Wiadomo – najlepsza jest prewencja. Zawsze i wszędzie to powtarzam. Piszę o tym zresztą od lat – jeśli nie macie Ticklessa, to repelenty i zakryte ubrania plus dokładne oględziny ciała po powrocie z lasu czy łąki to absolutna podstawa. Zresztą, ja i tak zawsze oglądam ciało dzieciaków po wędrówkach.
W naszym domu zawsze na wszelki wypadek od lat mamy Kick The Tick – zestaw do usuwania kleszczy, który, serio, jest jedynym sensownym rozwiązaniem, jakie znam. Od lat go zabieramy na wyjazdy, mamy go też w domowej apteczce. I co roku… komuś go pożyczamy 😅 Z wiadomych względów. :D Obecnie już większość naszej rodziny ma to w domu na wszelki wypadek, i co prawda rzadko musi tego używać, ale zazwyczaj pożyczają go innym, jeszcze nie znającym tego sprzętu. :D
Nie ukrywam – od wielu lat żadne z nas nie miało kleszcza (odpukać!), ale to nie znaczy, że temat przestał nas dotyczyć. Bo wystarczy, że wychodzimy z domu przez przypadek bez zabezpieczenia i wtedy wszystko jest możliwe. Co prawda ten post nie jest reklamą, ale mam świadomość, że po tym poście przybędzie producentowi wielu użytkowników. I bardzo dobrze. Czas skończyć ze smarowaniem kleszcza masłem, spirytusem, zdzieraniem go paznokciem, walką z pęsetą czy psikaniem perfumami…
Dlaczego Kick The Tick ma sens?
Bo działa. Szybko, bezpiecznie i skutecznie.
To wyrób medyczny, który:
-
zamraża kleszcza,
-
hamuje wydzielanie jego śliny, czyli ogranicza ryzyko przeniesienia patogenów,
-
pozwala usunąć pasożyta bez zgniatania go i urywania głowy – sorry za dosłowność, ale kto choć raz próbował wyjąć kleszcza pęsetą, ten wie, o co chodzi.
Cały trik polega na zastosowaniu technologii APRF (czyli Anti-Parasite Removal Film) – powłoka tworzy się wokół kleszcza i chroni nas przed jego „zawartością”, która – jak wiemy – może być nośnikiem m.in. boreliozy, KZM, babeszjozy i innych paskudztw.
Co dokładnie znajduje się w zestawie Kick The Tick?
W pudełku mamy:
-
preparat do zamrażania kleszczy (wystarcza na ok. 40 użyć!) więc jeśli mieszkacie w miejscu, gdzie kleszczy jest zatrzęsienie i nie ma opcji, aby nie wrócić z dłuższego spaceru bez wbitego kleszcza, to to jest bardzo spoko opcja. nasz ma już kilka lat, ale nadal spełnia swoje zadania jak np. wczoraj, gdy pomagaliśmy wyciągnąć kleszcza naszemu sąsiadowi. Trwało to dosłownie 5 sekund.
-
przyrząd do ich usuwania – z końcówkami dostosowanymi do rozmiaru kleszcza (tak, są różne!) – na larwę/nimfę lub samicę
-
próbówkę (na wypadek, gdybyście chcieli kleszcza przekazać do badania).

To urządzenie można stosować:
-
u dorosłych,
-
u dzieci powyżej 3. roku życia (czyli bardzo szeroko!),
-
u zwierząt – np. jeśli Twój pies złapie kleszcza, Kick The Tick też sobie poradzi.
Jak się tego używa?
To prostsze, niż się wydaje:
-
Dobierasz odpowiednią końcówkę do rozmiaru kleszcza.
-
Psikasz preparatem – dosłownie przez sekundę. Kleszcz zostaje zamrożony.
-
Delikatnie, ale zdecydowanie usuwasz go przyrządem.
-
Obserwujesz miejsce wkłucia przez kilka tygodni – to zawsze warto robić.
Co ważne:
-
Nie zawiera środków biobójczych – bezpieczny dla dzieci i skóry.
-
Działa pod dowolnym kątem – przydatne, jeśli kleszcz “wszedł” w jakieś trudniejsze miejsce (np. za uchem czy na karku).
-
Jeden zestaw = do 40 użyć.
Tutaj go kupicie albo pytajcie o niego w aptekach, czasami bywa dostępny stacjonarnie.
Czy są przeciwwskazania?
Jak przy każdym wyrobie medycznym – trzeba przeczytać ulotkę. Nie używamy go u dzieci poniżej 3 roku życia, nie stosujemy na skórę zmienioną chorobowo i oczywiście – nie wdychamy ani nie psikamy koło oczu czy ust.
Ale przy zachowaniu podstawowych zasad ostrożności to naprawdę urządzenie, które ratuje skórę – dosłownie i w przenośni.
Moje podsumowanie?
Nie jestem fanką panicznego podejścia do kleszczy – ale jestem fanką rozsądku i przygotowania.🕷️ Jeśli jeszcze nie znacie tego preparatu – to czas to zmienić. Warto je mieć na wszelki wypadek i spać spokojniej.







