Dawno nie publikowałam maili od Was. W ostatnich kilku tygodniach dostałam kilka, przy których zapaliła mi się wybitnie mocno żarząca się lampka ostrzegawcza w głowie i pomyślałam, że może są to tematy, które same znacie z autopsji i wiedziałybyście jak zareagować?
Ja jestem z tych kobiet, które mają bardzo kategoryczne „patrzenie” na wiele kwestii, szczególnie dotyczących kwestii partnerskich, i bywam zero-jedynkowa. A jak to widzą inne kobiety? Jak Wy to widziałybyście? Naprawdę jestem ciekawa Waszej opinii tym bardziej, że dla kogoś z boku mogą się to wydawać tematy kuriozalne, łatwe do rozwiązania, nawet trywialne i nadmuchane, dopóki …. nas samych to nie zacznie dotykać i wtedy już zmienia się perspektywa…
Na nowo otwieram cykl „Listów”. Daję tylko znać, że wszystkie wiadomości publikuję za zgodą autorek, niektóre fragmenty anonimizuję, bo uważam, że pewne szczegóły wcale nie muszą być dostępne szerzej, a dotyczą kwestii naprawdę wrażliwych z mojego punktu widzenia.
„Cześć Madzia. Znam Cię z internetu już wiele lat. Nie sądziłam, że kiedykolwiek do Ciebie w tej sprawie napiszę. Pomyślałam, że zapytam Cię o zdanie bo zaczynam już naprawdę wariować. O kilku dni nie dojadam z nerwów, nie śpię w nocy. W rodzinie nie mam kogo o to zapytać. Już robiłam kilka razy podchody do mojej mamy i szwagra, ale oni stwierdzają, że ja przesadzam i czepiam się jak zwykle a mi moja kobieca intuicja podpowiada, że coś za tym się kryje tylko nie za bardzo wiem, jak tę sprawę rozwiązać. […] W środku już wariuję i czuję ogromną niepewność, nawet nie wiem, jak to opisać słowami, ale moja intuicja nigdy mnie nie myliła. Oczywiście mąż wszystkiego się wypiera, ale on zawsze odkąd tylko pamiętam wszystkiego się wypierał.
[…]
Rano zawożę dzieciaki do szkół. Pracuję w urzędzie od rana do 15.00, później jeszcze dorabiam sobie na sprzątaniu biur. Wracam do domu około 18.00-18.30. Mąż odpowiedzialny jest za przywożenie dzieci do domu ze szkoły i do czerwca wszystko było w porządku, ale schody zaczęły się od września. Dzieci mi mówią, że przywozi je do domu, podaje zupę i wyjeżdża do Cioci Agnieszki, czyli mojej dalekiej kuzynki, żeby przypilnować jej dzieci, bo ona ma problem z biodrem po operacji. Agnieszka mieszka 20 kilometrów od nas. […] Nigdy nie byłyśmy szczególnie blisko. Jest od trzech lat po rozwodzie, sama została z dwójka dzieci, które są o rok młodsze od moich. […]
Po pierwsze pierwsze słyszę, że ma jakiś problem z biodrem. Po drugie ani razu mój mąż nie mówił mi, że jedzie do Agnieszki albo opiekować się jej dziećmi. Po trzecie to mamy własne dzieci, więc uwierz mi, że jest co przy nich robić tym bardziej, że jedno jest z orzeczeniem a drugie ma nadpobudliwość.
Ostatnio koleżanka z pracy powiedziała mi, że widziała mojego A. z cudzymi dziećmi w przychodni w Niepołomicach (miejscowość zmieniona) i zapytała mnie, co to za dzieci, którymi A. się opiekuje. Ja oczywiście zrobiłam duże oczy. Skonfrontowałam te informacje z A. a on się na mnie dosłownie wydarł, że „co ja sobie wyobrażam, że Agnieszce nikt nie pomaga, że to moja kuzynka i nie jestem w ogóle nią zainteresowana i że dlaczego ona musi do niego dzwonić a nikt inny nawet nie kiwnie palcem żeby jej pomóc.”
Od słowa do słowa okazało się, że on jeździ opiekować się tymi dziećmi od początku września, ani razu mi o tym nie zająknął się i gdyby nie moja koleżanka z pracy, to ja dalej żyłabym w błogiej nieświadomości, że takie rzeczy się dzieją. Dzieciaki moje oczywiście zadowolone, bo tata włącza im bajki i one oglądałyby je cały boży dzień uradowane, a tata jedzie i wraca wieczorem tuż przed moim przyjazdem z pracy. […] W międzyczasie okazało się, że moja siostra widziała A. w zeszłym tygodniu z moją kuzynką w B. na zakupach i nawet się z tym nie krył przed nią. Podobno cytuję „spijali sobie z dziubków” przy kasie.
Ja już nawet nie chce pytać, czy to jest normalne bo wiem, że nie jest tylko jak ja powinnam to strategicznie rozwiązać, skoro on się wszystkiego wypiera i jego przykrywką jest to, że on tylko pomaga mojej kuzynce ze względu a jej zdrowie. Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów w małżeństwie wręcz dopiero co w sierpniu wróciliśmy z jednych z najlepszych wakacji, jakie do tej pory mieliśmy. Sprawy łóżkowe – naprawdę nie mam zastrzeżeń, nie kłócimy się, nie mamy szczególnych zmartwień no może oprócz tego, o czym ja pisze teraz.
Próbowałam dzwonić do mojej kuzynki, ale ona albo nie odpiera, albo twierdzi, że oddzwoni, bo teraz jest zajęta. […]
Błagam. Doradź cokolwiek. [..] Czy to tak właśnie kończą się szczęśliwe małżeństwa bo jakaś jedna, schorowana nagle zaczyna się interesować Twoim mężem? Nie wiem, co się dzieje w weekendy, bo zazwyczaj jeżdżę z dziećmi opiekować się rodzicami, ale A. jak zwykle jechać z nami nie chce i wymiguje się tym, że ma co robić w garażu.
Nie oczekuję, że mi pomożesz. Wiem, że to skomplikowana sprawa, a może tylko mi się taka skomplikowana wydaje? A może zapytasz inne dziewczyny tak jak kiedyś? Nie boję się jakby co, że mnie zjedziecie z góry na dół, ale jestem w potrzasku. Napisałam wiadomość tak, że w sumie nie trzeba niczego wycinać. Nawet szczerze to się nie boję, ale chyba potrzebuję kopa w dupę mocnego, żeby sprawę rozwiązać, ale naprawdę nie wiem jak. :( Dodam tylko, że mieszkamy w domu, który A. dostał w spadku po swoim dziadku…..”
Dziewczyny, co Wy byście zrobiły? W moim przypadku walizki wyleciałyby przez okna… Ale może … nie tędy droga?







