Jak spędzić Wielkanoc?

napisała 25/03/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Trochę bałam się napisania tego postu z obawy o to, że zostanie źle odczytany. Doszłam jednak do wniosku, że tutaj na tym szczęślivym pokładzie są same myślące istoty i nawet jeśli się ze mną nie zgodzicie, to najwyżej krzyż mi dacie na drogę ;-)

Jak co roku, choć może na odrobinę mniejszą skalę niż podczas świąt grudniowych, dochodzą mnie słuchy, że większość Polek i Polaków właśnie rozgrzewa patelnie, ostrzy noże, robi świąteczne zapasy i szykuje się na kolejne tuczenie rodziny przy stole. Do niedawna sama brałam udział w tej dziwnej dla mnie tradycji, ale doszłam do wniosku, że nie tędy droga.

Mogliby obruszyć się za moment ci, którzy związani są ze świętami nie tylko tradycją, jak my, ale również religią. I jeśli należycie do tego grona, to nie dziwię się Wam. Znam wiele osób, dla których te święta są bardzo ważne pod względem duchowym, ideologicznym czy mistycznym. Szanuję to. Poniekąd zazdroszczę, że doszliście do punktu swojego życia, w którym ta chrześcijańska duchowość ma dla Was znaczenie i jest częścią Waszej codzienności.

Tak naprawdę jednak, to nie chciałam pisać o Wielkanocy pod kątem religijnym. To nie moja sprawa. Nie moja brocha – jakby to powiedział mój Tata. Religijność innych zupełnie nie należy do moich zainteresowań. Chciałam powiedzieć jaki jest mój punkt widzenia i że wypisuję się z przytupem z tego tradycyjnego pędu gotowania, sprzątania, przyjmowania połowy rodziny, zaglądania do gara co 5 minut, i tak dalej i dalej. I w sumie nie dlatego, że już mam powyżej uszu świętowania w dotychczasowych stylu, chociaż poniekąd również.

W głównej mierze mierziło mnie do tej pory to moje durne przekonanie, że aby coś uczcić, to należy się narobić i zrobić imprezę rodem z Bollywoodu. I bez znaczenia czy są to urodziny, imieniny, Boże Narodzenie, Wielkanoc czy imieniny Cioci Kazi. Ja zwyczajnie myślałam, że jak nie zepnę się w sobie, nie ścisnę pośladów i nie zakasam rękawów, i nie przejadę kilometrów na mopie, ścierze czy innych tekstyliach w łapie, to goście moi nie dostrzegą mojego wkładu, nie będą zadowoleni i pomyślą sobie, że słabizną ode mnie wieje w kwestii bycia Panią Domu.

Ale dorosłam. Dorosłam nareszcie do tego, aby w sytuacjach gdy nie mam na coś ochoty, wypisać się z całej imprezy. I być w stanie powiedzieć prosto w twarz [a wymaga to odwagi, nie przeczę, aby zrobić to tak, by nie urazić najbliższych], szczególnie pokoleniu moich dziadków, teściów czy rodziców, że w tym roku to nie jest moja bajka. Nie z braku szacunku do nich, nie dlatego że nie chcę się z nimi zobaczyć, a dlatego że chcę najzwyczajniej w świecie odpocząć i leżeć odłogiem, o ile to w ogóle możliwe przy dwójce małych dzieci, i pierdzieć w sofę z uśmiechem na ustach.

Tak. W tym roku po raz kolejny w ostatnich 5 latach, podziękowaliśmy rodzinie za troskę i za chęci spędzenia z nami świąt, i poinformowaliśmy ich, że nie mamy większej ochoty świętować w klasycznym stylu. Chcemy całą naszą czwórką zostać w domu i robić to, co nam się podoba. Jeść to, co mamy w lodówce, oglądać to, co zapuścimy o każdej porze dnia czy nocy i rozmawiać o dupie Maryny.

Ja nie miałam większego problemu, aby powiadomić najbliższych z mojej strony o tym, że w tym roku nie będzie wielkanoc’ingu ;-) Mój M. miał chyba większe opory, aby prosto z mostu powiedzieć swoim najbliższym, na co on ma ochotę w tym roku. W rezultacie pewnie posłużył się pewnego rodzaju przykrywką o rekonwalescencji naszego poszpitalnego starszaka, który rzeczywiście ma prykaz, aby zostać w domu i odpoczywać. Każdy z nas wybrał swoją drogę a rezultat jest taki, że za chwil parę rozpoczniemy odpoczywanie z jajem ;)

Ostatnie tygodnie dały nam zdrowo w tyłek. A to dzielił nas ocean, a to szpital. A to wpadliśmy w ferwor przyjmowania gości. Teraz odpoczywamy. Po naszemu.

Za moment schowamy mopy i ściery w najdalszy kąt, położymy dzieci do spania, zapuścimy jakiś film i spędzimy 3 dni na robieniu wszystkiego, na co mamy ochotę nie wpisując się w nasze dotychczasowe schematy świętowania. Walniemy się na sofę. Weźmiemy do ręki herbę z sokiem malinowym. Zrobię popcorn czy jakieś inne przegryzki, i dam sobie siana ze spinaniem się. Bo mogę. Bo warto. Bo tak właśnie odpoczywam i celebruję wspólny czas.

W lodówce na głównej półce leży dumnie mozarella, obok niej jest szynka parmeńska. Mąka typu 500 i drożdże stoją na wierzchu w jednej z szafek. Bazylia rośnie w doniczce i nie może doczekać się bycia ozdobą naszej jutrzejszej i pojutrzejszej pizzy.

Wesołych świąt! Nieważne w jakim stylu, ważne abyście odpoczęli!

Podobne wpisy