Moja walka o kobiecość

napisała 14/12/2014 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Gdy mówię „kobiecość” myślę: klasa, usta, magnetyzm, czerwień, włosy, zapach, czerń, wzrok, pocałunek, siła, nogi, gesty, Francja, uśmiech, głos, inteligencja, czar, pewność siebie, …

Od niedawna do tej puli magnetycznych, kobiecych słów dodaję jeszcze jedno: JA. Niezmiennie uważam, że my kobiety, nie rodzimy się z kobiecością. My nabywamy ją z czasem. Często uprzednio w nas rozbudzona, bywa skutecznie usypiana. Potrzebujemy wtedy bodźców, które sprawiłyby, że ją odzyskamy, reaktywujemy, rozhulamy i będzie  nam towarzyszyła każdego dnia.

Moją kobiecość skutecznie uśpiła ciąża i początki macierzyństwa. W przeciwieństwie do wielu moich koleżanek nie czułam się w ciąży atrakcyjnie, mimo że pierwsze dwa trymestry bardzo mi służyły.  Macierzyństwo i walka z dodatkowymi kilogramami skutecznie zakopały ten życiowy miecz, kobiecością zwany. Bo co do tego, że kobiecość jest naszą bronią, siłą i magnesem nie mam żadnych wątpliwości.

Gdzieś głęboko, na dnie szafy schowałam buty na obcasie i pewność siebie. W zamian rozbudziła się we mnie niepożądna chęć porównywania się do innych kobiet i zaniżania swojej samooceny. Totalna głupota. A przecież doskonale wiedziałam, że moje ciało zmieniło się ponieważ przygotowywało się do tego, by wydać na świat tak wspaniałego człowieka jakim jest mój Syn. Wiedziałam też, że jest to stan przejściowy, a mimo to miałam poczucie, że mój wygląd, gorsze samopoczucie i niska samoocena to pewnego rodzaju wyrok. Wyrok, który jest dla mnie ciężarem. Ciężarem, który hamuje w codzienności.

walka o kobiecość (6)

walka o kobiecość (10)

walka o kobiecość (12)

walka o kobiecość (2)
Zupełnie zapomniałam o tym, że jestem fajną dziewczyną. Niegłupią, z głową na karku, kreatywną, szczerą i pozytywną. Że mam wiele atutów, które niosły mnie do tej pory przez życie. Że ta chwilowa, kilogramowa niedyspozycja i gorsze samopoczucie, jest zależne wyłącznie ode mnie [choć pomoc życiowego partnera w tej kwestii też jest wskazana – panowie, tutaj mała sugestia w Waszą stronę! …].

Całkiem niedawno wzięłam się za siebie. I akurat nie mówię tutaj o ćwiczeniach, ani diecie, choć to też pomaga. Wzięłam w garść tę swoją uśpioną [wydawałoby się: na Amen uśpioną!] kobiecość. Zrobiłam mały huragan w swojej szafie. Wyciągnęłam na wierzch czerwień, czerń – one dają mi siłę! Przypomniałam sobie jakiej energii dodawał mi ulubiony zapach, o którym zupełnie zapomniałam! Męża postawiłam w stan wyższej gotowości – ja naprawdę potrzebuję być komplementowana! On o tym doskonale wie, mimo to zapomina o codziennej dawce serotoniny, którą powinien karmić swoją żonę ;-)

walka o kobiecość (1)

walka o kobiecość (8)

walka o kobiecość (11)

walka o kobiecość

walka o kobiecość (5)

I widzę efekty! ;-) Zaczełam się sobie na nowo podobać, to primo! A secundo, choć zupełnie tego nie miałam w zamyśle, mężczyźni zaczęli mnie komplementować [co mnie peszy, lecz z drugiej strony łechce moje próżne kobiece ego, nadwątlone w ostatnim roku ;-)].

„Twoja kobiecość jest taką samą bronią,jak sztylet i trucizna.”

Nie inaczej! ;-)

Jak pielęgnujecie w sobie swoją kobiecość? Nie ukrywam, że ja muszę regularnie i aktywnie o nią „dbać”, w przeciwnym razie szlag ją trafia…

Podobne wpisy