Dokładnie dwa tygodnie temu napisała do mnie Aśka, której brakuje już sił do jej styranego codziennością faceta. Na potrzeby tego postu nazwijmy jej męża Albertem. Albert – spoko imię. Aśka i Albert są rodzicami wybitnie aktywnych dwuletnich bliźniaków.
Owy Albert pracuje w korpo osiem godzin dziennie od poniedziałku do piątku. Jego korpo-biuro jest blisko ich mieszkania, dlatego całe szczęście Aśki i Albiego, że podróż do pracy zajmuje mu 15 minut piechotą. Razem z Aśką zdecydowali, że do trzeciego roku życia chłopaków ona zostanie z nimi w domu.
Kiedy Albi wraca do domu o 17.00, pada na sofę i nie podnosi się z niej przez następne dwie godziny. Aśka napisała, że zdecydowanie widać po nim, że jest padnięty. Nie ukrywa, że mogliby sobie podać rękę, co stara mu się często komunikować. Po dwugodzinnej drzemce Albi wstaje i idzie pod szybki prysznic, już żwawiej wita się z dziećmi i po kwadransie zabawy z nimi próbuje się ewakuować z salonu w stronę komputera. Kwadransik z dziećmi – spoczko, normalnie szaleje ten Albi. Następnie przychodzi pora kąpieli. Godz. 19.30 – jak na komendę maluchy lecą z mamą do wanny. Albi im nie towarzyszy. Boi się, że gdyby jeden z nich zanurkował podczas jego obecności, to on nie byłby w stanie mu pomóc. Woli zdać się w tej kwestii na Aśkę, którą zresztą poznał nad jeziorem, gdy ona moczyła w jeziorze stopy a on wtedy wyprowadzał swojego psa na spacer. Moim skromnym zdaniem – niezła ściema z tą kąpielą dzieciaków. Niech im założy kapoki i problem z głowy. Swoją drogą mój starszak kiedyś tak tylko chciał się kąpać…
Wrócę jednak do ich historii. Maluchy Aśki i Albiego po wieczornej kąpieli idą spać. Przyzwyczajone do bliskości mamy zasypiają tylko z nią. W sumie nie dziwota – tatę pewnie widują sporadycznie, a jeśli mają już okazję go zobaczyć, to jest zmęczony i poświęca im calusieńki kwadrans. Szaleństwo! Kiedy Aśka wychodzi z pokoju chłopaków jest już po 20-stej. Jest na nogach od godziny 5.30 więc logiczne, że pada na pysk. Ogarnia z grubsza łazienkę i kuchnię, wyciąga mięso do rozmrożenia na jutro i czasami jeszcze wstawia zupę. Następnie szybko pod prysznic, żeby się odświeżyć, i jest już wtedy godzina 21.00 z minutami. Jej mąż leniwie przerzuca kanały w TV i zapyta jak minął dzień.
Albi, do jasnej cholery. Na szóstym biegu mija, a może i nawet zap…la! [wybaczcie, ale nie wytrzymałam…]. Ja z moim nadaktywnym starszakiem średnio już w południe miałam dosyć biegania, a co dopiero za dwójką mega aktywnych bliźniaków. W każdym razie – na stówę jest, co robić. Dwójka dzieci + pies + zakupy + ogarnianie chaty, gotowanie i cała reszta. Od 5.30 do 21.00 na nogach. Spory ten etat – 15,5 h na pełnych obrotach. Nie zazdroszczę.
Kiedy Aśka zrelacjonowała swój dzień i napisała, że już brakuje jej sił, bo nie ma pomocy z zewnątrz i leci na resztkach na samym końcu zadała pytanie:
„Magda, jak ja mam nauczyć go pomagać w domu?!”
Aśka, pomagać?! Pomagać to można sąsiadce w otwieraniu drzwi, jak wchodzi przez bramę. Pomagać to można małemu dziecku, jak jeszcze nie potrafi się ubrać! Facet, mąż i ojciec w jednym ma na równi uczestniczyć w ogarnianiu rzeczywistości, kiedy przychodzi z pracy do domu. Skąd się bierze ta dziwna mentalność w naszym i nie tylko kraju, że facet to po pracy ma prawo do odpoczynku, do zjedzenia obiadu w świętym spokoju, do założenia stóp na wersalce i regenerującej drzemki aż do „Dziennika”. Facet to nie inwalida, który z dziećmi to bawi się tylko na zdjęciu a obowiązki wokół domu zostawi swojej wybrance w gratisie z lata temu kupioną obrączką. A żona to cały dzień z małymi dziećmi leżała i się bawiła, a kiedy one spały, to i ona za cennymi radami życzliwych spała w najlepsze :D A chata ogarnęła się sama. A jak…
Litości! Aśka, trochę późno się za to bierzesz! Jednak może jeszcze nic straconego! Co zresztą już Aśce pisałam: lista obowiązków zostawiana na kuchennym blacie i heja. Nie kąpie dzieci? To się nauczy. Nie robi kolacji? To przygłodzić go trochę, a przypomni sobie gdzie leżą noże, widelce i gdzie lodówka stoi. Pralki jeszcze nie wstawił i koszuli nie prasował? To czas najwyższy. Proszek po prawej, płyn do płukania po lewej i instrukcja obsługi do łapy. Podobno są już efekty, a Aśka zaliczyła nawet pierwszy od dwóch lat babski wieczór!
Całe szczęście, że ja nigdy z tym problemu nie miałam, choć uświadamiać mojego M. w pewnych kwestiach musiałam.
Z samego „pomagania” to trzeba mężczyznę oduczyć i go na nowo do domu przysposobić, aby wziął po pracy na klatę wszystkie cienie i blaski rodzicielstwa i gospodarstwa. Niech każdy z partnerów ma swoją działkę, którą bierze na tapetę. Niekoniecznie idealnie, po równo i pod linijkę. Co w tym najważniejsze: rodzina, to nie czas na zbijanie bąków na sofie. RAZEM tworzymy rodzinę i RAZEM ją pielęgnujemy.
Szanujmy się i pomagajmy sobie. To jedyne sensowne rozwiązanie, aby wyjść z tego z tarczą, a nie na tarczy…
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post i zgadzacie się z jego przekazem, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Z góry dziękuję! :*







