Mogę się domyślić się, że przeczytawszy tytuł tego posta powiecie: „Szczęśliva, Ty głupia kobieto. Co to w ogóle za pytanie! Idziesz do fotografa, wyciągasz kapuchę i fotograf robi zdjęcie Twojemu dziecku. Proste? Proste!”
Otóż to wcale nie jest takie proste, jeśli Wasze kochane i najcudowniejsze dziecko nie należy do egzemplarzy współpracujących. Do takich osobników zaliczam mojego genialnego Synala, któremu trzeba stworzyć atmosferę do tego, aby jemu zachciało się zapozować. I to atmosferę „niebelejaką!” Z całym szacunkiem do utalentowanych fotografów, ale oprócz zdolności aparatogennych należy mieć także doświadczenie w materii dzieciozmagań. I może kuleją u mnie te pierwsze zdolności, ale już doświadczenie w materii dzieciozmagań mam spore, toteż zdecydowałam się na zrobienie tych zdjęć na własną rękę.
Jeśli zdecydujecie się na podobny krok, to mam dla Was małą ściągę, która pomoże Wam przejść tę kolczastą drogę, zwaną inaczej „zrobieniem poprawnego zdjęcia do paszportu osobnikowi wielce niezdyscyplinowanemu”.
Tutaj znajdziecie oficjalne wymagania dot. zdjęć do paszportu [KLIK] oraz wizy amerykańskiej [KLIK].
Instrukcja w 10 krokach:
1. Znajdź dziecko. Prawdopodobnie znajduje się ono w miejscu, w którym nie powinno zupełnie być i zajmuje się czynnościami, którymi nie powinno się w ogóle zajmować. U nas jest to moczenie kończyń górnych w bidecie i ich lizanie, bądź robienie kompozycji legopodobnych z grillowych brykietów.
2. Nie możesz go znaleźć? Lepiej dobrze poszukaj. Bez dziecka nie uda Ci się zdjęcie. Ja też wolałabym, aby zasady tej gry były inne. Jest jeszcze opcja, że robi Ci właśnie twardy reset dysku albo na nowo instaluje Windowsa.
3. I jak? Zainstalował tego Windowsa? Zdolne dziecko! Teraz umyj mu buzię. I ręce. Pamiętaj, nigdy nie kładziemy koło laptopa czekolady. Pal licho, że zje całą tabliczkę, ale nic Tobie nie zostawi!
4. Załóż mu teraz jakąś jednolitą koszulkę. Nie ma już czystych? Cholera. Dobra, może być brudna. Jakoś to sfotoszopujemy. Ewentualnie załóż mu ją tył na przód. Z reguły tył jest czysty ;-)
5. Te siniaki na czole od uderzenia w futrynę zamaskuj korektorem do twarzy. Tutaj już nie wchodzi w grę opcja „załóż tył na przód” . Niestety.
6. Znajdź teraz w domu jasną, dobrze oświetloną ścianę, przy której postawisz osobnika. Jest ściana, ale już nie jest jasna? Skąd ja to znam.
7. Każ mu teraz prosto stać i patrzeć się w obiektyw. Zaśmiałaś się właśnie na głos? :-D Ja też, gdy wydałam mojemu półtorarocznemu taką komendę :-D W czasie, gdy wydałaś to polecenie jego już nie ma przy ścianie? To wróć teraz do punktu pierwszego. Może teraz instaluje Ci sterowniki?
8. Jak już zainstaluje te sterowniki to postaw go prosto przy tej ścianie a sobie połóż na głowę coś potencjalnie interesującego. W moim przypadku położenie buta pozwoliło mi na skupieniu jego wzroku na obiektywie aparatu. Już miałam cykać fotę, ale but zaczął spadać na lewą stronę. Niech to szlag! Niestety musi patrzeć się prosto w stronę aparatu. Zdjęcia do paszportu i wizy mają to do siebie, że mają swoje wymagania. Niestety…
W takim razie próbuj teraz z innym przedmiotem. Może płyta CD? Ciasteczko? Pomidor?

9. Ściągnął ten pomidor z Twojej głowy i ma go już w buzi? No niestety, ale buzię do zdjęcia musi mieć pustą. I uśmiechniętą. Czystą i patrzącą wprost na Ciebie. Walnij sobie teraz setę. Albo dwie, abyś nie traciła cierpliwości i uśmiechała się do Twojego dziecka jak głupi do sera. Nie pomaga? Zrób sobie przerwę. I jemu też. W trakcie takiego kabaretu trzeba mieć też czas załapać oddech :-D Niecodziennie zdarza się sytuacja, w której własna matka robi z siebie clowna.
10. Próba nie strzelba. Daj mu ostatnia szansę! Albo poproś o pomoc sąsiada. Udało się? Yayyy! Gratulacje! Dziecko pobiegło już do swoich zabawek? Pytam tylko pro forma: oczywiście pamiętałaś o tym, że zdjęcie do paszportu i wizy ma nieco inne wymagania?! Nie? Hmm… ;-)

Macie już za sobą zdjęcia do dokumentów? Postawiliście na studio czy robiliście na własną rękę? ;-)







