8 MITÓW dotyczących wody 💦, które warto w końcu OBALIĆ❗ (bo są SZKODLIWE)❗ 💪

napisała 17/12/2020 Varia

Wiecie, że jeszcze do niedawna zastanawiałam się, czy tylko w Polsce powstaje tak wiele mitów dotyczących wody, czy może w innych krajach też tych mitów jest tak wiele. ;-) Wiele wyjaśniła mi jedna z moich Czytelniczek, która zostawiła na Facebooku komentarz w temacie mitów dotyczących dzieci i macierzyństwa, które to mity zwalają nas z nóg. Pewnie pamiętacie ten facebookowy post. :-)

Przyznam Wam, że mit, który przytoczyła Agnieszka uplasuje się dzisiaj na pierwszym miejscu tej 8-punktowej listy, bo idealnie pokazuje, że niezwykle łatwo można się zapędzić w temacie tworzenia szkodliwych mitów, stereotypów i innych błędnych informacji przekazywanych z pokolenia na pokolenie. :D

Doskonale wiecie, że jestem prawdopodobnie jedną z najgłośniej krzyczących mam w internecie w temacie picia przez dzieci wody. Moje stanowisko jest jasne i podparte dowodami naukowymi, a także rekomendacjami m.in. WHO:

Woda powinna być głównym płynem, jakim gasimy pragnienie swoje i naszych dzieci.

No to co? Lecimy z tymi mitami! Nie ma co dłużej zwlekać! :D Koniecznie dorzućcie też mity, które Wam utkwiły mocno w pamięci, a mi one umknęły tym razem.

1. „Wodą najtrudniej ugasić pragnienie.”

To jest mit, o którym wspomniała w komentarzu Czytelniczka Agnieszka i uważam, że w naszej dzisiejszej klasyfikacji ten mit przoduje, bo jest jednym z najbardziej niepożądanych mitów i należy w końcu położyć jemu kres! Agnieszka pisała, że mieszka za oceanem i mieszkając u swoich teściów codziennie musi tłumaczyć im, że nie powinni podawać jej dzieciom nektarów czy napojów gazowanych i niegazowanych, i że to właśnie woda, najlepiej źródlana, jako wysokiej jakości woda pitna, odpowiednia do stałego spożycia bez szczególnych ograniczeń, powinna im być serwowana.

Niestety, teściowie Agnieszki mają zupełnie inne na ten temat zdanie i twierdzą z uporem maniaka, że nikt jeszcze wodą nigdy się nie napił, dlatego trzeba chociaż dodawać do niej odrobinę tzw. „syropu”, czyli takiego gęstego, cukrowego ulepku smakowego…, a najlepiej to wzbogacać wodę jeszcze dwutlenkiem węgla. Skąd takie teorie? Nie wiem, serio… ;-)

Faktycznie, obecność dwutlenku węgla, czyli tych tzw. „bąbelków”, może dawać nam szybsze uczucie ugaszenia pragnienia, ponieważ bąbelki „drażniące” receptory w przewodzie pokarmowym przesyłają do mózgu błędne informacje co do wypitej ilości i w efekcie zaspokojenia pragnienia. Uczucie to pojawia się, gdy niedobór płynów został zaspokojony w około 70% vs faktyczna potrzeba, dlatego sugeruje się, że należałoby wypijać o około 1/3 objętości wody więcej, niż wskazywałoby na to pragnienie. :-) Oczywiście, nie znaczy to, że np. woda gazowana jest niezdrowa – również jest korzystna i warto ją pić, ale warto mieć świadomość, że ma ona pewne ograniczenia i nie dla każdego będzie odpowiednia.

Najbardziej uniwersalna jest woda niegazowana. To właśnie ona jest uznawana za płyn skutecznie gaszący nasze pragnienie i najkorzystniej nawadniający – najkorzystniej, ponieważ uzupełniający płyny i nie niosący jednocześnie żadnych zbędnych dodatków i niepożądanych skutków. Ja rozumiem, że niektórzy dorośli mogą mieć jakieś swoje smakowe preferencje, jednak najczęściej nie mają one uzasadnienia zdrowotnego, tak się akurat składa. A w przypadku dzieci to ich zdrowie powinno być na pierwszym miejscu, a nie same preferencje smakowe…

2. „Woda nie ma smaku.”

No i skoro nie ma smaku, to nie ma wartości odżywczych. – dodają niektórzy.

Znam to do znudzenia powtarzane zdanie przez wielu rodziców, którzy twierdzą, że oni:

„Muszą dziecku dosłodzić wodę, bo ona nie ma smaku. A jak nie dosłodzą, to inaczej dziecko nawet łyka nie weźmie.”

Powiem tak: najłatwiej jest nauczyć dziecko pić wodę, gdy zaczniemy jak najwcześniej podczas rozszerzania jego diety – woda powinna być pierwszym po mleku matki płynem wprowadzanym do diety malucha. Dlaczego? Bo bardzo łatwo przyzwyczaić dziecko do picia tego co słodkie, a zdecydowanie trudniej je od tego odzwyczaić. Jednak „trudniej” nie oznacza, że nie da się tego dokonać. Moje dzieci są doskonałym przykładem na to, że małymi krokami można przekonać dzieci do tego, że to po wodę sięgają w pierwszej kolejności, gdy chce im się pić, a nie soczek, kompocik czy inny napój. Dzięki temu jest zdecydowanie większa szansa na to, że – co korzystne dla zdrowia w kontekście zapobiegania otyłości, ale też próchnicy zębów – woda będzie stanowiła główne źródło płynów w diecie, zgodnie z zaleceniami specjalistów żywienia.Poza tym odkryję przed Wami kolejną tajemnicę, chociaż wiem, że my w wielu kwestiach patrzymy na temat podobnie, za co przybijam Wam wirtualną piąteczkę! Ręczę za to, że jak tylko ograniczymy cukier niepotrzebnie dodawany do różnych potraw, napojów i tak dalej, to nagle woda zacznie mieć dla nas smak! (Warto też przestać palić, bo palenie też może zdecydowanie zubażać nasze odczucia smakowe.)

To było dla mnie odkrycie przed kilkoma laty, kiedy zaczęłam stopniowo ograniczać cukier w diecie. Nagle dotarło do moich kubków smakowych i do mojego centrum dowodzenia, czyli mózgu, że woda potrafi smakować wybornie! Co więcej każda smakuje nieco inaczej, bo każda ma inny skład, a zawartość poszczególnych składników mineralnych decyduje o smaku wody. Ja jestem fanką wody źródlanej z przewagą wodorowęglanów wapnia, do której po raz pierwszy przekonałam się odkąd pojawił się na świecie mój pierworodny syn, ponieważ ma łagodny, miękki i zbalansowany smak, bez żadnych metalicznych, kredowych czy słonych posmaków. Po wodę źródlaną sama sięgałam i na źródlanej wodzie przygotowywałam dla syna mleko modyfikowane. Dopiero po 3 miesiącach od porodu udało mi się tak rozhulać laktację, że mieszanka nie była już nam potrzebna. Jednak w tych pierwszych miesiącach na kuchennym blacie zawsze w pogotowiu stał u mnie źródlany Żywiec, który zarekomendowała mi wtedy moja położna z sugestią, że można ją pić nie tylko w ciąży, ale również w trakcie karmienia i posłuży mi dobrze również do przygotowywania mleka dla wtedy maluchnego Starszaka.

3. „Woda źródlana nie ma żadnych wartości. Tylko woda mineralna jest wartościowa, bo ma minerały.”

Tym stwierdzeniem jakiś czas temu zostałam rozłożona na łopatki przez pewną osobę z mojej rodziny, z którą umówiłam się, że dla jej dobra nikomu nie powiem o tej głupotce, która została mi zaserwowana. :D Ale jak widzicie – nawet w rodzinach, które lubią się dokształcać i czytać ciekawostki ze świata i nauki, można czasami popłynąć w ten oto sposób. :D

Wodę źródlaną i mity wokół niej powstałe warto odczarować. Nie wiem, kto te mity zaczął rozpowszechniać i jaki miał w tym cel, ale jak widać, zakorzeniło się to u niektórych osób i teraz trzeba to dementować. :D

Zacznijmy od tego, że woda to nie jest tylko H2O. :-) W każdej wodzie, w zależności od tego skąd pochodzi, mogą znajdować się dodatkowe składniki. Poza wodorem i tlenem składającymi się na cząsteczki wody, w wodzie krążącej w przyrodzie są też rozpuszczone lub zawieszone różne składniki mineralne (w większych lub mniejszych ilościach i w różnych proporcjach), życie w postaci flory mikrobiologicznej (bezpiecznej lub nie), ewentualne zanieczyszczenia chemiczne, a nawet gazy i w zależności od stężenia tych dodatkowych składników dana woda mniej lub bardziej nadaje się do picia.

Podstawową wartością tej źródlanej, pozyskiwanej z podziemnych źródeł, jest jej naturalna czystość pod względem chemicznym i mikrobiologicznym, uniwersalny skład mineralny i brak w niej znacznych ilości tych składników (jak chlorki, jodki, sód, fluorki, ale także wapń, magnez czy wodorowęglany), które przy stałym spożyciu mogłyby być niekorzystne dla zdrowia niektórych grup osób. Jednocześnie ich zawartość jest w sposób naturalny zbalansowana i korzystna dla naszego zdrowia. Każdy kto chce może pić ją na co dzień i nie musi się zastanawiać, czy aby na pewno odpowiada jego specyficznym potrzebom. Jest odpowiednia i bezpieczna dla każdego niezależnie od wieku, płci a przede wszystkim obciążeń zdrowotnych (jak nadciśnienie, niedokwasota, refluks, skłonność do kamieni nerkowych, niedobór albo nadmiar składników w organizmie czy ewentualnie problemy z trawieniem), a także doskonale nadaje się do przygotowywania napojów i posiłków, właśnie dlatego, że ma optymalny skład mineralny. Wody źródlane zalecane są kobietom ciężarnym, kobietom karmiącym piersią, osobom starszym i dzieciom, a te z odpowiednią informacją (jak np. Żywiec Zdrój) są odpowiednie nawet do przygotowywania żywnościdla niemowląt – czy coś Ci doskwiera czy nie, woda źródlana będzie bezpiecznym źródłem nawodnienia.

 Powiecie: przecież woda w kranie też musi być bezpieczna do picia. Owszem, ale to nie znaczy, że niczym się nie różni… dla mnie przede wszystkim smakiem, o którym już było, ale to nie wszystko…

4. „Woda źródlana nie różni się od kranówki.”

Już na etapie przepisów te wody się różnią – ich jakość regulują różne ustawy i źródlana musi w związku z tym spełniać więcej wymogów niż kranówka. Co to znaczy? Przede wszystkim źródlana może być czerpana wyłącznie ze źródeł podziemnych i nie może podlegać uzdatnianiu, które zmieniłoby jej charakterystyczny dla niej, naturalny skład. Woda do butelkowania ma skład, który zazwyczaj podany jest na etykiecie i ten skład mineralny powstaje wyłącznie w wyniku naturalnych procesów geochemicznych. Czyli woda spokojnie, bez pośpiechu przepływa sobie przez warstwy geologiczne i w tym procesie jest wzbogacana w minerały, których kompozycja jest zrównoważona w sposób naturalny. Składniki mineralne w wodzie mineralnej i źródlanej są dziełem natury – tam nikt na etapie wydobycia wody nie dosypuje łyżeczkami odpowiednich minerałów, ani nie musi nic szczególnego odejmować, aby „tabelki się zgadzały”. ;-)

Warto wiedzieć, że niektóre składniki, które decydują o przydatności wody butelkowanej w żywieniu niemowląt, mają dopuszczalną ilość znacznie wyższą w przypadku kranówki. Żeby nie być gołosłownym – ilość sodu dopuszczalna w wodzie dla niemowląt to 20 mg/l a w wodzie kranowej to 200 mg/l czyli 10 razy więcej. W przypadku fluorków to 0,07 mg/l vs 1,5 mg/l a azotanów 10 mg/l vs 50 mg/l… te różnice – szczególnie dla tak młodego organizmu – mogą robić zasadniczą różnicę.

Co więcej, słuchajcie – bo też nasłuchałam się od niektórych osób, że wg nich „taka woda przechodzi tam przez tysiące filtrów, ma dodawane uzdatniacze i dopiero wtedy jest butelkowana”. Ja też tak kiedyś myślałam. :D Tymczasem konieczne jest jej wydobycie i rozlewanie bezpośrednio u źródła w warunkach zabezpieczających jej naturalne właściwości i gwarantujących jej pełne bezpieczeństwo, a nie że przyjeżdżają różne cysterny, odkręca się kraniki, dosypuje i odlewa i dopiero wtedy wlewa do butelek, a takie było kiedyś moje wyobrażenie. :D

Gdy się doinformowywałam, to zorientowałam się, że są różnice w wymaganiach i dla przykładu w taka Żywiec Zdrój, aby mogła się tak nazywać musi przejść skomplikowany proces kwalifikacji niezwykle dokładnie kontrolowany jest proces butelkowania, poczynając od zabezpieczenia i kontroli źródeł wody aż do momentu konsumpcji – na każdym etapie za jakość wody odpowiada producent. Nie ma przerzucania się odpowiedzialnością za stan rur… że tylko do wydania z magazynu czy tylko do centralnej magistrali rozlewniczej 😉. Ich wszystkie urządzenia są chronione, monitorowane na bieżąco, a dostęp do nich mają wyłącznie wykwalifikowani pracownicy. Sposób rozlewu zapewnia, że ani pracownicy, ani inne czynniki zewnętrzne nie mają kontaktu z wodą, która trafia do butelek wprost ze źródła. To mi otworzyło oczy.

5. „Im więcej minerałów w wodzie tym lepiej.”

Nie zgodzę się z tym twierdzeniem i to samo potwierdzą Wam specjaliści. Wody wysokozmineralizowane i średniozmineralizowane wg słów naszego pediatry nie powinny być podawane małym dzieciom, ponieważ często nie tylko nie ma takiej potrzeby, by były podawane, ale również mogą wpływać na różne procesy naszego organizmu. Bezpieczne są wody źródlane, których jak ja to mówię „nie da się przedawkować”, i niskozmineralizowane.

6. „Woda z kranu wszędzie dobrze smakuje.”

Zdarza mi się pić wodę z kranu, kiedy jestem u mojej mamy w Norwegii – tamtejsza woda jest wybitna! Krystaliczna, wyjątkowo smaczna. Nigdzie w Polsce takiej wody z kranu nie piłam. W Polsce niewiele jest miejsc, w których woda z kranu mi smakowała. Może to z powodu stosowanych procesów uzdatniania, a może ze względu na stan rur, trudno powiedzieć. W każdym razie powszechnie wiadomo, że to, co wychodzi ze stacji uzdatniania, nie równa się temu, co wypływa u mnie w kranie. Chętnych zapraszam do poczytania raportu NIK na ten temat. Tytuł tego artykułu yo: „Marna woda rury rwie”, a główny przekaz, to cytuję:

”Woda w kranach ma często niedostateczną jakość i ciśnienie, dostarczana jest z przerwami i w niewystarczającej ilości. Awarie sieci to w Polsce codzienność – mamy nawet do 100 tys. awarii rocznie. Przyczyną jest m.in. przestarzała infrastruktura, której pełne odnowienie może potrwać 100 lat”. :(

Nie brzmi zachęcająco, także dlatego ja bez wody butelkowanej „nie istnieję” (jak to się potocznie mówi) np. na wyjazdach. Jest mi trudno zaufać pochodzeniu wody szczególnie w miejscach, których nie znam. Zdarzyło mi się to często np. w różnych agroturystykach, gdy właściciele przekonywali mnie do tego, że z ich kranu woda jest wybitna (w co chciałam naprawdę mocno wierzyć), a ja jednak patrząc na jej kolor nie mogłam się przemóc. :D Mam wewnętrzne opory, które trudno mi przeskoczyć, i kwestia koloru wody, jej krystaliczności czy mętności, a także smaku/posmaku też jest dla mnie istotna. Przy wodzie butelkowanej mam świadomość tego, że woda butelkowana to artykuł spożywczy i tym różni się od wody z kranu, a zatem podlega wszystkim rygorystycznym przepisom i standardom obowiązującym wodę jako produkt spożywczy, a nie tylko jako „wodę pitną”.

W niepewnych dla mnie miejscach i tam, gdzie zużywamy więcej wody ratują nas 5-litrówki. Bardzo dbam o to, żeby kupując 5-litrówki były to butelki z surowców pochodzących z recyklingu, dzięki czemu znacząco ograniczamy zużycie paliw kopalnych (przede wszystkim ropy naftowej i gazu ziemnego) oraz energii, w porównaniu do wyprodukowania opakowania z surowca pierwotnego, czyli z PET. Sięgnięcie po przetworzony PET, pozwala również na zmniejszenie ilości odpadów materiałowych, powstających w procesie produkcyjnym. Co więcej, ślad węglowy – czyli ilość dwutlenku węgla trafiającego do atmosfery w całym cyklu życia produktu, od wydobycia paliwa aż do powstania odpadów – jest o 50% niższy w przypadku butelki wykonanej w 100% z rPET niż takiej, która powstała w całości z materiału PET.

Warto na ten aspekt patrzeć przy wyborze wody.

W swojej ofercie 5 litrowe butelki wykonane w 100% z rPET ma np. Żywiec Zdrój. Trzymam też kciuki za postanowienie, które Żywiec Zdrój ogłosiło dwa lata temu dotyczące tego, iż będzie stale zwiększać ilość surowców pochodzących z recyklingu w swoich opakowaniach. Też jestem zdania, że każda zużyta butelka PET – jeśli postąpimy z nią odpowiedzialnie i poddamy recyklingowi – może zyskać drugie życie stając się wartościowym surowcem wtórnym. Sama od dwóch lat kupuję wiele produktów pochodzących z recyklingu i wiem, że to ma sens. Jednocześnie taki rPET jest znacznie droższy niż ten pierwotny, więc producentom nie jest łatwo wdrażać ekologiczne rozwiązania… to się może zmienić, gdy poprawi się system selektywnej zbiórki opakowań.

7. „Woda źródlana wypłukuje potrzebne składniki z Twojego organizmu.”

Bzdura. Takie mylne twierdzenie przeczytałam na jednej z facebookowych grup w temacie tego, ile wody dzieci powinny wypijać każdego dnia. Co najgorsze – wielu rodziców się z tą tezą zgadzało… Ja rozumiem, że ludzie chcieliby uprościć pewne procesy zachodzące w naszych organizmach, po to by były łatwiejsze do zrozumienia, jednak to tak nie działa. :D Kto i jaki cel miał w tym mówiąc, że potrzebne składniki da się „wypłukać” z naszego organizmu przy pomocy akurat wody źródlanej, nie wiem, ale to może być efekt błędnego rozumienia lub nieznajomości pewnych procesów.

Woda naprawdę jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu, a źródlana, niskozmineralizowana może być podstawowym źródłem potrzebnych nam płynów. Prawdą jest, iż każdy z nas potrzebuje różnej ilości wody, by zaspokoić potrzeby naszego ciała, prawdą jest też, że nie każda woda będzie odpowiednia dla każdego, jednak woda źródlana jest uniwersalnym wyborem dla każdego na co dzień. Może nie sprawdzić się tylko w przypadku sportowców podczas bardzo intensywnego wysiłku fizycznego, czy dla górnika lub hutnika, gdyż tracą oni mnóstwo sodu, pocąc się w czasie pracy, ale jako główne źródło płynów innych osób, w tym dzieci czy starszych, jak najbardziej jest bezpiecznym wyborem i nie powinniśmy wierzyć w informacje twierdzące, że picie wody źródlanej nie ma żadnego sensu. Ma. Odpowiednia ilość wypijanych płynów warunkuje wszystkie procesy zachodzące w naszym organizmie. Ja wypijam ok. 3 litrów dziennie. Mój Starszak wypija ok. 5 – 6 szklanek wody każdego dnia.

Czy można wypić za dużo wody źródlanej? W zasadzie woda (zwłaszcza źródlana, która spełnia wymagania dla wody do stałego spożycia) nie ma ustalonego górnego limitu spożycia – limitem są faktyczne potrzeby organizmu, na co wpływa płeć, wiek, stan zdrowia, aktywność fizyczna, rodzaj diety czy temperatura otoczenia. Sprowadza się to średnio do sumy ok. 2-2,5 l płynów dziennie z różnych źródeł, ale co ciekawe – dopiero gdy wypiję co najmniej 3 litry wody dziennie, to mogę mieć pewność, że nie będę miała np. migreny. U mnie zależność między ilością wypijanych płynów, a bólami głowy jest bardzo widoczna. A dla tych, które mają nawracające infekcje układu moczowego… wiecie, że zwiększenie spożycia wody niskozmineralizowanej o 1,2 litra zmniejsza ryzyko nawrotów aż o 50%?

8. „Wodę należy pić tylko o określonej porze, nie do posiłku i nigdy na noc.”

Ja jestem zdania, że płyny powinniśmy uzupełniać bez względu na porę dnia. Zawsze, gdy czujemy pragnienie a najlepiej mieć wodę zawsze pod ręką i sięgać po nią przez cały dzień małymi łykami, jeszcze zanim organizm zacznie wysyłać sygnały, że chce nam się pić. Natomiast rzeczywiście staram się, by moje dzieci nagle przypominając sobie o pragnieniu, nie musiały wypić dwóch szklanek wody tuż przed spaniem, bo to może z dużym prawdopodobieństwem oznaczać nocną pobudkę na sikanie. Dbam o to, żeby woda była w zasięgu ich rąk przez cały dzień. Zawsze też koło ich łóżka stoi woda i mogą po nią sięgać wtedy, gdy tylko mają na to ochotę. Uważam, że im woda będzie bardziej dostępna, tym lepiej dla zdrowia naszych smyków (i dla nas też). To niestety dość popularne, że dzieci na co dzień wypijają mało wody. Jest dużo badań, które potwierdzają, że do szkoły idą odwodnione i tam też piją bardzo mało. Teraz możemy na to zwrócić baczniejszą uwagę i dopilnować, aby sięgały po wodę częściej. Jako mama wesołej trójki powiem Wam, że można wyrobić nawyk picia wody, tylko nie wolno nam się w tym procesie poddawać. ;-)

Dbam też o to, aby moje dzieci raczej piły wodę po posiłku niż w jego trakcie. Wynika to głównie z faktu, że im bardzo szybko odchodzi apetyt a po wypiciu całej szklanki wody uczucie głodu może znikać, zwłaszcza u niejadków. Nie oznacza to jednak, że są jakieś szczególne, uzasadnione przesłanki zakazujące picia wody podczas posiłków. Wszystko co wypijemy, może chwilowo rozcieńczyć soki żołądkowe i zmniejszyć apetyt, efekt ten jest jednak krótkotrwały, a dla niektórych może być nawet korzystny czy wręcz niezbędny, bo są też tacy, co bez popicia nie są w stanie nic przełknąć. W każdym razie jeśli już, to popijanie do posiłku wody będzie miało bardziej korzystny charakter niż czegokolwiek innego. ;-) Ja zawsze dbam o to, aby moje dzieci miały wodę koło siebie – także wtedy, gdy się uczą. Jak to mawiała moja babcia:

„Woda usprawnia procesy myślowe, dlatego pij, Magduś , jak dają!” :D

A Wy ile wody wypijacie, i jaki rodzaj wody preferujecie?

P.S. Dajcie znać na Facebooku, jeśli Facebook pokazał Wam dzisiejszy post. 👍 Dzięki! :-)

Partnerem mojego postu jest Żywiec Zdrój.

Podobne wpisy