Pod koniec czerwca dostałam wiadomość od Klaudyny. Wiernej Czytelniczki, która sama się tak nazwała i przy okazji przyznała, że czyta mój blog już 8 rok odkąd zaszła w ciążę z córką. Klaudyna czasami pisze do mnie, gdy jej się uleje. No i tego 20 czerwca chyba jej się ulało. :-) Czytałam i płakałam ze śmiechu. Ale też trochę ze zgryzoty. Bo temat jest gruby. Klaudyna zgodziła się, żebym Wam go podrzuciła. Lecimy.



