Mialysmy piaskownice z naczyniami z kuchni mamy;) dzieciaki sasiadow wpadaly do nas albo mysmy szli do nich. Niektorzy mieli row na podworku w ktorym latem w lodowatej wodzie moczylysmy stopy albo zbieralismy skarby plynace z nurtem co niestety nie bardzo podobalo sie naszym rodzicom:) mielismy mnostwo luzu ale wiedzielismy ze w kazdej chwili mozemy pojsc do domu i mama opatrzy rozbite kolano czy podbite kijem oko:) to byly cudowne czasy, ktore niestety nie wroca a i ja nie mam mozliwosci aby moje dzieciaki mogly czegos podobnego doswiadczyc:(

  • Kasia

    Z dzieciństwa pamietam smak jagodzianek jedzonych na plaży nad jeziorem- po zabawach w wodzie apetyt był zawsze ogromny :)

  • Agnieszka Tekień

    Beztroskie wspomnienia.. miałam lat kilka i brat woził mnie w taczce po wiosce , po kamieniach , po wybojach i nikt za nami nie krzyczał abyśmy uważali. Największa radocha !! :)

  • Gosia

    Zima.. Dużo śniegu.. Znaleziona gdzieś na polu pod lasem stara klapa maski Trabanta.. I ta radocha nie do opisania, gdy z górki po polu zjeżdżalismy z zawrotną prędkością na tej masce z przywiązanym sznurowadlem jako kierownicą..
    Do dzis wywołuje u mnie usmiech od ucha do ucha.

  • Ewelina Żebura

    Jak byłam małą dziewczynką tata mówił że zawsze trzeba być kulturalnym i odpowiadac na dzień dobry i dowidzenia siedzac na małym płoteczku powiedzialam do pewnej pani dzień dobry a ona nic, krzyknełam do mamy ”Mamo a ta pani nie powiedziala mi dzien dobry,rzucic kamieniem?” Zapamiętam wzrok tej Pani do końca życia ?/Ewelina Żebura

  • Karolina

    Wakacje u dziadków są super wspomnieniem. Chodzenie na spacery do lasu,zbieranie grzybów pod uważnym wzrokiem dziadka do kobialki z pomocą własnego nożyka, wchodzenie na drzewa, granie w badmintona, zbieranie jagód,jedzenie całej miski czereśni,wyczekiwanie na powrót dziadka z pysznym jagodziankami jedzonymi prosto z papierowej torebki,i wiele innych wspomnień. Pierwsze co to skojarzenia spokoju,radości, szczęścia i beztroski.:-D

  • Adrianna

    Nigdy nie zapomnę wspomnienia z ulewnego dnia podczas wakacji na wsi. Mnie i siostrę pilnował wujek-poszłyśmy do niego z pytaniem czy możemy porysować na balkonie. Powiedział, że oczywiście możemy :) Wzięłyśmy plakatówki i ściany balkonu zostały ozdobione biedronkami, motylkami i kwiecistą łąką… jakież było zdziwienie gdy okazało się, że nie rysujemy po kartkach. Za wszystko oberwało się wujkowi- przecież nam pozwolił :) Babciny kiedyś śnieżnobiały balkon był widoczny z daleka i bardzo się wyróżniał. Nasze malunki pozostały tam przez dobre kilka lat :-)

  • Paulina Kwiecień

    Najlepsze wspomnienie?? Mam ich mnóstwo!! Gdy byłam Mała rodzice co roku zabierali nas na „południe do dziadków” hihi tak zawsze mówiliśmy. Podchodzimy z Trójmiasta, ale moj Tata urodził się na Roztoczu. To tam co roku wybieraliśmy się na Wielkanoc i Wakacje. Beztrosko z kuzynami biegalismy całymi dniami po polu, jedliśmy truskawki prosto z pola, czy marchewkę. Pomagaliśmy przy zbieraniu kukurydzy, a babcia robiła dla mnie i kuzynki lalki z niej. To tam piło się mleko prosto od krowy i jadło domową gęstą śmietanę. Karmiliśmy z dziadkiem zwierzęta, obserwowaliśmy jak wykluwają się małe kurczaczki. Zdecydowanie to są Moje najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. Nasza Córeczka, Marysia ma obecnie trzy miesiące. W przyszłym roku ne wiosnę wybierzemy się z nią w tamte strony. Chciałabym żeby tak jak ja mogłam ten sposób poznawać świat :-).

  • Emilia

    Moje dzieciństwo było piękne ? Chodzenie po drzewach owocowych,aby najeść się do syta,a później ból brzucha,który sam mijał,bo nikt nie chuchał i nie dmuchał nade mną ? A jeszcze lepiej,bo to był tzw szaberek ? najlepsze wspomnienia mam zdecydowanie z pobytów tych krótszych i tych dłuższych u babci na wsi ? a wiosną,latem…hmm ? jako 7 latka biegałam z całą ekipą po wsi,po tamtejszych lasach,polach,ale nie bez celu.Mieliśmy dwie drużyny i bawiliśmy się w chowanego i podchody ? ile razy wylądowałam w krowim placku? nie zlicze,ale trawą wytarlam i dalej w nogi? a pokrzywy? Też na porządku dziennym? ślina była najlepsza na ten ból ? całe dnie na dworze,babcia tylko wołała na jedzenie ,i z to nie miałam czasu,dlatego wspominam ten chleb z masłem i cukrem…mmm..? to tylko namiastka mojego dzieciństwa z okresu letniego ? a zimą śnieg wcinałam garściami,bo przecież pić się chciało przez wygłupy na górkach ? acha,omijałam żółty śnieg ? wiecznie jako dziecko byłam poobijana,pokaleczona,ale co tam,wiosną i latem rosły takie listki przy ziemi- babka lecznicza ?,to tym przykladalam lub krew wycierałam i dalej w nogi ? często wracam myślami do tamtego okresu i szkoda,że w tych czasach dzieci tak się nie bawią.komputery,tablety,telefony dotykowe…smutne to ? często opowiadam mojej córce o moim dzieciństwie,a ona słucha,zadaje wiele pytań ☺ aż się rozmarzyłam…☺

  • Ola

    Beztroskie wspomnienie z dzieciństwa, to u nas na działce, kiedy to umorusani robiliśmy z rodzeństwem zawody….kto dalej przebiegnie bosymi stopami po żużlowej drodze. (Do dziś nie ma dla mnie dròg po których nie przeszłabym gołą stopą;P)

  • Gosia

    Po prostu podwórko, które było drugim domem, rzucanie sie mirabelkami, grożący palcem sąsiad, który wiedział o nas wiecej niż rodzice, pokazy mody w rzeczach stworzonych z wyobraźnia, ukaszenie pszczoły jak sie na bosaka na nią nadepnelo, jajecznica ze świeżo zerwanymi przez nas grzybami a i ucieczka przed dzikie

  • Monika

    Pamiętam jak w Zakopanem gdy razem z braćmi i rodzicami zwiedzaliśmy skocznie chciałam na nią wbiec i dotknąć czerwonej linii, tato uśmiechnął się i powiedział że jeśli mi się uda to dostane tyle lodów ile zmieści brzuszek. Wbiegłam, ale gdy zrobiłam kilka kroków z dwóch stron wybiegli ochroniarze złapali mnie i znieśli ze skoczni. Biegłam na boso i do dziś pamiętam dotyk sztucznej ‚trawy’,tato popłakał się ze śmiechu i wszyscy dostaliśmy wielkie lody w nagrodę za odwagę :)

  • Agnieszka Nurzyńska

    A ja opowiem beztroskie chwile dzieciństwa mojego taty. Urodził się dość dawno, bo w 1937 roku, jako najmłodszy z sześciorga rodzeństwa. Mieszkali na wsi. Opiekowała się nim najczęściej starsza o pięć lat siostra. Niestety, takie czasy. Przezabawną historią, a zarazem budzącą grozę była ta jak moja ciocia, aby zabawić wkładała go do wiadra i bujała w studni. Podobno tak szczęśliwego dziecka nie było w całej okolicy. Potem jak był już starszy (to już sam opowiadał) i został sam w domu wpadł na genialny pomysł, pociął nowy drewniany stół i zbudował sobie wózek (jak twierdził, nie chciało mu się chodzić, więc wózek był idealnym rozwiązaniem). Mina mojego dziadka po przyjściu do domu bezcenna. Wiele jest jeszcze takich opowieści…

  • dagusia555

    Moje najbardziej beztroskie wspomnienie z dzieciństwa to tańcowanie w mokrej trawie, czy kałuży podczas ciepłego letniego deszczu oraz jedzenie aromatycznych jagód, malin, jeżyn, poziomek, truskawek, oczywiście prosto z dzikich krzaczków.

  • Małgosia K.

    Ahh, dzieciństwo… Szkoda, że już nigdy nie wróci…. ;-)

    Moje najbardziej beztroskie wspomnienia wiążą się z latem na wsi, czy to u babci, czy na naszej rodzinnej wiejskiej działce. Do babci zwykle jeździłam ja, trzech kuzynów i kuzynka. Ojjj, to było coś! :-D Zwykle była któraś ciocia, ale nawet jakby bardzo chcieli, to by nas nie upilnowali. :-P

    Pamiętam wszystko! Ten smak mleka, które się chłodziło w bańce w studni, świeżutki chleb podbierany między posiłkami z szafki w przybudówce. Oczywiście najlepszy ze śmietaną i z cukrem!!! Mmmm… Ojj, babcia groziła palcem i pokazywała kija, hihi :-P Ale warto było dla tego smaku! Później oczywiście musieliśmy „za karę” maszerować po ten chleb kilka kilometrów. Zwykle po kilka bochenków, które starczały na jeden dzień ;-) Marsz przez pola, zawsze obok drzewa z wielkim bocianim gniazdem i przez strumyk, który tworzył bajorko. To bocianie gniazdo jest tam do tej pory! :-D

    Wyścigi z kuzynką o to, która z nas znajdzie więcej jajek w stodole. Zabawy w starym wraku warburga, skakanie po sianie w stodole (ojj, podrapało się wtedy skórę!), kąpiele w strumyku razem z rakami, wykopki i zbieranie ziemniaków, jazda ciągnikiem, domek na drzewie! Wszystko było wspaniałe! I nikt za nami nie biegał, nikt nie chuchał i nie dmuchał! ;-) Jak laliśmy się wodą, to z szlaufa i wiadrami! A obrywało się nam co najwyżej o to, że marnujemy wodę albo cali ociekający wodą wchodzimy do domu :-P A spaliśmy sami na niewykończonym poddaszu, na łóżku piętrowym z desek, które sami pozbijaliśmy. Na to poddasze wchodziło się po drabinie i jak się spojrzało w dół, to pod nią były schody do suteryny :O Kąpaliśmy się w wielkiej bali w przybudówce. Wodę trzeba było gotować, więc po kolei kuzynka, ja i kuzyni. Czysta woda tylko do spłukania, hihi :-P I nikt nie narzekał!

    Ahh, dzieciństwo!!! Czasem mi szkoda, że moje dzieci nie będą mogły tego wszystkiego spróbować… :-

  • Anna Walczak

    Beztroskich wspomnien z dziecinstwa jest wiele;) mieszklam na wsi wiec tu zawsze mozna wymyslec ciekawe rzeczy do zrobienia:) ale pierwsze co przychodzi mi do glowy to bieganie po łanach zbóż z rodzeństwem byla nas spora gromadka wiec zawsze bylo wesolo:)

  • Marta

    Moim najmagiczniejszym wspomnieniem jest zapach domu mojej babci i jej samej. Wspomnienie jej dłoni i śmiechu. Była gwarantem mojego beztroskiego dzieciństwa i najlepszą przyjaciółką ?
    Ale uważam, że nic nie jest tak ważne w dzieciństwie jak bezgraniczna miłość bliskich. To zostaje w nas na całe życie trochę tak jakby nam naładowało akumulatory.
    Też chcę takiego dzieciństwa dla mojego Synala :)

  • Agata

    Beztroskie i radosne chwile z mojego dzieciństwa??? Wychowałam się na wsi, a jak wiadomo – wieś to miejsce pełne atrakcji. Więc i wspomnień bardzo dużo… M.in. Zabawa w berka z rodzeństwem i kuzynkami na boso po mokrej od rosy trawie. Wykopki, podczas których jadło się pieczone w ognisku ziemniaki (ręce były „z zarazkami”, bo przecież w polu nie było ich czym umyć). Zabawy w „sklep” oraz „dom” na górce pustaków ułożonych obok domu rodzinnego – nikt nie krzyczał, że spadniemy, że sobie coś zrobimy itp… Skakanie po kałużach podczas deszczu – i nikt chory nie był po tym… Rodzice nie zabraniali, a wręcz robili wszystko żebyśmy poznali świat taki jakim jest, czyli pełen zarazków i bakterii. I za to im dziękuję… A teraz staram się to przełożyć na moją pociechę – Pozwalam synkowi na poznanie otaczającego nas świata, opierając się na własnym dzieciństwie.

  • Monika

    Moje beztroskie dzieciństwo to przede wszystkim zabawy na świeżym powietrzu, a u nas na wsi jest go cała masa ? beztroskie dzieciństwo to moja kochana mama, która nie trzymała mnie i moich braci non stop przy swojej spódnicy, a która nie miała problemu żeby dac nam łyżki stołowe abyśmy mogli pobawić się w piasku (nie wiem dlaczego ale zawsze chcieliśmy dokopać się do Chin ?).
    To czas kiedy wszelkie owoce sezonowe najlepiej smakowały prosto z krzaczka i wcale nie przeszkadzało mi,że jest oblepione piaskiem ( wystarczyło parę razy dmuchnać i było ok ?). Moje beztroskie dzieciństwo to uśmiech na mojej twarzy każdego dnia kiedy się obudziłam i gdy mama układała mnie do snu. Pozdrawiam

  • Justyna

    Hej Szczesliwa – z czego Ty chcesz zrzucac te 10kg ja sie pytam! Ty sie lepiej puknij w glowe i zjedz ciastko! :) Pozdrowki :)

  • Anna Gronek

    Chyba nie będe oryginalna, akcja działa się na wsi, u dziadków, a udział a niej brałam JA, mój starszy brat i dwie starsze kuzynki. Postanosiliśmy,a raczej „starszyzna” postanowiła, że w tak piękny dzień powinnam popływać w stawie, ale ja nie umiem pływać.Tak wiec postanowiliśmy, tzn ONI postanowili ukraść sąsiadom koryto( z którego jadły świnie) i wpakować mnie w to piękne koryto,po czym wspólnymi siłami wypchnąć na środek stawu.Tak też się stało, siedziałam w korycie o ani wypchnęli mnie na głębiny, po chwili chciałam już wyjść z tego koryta, ONI nie potrafili sprawić bym dobiła do brzegu.Uratował mnie tata, który w gumowych butach wszedł do stawu,a woda nie sięgała mu nawet do kolan ;)
    anna.m.gronek@gmail.com

  • Magdalena Kiszewska

    Moje beztroskie dzieciństwo było ograniczone jedynie przez wschód i zachód słońca oraz jedynie przez wyobraźnię. Pamiętam zabawy w chowanego w kartoflisku, podchody przez pola i las,biegi z kuzynami po łąkach. Latem nie trzeba było wracać do domu,bo wszędzie rosły krzaki z owocami, a do dziś pamiętam smak marchewki i zgrzyt piasku między zębami (teraz nawet warzywa z własnego ogródka nie są pewne:)). Oby moje dziecko również wspominało swoje dzieciństwo z łezką w oku i uśmiechem na ustach, pomimo ciągle obecnych siniaków na nogach i rękach;)

  • Hanna Wojciechowska

    Czytając cały wpis od samego początku przewijały się przede wspomnienia smaków owoców, smaku zakazanej coli, zdartych kolan, obsikanych rajstopek czy buntowniczych łez, które spływały mi latem codziennie po policzkach, gdy mama wołała do spania. Jednak jest jedno najważniejsze, pełne miłości, oddania, kwintesencji całego mojego dzieciństwa.
    .
    .
    .
    .
    Babcia: ” Haneczko co dziś zjesz na obiadek?”
    Mała Hania : ” Naleśniki babciu”
    Babcia: ” Dobrze wnusiu, usmażę Ci naleśniki”
    I tak bite dwa miesiące wakacji …………… :D

  • Kasia

    Miałam piegi.Bardzo chciałam się ich pozbyć.Chłopaki na wsi u babci powiedzieli że na piegi najlepsze krowie łajno.Nasmarowałam gębę i na dodatek wystawiłam do słońca.Mama skrobała potem w domu szpatułką tak przyschło.Miastowa to uwierzyłam…Piegi same zniknęły z wiekiem.Pozdrawiam!!!!

  • Agnieszka

    Większość osób pisze, że najlepsze wspomnienia z dzieciństwa mają z pobytu u babci i dziadka. Czy to nie jest właśnie tak, że to oni – z racji tego, że posiadali duże doświadczenie w wychowaniu dzieci i jednocześnie mogli spojrzeć na to z perspektywy czasu – dawali swoim wnukom dużo swobody i przez to te wszystkie wspomnienia są dla nas tak miłe? Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś mówił „Babcia zabraniała mi iść na dwór bo padało”, albo „U dziadka zawsze musiałem myć owoce przed ich zjedzeniem”. Aż nienaturalnie brzmi, prawda?
    Moje najlepsze wspomnienie również wiąże się z wakacjami u dziadków na wsi. Na drzewie pojawiły się już kasztany. Takie kasztany w zielonych skorupkach z kolcami. Kolega pokazał mi, że pocieranie tą skorupką o twardą powierzchnię sprawia, że ona się mechaci i powstaje „taki fajny brązowy misiek”. Miśków oczywiście chcieliśmy mieć dużo więc tarliśmy ile wlezie o … schody na klatce schodowej! Nie dość, że schody ściemniały razem z kasztanami to jeszcze wydawały charakterystyczny brzydki zapach. Niezadowolenie dziadków i pozostałych sąsiadów zmusiło nas do posprzątania bałaganu, który zrobiliśmy. Uznaliśmy, że najlepiej będzie, jak umyjemy klatkę czymś zapachowym i tym samym upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Do wody wlaliśmy więc całą butelkę wody po goleniu mojego dziadka! To dopiero był aromat rodem z najelegantszej perfumerii! Oczyma wyobraźni już widzieliśmy jak babcie i dziadka rozpiera duma, że tak świetnie sobie z tym naważonym piwem poradziliśmy. Jednak tak się nie stało… A było tak blisko! :-)

  • Karola Q

    Beztroskie dzieciństwo to…huśtawka z deseczki na sznurku na drzewie…a gdy się oberwala miękkie lądowanie w polu z ziemniakami. To dojenie krowy, drażnienie indyka czerwona szmata, to gra w kapsle pod blokiem na narysowanym kredą torze, to gra-skakanie na gumie, to nauka jazdy na rolkach i hamowanie w śmietniku, to zwisy głową w dół na trzepaku, to strzelanie z procy, to rzucanie w sąsiadów balonami z wodą, to sylwestry na strychu i wreszcie nauka dorosłości i gospodarzenia…piorac skarpetki w osiedlowym strumyczku :-)

  • zuzia

    Moje wspomnienia z dzieciństwa wiążą się z aktywnym spędzaniem czasu. Zabawy z innymi dzieciakami w chowanego, berka, podchody, wymyślony dom itp. W przerwie przebiegałam do domu po kanapkę (najlepsza ta z masłem i cukrem), a wieczorami siadalismy na ławce i oglądaliśmy spadające gwiazdy. Beztroskie czasy..

  • Ola

    Moje wspomnienie to jak łowiliśmy z bratem godzinami ryby ze studzienki kanalizacyjnej (wędki robiliśmy sami z patyków i sznurków), biegaliśmy calymi dniami po drzowu pomiedzy kurami i nie przejmujac się, że buty brudne od ich kup. Wspinaliśmy się na drzewa, aby zjeść jabłka. To byly czasy, ktorych nie zamieniłabym na nic innego ;)

  • magda

    Beztroska i radosna wieczorna kąpiel, ale nie w wannie, tylko w jeziorze przy którym mieszka babcia. Suszenie przy ognisku i powrót na bosaka do domu, oczywiście z czarnymi juz stopami :)

  • Kasia

    Ja pamiętam ogromnego Kamaza mojego dziadka, który parkował go na podwórku przy czereśniach i gruszach. Ciepłe letnie wieczory spędzałam na wywrotce zajadając czereśnie i gruszki (nieumyte!!!) i bawiąc się z moją kuzynką. Było super….mama wołała tylko na kolację i znowu na dwór ???

  • Monika BaSa

    Jestem wiejskim dzieckiem lat 80tych. Z nutką nostalgii wróciłam do wspomnień szklanych butelkowych krów, których źołądki wypełniało ziarno kukurydzy, ziemniakòw z parnika dla zwierząt smakujących wyśmienicie, domków robionych w zbożu, czy greckich mitów opowiadanych przez przysypiającą ze zmęczenia mamę. Miałam pisać o niezapomnianym smaku śmietankowych lodów,pakowanych w sreberko, ale to własnie obraz Matki, stanowi dla mnie obraz beztroskich chwil dzieciństwa.

  • Ania

    Moje beztroskie dzieciństwo, to kanapka z serem tarkowanym robiona i jedzona na szybko. Między jedną zabawą w „granice”, a kolejną która już się tworzyła w naszych kreatywnych główkach. To godziny spędzane wśród przyjaciół na polach, łąkach, placach zabaw. To ogniska za stadionem. To lody świdry stawiane przez dziadka. To brak czasu na nudę. To szaberki gruszkowe ! To brudna wodą przy wieczornej kąpieli !! To uśmiech babci cieszącej się razem z nami ! I głęboki sen, by jak najszybciej przywitać kolejny dzień !

  • Sylwia M-c

    Moje wspomnienia z dzieciństwa? Boże jest tego tyle, że tygodnia by brakło żeby opisać…ale najbardziej to gra w kapsle, zabawy na sianie czy na łąkach gdzie nie czaiły się kleszcze, zabawa w podchody. Pamiętam jak ciężko było dostać między innymi buty(były wtedy jeszcze kartki,ale na buty już chyba nie), bawiliśmy się z dziećmi z podchody,ja z koleżanką ,która pochodziła z dość ubogiej rodziny weszłyśmy do pieca…piec z piekarni, od zewnątrz była klapa do czyszczenia komina. Jak czasami tam grzano coś to kapała z niego woda i leciała gorąca sadza więc tej sadzy było mnóstwo przy tym włazie(nie będę tego dokładnie tłumaczyć).Schowałyśmy się tam, a gdy nas znaleziona koleżanka Ewa wpadła nogą w tą sadzę. Miała nówki biało niebieskie trampki hahaha. Wpadła w panikę bo wiedziała co ją czeka w domu :/. Postanowiłyśmy, że wypierzemy buta w kałuży :o…Boże jak ten but wyglądał, do kałuży wsadziłyśmy też drugiego buta co by mama się nie połapała…oba trampki były szaro- czarno-brązowe :(. Oj jak Ewa dostała manto w domu…nie zapomnę tego nigdy, Dziś się z tego śmiejemy i opowiadamy innym, ale to było dzieciństwo…wolność, beztroska. Nie trzeba było telefonów wystarczył sznurek sąsiadowi spuścić z wiadomością heh…tęsknię :(. A pierwsze pocałunki w piwnicy po ciemku gdzieś pod rurami, pierwsze chodzenie za rękę, wołąnie na całe osiedle „mamo rzuć mi piciu”….

  • Agnieszka Hołyst

    Moje beztroskie dzieciństwo ograniczone było jedynie przez wschód i zachód słońca, ewentualnie przez wyobraźnię, która się nigdy nie kończyła :-) Mimo mieszkania od urodzenia w mieście nie było czasu na nudę. Grono kolegów i koleżanek jak i rodzeństwa zawsze gotowych do zabawy umilało każdy dzień. Jednak najlepszymi wspomnieniami z dziecięcych lat jest „chodzenie” (jak to nazwaliśmy) po górskich rzekach, letnie spanie w namiotach, kiedy w środku nocy „starszaki” chodziły po gorący chleb do piekarni, trawa nad ranem pokryta rosą i bieganie po niej :-) Sezonowe owoce dostępne zawsze i wszędzie, zgrzyt piasku między zębami (bo przecież z piachem marchewka najlepsza) i jeszcze mama wołająca z okna żeby przyjść po kukurydzę „na wynos”, a zwieńczeniem tych pięknych i beztroskich dni były coroczne wakacje nad morzem u babci i spotkanie swojego kuzynostwa tam mieszkającego. Niekończąca się zabawa w morskich falach i smażona ryba prosto z kutra, której smak pamiętam do dzisiaj :-) Mam nadzieję, że moja 2 letnia córeczka też w swoim dorosłym już życiu będzie wspominała swoje dzieciństwo tak jak mama z uśmiechem na twarzy i łezką kręcącą się w oku ;-)

  • Madzia Siu

    Ciepłe mleko od krowy, swieże ciasto drożdzowe, Szeleszcąca trawa pod stopami i zapach jabłek z sadu od Babi. To moje dzieciństwo

  • Klaudiaaa

    Najlepsze wspomnienie …hm ;-) często zamykam oczy i widzę nas wszystkich (ja i 7 rodzeństwa) biegajacych boso po zroszonej trawie za jakąś rozpadajaca się piłka …;-) park przy domu w którym mieszkaliśmy . Fajna sąsiadka która w lany poniedziałek wściekła wzywala policję na kolegę który wylewal na nią hektolitry wody. :-D wspomnień masa!!! Do dziś pamiętam robienie lalek z kukurydzy. Pamiętam że zawsze miały one włosy w kolorze słońca :-D smak „papierosa” zrobionego z kawałka kija od brzozy. Budowanie domków i barów. Haha w moim „salonie” stały dwa rozpadajace się taborety a stołem był pieniek do rabania drewna. mialam naczynia a w dziurawej patelni gotowałam dania których pozazdroscil by mi Gordon Ramsey. Miałam przyjaciółkę która w moim barze rozpijała trzyletnie dzieci a moim mężem był mój brat. W moim domku spało się na starej macie pod która legly się „szczypawice” których bałam się jak cholera bo kiedyś moja prababcia powiedziała że te wstreciuchy wchodzą do uszu!:-P dużo wspomnień …masa! Gdybym miała się tu rozpisywać nie starczyło mi sil na klikanie. .. piękne wspomnienia P rzywolalas Szczesliva! Uwielbiamy Cię z cora :-D

  • Felka

    Moim najbardziej beztroskim wspomnieniem z dzieciństwa są chwile spędzone w wannie… I nie, wcale się w niej nie kąpałam, tylko spałam ? podczas wakacji przyjeżdżała do nas dalsza rodzina. Było nas więcej niż łóżek, więc dzieci, z racji tego, że niewielkich rozmiarów, spędzały noc na podłodze, łączonych fotelach lub jak ja- w wannie ? dzięki ogromnej ilości poduch, poduszek czy poduszeczek była to najwygodniejsza noc w moim życiu ? pozdrawiam

  • Asia

    Moje najbardziej beztroskie i najpiękniejsze wspomnienie to mój tata. To on pokazał mi świat z tej beztroskiej strony. Opowieści o wszystkim i o niczym, zabawy (oj to były zabawy pół wsi dzieciaków się schodzilo gdy mój tata coś wymyślił). Ale pamiętam taka jedna sytuacje z dzieciństwa gdy byłam pewnego razu bardzo smutna i gdy rano obudziłam się na stoliku przy łóżku stały kwiatki takie polne zwykle ale to był najpiękniejszy bukiet a obok jeszcze stało śniadanie dla mnie od mojego taty abym już więcej się nie smucila, taki mały gest ale dla mnie małej dziewczynki coś wielkiego. Najpiękniejsze wspomnieniem mojego dzieciństwa to właśnie on – tata

  • Marta

    Zdecydowanie wyprawy po mleko ze zgrają kuzynów ? Każdy był rycerzem i miał miecz zrobiony z dwóch patyków. Pokrywki z baniek na mleko były tarczami dzielnych śmiałków ? A ja jako jedyna dziewczynka w tym gronie zawsze targałam bańkę i złościłam się że nie pasuje mi ona do rycerskiego ekwipunku ? Po latach śmieję się na myśl tych wielkich wypraw ?

    • Marto, zajęłaś drugie miejsce w konkursie! Gratulacje!
      Czekam na Twoje dane adresowe oraz telefon: kontakt@szczesliva.pl

      Pozdrawiam serdecznie!
      Magda vel Szczesliva

  • Katarzyna Kaźmierczak-Żak

    Jestem wnuczką , prawnuczką i bratanicą stolarzy , moje dzieciństwo (a w szczególności wakacyjna jego część ) mijało w małym mieście tuż na granicy Puszczy Białowieskiej , choć na co dzień mieszkałam w mieście. Nigdy nie zapomnę naszych zabaw na sztablach ( cpytacie co to? są to wielkie ilości pocietego na deski drzewa ,nie obrobionego ,nie heblowanego jeszcze z korą, sękami , żywicą i zapachem lasu , ułożone w wielkie sześcienne sterty) Spędzaliśmy tam niezliczona ilość godzin, te fortece , ukryte domki , wymyślone zamki , niezliczone ilości poniszczonych przez zywice ubrań , zadrapań na wszystkich częściach ciała i wyciaganych bez najmniejszego mrugniecia drzazg. A potem spacer do Puszczy po poziomki , jagody , to nic że nie mialysmy przy sobie żadnego naczynia wystarczyła długa słomka trawy na którą owoce nanizywałyśmy niczym słodko pachnące korale…. Ten zapach lasu i wolności to jest najwspanialsze co pamiętam z dzieciństwa ?

  • patrycja

    Moje najbardziej beztroskie i radosne wspomnienie z dzieciństwa to zabawy w gotowanie na podwórku.
    Główne dania – sałatka z trawy i liści oraz klopsy z błota.
    O ile każde dziecko doskonale znało smak trawy to klopsy z błota była to wyższa szkoła jazdy.
    Niewiele osób skusiło się aby ich naprawdę posmakować.
    patrycja.86@wp.pl

  • Basia Zawiła

    Mam 2 takie wspomnienia. Pierwsze: kiedy miałam ok.6 lat razem z kuzynką ustawiałyśmy małe kotki pod płotem, a z drugiej strony podwórka- miskę z mlekiem i puszczałyśmy je na wyścigi. Drugie: gdy miałam 11, może 12 lat i mój tata, wbrew zakazom i sprzeciwom mamy, pozwolił mi skoczyć z bungee i wszystko nagrał kamerą. Rodzina wypomina mu to do dzisiaj, choć mam 30 lat i świetnie się czuje ? Tak naprawdę to on pokazywał mi ten ekscytujący, a nie pełen obowiazków świat. I właśnie sobie uświadomiłam, że jeszcze mu za to nie podziękowałam…

  • Eliza

    Jak myślę o swoim dzieciństwie i wspominam beztroski czas to zawsze pojawiają mi się w głowie dwa obrazy i dotyczą wakacji u babci. Pamiętam piękne dni, które kończył ciepły majowy deszczyk. Wtedy mama i ciocia pozwalały nam się z kuzynką rozebrać do samych majtek i boso biegać w deszczu po trawie aż padniemy ze zmęczenia. Drugie wspomnienie to późne lato na wsi, gdzie na wybiegu dla kur do tej pory rośnie wiele orzechów laskowych i ja łażąca po dachu kurnika, żeby zerwać młode orzechy. Takie tam małe przyjemności :)

  • Agnieszka

    Moje dzieciństwo to jedno wielkie beztroskie wspomnienie, którego nie da sie zapomnieć i ciezko bedzie opisać w 5 zdaniach:) ograniczenie to wschód i zachód słońca (chociaż z tym zachodem rożnie bywało) i wołanie mamy z okna – zeby nie zapomnieć ze przy tej beztrosce trzeba jeść:) byłam harcerka wiec przeżyłam mnóstwo wyjazdów, spanie w namiocie na śniegu, spanie na sianie na rajdach, harcerskie obozy. Jednak najbardziej pamietam swoją i mojego dziadka beztroskę kiedy uczył mnie jeździć na rowerze – poprosiłam go zeby odkręcił mi boczne kołeczka, bo chce jeździć juz na dwóch. Dziadek oczywiscie odkręcił, ale jak poprosiłam zeby poszedł ze mną – stwierdził ze nie ma teraz czasu i sama dam rade, a umowa nie obowiązywała prowadzenia mnie na rowerze – oczywiscie szybko nauczyłam sie sama jeździć na dwóch kołach, cudna nauka mojego kochanego dziadka:)

  • GabaKo

    Zgraja dzieciaków osiedlowych i ja z siostrą. Wiele domów dopiero budowano, stały w stanie surowym. I oczywiście zabawa w chowanego. Zeskakiwanie z murków, wyskakiwanie z okien. Trzeba sie było wypukać. I tak od rana do wieczora. Powrót do domu tylko w porze obiadowej ?

  • Aleksandra

    Wspomnieniem wracam na trzepak na którym robilismy różne akrobacje wyobrażając sobie ze jesteśmy niezwykle wysportowani. Oczywiście zabawy w chowanego, skakanie przez płoty co konczyło się podartymi portkami, tzw. Harenda czyli kradzież owoców z sąsiadowych sadów, prawojazdy na hulajnoge które każdy musiał zdać aby mógł nią jeździć po okolicy, codzienne wieczorne wyprawy po mleko oraz gra na pegazusie gdzie strzelało się do kaczek co pewnie zniezlwykle szczesliwiloby mnie nawet w chiwiki obecnej.
    olcia070894@gmail.com

  • O strzelanie z niecierpków uwielbiamy!!!
    Beztroskie wspomnienie z dzieciństwa? Jest ich dużo. Moje dzieciństwo to spanie przez całe wakacje na sianie w stodole i szukanie małych myszek, to dojenie krów i picie ciepłego mleka. Dzieciństwo to drażnienie małego byka i ucieczka w mgnieniu oka na drzewo(był stresik).Jednak najbardziej uwielbiałam wędrówki ze stadem krów na pastwisko, zawsze chodziłam na boso. Niestety pewnego dnia nie ominęłam krowiego placka. Pamiętam to ciepło na stopach do dziś. A w tych czasach ktoś wie, w ogóle jak wygląda krowi placek???

  • Monika Minicka

    Najpiękniejsze wspomnienia z dziec.iństwa – wyjazdy z moimi Dziadkami na wycieczki. Było wspaniale i beztrosko. Jeździliśmy na działkę gdzie spędzaliśmy cały dzień pomagałam kosić trawę, zbierać owoce które trafiały w większości do mojego brzuszka ( uwielbiałam agrest, który wysysalam ze środka a skòrkę wypluwałam)porzeczki truskawki. W domu z tych owoców gotowalysmy z babcią kompot. Zbudowaliśmy z dziadzia oczko wodne i prysznic własnej roboty na upalne dni z węża ogrodowego hehe to były cudowne chwile. Teraz sama jestem mamą 11 miesięcznego chłopca Loranka i również pozwalam mu na więcej choć wzrok gapiòw czasami mnie zastanawia czy na pewno dobrze robię lecz radość mojego syna była tak wielka, że stwierdziłam ahh niech patrzą jak dobrze się bawimy… Cieszę się że nie jestem sama … Serdecznie pozdrawiamy i przesyłamy kilka fotek z naszych przygód z naturą, niestety z dala od rodziny za którą bardzo tęsknimy Za to z holenderska przyrodą hehe ???

  • joanna

    najbardziej beztroskie było łażenie za mamą gdzie się tylko dało, nic nie goni, nic nie trzeba, wszystko można. Kiedy mama grabiła siano ja mogłam z rozmachem nurkować w kopki, jeszcze nie rozrzucone po wieczornym deszczu. Kiedy doiła krowy, tak na polu, między sadem a polem wysoko wyrosłego już żyta, zrywałam słomkę, czasem dwie, wystarczyło ułamać ją (ugryźć) tuż za „kolankami”, wybierając najdłuższy kawałek i słomka do picia była gotowa:) można było przedłużyć ją wciskając w nią następną słomkę i głowa do wiadra, pomiędzy mamy łokciem a kolanem, i można pić do woli, takie pieniące się, ciepłe mleko, słodkie od dobrej trawy, lekko goryczkowate od mleczu. Jeszcze dziś, czasami, zdarza mi się kiedy jestem u mamy pójść za nią do dojenia na pole, z kubeczkiem. Albo bez;)

  • Paulina

    Z uśmiechem na ustach wspominam nasze rodzinne wypady na
    grzyby. Podczas jednego z nich zgubiłam z lekka przydużego kalosza. I tak sobie
    szłam z mamą za rękę po lesie w jednym bucie, i fajnie było. Mama nie zauważyła
    pochłonięta szukaniem grzybów. Niestety wydał mnie przypadkowo spotkany
    grzybiarz.

  • Kaja

    Najfajniejszym momentem jaki pamiętam, jest ten, kiedy moja babcia w letnie noce ścieliła mnie i mojej przedszkolnej przyjaciółce „spanie” na balkonie. Kładła koce, kołdry, poduszki wieloma warstwami(tu za pewne pojawiłyby się głosy sprzeciwu wielu nadopiekuńczych mam)Ale miałyśmy frajdę.W środku Krakowa taki mały biwak na balkonie ,na jednym z osiedli.

  • Ewa Wanago

    Moje najbardziej beztroskie wspomnienie dotyczy babci, która pomimo tego, że była osobą schorowaną poświęciła mi dużo czasu ucząc gotować. Najlepiej wspominam pieczenie czekoladowego ciasta i możliwość wyjadania surowego z miski ?

  • NG

    Najpiękniejsze wspomnienia to te z wakacji na wsi. Wstawanie do piania koguta za oknem, śniadania robione z tego co się w ogródku złowiło. Pamiętam poranną rosę na nogach i kurę, której się przeraźliwie bałam, bo „się na mnie patrzyła” i zapach szczypiorku i cebulki zerwanej z grządki, z białym serem, który robiła ciocia; albo jajecznicę z kurkami zebranymi rano w lesie… Bieganie po ogrodzie za kotami, psami, kurami, kaczkami… Kopanie ziemniaków, często rękami bo kopaczka nie wygodna… Karmienie świń, krów, konia… nikt nie pilnował, nikt nie stał nad nami i nie pokazywał, kazano zrobić i się robiło. I to było najlepsze bo człowiek sam dochodził do tego co i jak, a każdym zadrapaniem i siniakiem chwalił się jak orderem. Jak się wpadło do gnojówki to balia na podwórko i była kąpiel bo do domu nikt nie wpuścił :-) A wieczorem ogniska z pieczonymi kiełbaskami na kiju samemu zastruganym, albo ziemniaki z ogniska, na polu, po sianokosach lub żniwach. I te powrotu na furze siana przy zachodzie słońca, gdzie kopa przechylała się na zakrętach aż do ziemi :-) och wróciło by się do tych chwil beztroskich…
    Dlatego staram się też jeździć tam z moja trójka urwisów, żeby poznali smak takich wakacji, bo tam czas płynie wolniej i choć nie jest już tak jak za mojego dzieciństwa to i tak najcudowniej. I <3 Wysowa :-)

  • Izabela Gałuszka

    Moim najbardziej beztroskim wspomnieniem z dzieciństwa jest zabawa w chowanego. Jako 3-latka posiadałam bowiem SUPERMOC znikania! Podczas zabawy w chowanego wystarczyło ze rączkami zakryłam swoje oczka, a w mig stawałam się niewidzialna;) Rodzice mogli mnie szukać i szukać bez końca ale znaleźć mogli mnie dopiero wtedy, kiedy je odsłoniłam:) Czasami żałuje, iż moje moce nie przetrwały do dziś…ale na szczęście odziedziczyły je po mnie moje Superdzieciaki!

  • Mój dziadek potrafił ku rozpaczy mojej mamy i złości babci, wynieść wszystkie produkty spożywcze z kuchni, tylko po to, żeby bawić się ze mną w sklep. Pewnego dnia przytargał do domu całą siatkę monet groszowych, to była nasza waluta.

    To on bawił się ze mną w szkołę. Byłam jego nauczycielką, a on był bardzo opornym uczniem, tylko dlatego, że uwielbiałam stawiać mu dwóje i wpisywać uwagi.

    To on, każdego wieczoru siadał przy moim łóżku i czytał, a jeśli akurat nie miałam ochoty na książkę, siadał i opowiadał mi o gwiazdach (uwielbiał astronomie) lub o swoim dzieciństwie. Kochałam wszystkie te historie.

    To on siadał ze mną wieczorami, wyciągał ANIĘ (taki aparat do wyświetlania kliszy z bajkami na ścianie) i czytał.

    Szył ze mną maskotki, a nawet potrafił uszyć mi spodnie na starym Singerze (nadal go mamy, choć skończył już ze 140 lat).

  • Alicja

    Dzieciństwo pamiętam z podjadania babci ciasta na makaron. Zawsze na mnie krzyczala, gdy mnie przyłapała na jedzeniu ciasta i mowila grożąc palcem- będzie Cię brzuch bolał. I oczywiście w 9/10 przypadków bolał,ale siedziałam cicho i się nie przyznawalam ;) Mieszkałam na wsi gdzie nie było placów zabaw, więc jak pojechaliśmy w niedzielę do rodziny do miasta to moje oczy aż się świeciły na widoku zjeżdżalni i bujaczek. Byłam odstrojona w sukienkę i rajstopy (oczywiście białe) i czekałam aż mama się odwróci i biegiem na zjeżdżalnie. Po jednym zjeździe rajstopy były do wyrzucenia, całe czarne i podziurawione. Spojrzenie mamy bezcenne i pamiętam je do dzisiaj! Nie lubiła tych wyjazdów ;) bo wracalam brudna i z podziurawione mi rajstopami. Jak teraz jej wnuki szaleją tak odstrojone po placu zabaw to słyszę od niej: daj się dzieciakom wyszaleć ;)

  • Sylwia

    Najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa zawsze kojarzą mi się z dziadkiem. Ewidentnie byłam jego ulubienicą ku rozpaczy brata i kuzynów :) To ja zgarniałam drobne z portfela dziadka ” bo nie mieści mu się w kieszeni”. Ale też to ja z nim pracowałam w polu. Do dziś pamiętam przerażenie mamy jak opowiadałam jej co z dziadkiem robiłam :) Było spokojnie – zbieranie ziemniaków i poważne rozmowy przy tym, grabienie siana, spacery na grzyby. Zdarzało się też zbieranie siana i skakanie po wozie, operowanie widłami, jazda na komarku – wszystko to co teraz nazywane jest skrajną nieodpowiedzialnością.Dzięki dziadku…

  • Zajcev

    Szelest lisci kukurydzy, w której urzadzaliśmy wyscigi, zapach jeszcze cieplego mleka od krowy, do którego wieczorem była obowiązkowa kolejka, kwaśny smak jabłek sąsiada – bo przecież kradzione smakowało najlepiej, mała dziewczynka na czterokołowym rowerku z Barbie pędzaca gdzieś w tyle za zgrają podrośnietych już braci i ich kumpli bo „jak to? Nie zabiorą mnie?” – to tylko mała kropla w morzu wspomnień beztroskiego dzieciństwa, w którym wyznacznikiem czasu nie byl zegarek, a światło ulicznych lamp.

  • Roksananana

    Najlepiej z dzieciństwa wspominam końcówkę wakacji. Pięknych , słonecznych wakacji. Wtedy trawa pachniała bardziej . A słońce było bardziej żółte , woda w jeziorze zawsze ciepła . Obiad jadło się w biegu , aby jak najszybciej móc wrócić na dwór i bawić się dalej w podchody czy też w chowanego . Nie było mowy żeby iść do domu się napić czy też coś przekąsić . Ogród był pełen pyszności takich jak truskawki , marchewka , jabłka , śliwki .. Więc kto myślał o kanapkach skoro w kazdej chwili mógł skosztować taki „rarytas” prosto z ogrodu . Woda była w pompie na środku podwórka , a kubek był jeden na wszystkich dzieciaków (stuff który koleżanka wracając z obiadku ukradkiem wyniosła od babci :D ) . Nie było telefonów a każdy wiedzial gdzie ma szukać drugiego . Wtedy to było normalne dzieciństwo , teraz jak o nim pomyślę to jednak nie było normalne ! One było najpiękniejsze i najbardziej beztroskie ! Te chwile juz nigdy nie wrócą. A szkoda….

  • joanna g.

    Najbardziej beztroskie i radosne wspomnienie z mojego dzieciństwa jest zarazem pierwszym wspomnieniem, jakie potrafię przywołać ze swej pamięci. Siedzę sobie na podłodze w kuchni niedaleko otwartej szafki pełnej skarbów. Mieszam te wszystkie niepojęte jeszcze produkty ze sobą, dotykam, smakuję. Nie mam żadnej miseczki, więc mieszam na podłodze. Białe, żółte i pomarańczowe ziarenka, kulki, kryształki i proszki. Malutkie kuleczki rozrzucam po całej kuchni, świetnie się toczą. Zrobiłam całkiem niezłą mieszankę z mąki, cukru, soczewicy, ciecierzycy, ryżu i różnych kasz zanim ktoś mi przeszkodził w mej radosnej twórczości. Chętnie mieszałabym dalej, ale dorośli mieli chyba inna wizję na użycie tych składników :)

  • Martyna

    Nie miałam łatwego dzieciństwa. W telegraficznym skrócie- nas pięcioro,Mama wiecznie sama ze wszystkimi kłopotami i troskami,ojciec -lekkoduch z problemem alkoholowym. Nigdy nie lubiłam świąt,bardziej kojarzyły mi się ze łzami lecącymi do zupy grzybowej niż z prezentami od Mikołaja. Jednak jedna Wigilia była najpiękniejsza. Paradoksalnie spędzona w szpitalu. Zuzanna,najmłodsza z nas ,miała wtedy pól roku.Zachorowała na zapalenie płuc,Mama leżała z nią w szpitalu i nie wyszła na święta. Ojciec choć raz zachował się jak prawdziwy facet. Ulepił w domu pierogi i usmażył rybkę. Zapakował ten nasz cały grajdoł razem z jedzeniem i pojechaliśmy do Mamy. Spędziliśmy najpiękniejszą,WSPÓLNĄ Wigilię na prawie pustym oddziale pediatrii . Nawet ohydna ryba w galarecie zaserwowana na szpitalną kolację wigilijną cholernie smakowała!Kolędy,śnieg za oknem i Rodzina Razem-najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa.

    Pięknie Magda piszesz.
    Pozdrawiam.

  • Dominika

    Moje całe dzieciństwo było jedną, wielką beztroską, ale mimo wszystko chyba najbardziej utkwiło mi w głowie budowanie namiotów w ogrodzie u babci z kocy, krzeseł, ręczników, mioteł – czyli dosłownie wszystkiego co było pod ręką. To były nasze tzw. bunkry, w których wraz z rodzeństwem i kuzynostwem graliśmy w Państwa-Miasta i Chińczyka. Dziadek przynosił nam obiad – jajka sadzone z ziemniakami i do tego zsiadłe mleko, zaś babcia rozpieszczała nas domowym kompotem z truskawek i drożdżówką z kruszonką – co to był za smak! Potrafiliśmy siedzieć i bawić się tak całymi dniami, nigdzie nam się nie spieszyło, na wszystko mieliśmy czas i co najważniejsze byliśmy wszyscy razem. Zabawą nie było siedzenie przy komputerze – tego to nawet nie znałam, ale za to klasy, zabawa w berka czy chowanego i chyba ta prostota życia sprawiała, że to dzieciństwo było takie beztroskie:)

  • Beata

    Najlepsze wspomnienie to dwa miesiace wakacji spedzone na dzialce oddalonej ok 15 km od miasta. Buszowanie cale dnie w lesie i wracanie tylko na obiad, budowanie szalasow, granie w „piwko naprzeciwko”, palanta, podchody….ech…znowu by sie chcialo byc dzieckiem…

  • Ania

    Moje najpiękniejsze wspomnienie to biwaki z rodzicami, siostrą i kuzynkami. Beztroska kąpiel w zalewie, szukanie raków, ratowanie jeży (tak, takich żywych i z kolcami :-)), śpiewanie przy ognisku, spanie w namiocie. Wszędzie było czuć szczęście i miłość :-) szkoda tylko, że moi rodzice nie wytrwali w tej miłości i wszystko się skończyło :-(

  • Justyna Sykuła Pawłowska

    Och słodki Jezu … Nigdy nie zapomnę jak babcia mi pokazywała „sztukę” zbierania jajek z kurnika. W wieku ok 5 lat poczułam w sobie”tą moc ” aby samodzielne pójść i je zebrać…taaaa…wszystko szło jak po maśle, kur nie było jajek pamiętam zebrałam sporo ( oczywiście do koszyczka zrobionego z podwiniętej koszulki), dumna zmierzam do furtki a tam czaił się KOGUT, ja nogi za pas – kogut za mną, chyba z pięć okrążeń zrobiłam, drząc się w niebo głosy zanim babcia przyleciała mi pomóc. Wtedy to dla mnie była trauma jednak z biegiem lat wspominam to ze śmiechem i wiecie co uratowały sie 3 jajka ? babcia robiła najlepsze jajka na miękko ?

  • Dorota

    Moim najfajniejszym wspomnieniem jest lezenie z moja przyjaciolka Białką (koza) na trawie i liczenie chmur. Mialam wtedy moze 5 lat i uczylam ja mowic do mnie po imieniu i podkarmialam malinami z dziadkowego ogrodu. To byl fajny czas :-)

  • Marta Kownacka

    Moje wspomnienie z dziecinstwa to picie mleka od krowy prosto to z banki, skakanie z belka na siano w stodole oczywiście bez wiedzy babci beztroskie bieganie po podwórku od 6 rano do późnego wieczora ,jedzenie chleba z cukrem zamoczonego w mleku,piciu wody ze studni,gotowanie zupek z pokrzywy i piasku ;).Pamiętam jeszcze jak wlazilismy z rodzeństwem na dach i karmilismy wiewiórki a po jakimś czasie jedną zz nich przyszła do mnie i weszła na nogę,do tej pory pamiętam jej pazury :) Niestety oprócz zabawy były też obowiązki takie jak ganianie krów czy składanie drzewa na zimę ale dzięki temu nauczyłam się zycia.Dziękuję rodzicom ,ze miałam tak cudowne dzieciństwo a teraz pokazuje to wszystko mojemu synkowi :)

  • Julita Kordus

    Hmmm… Mieszkalam w bloku, na czwartm pietrze (na dodatek), zeby poczuc smak wolnosci i pokazac Mamie, jak bardzo Ja kocham, przynioslam Jej kiedys cale wiaderko biedronek zebranych chyba z kazdego mozliwego krzaka na osiedlu ;) Nawet czesc z nich donioslam na czwarte pietro ;) Moja Mama byla nieziemsko zaskoczona :) Teraz sama pokazuje Swiat mojemu Synowi, patrzac jak bawi sie deszczowka w taczce i robi pyszna „zupe” :D Pozdrawiam serdecznie!

  • Daria K.

    Moje najbardziej beztroskie wspomnienie dzieciństwa to wakacje u rodziny na wsi. Codziennie rano ciocia przynosiła nam świeże, jeszcze ciepłe mleko od krowy. I nikt nie obawiał się salmonelli, nikt nie googlował ile tłuszczu ma takie mleko i czy jest zdrowe. Do tego pajda świeżego chleba na zakwasie z masłem i cukrem a potem dawaj cały dzień na łąkach gdzie nikt nie szukał kleszczy.

  • Agnieszka Cichy

    Najlepsze wspomnienie z dzieciństwa to jedne z ferii zimowych, które spędzaliśmy z rodzicami na wsi. Tata zbudował wtedy mi i siostrze igloo (kostki robił ze śniegu polanego wodą i po zamarznięciu układał) oraz usypał dużą górkę śnieżną po której można było zjeżdżać na sankach. Tych ferii zimowych nigdy nie zapomnę, mogłam poczuć się jak eskimos będąc na polskiej wsi :)

    • Agnieszko, zajęłaś trzecie miejsce w konkursie! Gratulacje!
      Czekam na Twoje dane adresowe oraz telefon: kontakt@szczesliva.pl

      Pozdrawiam serdecznie!
      Magda vel Szczesliva

  • Natalia Gemba

    Beztrosko, wspaniale czułam się gdy Tata w żwir wlał wiadro wody, a ja mogłam robić wszystko taplać się i gotować. I to nic ze mama założyła nowy żółty sweterek. nikt nie krzyczał i nie zakazywał. Bawiłam się pół dnia.

  • Katarzyna

    Pierwszym moim wspomnieniem jest stodoła, stara, drewniana, pełna słomy aż po dach, wszędzie porozkładane baloty i różne sprzęty. To był najlepszy plac zabaw : wciskanie sie w każdy zakamarek, sprawdzanie kto wdrapie się wyżej :-). Ktoregoś dnia wspinając się na kolejny szczyt usłyszałam jakiś pisk. Buszowałam, szukałam aż znalazłam – szczeniaki !!!!! Do tej pory pamiętam jak trzymając jednego z nich biegłam do domu żeby pokazać znalezisko:-)

  • Ania G.

    O kurczaczki, ja właśnie niedawno, na rodzinnym zjeździe, wspominałam taką jedną scenę z dzieciństwa. A mianowicie akcja działa się o wczesno-drakońskiej godzinie (pewnie z 4 albo 5 rano), kiedy to rodzice pojechali do pracy, a w drzwiach zawitał wujek (młodszy brat mamy). Wujek – wtedy 20-letni młodzieniaszek i 2 dziewczynki (ja miałam chyba 4 lata a moja siostra 3), same w domu od rana. Wujas, oczywiście nie przyzwyczajony do takich porannych aktywności, ułożył się wygodnie w dziecinnym łożu, mając nadzieję jeszcze na małą drzemkę. Niestety dzieci za bardzo nie skłoniły się ku pomysłowi, więc wygłosił stanowczo zdanie: dziewczyny musimy jeszcze iść spać, bo jest tak rano, że słońce jeszcze nie wstało i kogut nawet nie zapiał. My wpatrzone jak w obrazek, grzecznie powędrowałyśmy pod kołderkę. Ale nie trwało to długo, bo może po 30 sekundach, kogut sąsiada wydarł swoje gardło na całego i zakończył tym czynem święty spokój młodego wujka :D He he, minę miał, jakby świat właśnie się kończył. Pamiętam to do dziś xD. I zaczęły się śmiechy, chichy, otwieranie oczu wujasowi, wkładanie paców do nosa i tego typu przyjemności :D:D radocha na sto dwa, ale nie dla wujka ;)) Takie piękne czasy… że chętnie bym to powtórzyła i utrwaliła więcej takich chwil.

  • Maria

    Najbardziej beztroskie było łowienie ślimaków w tzw. „krzypopie” (czyt. rowie melioracyjnym), gdzie za wędkę służyły suche rośliny rosnące na okolicznych polach. Sama nie wiem jak mogłam spędzać tak całe dnie, leżąc na brzuchu na drewnianym moście i w trakcie „łowienia” rozmawiać z moją przyjaciółką od serca o wszystkim i o niczym. Z uśmiechem na ustach wspominam również zabawy na osiedlowym podwórku w dwa ognie, państwa-miasta czy też kaczy kuper. Wspaniałe było również wspinanie się na rosnące wzdłuż polnej drogi wierzby i urządzanie tam swojej bazy (każda ulica miała swoją). A najwspanialsze było to, że praktycznie cały dzień spędzało się na świeżym powietrzu i jedynym zmartwieniem było, aby tym razem nie być pierwszym dzieckiem, które mama zawoła do domu na kolację, bo to przecież obciach iść spać jak jeszcze jasno i wszyscy bawią się w chowanego; )

  • Asia

    sianokosy, stodoła i pełno świeżego siana, to było najlepsze do skakania. Uwielbiałam z całą bandą dzieci skakać z wysokości do siana, była frajda i najlepiej jak pewnego popołudnia padał prawdziwy letni deszcz, że aż pachniało latem szybko biegliśmy pod dziurawe rynny i myliśmy się z tego siana (a kuło niemiłosiernie) i każdy tylko czekał na największy strumień z rynny i byliśmy najszczęśliwszymi dziećmi pod mokrą, letnią chmurką:)

  • Maja

    Pamiętam zapach lasu a dokładnie sosnowych igieł, zapach drewnianych domków letniskowych, smak lodów orzechowych (jedynych dostępnych w lokalnym sklepiku), smak borówek i kań pieczonych na patelni. Pamiętam radość z pomalowania sąsiadom okien pastą do zębów z okazji zielonej nocy i gradową twarz cioci witającą nas na progu naszego domku. Pamiętam wędrowanie nocną porą do drewnianej toalety ze świeczką w dłoni i oczywiście w grupie z kuzynkami, bo samemu było jakoś strasznie. Pamiętam zaskoczenie faktem, że bieganie na bosaka po kałużach w sosnowym lesie jest takie fajne i że w ogóle wolno. I pamiętam śmiech mojej mamy, taki głośny i spontaniczny, kiedy pływaliśmy w jeziorze i oprócz dobrej zabawy nie musieliśmy nic więcej. mmp76@vp.pl

  • Asia

    Nigdy nie zapomnę jednego lata, które spędzałam u dziadków na wsi,
    miałam wtedy jakieś 6-7 lat. Akurat był czas sianokosów, więc przyjechali też
    nasi rodzice, ciotki i wujkowie z kuzynostwem, wszyscy pomagali przy układaniu kopek
    siana. Wszyscy, oprócz dzieciaków. Bo my mieliśmy frajdę życia, gdy z rozbiegu
    rzucaliśmy się na dopiero co ułożone kopki, przy okazji robiąc fikołki, tarzając
    się, turlając i rozsypując siano dookoła! Pamiętam, że po wszystkim byłam cała
    podrapana przez tą słomę, a mimo wszystko zapytałam wieczorem: „mamo, jutro też
    możemy się tak pobawić?”.

  • Marta

    Moje najlepsze wspomnienie z dziecinstwa rozgrywalo się pewnego popołudnie rodzice wyszli…. Gdzie? Nie pamietam….było to tak dawno…. Ale ja zostałam pod opieka starszego (niby) ogarnietego brata:) kiedy znudziły nam się zabawki to pozyczylysmy od mamy druty do dziergania i rzucalismy w drewniane drzwi od ich sypialni jak lotkami !!! Pieknie się wbijaly :) kiedy to się znudziło postanowiliśmy gorącym zelazkiem przypalac skórzany bok ich lozka:) ten dźwięk odrywanego przyklejonego zelazka bezcenny! I mimo ze drzwi wyglądały jakby przeszły napad stada wypasionych kornikow a łóżko jak witryna sklepu ze szwajcarskim serem to rodzice potraktowali nas łagodnie:) z uśmiechem na twarzy wspominam dni kiedy razem z bratem tworzyliśmy beztroska drużyne A:)

  • Marta

    Moje najlepsze wspomnienie z dziecinstwa rozgrywalo się pewnego popołudnie rodzice wyszli…. Gdzie? Nie pamietam….było to tak dawno…. Ale ja zostałam pod opieka starszego (niby) ogarnietego brata:) kiedy znudziły nam się zabawki to pozyczylysmy od mamy druty do dziergania i rzucalismy w drewniane drzwi od ich sypialni jak lotkami !!! Pieknie się wbijaly :) kiedy to się znudziło postanowiliśmy gorącym zelazkiem przypalac skórzany bok ich lozka:) ten dźwięk odrywanego przyklejonego zelazka bezcenny! I mimo ze drzwi wyglądały jakby przeszły napad stada wypasionych kornikow a łóżko jak witryna sklepu ze szwajcarskim serem to Rodzice potraktowali nas łagodnie:) z uśmiechem na twarzy wspominam czas kiedy z bratem tworzyliśmy beztroska druzyne A:)

  • Marlena

    Pamiętam jak jako 4-5 latkowie z moimi braćmi w tajemnicy przed mamą biegaliśmy po łące, która w pewnym momencie okazała się małym mokradlem. Buty nam utknęły i w tajemnicy przed mamą suszylismy je u sąsiada suszarką. Mama dowiedziała się o tym po latach i do tej pory się z tego śmiejemy. Nie mam wątpliwości, że to dzięki naszym rodzicom, mielismy beztroskie i radosne dzieciństwo. Chciałabym stworzyć taki dom dla mojej córeczki i jej przyszlego rodzeństwa ?

  • Klaudia Krawczyk-Łyżczarz

    Najbardziej beztroskie było zrobienie sobie bazy z koleżankami, pod mostem (!) gdzie oczywiście płynęła rzeka, bazę nazwałyśmy „baza pensa cola”- napis widniał przy wejściu, zbierałyśmy różne „skarby”, które podczas ulew rzeka zabierała. Teraz jak przejeżdżam samochodem nad tą naszą bazą, wracają wspomnienia, jednak teraz bym tam nie wlazła… przecież tam były SZCZURY- są i będą;)- jednak dzieciaki się chyba niczego nie boją :D :D

  • Gosia

    taaaaak dzieciństwo moje ulunione wspomnienia to szukanie robali w błocie po pachy i później łowienie ryb na wędkę z kuzynami i na prawdziwy haczyk co to wkłuwał się co chwila a na zanęte była kukurydza prawdziwa wędkarska z puszk o smaku waniliowym hmmmm ryby jej nie jadły tylko my :)

  • Ewelina Roszkowska

    Beztrosko bawił się z nami Tata w chowanego – to on chował nas na zmianę z siostrą:) Największą frajdą było schowanie w komodzie kanapy (byłyśmy baardzo małe wtedy), na pawlaczu, w szafie, w wannie w ciemnej łazience itd. Nigdy się nie bałyśmy, najtrudniej było właśnie zachować w kryjówce powagę. Dziś powiedziano by, że to nieodpowiedzialne, eeeh…;)

  • Kasia

    Ja do dziś pamietam zapach krów które doił mój dziadek żebym mogła napić się jeszcze ciepłego mleka,smak parowanych ziemniaków które podjadalismy dziadkowi za nim dał je świnka:)Zbieranie pokrzyw dla kaczuszek, truskawki najlepiej smakowały jeszcze z ziemią a my dalej żyjemy cali i zdrowi za chwile sama będę mama i zrobię wszystko żeby mój synek zapamiętał z dzieciństwa więcej niż tylko tablety gry i walkę o lepszy telefon juz w piaskownicy

  • Ewelina

    Beztroskie i radosne wspomnienie.. dom Babci.. Babcia robiła placuszki drożdżowe a dziadek słodka herbatę. Siedzieliśmy wszyscy razem, śmialiśmy się z zabawnych historii które opowiadał dziadek.. :)

  • Ewelina Pajewska

    Najlepszym wspomnieniem z dzieciństwa było to jak mając około 7 lat pojechałam na wakacje do cioci. Jej syn był wtedy lesniczym i w czasie pracy znalazł małego dzika bez matki. Przyjechał z nim do cioci. Dzik zamieszkał u niej i mogłam go nazwać. Nazwałam go Rudolf. Chodziliśmy z nim na spacery, szukaliśmy mu robaków do jedzenia. Mieszkał u cioci do wiosny i był prawie oswojony. Nie zapomnę tego do końca życia.

  • klaudia

    Nigdy nie zapomnę wieeeeelu godzin spędzonych na spacerach z moją mamą, gdzie w pięknym otoczeniu (pochodzimy z Zakopanego), moja rodzicielka czytała mi bajki, a ja, znając je wszystkie oczywiście na pamięć, skrupulatnie pilnowałam, aby podczas czytania nie został popełniony żaden błąd- przejęzyczenia, zbyt długie pauzy czy brak wystarczającego zaangażowania były przede mnie kategorycznie zabronione. Mama czytała mi tak dużo, że pewnego razu jakiś pan, który ją często widywał, postanowił ją przestrzec, że jeśli trochę nie ograniczy tego czytania, to w przyszłości będę bardzo pyskata i sobie nie da ze mną rady. Mama do dziś żałuje, że nie posłuchała jego rady. A ja? Skończyłam polonistykę i do dziś pochłaniam książki w ilościach przez większość normalnych ludzi (nawet znajomych polonistów) nie do przyjęcia :)

  • Maria

    Dzieciństwo. Piękne wspomnienia. Zawartość trawnika stanowiła asortyment mojego i koleżanki warzywniaka. Papier pocięty zyskiwał wartość starych polskich złotych a waga kuchenna pozyczona od mamy czyniła zabawę bardziej profesjonalną ☺
    Nawet gdy na dworze panowała słota, kram otwierałyśmy na klatce schodowej. Babka lancetowata była sałatą, korzenie mlecza uchodziły za pietruszkę a jego liście za natkę tejże.
    Martwe wróble i wyprawianie im pogrzebów. Jak widać żyje i nie zabiły mnie ptasie choroby. I dno szklanej butelki po Krzysiu pod które spędzałam kolorowe płatki kwiatów i dociskałam do ziemi tworząc obrazy za szkłem. Gra przy użyciu scyzoryka ciskanego w ubitą ziemię.
    Dzieciństwo to harcerstwo, las, biwaki pod własnoręcznie zbudowanym szałasem w czasach szkoły podstawowej bez rodziców, pod opieką niewiele starszych drużynowych.
    Czas zdobywania sprawności siedząc samemu dobę dobę lesie bez zdobyczy techniki czy jedzenia . wystarczyły jagody, ognisko, herbata z pokrzywy, rośliny…
    Wówczas rodzice nas dopingowali. Wspierali w tej nauce świata. Dziś perspektywa dziecka spędzającego czas samotnie w lesie, pijącego wodę wodę zimnego strumienia, śpiącego tylko na cienkiej karimacie, jedzącego owoce lasu wśród wszechobecnych owadów pewnie przyprawiłaby o zawał serca… wizja boreliozy, zatrucia, zamarznięcia i ciężkiej choroby to jedyne jedyne czym współczesnemu pokoleniu rodziców kojarzy się las.
    Dla mnie tamto dzieciństwo to przygoda, obóz wędrowny, biwaki, zapach lasu, gór, roślin, poranna rosa która budziła lepiej niż dzisiejsza kawa, wspaniali ludzie, cudowne miejsca, głowa pełna pomysłów, brak czasu na nudę, duma z siebie. Duma bo potrafię, dałam radę, zrobiłam coś samodzielnie.
    Tak się buduje w sposób naturalny pewność siebie. Tak się tworzy zalążek późniejszego poczucia wartości.
    Tak się tworzą wspaniałe wspomnienia. Wspomnienia cudowne bo ktoś pozwolił, bo ktoś w odpowiednim momencie pozwolił puścić swoją rękę.
    Maria
    Mail : maria.rojowska@gmail.com

  • Ania

    Moje wspomnienia dotyczą letnich szaleństw w gospodarstwie dziadków mojej koleżanki. Skoki na siano w stodole przeskakiwanie przez strumyk zakończone poparzoną pupą przez pokrzywy, budowanie szałasów i rowerowe szaleństwa w lesie, miło było powspominać ?

  • Basia

    Pamiętam jak dziś, gdy na parkietach królowała „Lambada”, ktoś mi powiedział, że żeby tańczyć idealnie Lambadę, trzeba umiejscowić ołówek między pośladkami i ruszać pupą tak by ołówek rysował na ścianie ósemki!!! Razem z przyjaciółką ostro ćwiczyłyśmy – ściany i szafa w moim pokoju na wysokości naszych zadków roiły się od ósemek (mniej lub bardziej koślawych). Ale był ubaw. Nigdy tego nie zapomnę! Tylko że moja mama nie podzielała naszego entuzjazmu ;)

  • Iwona

    Najbardziej beztroskie wspomnienie i szczególnie doceniane teraz to wolno upływający czas :) chodziłam do szkoły, bawiłam się z koleżankami, nigdzie się nie śpieszyłam i miałam czas na wszystko. Nikt mnie nie gonił na dodatkowe zajęcia od najmłodszych lat, a wyrosłam na całkiem niegłupią kobietę :)

  • Milena Przytuła

    Lepienie placków z paszy dla zwierząt i wykradzionych dziadkowi jajek? dziadek choć jaj ciut żałował to ponoć w życiu ładniejszych placków nie widział ?

  • Tomek

    Moim najlepszym wspomnieniem z dzieciństwa była zabawa z koleżanką w rodzinę Państwa Batmanów. Ja-Batman, ona-Pani Batmanowa i Mały Batmanek (lalka bobas koleżanki). Właziliśmy na szafę i skakaliśmy z niej na tapczan, tzn. lataliśmy. Było ekstra!!!

  • Ewelina

    Beztroskie i radosne wspomnienie z dzieciństwa? Oczywiście wakacje na wsi. Rano wczesna pobudka, na śniadanie kromka chleba z grubą warstwą śmietany posypanej cukrem i już nas z kuzynami nie było. Zabawy w sadzie, budowanie namiotów z koców na sznurkach na pranie, domek na starej wierzbie i.. wyprowadzanie kozy Klary na popołudniowe spacery :D tak, to było to :) międzyczasie szybki obiad i wracaliśmy dopiero jak się ściemniało. Wieczorna kąpiel, kolacja i przesiadywanie do późna przed domem. I ten zapach maciejki.. czasem jeszcze ognisko i pieczone ziemniaki.
    Hmm, ale się rozmarzylam :) cudowny czas, wiele bym dała za jeszcze jedne takie wakacje :)

  • Dzidzia Ostrowska

    Upalny senny dzień na działce babci wśród mistrnie usypanych grządek i odgłosu miliona świerszcz i sen w altance zacienionej pnątrzem winogron … a potem, po przebudzeniu , chleb z masłem i solą zagryzany szczypiorkiem z grządki … słodki groszek z krzaka … słodki kompot ze słoika i … zabawa kwiatkami ,,lwie paszcze” :). I to wspaniałe ciche towarzystwo babci … <3 SZCZĘŚCIE I BEZTROSKA <3 :) <3

    Dzidzia Ostrowska

  • Paulina Klecha

    Dzieciństwo na wsi… Lata 90… Ostatnio nawet wspominałam te fantastyczne chwile. Wiadomo na wsi praca od małego. Mimo to beztroski co niemiara! I wolność! Rodzice zapracowani – dziś pochodzili by pod tych patologicznych, zaniedbujacych dzieci ? A my małe podróżniczki urządzalyśmy sobie mikrowyprawy piesze i rowerowe ? Las, pole, zalew… Przygoda!!! Na obiad „kanapki z chlebem” lub „ziemniaki z kartoflami” ? i oryginalna lalka Barbie z USA, która dotarła w paczce z pomarańczami… Mhm ? Wspomnienia ?

  • ASIA

    Juz od małego mieszkałam na wsi, można powiedzieć że chwile beztroskiego życia płynęły powoli, każdy dzień przynosił radosne chwile, np. Wylkucie się małych kaczuszek, narodzin cielaczka… ;) jednak najlepsze chwile beztroski to skakanie na sianie każdego dnia, otwieranie oranżady w butelce, spacer po lesie zbierając grzyby i polach razem z czworonożnym przyjacielem. Nie licząc czasu, nie spiesząc się, nie gonić za niczym, ŻYĆ CHWILĄ I ŁAPAĆ SZCZĘSCIE KAZDEGO DNIA.

  • AnnaM

    W okolicy, w której spędziłam moje dzieciństwo dopiero budowano osiedle bloków. Wtedy wszystko nie było tak poodgradzane, jak teraz. Z dzieciakami sąsiadów znaleźliśmy na placu budowy największą kałużę, jaka była, codziennie chodziliśmy w niej boso, jakby było to jezioro, budowaliśmy tamę z cegieł zostawionych przez robotników. Spędziliśmy na tej zabawie prawie całe wakacje :) Zabawa skończyła się, jak przegonił nas stróż :) Wspominam te wakacje, jako jedne z lepszych, a spędziłam je w domu, nigdzie nie wyjeżdżając.

  • Marika

    Hmmm… Beztroskie dzieciństwo gdy biegało się po krzakach, pokrzywach, chodziło na tzw’harendy’ do sąsiadów, wracalo się do domu o 22 gdyż mieszkalismy wszyscy w jednym pałacu,starsi odprowadzali młodszych. Eh nikt wtedy nie pomyslalby o tym że złapie jakiegoś kleszcza, ugryzie go komar, czy wyjdą mu chrosty na języku od brudnego jabłka. Tak to było beztroskie dzieciństwo…

  • Karolina

    Słoneczne, letnie wakacje spędzone u rodziny na wsi. Zakłady z kuzynami, kto pobiegnie dalej w rżysko, a po wieczornej kąpieli wydłubywanie niezliczonych drzazg z pięty. Stara, drewniana, wypełniona po dach snopkami stodoła, prześwietlona strumieniami światła słonecznego wpadającego przez dziury w ścianach i skoki z kilku metrów na usypaną górkę siana, wzbijające magiczny pył wirujący w powietrzu. Chleb z serem i keczupem zgodnie z moimi preferencjami serwowany na każdy posiłek, którym sprawiedliwie dzieliłam się z każdym napotkanym kotkiem lub pieskiem. Oto najbardziej beztroskie i relaksujące chwile mojego dzieciństwa, które, mam nadzieję, przyjdzie mi kiedyś powtórzyć z moim synkiem :)
    Mail: cvalda2@wp.pl

  • Karola

    Myslalam dzisiaj o tym caly dzień i pierwszy obraz,ktory widzę kiedy wspominam swoje dzieciństwo,to moj dziadek Ludwik…zwariowany, wieczny optymista i absolutnie nieprzewidywalny. I dzisiaj doszłam do wniosku,ze to wlasnie on nauczył nas kochać proste rzeczy i szukać radości w śmiechu wygłupach wolności zabawie…takim prawdziwym byciu razem. To dziadek uczył nas wspinać sie po drzewach, skakać w stogi z sianem,chować przed babcią w wysokiej trawie (tak tak-a babcia prawie stan przedzawałowy ze zgubila 4 wnucząt), jeździć na rowerach, ktore drzewo jest najlepsze na łuki%proce i jak można podkraść babci linkę%gumkę, z ktorej super sie strzela,zimą budować iglo i robić tory saneczkowe… i co robić kiedy sie odmrozi stopy na łyżwach…instytucja ,dziadek Ludwik’ to jest najfajniejsze wspomnienie mojego dzieciństwa-przepełnione miłością, beztroską,bezpieczeństwem?i na pewno opowiem swoim dziewczynkom o wszystkich naszych przygodach i spróbujemy tych samych zabaw , żeby one też mogły mieć takie wspomnienia?

  • Marika

    Moje dzieciństwo było najlepsze pod słońcem właśnie dlatego, że rodzice nie trzymali mnie przesadnie”pod kloszem”. Całe dnie spędzałam na świeżym powietrzu niezależnie od pogody. Jeszcze teraz rozbrzmiewa mi w uszach wołanie, że już pora wracać do domu i moje blagalne: ” mamo jeszcze 5 minut” ?. Mam naprawdę wiele radosnych i beztroskich wspomnień z tamtego okresu- pewnego razu wybrałam się z tatą na spacer, w trakcie którego nazbieralismy dość spore stadko ślimaków winniczkow ( zawsze kochałam zwierzęta i musiałam je przygarnac?), następnie przygotowałam im domek na balkonie. Slimakom żyło się tam dobrze, biedna była potem jedynie moja mama, która musiała je wszystkie znaleźć i wynieść z balkonu?. Pamiętam również jak co roku w śmingusa dyngusa wstawalam bardzo wcześnie napelnialam wszystko, co się dało wodą ( wiadra, zabawki na wodę) i wracałam do domu mokra, jak kura? przy okazji pływał też przedpokój w domu? wbrew pozorom po takiej akcji nie byłam przeziebiona, a wspomnienia są bezcenne???

  • Gabi

    Moje najfajniejsze wspomnienie, to bieganie z mamą boso po kałużach po chodniku w ciepłym letnim deszczu ;)
    Mieszkaliśmy na Żoliborzu, na Piaskach – zawsze jak zbieralo się na taki deszcz to szłyśmy z mamą na skrzyżowanie Kochanowskiego i Galla Anonima. Tam, na chodniku były najfajniejsze kałuże ;) mama też biegała po nich boso ;)))
    Dzisiaj jestem mamą cudownego chłopczyka, za kilka dni urodze drugiego – i wiecie, co? Teraz jak były te ulewy, synek widząc kałuże pod domem zapytał, czy możemy pójść na rower. A ja: nie bo! Bo się przewrocisz, bo się przeziębisz, bo się pobrudzisz! I nagle przypomniałam sobie jak sama biegałam boso po kałużach – pytam się synka czy chce pobiegać po kałużach. Niedowierzanie i zachwyt na jego buzi – bezcenne ;) Nie zapomnę tego do końca życia ;)

  • Marika

    Najbardziej beztroskie i radosne wspomnienia to spacery z moim tatą nad morzem w czasie sztormu- ubieralismy się ciepło i patrzylismy na falę rozbijajace się o falochron. Chodziliśmy po lasach, zdarzyło się też, że nazbieralismy stadko ślimaków, które później zadomowily się u nas na balkonie i moja „biedna” mama musiała je wszystkie złapać i wynieść. To są bezcenne wspomnienia.

  • Karolina O.

    Moje wspomnienie z dzieciństwa to „zakazane wypady” na wydmy – była tam górka zwana korabiochą i na wielkiej sośnie zamocowana była huśtawka, na długiej linie, wielka huśtawka. Bujając się na niej miało się motyle w brzuchu, tak było wysoko hehe. Zawsze wymykaliśmy się paczką, aż któregoś razu ktoś na podwórku wygadał się gdzie jesteśmy i Moja własna prywatna Mama nas nakryła jak sie tam wydurniamy…i było po beztroskiej zabawie, bo był szlaban hehe ale warto było :-) Dziś to nie wiem czy miałabym odwage tak się bujnąć hehe :-)

  • Agata

    Moje beztroskie dzieciństwo to:”bazy” budowane na stosie cegieł i pobliskim parku z gałęzi akacji. Szukanie ślimaków w pobliskim rowie i łąkach by sprzedać je następnie w skupie i mieć swoje 3 złote na oranżadę i chrupki. Najważniejsze były jednak wakacje u babci. w piasku bawiliśmy się tam aluminiowymi łyżkami, które dawała nam babcia, gdy chielismy miec zamek z fosa to babcia sama przynosila nam wiaderkiem wode (no bo jak to mówiła: fosa bez wody się nie liczy), no a gdy pogoda nie dopisywała babcia przynosiła piasek i robiła nam piaskownice w….korytarzu :)
    To dopiero była zabawa :)

  • Kasia

    Dzieciństwo uważam za wspaniałe. A
    mianowicie od małego jestem człowiekiem które nie usiedzi w miejscu. Gdy byłam mała uwielbiałam bawić sie z koleżankami w gonito,szukano,podchody.. Wszędzie było mnie pełno. Straszyłam nawet sąsiadów wieczorami pukając do okien i uciekając. Nikt mi tych wspomnień nie zabierze. Jestem wdzięczna rodzicom za to jakie miałam dzieciństwo chociaż nie raz dostałam na dupę to i tak kocham ich za to… Jadłam jarzębinę skakałam po drzewach sąsiada po czereśnie a najlepsze było chowanie się w kukurydzy…. Zabawy w sklep, zabawy w dom gdzie piasek się jadło.Dużo tych wspomnień mam. Pozdrawiam

  • Kasia J

    Beztroskie chwile to buszowanie po stacji kolejowej :) Zaglądanie do opuszczonych wagonów i niezapomniana przejażdżka w kabinie maszynisty i miny rodziców, którzy wyruszając na poszukiwanie swoich #wolnobiegającychwszędobylskichdzieci#, siedzących w aucie za szlabanem – nie spodziewali się widoku nas machających z pociągu:D bezcenne! Do dziś mamy z tego niezły ubaw :)

  • Natalia

    Raz jeden rodzice puścili mnie do Dziadków na wieś ze starszą o pięć lat kuzynką -miała za zadanie się mną opiekować(Babcia była już dość schorowana). Spałyśmy na pierzynach rozścielonych na podłodze, piłam prawdziwe mleko prościutko od krowy , a nie te wypłuczyny z kartonu. Dziadek zabrał nas do lasu i nauczył łapać żaby-było nas czworo, a On miał tylko jedną paczkę landrynek,więc podzielił Nas po równo dając każdemy po kolei po jednej,karmiłam świnie, byłam przy wykluwających się kaczuszkach, ganiałam za kogutem, wpadłam po czubek głowy w pokrzywy. Raz nawet kuzynka zrobiła pranie, moje białe ciuchy wyprała ze swoją czerwoną bluzą-efekt był taki,że wszystko miałam różowe, był traktor i nawet wóz drabiniasty.Było szczęście!!!!!!!!

  • iwona

    Moje najmilsze wspomnienienie dziecinstwa;-)Hmmmm pamietam to jak dzis.Pada deszcz,leje okropnie.Parking pod naszym blokiem przeistaczal sie w wielkie jezioro.A my dzieciarnia z osiedla biegamy na boso
    po tych kaluzach.Woda siega łydek.Wszyscy sie smieja i chlapia naokolo.Zadna matka nie przejmowala sie ubloconymi ubraniami,chorobami.Wspaniale uczucie.

  • iwona

    Zawsze na mysl o tym sie usmiecham.Podczas duzych deszczow parking pod naszym blokiem zamienial sie w ogromne jezioro.A my dzieciarnia z osiedla nie baczac na deszcz ,brodzilismy w tym jeziorze na gole kuloski.Woda siegala do lydki;-)Biegalismy,chlapalismy sie i byla ogromna frajda.Zadna matka nie panikowala ze mozna sie nabawic chorubska czy ze brudzimy ubrania.Wspaniale beztroskie uczucie;-)

  • Patrycja

    Dziecinstwo:) sprzedaz lemoniady (woda z plasterkiem cytryny:) kazdemu nadjezdzajacemu samochodowi-a nie bylo ich za wiele. Wyglupy w blocie-mama nie powiedziala Nie! Zbieranie trawy caly dzien by wieczorem przez 5 minut pobawic sie w kroliczki spiace na sianku.domki na drzewie. „Kluby” w starych chlewikach:) gry integracyjne typu „slimak, grzybek,podchody,krol”
    Dzien zaczynal sie wraz z wschodem slonca a konczyl sie zachodem,z przerwa na obiad,ktory mama znosila na podworko karmiac przy tym caly dluuuugi pociag dzieci.
    Bezcenne wspomnienia.

  • Gabi Bart

    Najszczęśliwsze i najbardziej beztroskie wspomnienia to te spędzone wraz z rodzicami w gospodarstwie. Jako, że nie miałam przy sobie dziadków, którzy mogli by mnie dopilnować, uczestniczyłam całymi dniami z rodzicami w pracach gospodarskich. Najcudowniejsze chwile, do których często sięgam pamięcią, to te kiedy w nocy spałam razem z mamą w chlewni przy maciorze na słomie. Pilnowałyśmy, proszenia, wtulona w mamę przysypiałam, co jakiś czas otwierając oczy, dopytywałam czy to już? czekając na upragnione prosiaczki. Do dziś pamiętam pierwsze piski i ten zachwyt nad cudem narodzin.

  • Mania

    Właśnie ostatnio wspominałam to mojej mamie;) będąc dzieciakiem rodzice pracowali na zmiany i często nie było ich w domu. Ja z 4 rodzeństwa mieliśmy różne pomysły. I bawiliśmy się z dziećmi z osiedla np w chowanego. Nie byłoby w tym nic dziwnego ale mieszkaliśmy na parterze ale takim dosyć wysokim. W chowanego bawiliśmy się przed klatką. Ten kto szukał miał nie lada wyzwanie nas znaleźć bo albo siedzieliśmy z tłumem dzieciaków w mieszkaniu u nas albo przeskakiwalismy przez balkon i się zaklepywalismy.
    Moja córka (lat 6) obecnie chodzi na plac zabaw sama. Jest tak nauczona że jak wchodzi na plac to się melduję i jak z niego wychodzi to też ma to zrobić. Plac mamy za blokiem więc co jakiś czas kontroluje ale nie ingeruje ani w kłótnie ani zabawy. Jestem zdania że „dupa” nie szklanka nie stłucze się. Więc siniaki nie są nam obce, zdarte kolana również!

  • Ewelina

    Beztroskie i radosne wspomnienie z dzieciństwa? Oczywiście wakacje na wsi. Rano wczesna pobudka, na śniadanie kromka chleba z grubą warstwą śmietany posypanej cukrem i już nas z kuzynami nie było. Zabawy w sadzie, budowanie namiotów z koców na sznurkach na pranie, domek na starej wierzbie i.. wyprowadzanie kozy Klary na popołudniowe spacery :D tak, to było to :) międzyczasie szybki obiad i wracaliśmy dopiero jak się ściemniało. Wieczorna kąpiel, kolacja i przesiadywanie do późna przed domem. I ten zapach maciejki.. czasem jeszcze ognisko i pieczone ziemniaki.
    Hmm, ale się rozmarzylam :) cudowny czas, wiele bym dała za jeszcze jedne takie wakacje :)

  • Ewa

    To cały dzień spędzony na podwórku- na ławce, trzepaku,gdziekolwiek, byleby być w centrum wydarzeń. Teraz pewnie wystarczyłoby być on-line. Najlepiej pamiętam,jak budowalysmy z kocow domki na balkonach,a marzeniem było przeprowadzenie sznurkow,żebyśmy mogły się porozumiewać ☺a jak uznaliśmy,ze już jesteśmy za Stare na zabawę łapkami,to pakowalysmy kw z wózkami i uciekalysmy na działkę ☺nawiązując dp Twojego postu, mój syn jest zwykle jedynym dzieckiem,które rano biega na placu zabaw po mokrej od rosy trawie,a potem wpada do piaskownicy. Jeśli są inne dzieci,to zazwyczaj im nie wolno, bo sobie buty ubrudzą…

  • ANIA

    Moje wspomnienia nieodłącznie wiążą się z wyjazdami na wieś do babci. Pomaganie w gospodarce, jeżdżenie na zwożonym przez konia sianie, spanie w stodole na slomie czy sianie, bieganie boso po podwórku czy polu, zabawowe gotowanie z dziwnych rzeczy z kuzynkami. No i oczywiście chodzenie z nimi „na szaber” do sąsiada, który oczywiście wszystko widział:) Jeżdżenie na oklep na Baśce- ukochanym koniu dziadka. I najwazniejsze- pieczenie kartofle w ognisku, po całym dniu ich zbierania!

  • Aleksandra

    Beztroskie wspomnienia dla mnie łączą się ściśle z obecnością ludzi wokół. Ludzi, którzy byli i zawsze mieli czas, którzy za niczym nie gonili, którzy mimo takich samych obowiązków jak dziś spędzali mnóstwo czasu z rodziną, bez smartfonów w rękach. Wspólne, ogniska, pikniki pod lasem, wyprawy nad rzekę… nie mam jednego wspomnienia, które byłoby wyjątkowo radosne, bo całe moje dzieciństwo takie było!
    p.s smak pierwszej truskawki latem ;-)

  • edka

    Beztroska i radość towarzyszyły mi niemal całe dzieciństwo (łażenie po drzewach, wieczne siniaki na kolanach, mleko prosto od krowy i jazda na rowerze bez trzymanki) jednak wspomnieniem, które jest najbardziej zapadło mi w pamięć był „wieczór spadających gwiazd”. Tata obudził mnie i moich braci w środku nocy, powiedział, że jedziemy oglądać spadające gwiazdy, spakowaliśmy wtedy koce, jakieś przegryzki i ruszyliśmy na pół śpiąc na najbliższe wzgórze. I choć była to jedynie wyprawa za pole sąsiada pamiętam ten dreszcz emocji, który mi wtedy towarzyszył -już wiem, jak czuł się Kolumb odkrywając Amerykę;). Rozsiedliśmy się wtedy wygodnie na kocach, wsuwaliśmy pieczoną kukurydzę i marzyliśmy…. Bo przecież te spadające gwiazdy miały spełnić te nasze dziecience marzenia. Mimo, że nigdy nie nauczyłam się latać, tak jak pragnęłam to jednak zdobyłam cenniejszą umiejętność – dostrzegania magii w codzienności.

  • Hania Ogórek

    Najlepszymi wspomnieniami z dzieciństwa są dla mnie wakacje u rodziny mojej mamy na Mazurach. Liczna rodzina (ok. 13 wujków i cioć + ok. 10 kuzynostwa) przyjeżdżało zrobić wspólne ognisko. Tańce, śpiewy, gra na gitarze, głośne śmiechy i gromadka dzieci które krążyły jak satelity wokół dorosłych! Konkursy na najlepszy bukiet z polnych kwiatów, talent show, największy zbiór szyszek były wspaniałymi rzeczami ale najbardziej w pamięci utkwiły momenty jak tata z wujkami robili nam „samoloty” łapiąc za rękę i nogę (i o zgrozo! Nikomu krzywdy wbrew pozorom nie zrobili;) ) oraz szalone przeskakiwanie dorosłych z nami na baranach przez ognisko!

  • Gosia

    Moje najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa to wakacje i ferie u babci na wsi. Biegalismy cały dzień na świeżym powietrzu, wymyslalaismy różne zabawy, sami organizowalismy sobie czas z sąsiadami zarówno w lecie jak i zimą. Pamiętam letnie zabawy za piwnicą gotowalismy w na fajerkach z błota potem zapraszalismy ciotki na probowanie. Albo jeździliśmy na rowerze na zmianę, że niby to autobus a za bilety służyły liście. A zimą zjeżdżalnie na workach z wielkiej góry, z której trzeba było wyhamowac bo była rzeczka. A jakie były wtedy zimy czasem drogę zasypywało i nie dało się na wieś samochodem dojechać i szliśmy na piechotę. Albo święta na wsi zawsze miały swój urok. Ach co to były za czasy…

  • Dominika

    Moj tata od zawsze zabierał mnie w wakacje na jednodniowe wycieczki nad morze. Jeździliśmy sfatygowanym, poobijanym i naznaczonym rdza rodzinnym volkswagenem, trochę podobnym do tego ze Scoobiego ? Tyle że nasz był czerwony. Nieistotne były plaza, morze, czy świeża rybka z patelni z podwójna porcja frytek. Najfajniejsza była sama podróż. 50 km pokonywanych w ślimaczym tempie, nie spieszących sie nigdzie taty i córki ☺️. Tata był wesołym mężczyzna, nigdy sie z nim nie nudziłam, prawie nigdy niczego nie zabraniał (w opozycji do mamy ?). W drodze nad morze zjadaliśmy tony lodów i wypisaliśmy litry oranżady. Ale najbardziej wyczekiwanym punktem programu był przystanek przy starym przejeździe kolejowym. Tory prowadziły przez las, słońce przebijało sie tam przez korony drzew. A w okol było morze łubinu! Fioletowego, białego, różowego i niebieskiego. Spędzałam z tata średnio godzinę na zbieraniu tych pięknych kwiatów. wszędzie było pełno pszczół, motyli, much i wszystkie błyszczały w słońcu. Wspomnienie tak intensywne, ze do tej pory czuje zapach nagrzanego powietrza, lasu i kwiatów! Do tej pory lubin to moj ukochany kwiat.

  • Mloda mama

    Smak papierówek latem , malin od sasiadki zza płotu , skakanie po drzewach , zbieranie kartofli z pola, ah tesknie za tym. Wieś , to tam dzieci chodza umorusane , ale za to jakie szczęśliwe , pełne energii , pomysłów na zabawe , bez telefonow , internetu.. Sama bylam takim dzieckiem. INajwazniejsza osoba był dla mnie dziadek , ktory pozwalal malowac sie, obcinac sobie wlosy , a gdy nie stac nas bylo na rakietki do tenisa, wycial mi ze starego panela podlogowego. A za najlepsze wspomnienie uważam : sprzedawanie zabawek z kinder niespodzianek pod płotem , których cena wynosiła 20 gr , a w gratisie dostawano miętowego cukierka (ps. nie wspomnę o obcieciu wlosow siostrze na krótko od linijki :)

  • Katarzyna

    Moje beztroskie wspomnienia. .. Kasia lat 8 , śniadanie a po nim na dwór , co robimy? Idziemy na trzepak, później gramy w gumę, sprzedajemy bukiety własnoręcznie robione. Obiad a po Nim zabawa z kolegami w lesie …skakanie po drzewach , zbieranie bukowiny ( oczywiście wraz ze mną mój przyjaciel Atos – owczarek niemiecki -stróż ). Podwieczorek. .. następnie zabawy z koleżankami w dom :-) oraz „zwiedzanie” zakamarków miasta… chciałoby się „puścić” dziecko w tych czasach na takie „wojaże” . Pozdrawiam

  • Anna Zapart

    Kiedy miałam około 6-7 lat postanowiłam pomóc Tacie posprzątać piwnicę. Jak to dziecko bardziej przeszkadzałam niż pomagałam więc Tata stwierdził, że wyciągnie mi rower (taki stary składak na dwóch kółkach) i mam jeździć przed klatką (mieszkaliśmy w bloku) po chodniku. Oczywiście nie czułam się jeszcze zbyt pewnie na „dwóch kółkach” i kiedy powiedziałam Tacie, że trochę się boję, On na to odpowiedział bardzo prosto: Niunia przestań się bać o to co może się stać, pomyśl o tym co może Ci się udać. I tak zachęcona przez moją wyobraźnię prędkością jaką mogę osiągnąć i wiatrem we włosach (:D), wsiadłam na rower i mogę powiedzieć, że szło mi całkiem nieźle, dopóki nie dobiłam do zaparkowanego samochodu :D Dziękuję Tacie, że nie ograniczał mi dostępu do poznawania świata :)

  • Ja wraz z całą naszą ekipą podwórkową dzieciaków uwielbialiśmy eksplorować znajdujące się w pobliżu naszych domów „górki”. To teren parkowy z górkami i dołami. Latem biegaliśmy całe dnie wymyślając historie: że jesteśmy piratami na statku, lub astronautami ze Star Treka. Nic nas nie ograniczało. Czasami rodzice wzywali na obiad, a czasami po chwili wychodziliśmy znowu na dwór z pajdą chleba z masłem i cukrem w dłoni. Biegaliśmy z kluczem na szyi i tak całe dnie puszczaliśmy wodze naszej wyobraźni. Wspinaliśmy się na drzewa, przedzieraliśmy przez krzaczory, szukając skarbów oraz przygód. Zimą te same górki były świetne do jeżdżenia na sankach i na byle czym tak naprawdę. Nie czuliśmy żadnych leków, czy obaw. Nikt nas nie straszył, nie zabraniał, nie kontrolował. To są moje wspomnienia wspaniałego, beztroskiego dzieciństwa.

  • Angelika Studnik

    Moje najpiekniejsze beztroskie dzieciństwo to te w ktorych nie bylo telefonow, nikt nie siedzial przed komputerem tylko wszyscy wspolnie grali w szukanie, spodnie wiecznie poplamione z trawy od upadkow, setki tysiecy wykorzystanych plastrow i milion przyjaciol na dworze nie na fejsie, rodzice siedzacy przed domami na lawkach dopingujacy nam !to byly piekne czasy ;)

  • Justyna Michalska

    Takowych mam mnóstwo …od dojenia kóz mojego dziadka bladym światem i picia swiezego, koziego mleka (ktorego teraz szczerze nie nawidzę a w dzieciństwie uwielbiałam ), przez wspianie się po drzewach aby zerwać i zjeść jak najwięcej soczystych (nieumytych a jakże! ) czereśni, zabawy w „Tarzana” czyli huśtanie się na gałęziach placzacej wierzby nad brzegiem stawu, budowanie domku na drzewie, zbieranie grzybów wczesnym rankiem, w pobliskim lasku ( na miejscu którego dziś stoi autostrada :-() ale to, jedno z najwspanialszych i z którego jestem niesamowicie dumna, to samodzielnia nauka jazdy rowerem na dwóch kółkach! Miałam wtedy z 5 lat i błękitny zepsuty rower, po starszym rodzeństwie ;-) miał urwany łańcuch, więc działał na zasadzie rowerka biegowego ( tak..jezdzilam na rowerku biegowym jeszcze zanim to było modne;-)) Na nic zdała się nauką z rodzicami którzy mnie asekurowali, zrobiłam to sama, po swojemu :-) Tak właśnie było – nikt na mnie nie chuchał i dmuchał i o dziwo nikt mnie nie porwał, nie zgubiłam się w lesie, nie zabilam się łazac po drzewach, nie wpadłam pod samochód :-) a siniaki, zadrapnia czy rozbita głowa „do wesela” się zagoiły :-) Mam nadzieję, że mój niespełna roczny syn będzie miał równie udane dzieciństwo. Pozdrawiam :-)

  • Iwona Surma

    Moja mama wychowała się na wsi, na gospodarstwie, którym zajmuje się teraz jedna z jej sióstr. Moim najbardziej beztroskim wspomnieniem z dzieciństwa są wakacje… Wakacje u Cioci spędzane na bieganiu wśród krów, na pomaganiu w oporządzaniu zwierząt (dojenie krów, karmienie świń, kur, indyków), jeżdżeniu na przyczepie z ziemniakami podczas „wykopek”, a przede wszystkim na niekończących się zabawach w… stodole! Skakanie na sianie i słomie, chodzenie po wielkich górach zboża, które śmiesznie łaskotały w gołe stopy. I ten niezapomniany zapach świeżego, ciepłego mleka prosto od łaciatej Krasuli. Mam nadzieję, że moja mała córeczka też będzie mogła pochwalić się kiedyś takimi wspomnieniami:)

  • Magda

    Ja niestety nie miałam dzieciństwa uslanego różami ale i tak wspominam wiele rzeczy,które robiliśmy z 3 moich braci.. Ja byłam najmłodsza więc chłopaki mieli przechalapane bo chciałam ciągle robić to co oni no i musieli się mną opiekować :-)
    Całymi dniami byliśmy na dworzu,do domu wracaliśmy tylko żeby coś zjeść. Super wspominam bujenie się na bujaczce z opony,powiesilismy ją na grubym sznurze i wysokim drzewie A pod spód polozylismy grubą warstwę siana i tam skakalismy z tej opony,jaka to była frajda :-D w ciepłe dni jechaliśmy nad jezioro i jeden z braci musiał mnie wieść 10 km na bagażniku rowera a poza tym ciągłe granie w piłkę z chłopakami albo w gumę(wyobrażacie sobie teraz chłopaków grających w gumę? A kiedyś byli w tym nawet lepsi od dziewczyn!:-))chodziliśmy na pachtę na czereśnie i truskawki a przez następne pół dnia balismy się czy ktoś nie przyjdzie na skargę do rodziców,robiliśmy sobie bazy w jakiś krzakach i bawilismy się tam albo bawiliśmy się w ciepło i zimno i wieszalismy się na trzepakach i jedna osoba z zamkniętymi oczami próbowała nas dotknąć patykiem :-). Teraz przypomniało mi się jak chodziłam po swojej wiosce z taką cienką opaska założoną na oczach i udawalam,że to są okulary przeciwsłoneczne haha Ja to musiałam wtedy wyglądać :-D a jak robiło się ciemno to podmienialismy ludziom w blokach wycieraczki. Jak miałam z 7 lat może to zakochalysmy się z koleżanką w takich dwóch sąsiadach oni byli starsi i ubzduralysmy sobie,że oni wezmą z nami ślub i ta ich Matka mając pewnie mega polewke z nas powiedziała,że chłopaki poszli kupić nam pierścionki..ooo losie jakie my byłyśmy wtedy podekscytowane normalnie już sukienki wybieralysmy do ślubu no ale wiadomo później przyszło rozczarowanie :-D albo jak miałam w szkole taki mały kalkulator podłużny i mówiłam kolegom w klasie,że to telefon a oni w to uwierzyli i się nim zachwycali nie to co teraz smartfony wielkości tableta :-) i codziennie wieczorem szlismy z 2 km z takimi białymi kaniami do mleka i kupowalismy świeże jeszcze ciepłe mleko od gospodarza Mama dawała mi wtedy do ręki dwa złote i szliśmy :-) Do dziś czuję ten zapach wypranych firanek,które wisiały na dworzu na linkach i racuchow z jabłek albo zupy mlecznej.
    Oj tych wspomnień jest bardzoo dużo nie było nas stać na żadne wakacje więc nigdzie nie jeździliśmy ale tych dobrych wspomnień nie zapomnę nigdy i szkoda,że teraz dzieciaki nie mają takiego fajnego,szalonego dzieciństwa i mam nadzieję,że moje dzieci chociaż trochę przeżyją tych przygód co miałam Ja w dzieciństwie :-)

  • bett4y

    Moim najpiękniejszym i najbardziej beztroskim wspomnieniem jest pewien dzień lata gdy miałam może z 5lat. Mieszkałam na wsi i rodzice nigdy nie zabraniali mi na włóczenie się po łąkach czy lasach. Byłam raczej dziewczynką, która preferowała raczej zabawy dla chłopców niż grzeczne siedzenie w pięknej sukience i bawienie się lalkami. Pamiętam jak dziś jak z braćmi wybraliśmy się na rowerach nad potok płynący może 1-2km dwa od naszego domu. Nigdy nie byłam w tamtej części wsi więc pamiętam jak dziś tę radość przed nieznanym a szczególnie wyścig w dół górki (mieszkam w Beskidzie Wyspowym więc te górki w niektórych momentach są dość strome;)). Dojechaliśmy na miejsce, rozebraliśmy się i oczywiście wskoczyliśmy do wody. Chwilę sie pluskaliśmy, ale zaraz moi bracia wymyślili, że będą łowić ryby. Byli dużo starsi ode mnie więc szybko złapali ‚na reklamówkę’ ;) kilka małych rybek. Pamiętam jak dziś te zazdrość, że ja tak nie potrafię i pamiętam dokładnie to co wtedy mi powiedzieli: „Nie umiesz, bo jesteś za mała i jesteś dziewczyną”. Bardzo mnie to zabolało, bo przecież zawsze we wszystkim chciałam im dorównać. Nie mogliśmy długo siedzieć w tym potoku, bo przecież nasza trójka nie wpadła przecież na pomysł żeby poinformować mamę o tym, że gdzieś sie wybieramy na rowerach, a szczególnie nad wodę. Wypchaliśmy rowery na szczyt góry do naszego domu. Niby powiedziałby ktoś, że tu historia się kończy. Niestety nie. Przecież musiałam udowodnić, że nie jestem małą dziewczynką. Następnego dnia wykradłam się na rowerku sama do tego potoku. Zabrałam ze sobą reklamówkę iiii siatkę na motyle :D Siedziałam nad tym potokiem i łowiłam te rybki chyba ze dwie godziny. W końcu udało mi się złapać dwie malutkie rybki do tej siatki na motyle. Byłam z siebie taka dumna, że mi sie udało. Zapakowałam je do reklamówki z wodą i wróciłam z powrotem z całym moim ekwipunkiem do domu. Spodziewałam się w domu najgorszego w końcu miałam tylko 5lat a nie było mnie tak długo w domu z resztą nikomu nie powiedziałam gdzie idę. Gdy weszłam do domu okazało się że zdążyłam idealnie na obiad. Nikt nie zauważył tego, że zniknęłam na ponad dwie godziny a miny moich braci gdy pokazałam ich złapany rybki były bezcenne. Byłam z siebie taka dumna, że mi się udało. Nawet tata w nagrodę za to, że mi sie udało kAupił mi dwie gumy turbo ;). Wydaje sie niby takie nic a dawniej tak bardzo cieszyło ;)

  • Ania

    Beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo pełne wyobraźni i eksperymentów- to zdecydowanie moje dzieciństwo. Dziś patrząc na pomysły moich synków (które w porównaniu z moimi to mały pikuś), drżąc by nie zrobili sobie krzywdy, zastanawiam się jak poradzili sobie kiedyś nasi rodzice dając nam tyle swobody i niezależności. Mieszkając na wsi żadne dziecko nie spędzało czasu w domu (chyba że miało szlaban), zbieraliśmy się całymi grupami i ciężko było wrócić do domu na czas bo tyle było mega zabawy. Ale hitem jaki wspominam do dziś a mąż przeciera oczy z niedowierzaniem jak mu o tym opowiadam jest domek w lesie, który zbudowałyśmy z siostrą i przyjaciółkami. Było tam wszystko, co mogła sobie wymarzyć dziewczynka, nawet mini kuchnia w której na ognisku pichciłyśmy różne smakołyki a nasze biedne mamy szukały w kuchni zaginionych garnków ( tak, tak, o zgrozo!!! potrafiłyśmy w środku lasu zrobić sobie ciepłą herbatkę i ugotować ryż z jabłkami:-) pozdrawiam

  • Aleksandra

    Dzięki moim Kochanym Rodzicom całe moje dzieciństwo było beztroskie, mieszkaliśmy na wsi gdzie były pola, lasy i sady, niedaleko płynął strumyk. Jedno z licznych cudnych wspomnień jest takie: z siostrą chodziłyśmy na pole zbierać „piękne okazy kamieni”, z których robiłyśmy później wystawę i zapraszałyśmy do obejrzenia. Jednego razu po deszczach ugżązłyśmy w polu, nie mogłyśmy zrobić kroku i wyciągnąć kaloszków, wyszłyśmy więc z nich i przyszłyśmy do domu na bosaka całe umorusane ale szczęśliwe :P. Zakradłyśmy się tak żeby mama nie widziała i by się udało gdyby nie sąsiad, który przyniósł butki godzinę później, hahaha
    myszorek666@wp.pl

  • Aleksandra

    Dzięki moim Kochanym Rodzicom całe moje dzieciństwo było beztroskie, mieszkaliśmy na wsi gdzie były pola, lasy i sady, niedaleko płynął strumyk. Jedno z licznych cudnych wspomnień jest takie: z siostrą chodziłyśmy na pole zbierać „piękne okazy kamieni”, z których robiłyśmy później wystawę i zapraszałyśmy do obejrzenia. Jednego razu po deszczach ugrzęzłyśmy w polu, nie mogłyśmy zrobić kroku i wyciągnąć kaloszków, wyszłyśmy więc z nich i przyszłyśmy do domu na bosaka całe umorusane ale szczęśliwe :P. Zakradłyśmy się tak żeby mama nie widziała i by się udało gdyby nie sąsiad, który przyniósł butki godzinę później, hahaha
    myszorek666@wp.pl

  • Ania

    Beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo pełne wyobraźni i eksperymentów- to zdecydowanie moje dzieciństwo. Dziś patrząc na pomysły moich synków (które w porównaniu z moimi to mały pikuś), drżąc by nie zrobili sobie krzywdy, zastanawiam się jak poradzili sobie kiedyś nasi rodzice dając nam tyle swobody i niezależności. Mieszkając na wsi żadne dziecko nie spędzało czasu w domu (chyba że miało szlaban), zbieraliśmy się całymi grupami i ciężko było wrócić do domu na czas bo tyle było mega zabawy. Ale hitem jaki wspominam do dziś a mąż przeciera oczy z niedowierzaniem jak mu o tym opowiadam jest domek w lesie, który zbudowałyśmy z siostrą i przyjaciółkami. Było tam wszystko, co mogła sobie wymarzyć dziewczynka, nawet mini kuchnia w której na ognisku pichciłyśmy różne smakołyki a nasze biedne mamy szukały w kuchni zaginionych garnków ( tak, tak, o zgrozo!!! potrafiłyśmy w środku lasu zrobić sobie ciepłą herbatkę i ugotować ryż z jabłkami:-) pozdrawiam
    ania1501@wp.pl

  • Angela

    Mając mniej więcej 10 lat, wstawałam sama z siebie o 4 nas ranem by oglądać wschód słońca, popatrzeć jak krowy się doi, a później jechałam z wujkiem ciągnikiem do mleczarni zawieźć bańki z mlekiem. Potem jak siostry się budziły na łące robiłyśmy domki z krzeseł, koców, a telewizor i okna z kartonu :-) kiedy padał deszcz, biegalysmy po kaluzach a wracalyśmy dopiero jak byłyśmy mokre do ostatniej nitki. Nikt nie mówił że się ubrudzimy, przeziębimy. Można było jeść owoce prosto z drzew i krzaków. Chce żeby moja córka jak już zacznie chodzić też poznała co to znaczy prawdziwe dzieciństwo wolne od tabletów, gier komputerowych. Chce jej pokazać że na dworze nie można się nudzić niezależnie od pogody, bo podobno brudne dzieci to szczęśliwe dzieci :-)

  • Ewa

    Z beztroską najbardziej kojarzy mi się lato i wakacje. Zawsze jeździłam z siostrą i rodzicami ‚gdzieś’. Braliśmy namiot, zapasy jedzenia i ruszaliśmy w Europę. Jednak nie te wyprawy pamiętam najbardziej. Były ciekawsze i z wieloma przygodami, jednak te wyprawy z wielkim namiotem nad jezioro najbardziej kojarzą mi się z dzieciństwem. Jeździliśmy jeszcze ze znajomymi, więc była czwórka dorosłych i czwórka dzieci. Super zestaw. Była kupa radochy przy rozstawieniu namiotu, był olbrzymi i skomplikowany w montażu. Spaliśmy na materacach, gotowaliśmy na butli gazowej. Główną rozrywką były wyprawy nad jezioro. Tam zabawom nie było końca. Ojciec zabierał katamaran i to dopiero była atrakcja! Nie był wielki, miał dmuchane płozy i był po prostu fantastyczny. Wieczorami chodziliśmy do świetlicy grać w ping ponga i piłkarzyki. Pięknie wspomnienia!

  • Monika Kowalczyk

    Ja mimo ponad 30 paru już lat na karku, ciagle nie mogę się nadziwić, że kiedyś to była tylko dobra pogoda, bo lata były inne, i zimy… wiosna, jesień nawet. Pamiętam jak bez opamiętania biegalam w wakacje po podwórku, krzycząc po zmroku do okna mamie, że jeszcze pół godzinki :) a w zimie wracałam jak już dwie warstwy ubrań sztywnialy na slizgawce. Jesienią i wiosną moje kalosze zawsze dziurawe :) deszcz robil bable na chodniku a my uciekalismy ze śmiechem :) ciężko wybrać to jedno wspomnienie. Najbardziej tęsknię do tych dni bez końca slonecznych, leniwych, gdzie nasze dziecięce pomysły zawsze wychodziły zwycięsko z pojedynku z nudą. Wchodzilam na drzewa, poznając granice swojej odwagi, bawilam się w dom, sklep, zakopywalysmy skarby w piasku i jezdzilismy na rowerze :) tęsknię za tym, zrobię wszystko, żeby moje dzieci miały równie miłe wspomnienia na resztę życia :)

  • Oliwia

    Najbardziej beztroskim momentem mojego dzieciństwa był czas gdy tata zabierał nas na wieś do babci. Tamto miejsce było dla mnie niemal swięte, bo tam żyła kiedyś moja mama, która znałam tylko ze wspomnień bliskich osób. Tata zabierał nas wtedy na wycieczki po lasach, górach i łąkach. Uczył strzelać z wiatrówki do celu. Zabawne było w tym to, że za naboje służyła nam przenica. Babcia pozwalała nam wypasać krowy. Najlepszą frajdą było płoszenie tych zwierząt i patrzenie jak z podniesionym ogonem do góry zbiegały galopem do stajni. Babcia podnosiła lament na okolice, żeby łapać krowy a my z kuzynostwem schowani gdzieś w krzakach smialiśmy się z całej sytuacji. Były też zabawy z lepienie grzybów z gliny (nie z jakieś specjalnej, tylko z tej zwykłej wziętej z drogi). Malowaliśmy je farbami i ustawialiśmy w pobliskim lasku, a żeby sąsiad się nabrał i nigdy nie podkradał naszych grzybów. Często chowaliśmy sie na strychu w stodole i skakalismy ze starych belek w sterty siana. Przy wieczornych ogniskach spiewaliśmy piosenki „Arki Noego”, naszą sceną była naczepa od ciężarówki. Kiedy tata zabierał nas na konie, siedzialam całymi godzinami w stajni. Kompletnie nie przeszkadzał mi stajenny zapach, przeciwnie nastepnego dnia wąchałam bluzkę przesiakniętą stajnią i nie mogłam się doczekać kiedy znowu tam pojadę. Ostanie dni pobytu chciałam wykorzystać zawsze najintensywniej. Wtedy wybierałam się sama na spacery po górkach, leżałam na łące i gwizdałam na trawie, a dwa jastrzębie krążyły nade mną odpowiadając mi na gwizdy. Dziękowałam Bogu, że urodziłam się w tym miejscu i że wciąż mogłam tam przyjeżdżać.
    Pamiętam, że wtedy nikt nie patrzył na posiniaczone nogi, one nie mialy dla nas znaczenia. To był piękny czas.
    Chcę takiego dzieciństwa dla swojego synka.
    .

  • Anka Mo

    Moje najlepsze wspomnienia to czas spędzony na wsi u babci i prababci. Zabawa w stodole pełnej siana i słomy… najlepszą z nich było skakanie z belki pod sufitem na ogromna stertę siana.. picie zimnej wody ze studni, wdrapywanie się na drzewa jabłoni i zrywanie jabłek… nikt nie krzyczał..: nie wchodź, bo spadniesz i złamiesz rękę, nie pij tej wody bo będzie Cię bolał brzuch.. tęsknię za taką beztroską.. :)Anka Mo

  • Iwona

    Przypomina mi się jak jako mała dziewczynka wchodziłam na ciemny zakurzony strych obory. Było tam pełno ogromnych pająków, siana. Ale to wszystko było niczym w stosunku do odnalezienia małych kociaczków i oswajaniem ich.

  • Ewa Leksowska

    Najbardziej beztroskie i radosne w mojej pamięci na zawsze pozostaną wakacje spędzane u dziadków na wsi. Razem z kuzynostwem dostawaliśmy wolną rękę na zabawę na podwórku, przylegającej łące oraz w lesie. Tam właśnie budowaliśmy szałasy na wzór naszych indiańskich idoli z literatury, ich przykładem tropiliśmy też zwierzęta i siebie nawzajem:) Na podwórku niemal codzień odbywała się zabawa w chowanego – wymyślaniu skrytek nie było końca, najodważniejsi kryli się w budce gąsiora-agresora i nieraz kończyło się to bezpośrednim starciem:D Zapracowani w gospodarstwie dziadkowie wołali nas, grupkę zaaferowanych otaczającymi atrakcjami wnuków, tylko na posiłki, a że były to zazwyczaj wiejskie rarytasy, nie musieli specjalnie prosić:) leksowska.ewa@gmail.com

  • Natalia

    Najbardziej beztroskie i radosne wspomnienie z mojego dzieciństwa?? Hmmm… Pamiętam jak z rodzeństwem buszowaliśmy w kukurydzy… Bawiliśmy się w berka u w chowanego… Az któregoś razu mój brat tak się schowal ze nie dość ze my nie mogliśmy go znaleźć to on sam nie wiedział jak z tej kukurydzy wyjść ??? jak juz mu się udalo leżeliśmy wszyscy brzuchami do góry i śmialiśmy się w głos ???

  • Beata

    Hmmm… mam ich wiele ale najbardziej beztroski i radosne były podróżne na pole truskawek z mija mamą. Jako kilkulatka bardzo ciekawa świata zatrzymywał się przy każdym napotkanych kwiatku, motylki, robaczku. Wszytskich tych stworzonek dotykał lub próbowałam dotknąć a wbtym czasie mam odpowiadala na fale moich pytań :) aż w końcu dochodziła do wniosku, że w tak tempie to ona nigdy tych truskawek nie opieli i zostawiła mnie sama. Przemierzalam pozostała drogę z równie wielkim zainteresowaniem obserwując i poznając wszytskie napotkane zyjatka :) cudowne czasy <3

  • Ania

    Podwórko pod blokiem i trzepak, nasze centrum wszechświata. Akrobaryczne wyczyny, namiot z koca, niczym twierdza, do której potrzebne było hasło. I rarytas jedzony tylko na podwórku w postaci chleba z masłem i cukrem :-)

  • Magda

    Wspinanie się na jabłoń u dziadka na działce i jedzenie jabłek prosto z tego drzewa ?

  • Iwona Blacha

    Najbardziej beztroskie i radosne wspomnienie z mojego dzieciństwa to z pewnością chwile spędzone razem z rodzicami i siostrą w naszym ogródku. Do dzisiaj pamiętam zapach i smak poziomek, które razem z siostrą zjadałyśmy prosto z krzaczka. Obiady na świeżym powietrzu a ponad wszystko czas spędzony z rodzicami. Tak zwyczajnie na byciu razem ❤

  • Ann

    Kiedy sięgam wstecz 20-25 lat, widzę małą, szczęśliwą dziewczynkę. Bardzo brudną dziewczynkę :) Z buzią umorusaną jagodami zrywanymi prosto z krzaka w ogrodzie u babci, z piaskiem z tychże jagód trzaskającym między zębami, z truskawkami wgniecionymi we włosy, z sukienką posklejaną błotną zupą, którą ugotowałam dla lalek. Widzę siebie biegającą na bosaka po kałużach, kiedy zaraz po letniej ulewie mama wyganiała mnie do ogrodu ze słowami: idź pobiegaj. kalosze? nie są ci potrzebne! Widzę siebie wspinającą się na drzewo po najpiękniejszą, najbardziej soczystą gruszkę w okolicy, widzę siebie godzinami obserwującą ślimaki i dokarmiającą motyle czekoladą- do dzisiaj wierzę, że motyle lubią czekoladę :) Widzę siebie odważnie eksplorującą świat, totalnie, bez strachu, brudna, podrapana, ze stłuczonymi kolanami. Szczęśliwa tak bardzo, jak tylko dziecko potrafi być szczęśliwe. Mam wielkie szczęście, że moja mama była mamą, która ani razu nie powiedziała: uważaj, nie biegaj, nie dotykaj, nie skacz, nie wchodź….. To dzięki niej całe moje dzieciństwo jest jednym wielkim wspomnieniem beztroski i radości :)

  • Ewa Bogaczyk

    Moje najcudowniejsze wspomnienia z bestroskiego dzieciństwa? Wakacje spędzane z babcią na działce jak uczyła mnie sadzić roślinki ( chyba nie miałam do nich szczęścia bo nie wyrastały z nasionek), jedzenie poziomek z krzaczka, jabłuszek z drzewa bez mycia i dobra zabawa. A drugie to bieganie po podwórku z paczką kolegów, włażenie na drzewa, kąpiele w kamionce i jedzenie owoców dziko rosnących na drzewach. Wtedy nie bolał brzuch, wszystko smakowało cudownie a potem szło się do sklepu po paczkę oranżadki w proszku i zjadało się ją oblizując palec a potem do torebki i tak aż brakło:-) Cudowne dzieciństwo spędzone na spaniu pod namiotem na trawniku pod domem.

  • Justyna

    Moje dzieciństwo pełne było radości i beztroski. Pamiętam wspinanie się po starych jabłonkach, karmienie koni sąsiada, skakanie po stogach siana, wyprawy na łąki w poszukiwaniu winniczków i wianki plecione z mniszka. Nikt nie mówił „nie wolno”, „nie rusz”, „zostaw to, bo się pobrudzisz”. Miałam to szczęście, że rodzice rozbudzali moją ciekawość świata i pozwalali na małe eksperymenty. Jeden moment szczególnie utkwił mi w pamięci. Mając jakieś 7 lat, zafascynowana żabami, postanowiłam założyć ich hodowlę. Pech chciał, że wpadłam na ten pomysł przy okazji jakiegoś rodzinnego spotkania. Miałam na sobie piękną, jasną sukienkę i nowe białe tenisówki. Za domem był mały staw. Stałam nad tym stawem i wpatrywałam żab. A kiedy jedna, piękna, zieloniutka popłynęła bliżej, wiedziałam, że muszę ją mieć. Probujac ja złapać poślizgnęłam się i wpadłam po kolana w wodę. Żaby niestety nie złapałam. Za to zniszczyłam tenisówki i poplamiłam sukienkę. I co zrobili moi rodzice? Kupili mi kalosze i czerpak, żebym już nie musiała się kąpać w stawie. Hodowli żab nie założyłam, ale czułam dziką radość kiedy w końcu udało mi się jedną złapać.
    Tej samej radości z odkrywania nowych rzeczy chcę nauczyć mojego syna. I czuję ogromną radość, kiedy na każdego napotkanego robaczka woła ” Mamu! Mucha!” Może to on założy hodowlę żab? ?

  • Ewa

    Jakie jest moje najbardziej beztroskie i radosne wspomnienie z dzieciństwa? Nie ma jednego. Zamykam oczy i czuję w ustach smak kwaśnych wiśni z sadu mojego dziadka, czuję głęboko w płucach zapach kwitnących jabłoni i świeżo skoszonej trawy, a na skórze… tak, to gęsia skórka z chłodów sierpniowych nocy. Pod stopami mam rozgrzane ściernisko, w uszach dzwonią świerszcze w kanonadzie z rechotem żab. Wyraźnie widzę szumiącą rzekę, a w niej moje rodzeństwo. Czuję strach – jak odczepić pijawkę?, czuję dumę – pierwsza dopłynęłam do brzegu! Czuję się błogo – zasypiam w cieniu starej gruszy… Nawet rześkie mgły zmierzchu nie zasnują podstępnie moich wspomnień. Są wyryte w moich bliznach, są ukryte w moim sercu. <3

  • Stasia

    Hmm..moje dzieciństwo choć cudowne kojarzy mi się raczej z ramionami rodziców. Byłam dość nieśmiałym dzieckiem-może przez te ramiona a może dzięki nim- dzisiaj jestem całkiem fajna babeczką. tak czy siak, własnej córce chce pokazywać świat z perspektywy, o której napisałaś. Wiem że mój cudowny mąż mi w tym pomoże, bo to właśnie dzięki niemu mając ponad 20 lat pierwszy raz dotknęłam jaszczurki i poczułam jak gryzie. Poczułam też jaka skórę ma padalec i ze faktycznie szybko oproznia jelita gdy się go dotknie;) Pierwszy raz zjeżdżalam na sankach na koguta i łowilam ryby! I zaczęłam mniej przejmować się opiniami innych ludzi, a bardziej czerpać z życia. Nie będę więc ściemniać ze mam jakieś mega wspomnienia (spokojnie…nie spędzałam dzieciństwa za kratami), może nie robia szału, ale dla mnie są miłe i ważne. Lubię przypominać sobie chwile, gdy wstawałam w wakacje i jeszcze w piżamie szłam na dwór wołać kuzynkę zza płota, żeby wyszła i wspólnie ustalałyśmy plan dnia, a wieczorem, już umyte, siedziałysmy z wilgotnymi włosami przed domem i zajadałyśmy najlepsze kanapki (bo zrobione przez mamę) z dużą iloscia masła, pomidorem i szczypiorkiem albo z truskawkami i cukrem. Lubie też wspominać wyjazdy z rodzicami, gdy bez gps’ow jechalismy na jednodniową wycieczke zatrzymujac sie tam, gdzie coś nas zaciekawiło. Nie spieszyli się, mama spogladala na mapę a tata wypytywał tubylców o droge. Zwykle to kadry z przeszłosci..niezbyt spektakularne…ale jakże miłe.

  • Żaneta Wólczyńska

    Urodziłam sie w latach 80tych i najlepiej wspominam czas wakacji u babci. Jej wieeelkie pierzyny, wycieczki rowerami na piątkowy targ. To bylo coś, 4 kilometry w jedną stronę – dla małej dziewczynki to było coś wielkiego? mialam też w tej wsi rok starszego kolegę. To on nauczyl mnie samodzielnie wiązac sznurowki w butach. Wchodziliśmy też do płytkich kanalow po ślimaki i pałki?nikt nie stał nad nami i nie mowil, że nie wolno. Choć dzisiaj z perspektywy lat, mysle, że mogło to być trochę niebezpieczne? do końca życia jednak zapamiętam jak ten właśnie kolega pokazywal mi jak się je dżdżownice? Generalnie recz ujmując, myślę, że najpiękniejsze dzieciństwo mają te dzieci, które mogą poobcowac z przyrodą i zwierzakami na wsi. Mam filmik na którym mój wtedy 1,5 roczny synek karmi kury. Tak szczęśliwe dziecko chciałabym oglądać codziennie…

  • Asia

    Moje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa? Wakacje na Suwalszczyźnie, w dziczy, bez wody, prądu, cywilizacji… W starym drewnianym budynku, wybudowanym przed laty na potrzeby harcerstwa. Okna, drzwi, drewno, nic więcej. Pierwszy raz tam byłam jak miałam rok, uczyłam się tam chodzić, potem pływać, łapałam jaszczurki, wieczorem raki. Biegałam z innymi dzieciakami jak dzikie dziecko, poznawałam las, naturę, jej prawa. Przeżyłam tam przygody piękne, ale i groźne, natura czasem pokazuje swoją moc. Nie raz były tak potężne burze, podczas których największym marzeniem było dożyć poranka. I te poranki były naprawdę magiczne.. Byłam tam maluszkiem, dzieciakiem, nastolatką, kobietą, aż w końcu matką. Las i jezioro były świadkami moich zmian.

    A co w tym jest najpiękniejsze? Że to miejsce dalej jest, dalej tak samo dzikie, ukryte przed światem, znane tylko wtajemniczonym.. W tym roku minęła 30 rocznica moich pierwszych wakacji , a równocześnie 6 i 9 moich córek. To miejsce nic a nic się nie zmieniło (tylko drzewa trochę urosły), moje dzieci mają takie same dzikie zabawy, jak ich mama. Jak ich mama zostawiły tam swoje serce. Chociaż mnie i moje dzieci (syn urodzi się za 2 tygodnie) dzieli ponad 20 lat, to mamy takie same najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa!

  • Joanna Rusin

    Pamiętam jak z moją kuzynką nalewałyśmy deszczòwkę z beczki do konewki i polewając się nią wykonywałyśmy „deszczową piosenkę” w naszym, autorskim dziecięcym wykonaniu:D potrafiłyśmy wylać na siebie całą beczkę… byłyśmy mokre i przeszczęśliwe:)

  • Martyna

    Moim najbardziej radosnym i beztroskim wspomnieniem z dzieciństwa są wyjazdy nad rzekę pod namioty z całą rodziną. Mój tatuś ma ośmioro rodzeństwa. W wakacje wszyscy pakowali się w swoje fiaty 126 p, starsi moi bracia na swoje motory i jechaliśmy nad Narew. Woda była wspaniała, rodzice pozwalali nam się w niej pluskać całymi dniami. Wszystkie ciotki gotowały pyszności na turystycznych palnikach z gazem. Rosły też tam rośliny, których nie widziałam od lat. Świeże powietrze i wolność. Tak to pamiętam.

  • Ewelina

    Właśnie mi uświadomiłaś, jakie chciałabym dzieciństwo dla swojego syna/ kolejnych moich dzieci.
    W maleńkiej, podlaskiej wsi wstawaliśmy o świcie, żeby przez okno zobaczyć jelonki, wychodzące z rodziną na skraj lasu. Promienie słońca tak cudownie odbijały się wtedy od kropel rosy na trawie i powoli rozwijających się kwiatach. W ciągu dnia z niewiele starszą siostrą plotłyśmy wianki, chodziłyśmy nad potok moczyć nogi, chodziłyśmy po drzewach, kradłyśmy sąsiadom jabłka, chodziłyśmy na grzyby, po maliny. A na koniec dnia piłyśmy najlepszy napój na świecie- mleko od krowy, koniecznie jeszcze z pianką, ręcznie wydojone, jeszcze ciepłe w radzieckim kubku :)
    ewelinajarzebska@gmail.com

  • Monia Bronk

    Beztroskie i radosne wspomnienie…to, wakacje u dziadków, wieś na Kurpiach, nocne spanie w sodole na sianie,zabawy w podchody, żniwa, chodzenie po ściernisku aby nie kaleczyć nóg, i coś czego dziś nasze dzieci już nie znają,chleb z wodą ze studni z cukrem.Szkoda czasu było na obiady i taką pychotę jedliśmy. Zbieranie jagód wprost to buzi.Nigdy nie udało mi się uzbierać do wiaderka.
    Babci drożdżowe pierogi z jagodami i rosół z kury.
    Dziś mam już swoje lata i wnuka 1 rocznego ale te wspomnienia pozostały,ten smak i zapach tamtych dni, wolność bezstroskość,cudowny czas.

  • Beata

    Najwspanialsze wspomnienia zazwyczaj biegną ku tym, których najbardziej kochaliśmy, a którzy, chcąc nie chcąc, przemineli i żyją tylko w naszej pamięci. W mojej wyobraźni, gdy zamykam oczy, wciąż widzę mojego dziadka, który zabierał mnie latem na wieś do rodziny na żniwa. Wciąż czuję upalne słońce na skórze, letni powiew wiatru w potarganych włosach i dotyk złotego, piętrzącego się w górę żyta. Moje beztroskie wspomnienie to tylko migawka, dosłownie chwila. Ja, mała, jasnowłosa dziewczynka, którą prawie przerosło zborze i połacie niekończących się pól z czerwonymi makami i najbardziej niebieskimi chabrami jakie w życiu widziałam. Widzę się biegnącą w bursztynowo-złotych łanach zboża z wiankiem kwietnym na głowie i mojego dziadka, wyciągającego do mnie dłonie. Biegłam do niego, a on łapał mnie i podnosił do góry, kręcąc się ze mną wokół siebie. Śmiałam się głośno, wyciągając ręce do słońca. Byłam motylem – latałam…

  • Marta

    Moje beztroskie wspomnienie z dzieciństwa to świat zamknięty w polu kukurydzy, gdzie godzinami zaplatałam kolbom warkocze,
    ożywiałam je w mojej dziecięcej wyobraźni, nadawałam imiona, stroiłam w kolorowe wstążki, wykradane z babcinej skrzyni z dekoracjami na Boże Ciało. W wirze z kolorowym wstążek unosiłam wystrojone kukurydziane lalki do słońca i tańczyłam z nimi do utraty tchu, powierzałam im też swoje tajemnice, skarżyłam się na mleko z kożuchem czy obojętność dzikiego kota. Pamiętam też szalone gonitwy ze słomą we włosach, po świeżo skoszonym, pachnącym jeszcze zbożem polu, kończące się poranionymi stopami i ronionymi ukradkiem łzami.
    Moje dzieciństwo to także smak smażonego chleba na śniadanie, pieczarek pieczonych na starej babcinej kuchni i gorzki smak lizaka z palonego cukru (jedzonego w pośpiechu nim zdążył przestygnąć). To bieganie na bosaka po kałużach, zapach rozgrzanego od słońca asfaltu i ogrom wolności, miłości i zrozumienia, których siłę czuję po dziś dzień . kislarod@interia.pl

  • Lidia

    Swoje dzieciństwo, które wspominam z uśmiechem na twarzy, w większości czasu spędzałam z rodziną na świeżym powietrzu, u babci na wsi, gdzie wszystko było takie „dzikie” i tajemnicze, idealne miejsce do nowych przygód dla całej bandy dzieciaków. Mogliśmy jeść wszyściuteńko co natura dała, świeże owoce prosto z krzaka, brudne w piasku truskawki (takie smakują najlepiej!) albo jabłka sąsiada. Nie straszne nam były wspinaczki po drzewach, kleszcze czy wędrówki do lasu, gdzie zbieraliśmy jagody i szukaliśmy grzybów albo taty, który chował się za drzewem. Latem kąpaliśmy się w jeziorze, a zimą po nim chodziliśmy (wtedy lód był naprawdę gruby) albo wysokie górki, z których zjeżdżało się na sankach, chociaż lepsze były opony od traktora :). Chętnie wróciłabym do tych beztroskich lat, kiedy to szkoda mi było każdej straconej minuty, więc budziłam się wcześnie rano z uśmiechem na twarzy, gotowa na nowe przygody, nowe znajomości, nowe siniaki i zadrapania, które przykrywało się babką i wracało do zabawy.
    Mail: lidia.lalak@gmail.com

  • Anna

    Moje beztroskie wspomnienia z dzieciństwa pielęgnuję i trzymam szczelnie, aby móc usiąść z córką na kolanach i powiedzieć jej: „Dzisiaj będzie wspaniały dzień! Dzisiaj zrobimy coś, co twoja mamusia wspomina do dziś.”.

    „Aniu! Zbieraj się, jedziemy!” – mama rzuciła w locie, krzątając się po pokoju w nadmorskim ośrodku pracowniczym – nic szczególnego – pokój 2 na 2, mały czarno-biały telewizor, który przywieźliśmy z domu, 2 kanapy, 2 półki wiszące, szafa, łazienka z toaletą.

    „Znowu plaża?” – pomyślałam, ale mama przygotowała i kurtkę i długie spodnie na zmianę – mam może 5 – no góra 6 lat, nie więcej, ślimaczę się te 3 piętra, powoli do auta.

    Za oknem rosną powoli ogromne kolorowe przedmioty – karuzele, kolejka górska (taka maleńka), kolorowe autka – spełnienie marzeń każdego dziecka, przecierałam oczy niedowierzając!

    Po kilku godzinach czas było wracać do domu, wyczerpana, ale szczęśliwa, z pięknymi wspomnieniami, które pielęgnuję do dziś….

    anna.kurek1988@gmail.com

  • Ania

    Nie od dziś wiadomo, że najlepszymi zabawkami są przedmioty należące do dorosłych. Pewnego razu, wraz z koleżankami, postanowiłyśmy wykorzystać zawartość szafy mojej babci, aby zorganizować uroczystość zaślubin mojego brata z naszą młodszą sąsiadką. Wystroiłyśmy zatem siebie i Młodą Parę w babcine futrzane czapki, szale, chustki, szaliczki, buty i koraliki. Jedna z koleżanek przebrała się za księdza, koloratkę zrobiłyśmy z papieru, zaś „msza” była prowadzona przy wykorzystaniu wielkiej, starej encyklopedii – naszej tajemnej księgi:). Radości było co niemiara!

    haneczka997@wp.pl

  • Ania

    Nie od dziś wiadomo, że najlepszymi zabawkami są przedmioty należące do dorosłych. Pewnego razu, wraz z koleżankami, postanowiłyśmy wyprawić ślub mojemu młodszemu bratu i naszej sąsiadce, wykorzystując zawartość szafy mojej babci. Wystroiłyśmy zatem siebie i Młodą Parę w babcine futrzane czapki, szaliki, chustki, buty i korale. Jedna z koleżanek była księdzem – koloratkę zrobiłyśmy z papieru. „Msza” była prowadzona przy użyciu wielkiej, starej encyklopedii – naszej tajemnej księgi – radości było co niemiara!

    haneczka997@wp.pl

  • Ania

    Proszę o usunięcie mojego komentarza, który został zamieszczony w drugiej kolejności, myślałam, że poprzedni tekst się skasował… Pozdrawiam Anna

  • Mat

    Najbardziej beztroskie chwile to te, kiedy budziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Wstawałem z łóżka i wychodziłem z pokoju przez okno stąpając bosymi nogami na zroszoną wtedy jeszcze trawę, często kiedy reszta jeszcze spała. Siadałem na ogrzanej słońcem ławce, wsłuchiwałem się w śpiew ptaków i szum brzozowego lasu, który z roku na rok szeleścił coraz bardziej, by za kilkanaście minut z powrotem czmychnąć przez okno do pokoju i dać znaki, że już wstałem.

  • Monika

    Moje dzieciństwo nie było usłane beztroskimi chwilami – tata po operacji kręgosłupa, na rencie; mama po wylewie (którego notabene byłam sprawką, rodzicielka urodziła mnie mając 41 lat), rodzeństwo mogące być już moimi rodzicami i ja – tzw. stara maleńka. Rzadko kiedy pozwalałam sobie na chwilę zapomnienia, niezależnie od wieku otaczali mnie sami dorośli, z większością z nich byłam na „Ty” więc nie mogłam być dzieckiem, takim ot, po prostu! Jak zaczęłam zastanawiać się, czy będę miała w ogóle czym podzielić się w komentarzu zrobiło mi się dość przykro na serduchu, bo pewnie niejedna z czytelniczek miała „do wyboru” parę wspomnień i musiała zdecydować, którym z nich się podzielić, mi zaś udało się wyłuskać jedyne beztroskie wspomnienie z całego mojego okresu dzieciństwa. Zakopane, moje ukochane Zakopane, do którego udawaliśmy się z tatą w każde wakacje, zawsze ta sama kwatera i Ci sami ludzie i ona – Gubałówka, góra z masą atrakcji i tą moją ulubioną – dmuchanym zamkiem do skakania, na którym spędzałam nawet i po 8h dziennie, codziennie. Wtedy byłam dzieckiem; radosnym, uśmiechniętym, pełnym życia dzieckiem; i chciałabym żeby moja córka takich chwil miała jak najwięcej i żeby to swoje dzieciństwo przeżyła jak na malucha przystało, nie warto spieszyć się do bycia dorosłym.

    Monika
    (monika.stawowy@gmail.com)

  • Justyna

    Najpiękniejsze chwile mojego dzieciństwa spędziłam na działce u moich dziadków. Były truskawki z krzaka, niedojrzałe gruszki jedzone w tajemnicy przed babcia, kopanie robaków potrzebnych do łowienia ryb z dziadkiem. Najlepszym wspomnień jest jednak to, gdy mama pozwalała mi bawić się w salon piękności. Kładła się na lezaku, a ja mieszkam piasek z piaskownicy z wodą i smarowalam ją błotem. Potem zamienialysmy się i to ja byłam blotnym potworkiem. Mam nadzieję, że moja córcia też będzie miała takie beztroskie dzieciństwo.

  • AsiaSo

    O rety! Jaka jestem szczesliva, że było mi dane mieć takie dzieciństwo! Mimo tego, że dość skromne to wypełnione radością po brzegi. Ciężko jest wskazać jedno najbardziej beztroskie wspomnienie,ponieważ było ich troszeczkę :) Niemniej jednak najwspanialej wspominam bazę – miejsce,gdzie rodziło się najwięcej pomysłów i zabaw, miejsce, gdzie powstawały plany działania na dany dzień,miejsce gdzie zajadało się vibovit w proszku i piło Konradka, miejsce,gdzie tworzyło się skobelki do wojny na proce i miejsce wymiany karteczek :)Ach jak cudownie powspominać tamte czasy :) dzięki Szczęśliva, że dzięki Tobie i temu postowi mogłam się nieco przenieść w czasie :)

  • Katarzyna Katana

    Moje wspomnienia to stary piec u mojej prababci- która mieszkała 100m od naszego domu- blacha na której smażyły się ziemniaki, placki ziemniaczane czy po prostu chleb który nacierało się czosnkiem i smarowało masłem. To także jej deserki podawane w pięknych białych filiżankach z uszkiem – galaretka- zwykła bez niczego a do tego można było samodzielnie ubić Śnieżkę :) czasem dorzucając łyżkę kakao. Aż w końcu włóczka wełny, którą brałyśmy z siostrą i robiłyśmy tzw. pajęczynę zahaczając o wszystkie klamki i szafki aż powstała pajęczyna.

    Dzieciństwo to także wspólne wyjazdy z rodzicami na wakacje – maluchem :) Pamiętam, jak mój tata do przyczepki dorobił daszek aby schować na niej namiot i nasze rzeczy. Ja i siostra z tyłu pod nogami duże śpiwory więc było wygodnie oprzeć się o okna boczne i wyprostować nogi – i tak białym maluchem z przyczepką – której dokładnie pilnowałyśmy. jeździliśmy na wakacje śpiewając rodzinnie „Autostop” i wiele innych hitów, a ja po 30 pierwszych minutach drogi już zadawałam pytanie „A daleko jeszcze?”. Wtedy mama wyciągała atlas drogowy i pokazywała – dzielnie- gdzie jesteśmy i ile drogi zostało :)

  • Michał

    Najbardziej beztrosko wspominam wakacyjne chwile, gdy wspólnie z kuzynkami łowiliśmy ryby. Nie mieliśmy przy sobie żadnych telefonów, nie robiliśmy setki zdjęć na pomoście – po prostu, byliśmy razem, wygrzewaliśmy się na słońcu, wcinaliśmy kanapki, które dały nam przezorne mamy, a gdy branie było słabe wskakiwaliśmy do wody. Żyliśmy chwilą, którą doceniam po tylu latach. Chyba czas pójść na ryby.

  • Marcela Bosak

    Jest ciepły, kwietniowy dzień, kiedy dwie małe dziewczynki z niecierpliwością oczekują na niespodziankę, jaką obiecał im tata. I nagle przed dom podjeżdża duży czerwony samochód i wysiada ona- Mama! Ta, której nie widziały od kilku dni, bo jak powiedziała im przy pożegnaniu, jedzie przywieść im braciszka. I jest! W dużym fioletowym nosidełku, pod żółto-niebieskim kocykiem, mama pokazuje zafascynowanym dziewczynkom twarzyczkę maleńkiego, niebieskookiego chłopczyka, który staje się oczkiem w głowie starszych sióstr i powodem dumy, bo mają teraz w domu dzidziusia i powinny pomagać mamie we wszystkim co z nim związane.
    marcyskabosak@interia.pl

  • Marzena Herok

    Gorący dzień na wsi, mala dziewczynka 4-5 letnia (nie pamiętam ile dokladnie) jak co dzień bawi sie beztrosko na podwórku, kilkakrotnie przebiegając obok obory. Nagle słyszy, że coś się nie zgadza, że koza jakoś tak inaczej meczy, jakby na kilka głosów… Dziewczynka zatrzymuje się nasłuchując, stając na paluszkach bezskutecznie próbuje podejrzeć cos przez szparę w oknie gdyż do środka sama wejść nie moze bo jest za mala aby sięgnąć haka od drzwi. Dziewczynka biegnie po dziadka, który na początku ją ignoruje, jednak mała nie ustępuje i razem biegną na miejsce. Dziadek opuszcza hak i ich oczom ukazuje się mama koza z trzema kilkuminutowymi koźlętami, dziewczynka jest zachwycona, dziadek mocno zdziwiony mówi: „Miałaś rację Marzenko… teraz będziesz kozią mamą” :)

    Miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo, które pozostawilo całą masę pięknych wspomnień. To opisane powyżej zawsze wywołuje u mnie jakis dreszczyk choć juz prawie trzydziestka na karku :)

    mwej@interia.pl

  • Magda

    Moje dzieciństwo to festiwal niczym niezmąconej beztroski i gotowy scenariusz na serial przygodowy o małej ale dziarskiej Madzi z równie małej lubelskiej wsi. To były czasy – bieganie po wąwozach i betonowych barierkach, dzielenie łóżka z psem i talerza z kotem, zjeżdżanie z dachu stodoły, budowanie domków dla lalek z mchu, jedzenie zamrożonej śmietany z cukrem z przekonaniem, że odkryłam przepis na lody i ciągłe chodzenie po drzewach mimo dotkliwej straty w postaci spodenek z nowego kompletu z Bartem Simpsonem – mojej wówczas najznamienitszej kreacji :).
    Jednak jedno z moich najzabawniejszych wspomnień dotyczy znalezionego przeze mnie martwego jeża, któremu postanowiłam zorganizować godny pochówek. Oczywiście nie widzę nic śmiesznego w śmierci jakichkolwiek żywych stworzeń, ale gdy przypomnę sobie trójkę kilkuletnich żałobników (na uroczystość przybyło moje rodzeństwo) klęczących w nabożnym skupieniu nad świeżo usypanym na sadzie kopczykiem ziemi, to chce mi się płakać, ale ze śmiechu.
    Moja ułańska fantazja, spryt i polot na szczęście nieco przygasły, kiedy tata kupił mi… komputer :).
    magda.zarek1@wp.pl

  • Weronika

    Gdy myślę o beztroskim dzieciństwie przypominają mi się chwile spędzone z moją mamą na zabawach nawet w trakcie najcięższych chorób (które niestety były dość częste). Mama zabierała mnie w tajemnicze podróże- najpierw przygotowywałyśmy prowiant, a później wchodziłyśmy do szafy, która była naszym super pojazdem. Szafa byla naszym czarodziejskim dywanem, łodzią podwodną lub statkiem kosmicznym. Zwiedzałyśmy nie tylko palcem po mapie. Moja dziecięca wyobraźnia przenosiła mnie w piękne światy, a obecność mamy, jej historie i różne zadania, które przygotowywała specjalnie dostosowane do odwiedzanej krainy były wspaniałą frajdą. Zwiedzałyśmy Włochy, Japonię, nieznane planety…z takich podróży nie chciało się wracać.. Dzięki tym zabawom pokochałam podróże. Dziś mój synek próbuje otwierać drzwi tej szafy- chyba czuje, że jest to wyjątkowe miejsce w domu dziadków:)
    Weronika- weka85@gmail.com

  • Weronika

    Gdy myślę o beztroskim dzieciństwie przypominają mi się chwile spędzone z moją mamą na zabawach nawet w trakcie najcięższych chorób (które niestety były dość częste). Mama zabierała mnie w tajemnicze podróże- najpierw przygotowywałyśmy prowiant, a później wchodziłyśmy do szafy, która była naszym super pojazdem. Szafa byla naszym czarodziejskim dywanem, łodzią podwodną lub statkiem kosmicznym. Zwiedzałyśmy nie tylko palcem po mapie. Moja dziecięca wyobraźnia przenosiła mnie w piękne światy, a obecność mamy, jej historie i różne zadania, które przygotowywała specjalnie dostosowane do odwiedzanej krainy były wspaniałą frajdą. Zwiedzałyśmy Włochy, Japonię, nieznane planety…z takich podróży nie chciało się wracać.. Dzięki tym zabawom pokochałam podróże. Dziś mój synek próbuje otwierać drzwi tej szafy- chyba czuje, że jest to wyjątkowe miejsce w domu dziadków:)
    Weronika- weka85@gmail.com

  • Natalia

    Moje dzieciństwo było:
    B – bezpiecznie pod okiem mamy w bierka się bawiliśmy
    E – energicznie przy tym biegaliśmy
    Z – zabaw było bez liku w
    T – trawie żaby, jaszczurki oraz koniki polne łapaliśmy i do domu wnosiliśmy
    R – radością przy tym tryskaliśmy w
    O – oborze cielaczki karmiliśmy oraz po
    S – słomie i sianie skakaliśmy, przy tym głośno
    K – krzyczeliśmy, gdy rodzice wołali ciuchutko siedzieliśmy
    I – igłą i nitką sukienki dla lalek szyliśmy
    E – efekt był taki, że były zadrapania i siniaki.

    I na zakończenie historia, której nigdy nie zapomnę i często się z niej śmiejemy: mam starszego o 4 lata brata. Do naszych obowiązków należało zrzucanie siana ze strychu przez lukę na ganek w oborze. I zawsze wchodziliśmy z bratem schodami, a później mój brat z racji wzrostu schodził przez lukę do rzucania siana, ponieważ byłam zazdrosna, że on nie musi na około wracać, poprosiłam go, żeby pokazał mi jak zejść przez lukę, więc mój brat zapytał mnie czy chcę zobaczyć jak lata samolot? Po krótkiej instrukcji jak to zrobić, skoczyłam w lukę ale nie na siano, tylko w koryto do karmienia krów i do dzisiaj nie wiem, kto był w większym szoku, ja czy krowa:):) [n-matuszewska@o2.pl]

  • Natalia

    Moje dzieciństwo było:
    B – bezpiecznie pod okiem mamy w bierka się bawiliśmy
    E – energicznie przy tym biegaliśmy
    Z – zabaw było bez liku w
    T – trawie żaby, jaszczurki oraz koniki polne łapaliśmy i do domu wnosiliśmy
    R – radością przy tym tryskaliśmy w
    O – oborze cielaczki karmiliśmy oraz po
    S – słomie i sianie skakaliśmy, przy tym głośno
    K – krzyczeliśmy, gdy rodzice wołali ciuchutko siedzieliśmy
    I – igłą i nitką sukienki dla lalek szyliśmy
    E – efekt był taki, że były zadrapania i siniaki.

    I na zakończenie historia, której nigdy nie zapomnę i często się z niej śmiejemy: mam starszego o 4 lata brata. Do naszych obowiązków należało zrzucanie siana ze strychu przez lukę na ganek w oborze. I zawsze wchodziliśmy z bratem schodami, a później mój brat z racji wzrostu schodził przez lukę do rzucania siana, ponieważ byłam zazdrosna, że on nie musi na około wracać, poprosiłam go, żeby pokazał mi jak zejść przez lukę, więc mój brat zapytał mnie czy chcę zobaczyć jak lata samolot? Po krótkiej instrukcji jak to zrobić, skoczyłam w lukę ale nie na siano, tylko w koryto do karmienia krów i do dzisiaj nie wiem, kto był w większym szoku, ja czy krowa:):) [n-matuszewska@o2.pl]

  • Piotr

    Jednym z najmilszych wspomnień z mojego dzieciństwa są pierwsze samodzielne wycieczki rowerowe, które urządzaliśmy wraz z moją siostrą i kuzynkami u dziadka na wsi. Do plecaków pakowaliśmy kolorowe kanapki przygotowane przez rodziców i przepyszny słodki kompot z owoców zebranych w sadzie. Celem naszych wycieczek był najczęściej pobliski asfaltowy plac widoczny doskonale z dziadkowego ogródka. Po dotarciu na miejsce nawet nie schodziliśmy z rowerów, błyskawicznie zjadaliśmy nasze zapasy, po czym dumni z siebie i szczęśliwi wracaliśmy do domu, chociaż cała podróż trwała krócej niż przygotowania do niej. Chciałbym, żeby moja córeczka przeżyła beztroskie i jednocześnie bezpieczne dzieciństwo pełne pięknych wspomnień i będę dumny stając się ich częścią.
    p19k89@gmail.com

  • Ania

    Jesień, plucha mama wysłała mnie na dwór, założyła oczywiście gumowce. Pod domem stała wanna na deszczówkę, w której uzbierało się sporo wody. Po jakimś czasie moją mamę zawołał sąsiad i kazał wyciągnąć sobie mnie z wanny :). Jakie było zdziwienie rodziców gdy po pachy w wodzie siedziałam i chwaliłam się, że mam ,,gumiaczki”. Moje cudowne dzieciństwo pełne jest tego typu wydarzeń, które stały się rodzinnymi anegdotami.

  • Bartosz Polak

    To była, duża rodzinna impreza, a w domu było mnóstwo ludzi. W lodówce czekał przepyszny i jedyny w swoim rodzaju tort czekoladowy, którego mama piekła wyłącznie na wyjątkowe okazje i którego bez większych wyrzutów sumienia zjedliśmy razem z bratem zanim wszyscy przysiedli się do stołu. Z bratem, z którym tak bardzo nienawidziliśmy się i kochaliśmy jednocześnie, a jeden za drugiego gotów byłby wskoczyć w ogień. Tak samo mocno strzeżemy do dzisiaj tajemnicy zjedzonego tortu i za każdym razem przy męskich pogaduchach wspominamy to wydarzenie z uśmiechem na ustach ;). Tego samego życzę moim synom – aby w przyszłości mieli świadomość tego, że zawsze jest ktoś kto poklepie ich po ramieniu i powie: „Stary, głowa do góry, możesz na mnie liczyć” ;).

    Bartosz Polak
    e-mail: bartosz.polak@vp.pl

  • Teresa

    Beztroska i radość to, dla mnie wyjazdy traktorem z tatą na łąkę w celu wykoszenia lub zgrabienia siania. Pamiętam, do tej pory zapach
    skoszonej łąki, moje zabawy pod lipą w zielarkę. Zbieranie habrów, maków rosnących nieopodal w pszenicy, następnie wyplatanie z nich wianków na głowę. Opowieści taty pod wspomnianą lipą, gdzie jest czyje pole i co na nim posiane, te same opowieści snuje już wnuczce. Inny smak, zapach, które pamiętam i chciałabym zapewnić chociaż raz w życiu swoim dzieciom to, możliwość zjedzenia pieczątek, czyli ziemniaków pieczonych w ognisku (kartoflisku z ususzonych pędów kartofli).

    Pozdrawiam,

    Teresa Długosz (e-mail: terenia.dlugosz@gmail.com)

  • Artur

    Dzieciństwo, to przede wszystkim brak nudy, nigdy z moimi czteroma braćmi nie mieliśmy na to czasu ;) To również czasy kolejek w sklepach. Gdy nasza mama wychodziła, żeby zrobić drobne zakupy na obiad to, nie wracała tak jak obecnie po 20 minutach, tylko po 3-4 godzinach. My w tym czasie, ze stołu w salonie, krzeseł, koców i pościeli robiliśmy namiot, a pod nim każdy z nas opowiadał historie. Przeważnie kim zostaniemy w przyszłości … w sumie trzem z naszej piątki, podnamiotowe marzenia się spełniły :)

  • Artur

    Dzieciństwo, to przede wszystkim brak nudy, nigdy z moimi czteroma braćmi nie mieliśmy na to czasu ;) To również czasy kolejek w sklepach.
    Gdy nasza mama wychodziła, żeby zrobić drobne zakupy na obiad to, nie wracała tak jak obecnie po 20 minutach, tylko po 3-4 godzinach. My w tym czasie, ze stołu w salonie, krzeseł, koców i pościeli robiliśmy namiot, a pod nim każdy z nas opowiadał historie. Przeważnie kim zostaniemy w przyszłości … w sumie trzem z naszej piątki, podnamiotowe marzenia się spełniły :)

    Artur, dlugosz.artur@gmail.com

  • Aneta

    Zaskakująco często bywało szaro – buro… Problemy nie omijały nawet tej małej dziecięcej główki z blond czupryną. Dzieci czują i wiedzą więcej niż może się wydawać. Czasem jednak wychodziło słońce. Piękne takie, świat rozświetlające tysiącem barw… I w pamięci mej jest taki jeden dzień. W szufladce na kluczyk zamkniętej go trzymam, by nie zniknął gdzieś w pamięci, co tak bardzo zawodna być potrafi. Czerwiec, w szkołach dzwonek ostatni już słychać. Człapię powoli do domu. Liczę kroki, co żeby szybciej drogę pokonać… Raz, dwa, trzy i cztery… trzy tysiące sześćset dwadzieścia jeden, trzy tysiące sześćcet dwadzieścia dwa… Jeszcze trochę, już niedaleko. Trzy tysiące sześćset osiemdziesiąt sześć… I już Ich widzę – z daleka machają do mnie radośnie. Tata z uśmiechem jakiś młodszy, a Mama w tej kwiecistej sukience piękna taka. I kroku przyspieszam, co żeby jak najszybciej w Ich ramiona wpaść – tam zmęczenie zniknie, wszystkie troski wyparują. Idziemy do domu, co to chociaż perskimi dywanami podłóg nie ma usłanych, w progi swe gośca przyjmie każdego. Miłości w nim po kątach upchanej tony całe. I tak mi tu dobrze, tak błogo. W kuchni obiad już czeka wystawny – zupa botwinkowa i kompot prawdziwy. Siedzimy tak razem, śmiejemy się, rozmawiamy… A po obiedzie nogi w rzece bedziemy moczyć i kijanki łapać. W słoiki ten czas wyłapię i pod ziemię zakopię… bo jutro troski znów wrócą, na wspólny posiłek czasu nie będzie, rozmowy w krzyki się zmienią. Ale jeszcze jest, jeszcze trwa chwila ta piękna. I tak mi tu błogo, beztrosko, szczęśliwie mi tak… Bo szczęście niejedno ma imię…

  • Aneta

    Zaskakująco często bywało szaro – buro… Problemy nie omijały nawet tej małej dziecięcej główki z blond czupryną. Dzieci czują i wiedzą więcej niż może się wydawać. Czasem jednak wychodziło słońce. Piękne takie, świat rozświetlające tysiącem barw… I w pamięci mej jest taki jeden dzień. W szufladce na kluczyk zamkniętej go trzymam, by nie zniknął gdzieś w pamięci, co tak bardzo zawodna być potrafi. Czerwiec, w szkołach dzwonek ostatni już słychać. Człapię powoli do domu. Liczę kroki, co żeby szybciej drogę pokonać… Raz, dwa, trzy i cztery… trzy tysiące sześćset dwadzieścia jeden, trzy tysiące sześćcet dwadzieścia dwa… Jeszcze trochę, już niedaleko. Trzy tysiące sześćset osiemdziesiąt sześć… I już Ich widzę – z daleka machają do mnie radośnie. Tata z uśmiechem jakiś młodszy, a Mama w tej kwiecistej sukience piękna taka. I kroku przyspieszam, co żeby jak najszybciej w Ich ramiona wpaść – tam zmęczenie zniknie, wszystkie troski wyparują. Idziemy do domu, co to chociaż perskimi dywanami podłóg nie ma usłanych, w progi swe gośca przyjmie każdego. Miłości w nim po kątach upchanej tony całe. I tak mi tu dobrze, tak błogo. W kuchni obiad już czeka wystawny – zupa botwinkowa i kompot prawdziwy. Siedzimy tak razem, śmiejemy się, rozmawiamy… A po obiedzie nogi w rzece bedziemy moczyć i kijanki łapać. W słoiki ten czas wyłapię i pod ziemię zakopię… bo jutro troski znów wrócą, na wspólny posiłek czasu nie będzie, rozmowy w krzyki się zmienią. Ale jeszcze jest, jeszcze trwa chwila ta piękna. I tak mi tu błogo, beztrosko, szczęśliwie mi tak… Bo szczęście niejedno ma imię…

  • Aneta

    Zaskakująco często bywało szaro – buro… Problemy nie omijały nawet tej małej dziecięcej główki z blond czupryną. Dzieci czują i wiedzą więcej niż może się wydawać. Czasem jednak wychodziło słońce. Piękne takie, świat rozświetlające tysiącem barw… I w pamięci mej jest taki jeden dzień. W szufladce na kluczyk zamkniętej go trzymam, by nie zniknął gdzieś w pamięci, co tak bardzo zawodna być potrafi. Czerwiec, w szkołach dzwonek ostatni już słychać. Człapię powoli do domu. Liczę kroki, co żeby szybciej drogę pokonać… Raz, dwa, trzy i cztery… trzy tysiące sześćset dwadzieścia jeden, trzy tysiące sześćcet dwadzieścia dwa… Jeszcze trochę, już niedaleko. Trzy tysiące sześćset osiemdziesiąt sześć… I już Ich widzę – z daleka machają do mnie radośnie. Tata z uśmiechem jakiś młodszy, a Mama w tej kwiecistej sukience piękna taka. I kroku przyspieszam, co żeby jak najszybciej w Ich ramiona wpaść – tam zmęczenie zniknie, wszystkie troski wyparują. Idziemy do domu, co to chociaż perskimi dywanami podłóg nie ma usłanych, w progi swe gośca przyjmie każdego. Miłości w nim po kątach upchanej tony całe. I tak mi tu dobrze, tak błogo. W kuchni obiad już czeka wystawny – zupa botwinkowa i kompot prawdziwy. Siedzimy tak razem, śmiejemy się, rozmawiamy… A po obiedzie nogi w rzece bedziemy moczyć i kijanki łapać. W słoiki ten czas wyłapię i pod ziemię zakopię… bo jutro troski znów wrócą, na wspólny posiłek czasu nie będzie, rozmowy w krzyki się zmienią. Ale jeszcze jest, jeszcze trwa chwila ta piękna. I tak mi tu błogo, beztrosko, szczęśliwie mi tak… Bo szczęście niejedno ma imię…

  • Karolina Kowal

    Dawno, dawno temu w małym, urokliwym miasteczku żyła sobie ośmioletnia dziewczynka o imieniu Karolina marząca o niebieskim rowerku. Rodzice dziewczynki byli jednak nieugięci i przy każdym wspomnieniu o wymarzonym pojeździe, wskazywsli stary, niemodny rower leżący w garażu pod grubą warstwą kurzu. Dziewczynka mimo to była bardzo zdeterminowana do osiągnięcia celu i wpadła na genialny pomysł przejęcia obowiązku wstawiania prania. Mama ośmiolatki była pod ogromnym wrażeniem tego jak córka garnie się do pomocy przy obowiązkach domowych, nie podejżewając nawet, ze Karolina za uzbierane z kieszeni domowników drobne, już niedlugo kupi swój wymarzony rower.

    Cześć, mam na imię Karolina i za każdym razem jak wspominam tę historię, śmieję się głośno sama do siebie ;), a moje przedsiębiorcze geny zaprowadziły mnie pod same drzwi Uniwersytetu Ekonomicznego

    adres mailowy – kowal.karolina@op.pl

  • Najlepiej wspominam chwile, gdy miałam mnóstwo czasu na domowe maseczki, przesiadywanie w spa, przygotowywanie wieloskładnikowych zup, kręcenie lodów, pieczenie ciasta…a wszystko to w błotnym królestwie – na osiedlowym placu zabaw w piaskownicy po deszczu. Taplaliśmy się, kopaliśmy dołki, budowaliśmy tunele i przy okazji uczyliśmy się oszczędnie gospodarować wodą.

    A kiedy błotne królestwo nawiedzała susza, to z zakamarków łazienek potajemnie wyciągaliśmy kremy, malowaliśmy na twarzach „barwy ochronne” i bawiliśmy się w Indian. To były czasy, kiedy każdy chciał mieszkać w wigwamie, a nikt nie chciał być „bladą twarzą”:)

  • Szczęślivcy! Bardzo Wam dziękuję za tak liczny udział w konkursie! Serce roście przy Waszych komentarzach!
    Razem z Bayer mamy przyjemność nagrodzić 3 osoby!

    I MIEJSCE:

    Monika
    Pamiętam jak w Zakopanem gdy razem z braćmi i rodzicami zwiedzaliśmy skocznie chciałam na nią wbiec i dotknąć czerwonej linii, tato uśmiechnął się i powiedział że jeśli mi się uda to dostane tyle lodów ile zmieści brzuszek. Wbiegłam, ale gdy zrobiłam kilka kroków z dwóch stron wybiegli ochroniarze złapali mnie i znieśli ze skoczni. Biegłam na boso i do dziś pamiętam dotyk sztucznej ‚trawy’, tato popłakał się ze śmiechu i wszyscy dostaliśmy wielkie lody w nagrodę za odwagę :)

    II i III MIEJSCE

    Marta
    Zdecydowanie wyprawy po mleko ze zgrają kuzynów ? Każdy był rycerzem i miał miecz zrobiony z dwóch patyków. Pokrywki z baniek na mleko były tarczami dzielnych śmiałków ? A ja jako jedyna dziewczynka w tym gronie zawsze targałam bańkę i złościłam się że nie pasuje mi ona do rycerskiego ekwipunku ? Po latach śmieję się na myśl tych wielkich wypraw ?

    Agnieszka Cichy
    Najlepsze wspomnienie z dzieciństwa to jedne z ferii zimowych, które spędzaliśmy z rodzicami na wsi. Tata zbudował wtedy mi i siostrze igloo (kostki robił ze śniegu polanego wodą i po zamarznięciu układał) oraz usypał dużą górkę śnieżną po której można było zjeżdżać na sankach. Tych ferii zimowych nigdy nie zapomnę, mogłam poczuć się jak eskimos będąc na polskiej wsi :)

    Serdecznie Wam gratulujemy wygranej!
    Drodzy zwycięzcy, czekam na Wasz ADRES + TELEFON kontakt@szczesliva.pl.

    Ściskam!
    Magda