Tajemnicza FUNKCJA w mojej LODÓWCE, jaką odkryłam❗😱 (przedłuża PRZYDATNOŚĆ produktów❗)

napisała 09/12/2020 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Historia sprzętów RTV i AGD w naszej rodzinie jest bujna. Pisząc „bujna” nie mam na myśli tylko tego, że jest „ciekawa”. ;-) Otóż nie przesadzę jeśli napiszę, że naprawdę trudno znaleźć rodzinę, która zaliczyła w swojej „rodzinnej karierze” tak wiele sprzętowych wpadek, jak moja rodzinka w latach 2011-2015. :D

Od trzech-czterech lat zmieniliśmy naszą strategię w temacie wyposażania naszego mieszkania w sprzęty RTV i AGD i teraz stawiamy na sprzęt, który jest pewny, dobrej marki i spełniający nasze najważniejsze oczekiwania, bez kompromisów. Mądry Polak po szkodzie – zdecydowanie jest coś w tym powiedzeniu. ;-)

Jednym z ostatnich sprzętów AGD, który zdecydowanie wymagał u nas wymiany, była lodówka. Przez kilka ostatnich lat mieliśmy używaną lodówkę, która była po prostu „ok”, akceptowalna, że tak to ujmę. Choć od samego początku była za mała na nasze potrzeby i zbyt głośna. Może i z zewnątrz wydawała się duża, ale prawda była taka, że grubość jej ścianek była naprawdę ogromna i w rezultacie wnętrze, czyli przestrzeń, jaką mogliśmy zagospodarować, okazywała się malutka. Dodatkowo – zawsze wkurzała mnie wieczorami. Człowiek leżał sobie na sofie po całym dniu z nogami wywalonymi przed sobie. W mieszkaniu panowała upragniona cisza, włączamy jakiś serial i ..nagle w tle zaczynamy słyszeć … lodówkę, która zaczynała wydawać te swoje dziwne, mrucząco-wibrujące dźwięki. Nie mogłam tego znieść! :D Najgorsze jednak działo się zawsze podczas naszej obecności. Kiedy byliśmy w mieszkaniu nasza lodówko-zamrażarka działała bez problemu. Jednak wystarczyło, że wyjechaliśmy na tydzień w góry albo na weekend do rodziny, a po naszym przyjeździe okazywało się, że … lodówka jest wyłączona! Pal licho, że ona była wyłączona! Ale prawie wszystko, co było w środku nadawało się do wyrzucenia! Wiecie, jaka złość mnie wtedy ogarniała? Totalnie zmarnowana żywność i pieniądze wyrzucone w błoto. Kiedy pierwszy raz się to zdarzyło, to machnęliśmy ręką. Zdarza się. „Może było jakieś spięcie.” – tłumaczyliśmy sobie. Zdarzyło się i drugi raz. Też to sobie jakoś tłumaczyliśmy. Ale przy piątym naszym wyjeździe, kolejnej awarii i kolejnej zmarnowanej kasie na jedzenie, które wylądowało w koszu, uznaliśmy, że lodówka w domu nie może nawalać, a już na pewno nie może nawalać wtedy, kiedy nas nie ma.

Nasze lodówkowe przemyślenia zbiegły się w czasie z mailem, który otrzymałam od marki Samsung. Mogłabym go podsumować jednym zdaniem właściwie:

„Cześć Magda. Mamy teraz w ofercie genialną lodówkę z serii Grand+ i bardzo chcemy, żebyś ją przetestowała. :D Piszesz się na to?”

Wiecie, to było całkiem świeżo po kolejnej awarii naszej starej lodówki. Chciałam napisać coś w stylu: „No jasne, jak najszybciej! Spadliście mi z nieba!”

Ale pomyślałam sobie, że ostudzę swoje emocje i odpowiem bardziej dyplomatycznie na zasadzie:

„Lodówka spoko rzecz, sprawdźmy, co tam macie w zanadrzu.”

Uznałam, że nie ma sensu podniecać się tematem, dopóki sprzęt u mnie nie zawita, a ja nie sprawdzę go wzdłuż i wszerz. :P Jeszcze wtedy nie wiedziałam, czy sprzęt, który dostanę do testów, będzie rzeczywiście tak dobry, jak się o nim mówi, i czy spełni wymagania naszej pięcioosobowej rodziny.

Powiem Wam najpierw, jakie są potrzeby mojej rodziny.

To nigdy nie była tajemnica, że potrzebujemy dużej lodówko-zamrażarki. Dwie osoby dorosłe i trójka dzieci.

W dodatku preferencje żywieniowe mojego męża i moje są różne, ja ostatnio jem bardziej wegetariańsko, on je mięsne rzeczy, ale opcje wegańskie też u niego goszczą. Nasze dzieci i ich ulubione smaki – można by napisać historię na ten temat. Zdarza mi się też korzystać z diety pudełkowej. A jak wiadomo – na te pudełka trzeba mieć w lodówce miejsce. Kolejna kwestia – nasza kuchnia nie jest duża. Ponadto nasza kuchnia jest tez otwarta na salon i estetyka sprzętów jest dla nas ważna. Niestety, marnowanie żywności też było naszą zmorą m.in. przez to, że wszystko w lodówce musiało być ściśnięte, aby się zmieściło, co sprawiało, że nie widać było tych lodówkowych tyłów i człowiek zapominał o nich. Typowe bolączki wielu rodzin, podobno, ale ja jeszcze wtedy nie wiedziałam, że te problemy z lodówkami są tak powszechne.

To była środa, bodajże. Przyjechał transport z lodówką. Jak panowie rozpakowali mi ją z tych wszystkich zabezpieczeń, to podobno mój M. mówił, że dawno nie miałam takich maślanych oczu. Darowałby sobie tego typu komentarze. :D Ale rzeczywiście, serce mi wtedy mocniej zabiło, tak między nami. :D

Przyjechała do mnie do mnie Królowa (jak ją teraz nazywam :D) czyli lodówko-zamrażarka Samsung z nowej linii Grand+, model RB38, 2 metry wysokości, 385 litrów pojemności.

Kochani, 385 litrów po-jem-noś-ci przy standardowych wymiarach! Jak ja ją otworzyłam po raz pierwszy, to otworzyłam szeroko oczy. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że technologia Space Max, czyli zastosowanie cieńszych ścianek przy zachowaniu standardowych wymiarów sprawia, że tego miejsca w środku jest o wieeeele więcej. Ja tego potrzebowałam, o rany jak ja tego potrzebowałam. Nareszcie wszystko mi się mieści. Ba! Jest nadal przestrzennie, mimo że tych produktów jest od groma w środku.

Dodatkowo – ten sprzęt ma komorę zero stopni! Marzyłam o niej, bo wiedziałam, że tego nam trzeba. Dzięki niej produkty np. takie jak mięso, czy sery, warzywa, ale nie tylko, dłużej zatrzymują świeżość. To jest majstersztyk i nareszcie mam pewność, że wędlina kupiona na targu wczoraj jutro i pojutrze będzie nadal smaczna i świeża. Ba, może być świeża nawet dłużej dzięki temu, że taka temperatura niejako odrobinę przedłuża okres przydatności żywności do spożycia.

Osobiście uwielbiam drugą szufladę, tę z kontrolą wilgotności. Dzięki niej warzywa lub owoce dłużej zachowują właściwą teksturę, smak i zapach. W zwyczajnych lodówkach, które nie mają tej komory, warzywa i owoce tracą w lodówce nie tylko na wyglądzie, ale i na smaku. Po wyjęciu z lodówki wyglądają często jakby uszło z nich życie. Znałam to doskonale i teraz widzę ogromną różnicę. Przechowywane w tej dedykowanej szufladzie pozostają kruche i super soczyste.

Nie pisałam o jeszcze jednej rzeczy. :D

Otóż ta lodówka ma specjalną półkę na wino, którą można śmiało wykorzystać również na np. piwo czy szampana, który ma większe gabaryty. Mój M. śmieje się, że Samsung pamiętał o moich i Waszych potrzebach bez pudła :P :) Śmiało mieszczą się tam również np. kartony soku czy mleka – Samsung świetnie dostosował tę półkę.

I ostatnie – moja babcia mi tego zazdrości – w mojej lodówce-zamrażarce mam pełny No Frost, czyli totalnie zero szronu na produktach i brak konieczności rozmrażania lodówki! Yeah, yeah, yeah, tak można żyć. :D

 

A teraz pytanie do Was – w ogóle wyobrażacie sobie codzienność bez lodówki?

Ja do tej pory do sprzętów, bez których nie mogłabym żyć, zaliczałam z automatu pralkę albo np. odkurzacz samo jeżdżący zupełnie jakby zapominając o tym, że gdyby ktoś próbował mi zabrać lodówkę, to nerw gwarantowany! Koleżanka mi kilka dni temu uświadomiła, że lodówki nie doceniamy dopóki nam coś w niej nie walnie i nagle człowiek wpada w popłoch, co tu robić z tym wszystkim, co zaraz zacznie się psuć! Najprawdziwsza prawda.

Poza tym, dziewczyny, chłop(a)cy – te nasze lodóweczko-zamrażareczki mieszczą te nasze wszystkie grzeszne przedmioty jak kanabosiki wieczorową porą, które piszecie mi, że wsuwacie pod kocem przez weekend! :D Mieszczą te wszystkie lody waniliowe z polewą czekoladową, które wcinacie, gdy dzieci śpią. :D To sprzęcicho, w którym tyle grzesznych produktów się kryje, które to dostają turbo mocy wtedy, gdy reszta domowników śpi. :D Że naprawdę wstyd byłoby tego nie doceniać! I piszę to właśnie oblizawszy łyżeczkę pod lodach z masłem orzechowym i kawałkami orzechów. :D

Tak, to była właśnie moja Oda do mojej nowej Lodówki. :D Tylko odważni się pod moją Odą podpiszą. ;D ;-)

P.S. Bardzo jestem ciekawa, bez którego sprzętu nie wyobrażacie sobie codzienności. Dajcie też mi znać na Facebooku, że Facebook pokazał Wam dzisiejszy post. 👍 Dzięki! :-)

Podobne wpisy