Najlepszy preparat na odporność, jaki do tej pory podawałam moim dzieciom.

napisała 11/03/2019 Varia

Na początku lutego robiąc bardzo pospieszne zakupy w jednym z popularnych marketów zauważyłam, że jedna z klientek sklepu bacznie mi się przygląda.

Ja stałam w alejce z warzywami przebierając wśród pieczarek (zawsze wybieram jak najbardziej białe :P) ona z kolei lukała na mnie znad bananów. Jak już skręcałam z wózkiem w alejkę z kaszami usłyszałam ciche:

– Przepraszam, czy to Pani Szczęśliva może?

:D Magda, moja imienniczka i czytelniczka w jednej osobie, którą w tym momencie serdecznie pozdrawiam (!), rozpoznała mnie opatuloną szalikiem po samą szyję, w okularach i bez make-upu! Szacunek! :D Bywa, że i ja siebie w takim wydaniu nie rozpoznaję ;-) Magda spieszyła się po synka, bo akurat został z babcią, żeby ona mogła wyskoczyć na zakupy. Trzyletni synek w domu kolejny dzień z gorączką, Magdzie już sił brakuje. Nocne pobudki, kaszel, osłabienie. Jak Magda to opisała: Adaś tydzień chodzi do przedszkola, a kolejne dwa tygodnie choruje w domu, i tak od września. Magda musiała zrezygnować ze swojej pracy, bo jak nie szpital z Adasiem, to dwa tygodnie w domu a że jest freelancerem, to zupełnie jej to dezorganizowało pracę. Rozumiem decyzję i … współczuję tego całego chorowania! Madzia zapytała mnie, co robić, bo ona już nie ma pomysłu. Powiedziałam jej, co moje szkraby obecnie przyjmują i wymieniłyśmy się mailami. Obiecałam, jej podesłać kilka linków do moich postów, w których dzielę się naszymi sposobami na zdrowie, odporność i dobre samopoczucie dzieci. U nas od stycznia (odpukać) zero chorowania, także jest moc!

Co zatem moje dzieci przyjmują? Co takiego robimy, aby cieszyć się zdrowiem i jak dbamy o odporność?

Po pierwsze – nie przegrzewam dzieci. Ubieram je stosownie do pogody. Po drugie – wprowadzamy do diety dużo naturalnych witamin. Po trzecie – zmieniamy klimat przynajmniej 3-4 razy w ciągu roku, aby pomagać dzieciom w szybszej akomodacji ich organizmów do innych warunków. Po czwarte – wietrzę mieszkanie, jak najczęściej, w szczególności przed spaniem. Ale tylko wtedy, gdy powietrze w Krakowie jest odpowiedniej czystości. Dzięki przenośnemu miernikowi powietrza wiem, kiedy warto otwierać okna. Dodatkowo w miastach takich jak Kraków oczyszczacz powietrza uważam za must-have. Ale koniecznie taki, który ogarnia daną kubaturę mieszkania. U nas jeden oczyszczacz niestety nie wystarczył. Po piąte – utrzymuję w domu max. 21 stopni Celsjusza. W nocy 19-20 stopni. Zauważyłam, że w takich temperaturach najlepiej nam się funkcjonuje a dzieci w nocy śpią spokojniej i … dłużej. Wystarczyło, że ktoś z gości podkręcił temperaturę na noc na 22 albo 23 stopnie, a ja tego nie zauważyłam, i pobudek Gai nie było końca. Po szóste – sprawdzam stopień nawilżenia powietrza w mieszkaniu. Na pewno wiecie, że suche śluzówki zwiększają podatność na infekcje. Przy suchej śluzówce nie ma tej potrzebnej bariery, która chroni organizm przez drobnoustrojami. Odpowiednią wilgotność powietrza łatwiej utrzymać w pomieszczeniach, w których kaloryfery nie są podkręcone na maxa wysuszając to powietrze. Więc jeśli nie nawilżacz powietrza w sezonie grzewczym, to chociaż mokre ręczniki na kaloryferach czy pojemniki z wodą. Ja staram się utrzymywać wilgotność powietrza na poziomie 40-45%.

To tyle z rad ogólnych, a teraz powiem Wam, co przyjmujemy na codzień, co działa wzmacniająco. I to dotyczy zarówno moich dzieci, jak i nas dorosłych. Na razie Gaia jest jeszcze karmiona piersią, dlatego jej ten fragment nie dotyczy, bo dziewczyna odporność ma na szóstkę, chociaż zdarzały się jej już epizody chorobowe z racji dwóch braci przedszkolaków ;)

1. Syrop z cebuli, imbiru, czosnku, cytryny i miodu.

Trzykrotnie ten syrop podniósł mnie z przeziębienia w zeszłym roku. Czułam, że przeziębienie mnie atakuje, czułam już lekki katar w nosie, osłabienie. Zrobiłam ten syrop w ciągu 15 minut, odczekałam godzinę aż puszczą soki, i zapodałam sobie w dawce dwóch łyżek stołowych. I tak co 3 godziny powtarzałam to przez 24 godziny. I kolejnego dnia po przeziębieniu i katarze ani śladu. Czary mary? Nie sądzę.

Jak zrobić eliksir mocy?

Potrzebujecie: 4 cebule, 100g imbiru, 3 ząbki czosnku, 200g miodu. Sparzam cytrynę wrzątkiem. Kroję cebule i cytryny w plastry, imbir obieram i trę na tarce o dużych oczkach. Czosnek przeciskam przez praskę. I w dużym słoju układam: kilka plastów cytryny i cebuli, okraszam to czosnkiem i imbirem i daję 2 łyżki miodu. I kolejna warstwa. I tak aż do momentu, w którym skończą mi się składniki.

Podgrzewam wodę w dużym garnku do 50 stopni (nie więcej, bo składniki tracą wtedy część swoich właściwości). Wkładam do garnka słoik i czekam aż puszczą pierwsze soki. Po 24h kiedy puszczą już wszystkie soki, odlewam syrop i przechowuje w lodówce do 3-4 dni. Później robię nowy syrop. Jeśli zależy Wam, aby soki szybciej puściły to dosypcie 2-3 łyżki cukru, a jeśli macie czas, to cukier możecie śmiało pominąć.

Przez pierwsze godziny osłabienia/przeziębienia podaję sobie i mojemu M. 1-2 łyżki stołowe co 3 godziny. Moim chłopcom podaję 2 łyżeczki co 3 godziny. Ten syrop jest u nas na stałe w lodówce i codziennie rano po śniadaniu chłopcy, kiedy są zdrowi, dostają po łyżce stołowej.

2. Preparat z olejem z wątroby i mięśni ryb, potocznie zwany tranem

Długo szukałam „tranu”, który miałby wyjątkowo dobry skład. Pomału nawet załamywałam ręce, bo w co drugim były jakieś barwniki, dosładzacze, tysiące substancji smakowych i inne „niewiadomoco” po przecinku, których znaczenia nie rozumiałam. Dopiero, jak zaczęłam wgłębiać się w temat, to zrozumiałam, że to nie mogą być byle jakie gatunki ryb z byle jakich terenów. Że to skąd jest pozyskiwany olej i gdzie te ryby bytują ma ogromne znaczenie dla jakości i właściwości preparatu, a co za tym idzie, czy on będzie działał czy nie. A jeszcze najlepiej byłoby jak sugeruje wiele publikacji, aby ten olej był pozyskiwany nie z jednego gatunku ryb a kilku, których działanie uzupełnia się i tworzy swoim składem najlepszą miksturę.

Znalazłam. W końcu. Matki wiedzą coś o tym, że jak się zaweźmiemy, że jak nie stracimy nadziei, to to światełko w tunelu pojawi się znienacka :-) I pojawiło się! Po bardzo długich poszukiwaniach moje dzieci przyjmują teraz BioMarine Medical. To jest jedyne takie na rynku połączenie trzech olejów, które nie zostały chemicznie zmienione a tłuszcze zawarte w BioMarine Medical są nam genetycznie niezbędne i przyjazne organizmowi. Jak czytam na ulotce:

1) Pierwszy olej wchodzący w skład BioMarine Medical: „naturalny, ekologicznie pozyskiwany, olej z wątroby 4 gatunków rekinów głębinowych, z jednych z najczystszych wód na Świecie – południowo-zachodniego Oceanu Spokojnego wokół Nowej Zelandii i Australii. Jest jedynym źródłem naturalnej kompozycji alkilogliceroli (tłuszczów znajdujących się również w mleku matki) i skwalenu – genetycznie i fizjologicznie niezbędnych lipidowych (tłuszczy) substancji budulcowych układów i systemów odpornościowego, limfatycznego i krwiotwórczego, z ich głównym organem na czele – szpikiem kostnym

2) Drugi olej wchodzący w skład BioMarine Medical: „skoncentrowany olej z mięśni sardynek, sardeli i makreli, pozyskiwany również z południowo-zachodniego Oceanu Spokojnego, który jest wybitnym źródłem naturalnej kompozycji genetycznie i fizjologicznie niezbędnych lipidowych (tłuszczy) substancji budulcowych Organizmu Człowieka, w szczególności mózgu i układu nerwowego, serca i układu krążenia oraz systemów przeciwzapalnego – nnkt* EPA i DHA omega-3 w postaci retrójglicerydów. Forma retrójglicerydów, w jakiej znajdują się nnkt EPA i DHA omega-3 jest o co najmniej 50% lepiej przyswajalną dla organizmu niż forma estrów etylowych, ze względu na doskonałą zgodność biologiczną.

3) Trzeci olej: naturalny, ekologicznie pozyskiwany olej z wątroby dorszy (tran) z Morza Beringa wokół Alaski. Jest to doskonałe źródło naturalnej witaminy „A” w postaci retinolu, substancji regulatorowej Organizmu Człowieka, fizjologicznie niezbędnej w strukturach układów odpornościowego i krwiotwórczego, szpiku kostnego, skóry i oczu, błon śluzowych jamy ustnej, przewodu pokarmowego, śródbłonka naczyń krwionośnych.

Po raz pierwszy zetknęłam się z preparatem, którego producent nie ukrywał z jakiej ryby pochodzi pozyskiwany olej i z jakich terenów, a to jest tak istotne!

Wiem już, że BioMarine Medical przyjmują nie tylko osoby dorosłe i dzieci, które chcą poprawić odporność, ale również pacjenci przechodzący chemioterapię, dotknięci chorobami immunologicznymi, dermatologicznymi, kardiologicznymi, reumatologicznymi czy nawet neurologicznymi. A co chyba najważniejsze, co przekonało mnie jako niedowiarka, bo ja z tych sceptyków, które najpierw tygodniami będą sprawdzać, zanim dadzą zielone światło. Co dla mnie mega ważne skuteczność jego jest poparta wynikami 38 badań naukowych u ludzi, 34 ekspertyzami i opiniami naukowymi i ponad 5000 pisemnymi opiniami pacjentów, lekarzy, farmaceutów, dietetyków. Co więcej – to nie jest tak, że każdy przyjmuje taką samą dawkę BioMarine – bo wyniki badań doprowadziły do ustalenia skutecznej dawki dziennej, którą każdy może indywidualnie obliczyć dla potrzeb swojego organizmu. Czyli inną ilość przyjmuje mój Teosiek, inną mój Starszak i ja też przyjmuję zupełnie inną dawkę, którą sama obliczyłam dla nas wszystkich wg podanych wytycznych.

BioMarine Medical ratował mnie niespełna trzy tygodnie temu, kiedy na mojej drodze „spotkałam” rotawirusa, który zostawił mnie maksymalnie osłabioną :( Nikomu nie życzę przejść rotawirusowych, ale podniosłam się z tego o wiele szybciej niż w zeszłym roku, a też miałam perypetie rotawirusowe. Tłumaczę to sobie m.in. tym, że ratowałam się tą mieszanką olejów i mój organizm dostał właściwy „zastrzyk” wzmocnienia.

Mam dla Was też zdjęcia, na których zobaczycie, jak wygląda butelka i opakowanie BioMarine Medical, żeby było go Wam łatwiej znaleźć w aptekach. Nie ma na nim rysunków uśmiechniętych rybek, rekinków czy innych esów-floresów, jak w przypadku wielu innych preparatów ;-)

3. Kąpiele w soli jodowo-bromowej

To jest już wszem i wobec potwierdzone, że nasza skóra pełni rolę jednego, wielkiego i skutecznego „wchłaniacza” i można śmiało wykorzystać ten fakt, aby uzupełniać w naszym organizmie niedobory, które na przestrzeni tygodni, miesięcy czy lat mogą mieć miejsce. Dzięki wysokiej zawartości jonów wapnia, jodu, magnezu i bromu jest skuteczna w leczeniu schorzeń reumatycznych, chorób przemiany materii, chorób układu naczyniowego i oddechowego czy nawet przypadłości dermatologicznych. Ponadto działa antyseptycznie, przeciwzapalnie, odkażająco i rozluźniająco, co ma korzystny wpływ na nasz układ nerwowy.

Co jest ważne szczególnie przy infekcjach oddechowych – rozrzedza śluz, który zalega w drogach oddechowych! Dlatego warto ją stosować do kąpieli, ale również inhalacji. O szczegóły warto zapytać lekarza.

Pierwsze efekty zażywania kąpieli solnych czy inhalacji, można zauważyć już po kilku zabiegach. Aby poczuć działanie długofalowe jak zalecają specjaliści należy stosować sól bocheńską regularnie nawet przez kilka miesięcy.

U nas w domu kąpiele z dodatkiem soli jodomo-bromowych to już rytuał. Kiedy chłopcy są zdrowi, to dorzucam im soli raz-dwa razy w tygodniu. Kiedy męczy ich infekcja przy każdej kąpieli, ale nie dłuższej niż 15 minut.

4. I ostatni „preparat”, o którym w jednym z komentarzy na moim facebooku wspomniała Pani Grażyna P., która podpisała się jako emerytowany pediatra:

Cytuję:

„Drogie Kochane Mamy, te infekcje kiedyś odpuszczą a natężenie ich będzie o wiele mniejsze, czego tego Wam z całego serca życzę! Na ten moment jest chyba tylko jedyny preparat, który pomoże Wam na pewno i stracicie mniej nerwów: cierpliwość! Zdrowia dla Was i dzieci Waszych!”

I ja się do tych życzeń dla nas wszystkich dołączam! :*

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Jeśli macie ochotę puścić go dalej w świat lub nie chcecie zgubić informacji w nim zawartych możecie go udostępnić – z góry dziękuję! :*

Podobne wpisy