5 przedmiotów do domu i dla zdrowia dzieci, bez których nie wyobrażam sobie zimy!

napisała 19/12/2019 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Mamy grudzień! Nie będę ściemniać – nie przepadam za zimą w mieście. To już nie są chyba te czasy, gdy zima w większych miastach oznaczała śnieżne zaspy i piękne, bialusieńkie krajobrazy ;-)

My nawet nie mamy sanek w Krakowie, bo jeszcze ani razu nie były nam potrzebne, dlatego ich zakup stawał zawsze pod znakiem zapytania! Do czego to doszło?! :P Wiecie z czym kojarzy mi się głównie zima w mieście? Z zimnem, brudem, i nieustannym katarem przeplatanym epizodami tzw. „suchego nosa”, jak to określam ;-) Także ja jestem typem, który wypatruje już wiosny i jak tylko może, to próbuje radzić sobie z tą zimą, z którą przyszło mi żyć. O, biedna ja! ;-)

Wielokrotnie jestem pytana o sprzęty domowe, które mam w domu i pomagają nam w sezonie jesienno-zimowym, dlatego dzisiaj w poście zbiorczym, opowiem Wam o przedmiotach, które wybitnie nam się sprawdzają i już nie wyobrażam sobie bez nich codzienności. Niektóre z nich świetnie służą mojej diecie, inne z kolei pomagają trzymać w ryzach nasze alergie na roztocza, i zaoszczędzają mi naprawdę sporo czasu, ogarniając mi dom pierwszorzędnie!

1. Ultradźwiękowy nawilżacz powietrza

Mam wrażenie, że to jeden z lepszych zakupów tej zimy, jaki poczyniliśmy z moim Mężem. Naszym głównym problemem zimą jest było jeszcze kilka lat temu to, że wilgotność powietrza w sezonie grzewczym tak drastycznie spadała, że oddychanie stawało się dosłownie uciążliwe. Szczególnie w nocy budziliśmy się często z uczuciem suchej jamy ustnej i śluzówki nosa. A jak wiadomo – sucha śluzówka to jeden z pierwszych kroków do częstych infekcji.

Mój M. jest miesiąc po operacji zatok. Ja alergiczka. Dzieci narażone na częste przeziębienia – wiadomo, przedszkole…

Mieliśmy przez ostatnie lata ogromny nawilżacz powietrza, którzy stał w naszym przedpokoju i obejmował swoim działaniem całe mieszkanie. Mimo że dawał niby radę, to jednak już nie nawilżał powietrza w naszych sypialniach tak efektywnie, bo miał do nich trochę za daleko. Poza tym jest ogromny – nadal stoi w naszym przedpokoju, ale zagraca go … (takie są fakty …).

Szukaliśmy nawilżacza ultradźwiękowego, który nie tylko będzie efektywny, ale będzie również tak zaprojektowany, że podłoga wokół niego nie będzie mokra od nawilżania (a to jest częsty problem nawilżaczy, że co prawda nawilżają, ale podłoże, w którym stoją, nadaje się do wymiany po kilku miesiącach). Kilka tygodni temu kupiliśmy do naszych sypialni dwa nawilżacze „Eva” od Stadler Form i chyba nie mogliśmy wybrać lepiej. „Ewcia”, jak ją nazywam, nie tylko jest piękna (tj. cieszy mojej oko, bo ja jestem wybitną estetką :P), ale również działa. Jak działa? Jak mi tłumaczył mój M., który wybierał ją pośród wielu nawilżaczy, to Eva bardzo precyzyjne nawilża dzięki zewnętrznemu czujnikowi wilgotności, który u nas stoi np. na komodzie w sypialni. Co dla nas ważne – Eva ma bardzo wysoki wyrzut mgiełki aż do 1,4 m, czyli można umieścić go bezpośrednio na podłodze czy biurku (w sypialni chłopców trzymamy go na biurku, bo chłopcy mają łóżko piętrowe i takie rozwiązanie nam najbardziej odpowiada). Co jest super, to to, że można ustawić ciepłą lub zimną mgiełkę, w zależności od tego jakie są nasze preferencje. My w naszej sypialni mamy zimą mgiełkę, z kolei chłopcy wolą ciepłą :-)

Bez nawilżacza nie wyobrażam już sobie zimy. Nareszcie przestałam się budzić w nocy z uczuciem suchego gardła i nosa. Jest ogromna różnica i wie o tym każdy, kto borykał się z podobnym problemem.

Nawilżacz kupiliśmy z pełną gwarancją tutaj i jak zobaczyłam, jest teraz 200 PLN taniej! 

2. Mam też przenośny ultradźwiękowy nawilżacz Emma, który mieści się w mojej torebce.

Podłączam go albo do kontaktu albo do wejścia USB w laptopie. Na co dzień włączam go zawsze w pobliżu miejsca, w którym pracuję. Odkąd mam go włączonego podczas pracy na komputerze, to skończyły się moje problemy z suchą spojówką. „Przypadek? Nie sądzę…”

Emma jest stąd .

3. Odkurzacz iRobot Roomba i7+.

Ten model Roomby jest z nami od lipca i powiem Wam jedno – mając poprzedni model Roomby myślałam, że już lepszego robota odkurzającego nie mogłam mieć, ale teraz wiem, jak bardzo się pomyliłam! :D Tak na marginesie – porównywałam wiele automatycznych odkurzaczy i dokładność Roomby w czyszczeniu podłóg za każdym razem powalała mnie na kolana. Bo jak mam robota, który sam odkurza, to ja przede wszystkich oczekuję od niego tego, aby sprzątał DOKŁADNIE. Ja chyba po babci jestem pedantką do szpiku kości i bardzo zwracam uwagę na detale. U mnie nie przejdzie to, że kurz jest w jakimś rogu albo czuję pod stopami ziarenka piasku. Wiem, to przegięcie, ale tak już mam :D Poza tym moja Roomba i7+ tak pięknie podnosi włosie moich dywanów, co pewnie powtarzałam Wam już wiele razy w mailach, że to dla nich jak wizyta u fryzjera niemalże :D

Moją Roombę i7+ z gwarancją mam stąd.

Zima bez robota odkurzającego, który ogarnie dużą ilość brudu i piasku, to byłby jakiś dramat, dlatego chylę czoło przed każdą kobietą, która ogarnia chatę bez samo jeżdżącego odkurzacza. Skoro moja znajoma, dawna wielka przeciwniczka robotów sprzątających :D sama rozważa jego zakup, to oznacza to jedno – kobiety nareszcie wiedzą, że mogą sobie pomóc w codziennym życiu i nareszcie szkoda im czasu na sprzątanie. Nie będę tutaj czarować – ja nie jestem typem kobiety, która będzie pucowała podłogi i dywany ręcznie. Skoro nie muszę, to korzystam z tego bez wyrzutów sumienia! Przy trójce dzieci nie mam na to czasu! Nie mówiąc już o tym, że nie mam też czasu czasami na inne, prozaiczne czynności, jak choćby wypicie kawy w ciszy :D ;-)

Czym różni się moja Roomba i7+ od poprzedniego modelu Roomby, który miałam? Automatycznie opróżnia pojemnik na brud i jest jeszcze cichsza niż poprzedni model. Co jest „meeeega” przydatne przy dywanach z dłuższym włosiem i dzieciach jak mój Teosiek, który po przyjściu z przedszkola pierwsze co robi to wparowuje do salonu cały ubłocony? :D Roomba i7+ ma jeszcze większą moc ssącą niż poprzedni model! Pokażę Wam niżej zdjęcie spodni mojego Teośka, który przyszedł pewnego razu z przedszkola. Zrozumiecie wtedy, że dobry robot odkurzający, to wynalazek na miarę nagrody Nobla :D

Tak dobrze mój syn się dzisiaj bawił w przedszkolu (biorąc sobie chyba do serca powiedzenie, że brudne dziecko to…

Opublikowany przez szczesliva.pl Czwartek, 10 października 2019

Moja Roomba mega dokładnie sprząta przy krawędziach i w narożnikach, co jest wybawieniem szczególnie w sypialniach, gdzie tzw. „kotów” od pościeli jest zawsze więcej. Ten model i jego filtr AeroForce przechwytuje aż 99% alergenów i pyłków, co jest zbawieniem przy naszych alergiach, w tym alergii na roztocza u mnie i mojego Starszaka. Urządzenia z bardzo dobrymi filtrami to mistrzostwo świata i jeśli macie w domu alergików, to mocno zweryfikujcie sprzęt, jaki posiadacie w domu. Dzięki odpowiednim filtrom alergia może się znacznie zmniejszyć. Poza tym jeśli macie zwierzaki w domu, które zostawiają sierść, i nie macie iRobota, to ja tylko mogę sobie wyobrażać, ile macie sprzątania ręcznego. Moja dobra znajoma dopiero po zakupie Roomby powiedziała mi, że odetchnęła, bo jej psina to typ, za którym sierść się wręcz ciągnie i walczyła ze standardowym odkurzaczem codziennie i to na dwóch piętrach swojego domu…

Jak często Roomba sprząta? Codziennie. Zawsze zbierze jakieś brudy z różnych części mieszkania. Na co dzień puszczam Roombę nawet nie podnosząc krzeseł. Wjeżdża mi nawet pod szafki kuchenne, które mam na tzw. „nóżkach”. Zbieram tylko skarpetki i klocki, ab nie były połknięte i później nie było lamentu w stylu:

„Mamo, a gdzie jest głowa mojego Steve z Minecrafta?!!!” :D

4. iRobot mopujący podłogi Braava jet m6

Doskonale wiecie, że jestem typem, który właściwie całe życie chodzi boso po domu. Skarpetki zakładam właściwie tylko w kilku sytuacjach (tylko nie śmiejcie się, błagam :D) – noszę je wtedy, gdy naprawdę jest mi zimno, tj. przeziębienie, choroba i te sprawy. Albo wtedy, gdy mam nieogarnięty pedicure, a chciałabym pokazać Wam jakieś zdjęcia na blogu :D

I z uwagi na fakt, że właściwie cały czas chodzę bez skarpet, a lubię mieć czyste stopy, to podłogi w moim domu muszą być czyste. Naprawdę CZYSTE. Jak wyczuję ziarenko piasku albo zobaczę coś brudnego, w co mogłaby wejść moja stopa, to odzywają się prawdopodobnie moje nieogarnięte z czasów dzieciństwa zaburzenia integracji sensorycznej, i awantura w domu gotowa! :D A że mamy spory metraż mieszkania, to teraz spróbujcie sobie wyobrazić, ile godzin każdego dnia musiałabym „lecieć na szmacie”, aby to ogarnąć. Miałam wszystkie modele iRobotów mopujacych podłogi. Każda Braava była moją dobrą kumpelą, której … kazałam mopować podłogi w nocy :D Dobra była ze mnie kumpela, co? ;-)

Moją Braavę m6 z pełną gwarancją mam stąd.

Obecna Braava m6, którą mam, przebiła swoje koleżanki m.in. tym, że pozwala się sterować zdalnie, tj. puszczam ją nawet będąc poza domem, albo przypominam sobie w nocy leżąc w łóżku (z telefonem, of kors, przeglądając fejsa :P), że podłoga w domu jeszcze nie umyta i jednym paluchem włączam mopowanie. Z wieloma plamami świetnie sobie radzi, nawet tymi kuchennymi, i za to ma mój wielki szacun.

5. Wolnowar Crock-Pot.

Kiedyś jadłam u znajomej rosół, który był inny niż wszystkie rosoły, jakie kiedykolwiek jadłam. Baaardzo aromatyczny, esencjonalny wręcz. Pijąc go miałam wrażenie, że piję jakiś rosołowy nektar, esencję esencji, napój mocy. Skomplementowałam ją, a ona uśmiechnęła się i powiedziała wtedy coś w stylu:

„Wolnowar od teściowej, kochana. Ja tam nawet przy tym rosole ręką nie pomachałam. Sam się robił w nocy.”

Za oknem -5 stopni, ja przyszłam do niej zmarznięta, a ona w minutę postawiła mnie tym rosołem na nogi. Zaczęłam drążyć temat wolnowarów aż pewnego dnia … dostałam go w prezencie i przepadłam! Powiem Wam jedno – jak raz zjecie u mnie rosół albo inną zupę, czy danie, gotowane w wolnowarze, to podobno nie da się tego zapomnieć ;-) Ależ jestem skromna, co? :D

Prawda jest jednak taka, że cała robotę robi za mnie mój wolnowar Crock-Pot. Wstawiam wszystkie składniki na rosół wieczorem, a on do rana, delikatnie sobie „pyrkając”, czyli dojrzewając, jest już gotowy i jest tak pyszny, że przepadlibyście. Moje dzieci zimą właśnie bardzo często jedzą na śniadanie rosół. :D Bo jak tylko się budzą, to czują jego zapach i nie mija chwila aż słyszę Teośka z pytaniem:

„Mamusiu moja kochana, mogę rosołku?!!”

A mi się wtedy serducho raduje :D Najlepszy rosół w wolnowarze robi się u mnie w nocy nawet 10-14 godzin a gotowanie jest baaaardzo energooszczędne. Ja mam model Crock-Pota na 4,7 litra, ale są również mniejsze wolnowary i większe również. Mój ma funkcję podtrzymywania temperatury, która jest bardzo przydatna, bo danie zawsze jest ciepłe. Wolnowar dostałam, kiedy byliśmy jeszcze trzyosobową rodziną. Teraz jako, że jest nas już pięcioro to przydałby mi się taki 6-litrowy gagatek. Nie wiem, może zacznę się uśmiechać do mojego Męża bardziej i pogada ze świętym Mikołajem :D ;-)

P.S. A jak pyszny schab wychodzi z takiego wolnowaru? O mamo! A gulasz, leczo, bigo, risotto, konfitury?! <3 Świetne urządzenie przede wszystkich do potraw jednogarnkowych.

Wolnowar z gwarancją mam stąd.

To tyle z moich zimowych inspiracji ułatwiających życie kobiet i nie tylko! Ja zawsze powtarzam mojemu M.:

– Skarbie, Ty nie marudź, jak kupuję sobie nową rzecz do domu, bo to wszystko albo po to, aby Ci w tym domu dobrze i czysto było, albo byś głodny nie chodził :P

Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam ciepłej, czystej i aromatycznej jesieni z białym puchem w tle, bez pluchy i nerwów! ;-) Koniecznie podzielcie się ze mną Waszymi patentami na ułatwianie sobie życia tej zimy!

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Możecie go też udostępnić, jeśli utożsamiacie się z moimi wyborami :-) Dziękuję! 

Podobne wpisy