Niezbite prawo, z którego powinna móc korzystać każda kobieta po porodzie!

napisała 31/10/2018 Varia

Uważam to za nasz największy kobiecy przywilej, z którego powinnyśmy móc korzystać po urodzeniu maluszka. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie i przyznam, że bardzo jestem tego ciekawa, czy myślimy podobnie!

Smutne jednak jest to, że nie wszystkie z nas mogą z tego przywileju korzystać. Nie dlatego, że nie chcą, bo z pewnością bardzo tego pragną, jednak okoliczności nie pozwalają im na to, aby cieszyć się pierwszymi miesiącami macierzyństwa w spokoju, bez stresu, nerwów i łez. Gdybym tylko mogła, to każdej z nas życzyłabym macierzyńskiej sielanki w pierwszych miesiącach!

Jak wyglądały moje pierwsze dni po urodzeniu mojego pierwszego syna? Byłam kłębkiem nerwów. Czułam się, jakby ktoś rzucił mnie na pustynię bez mapy i kompasu, a ja po omacku i w ciemnościach miałam się poruszać po niej, jakbym była profesjonalnym podróżnikiem! I chociaż mój Mąż zajmował się po równo naszym synem, to ja nie potrafiłam zwolnić. Z zazdrością patrzyłam na te wszystkie mamy, które kąpały swoje skarby bez stresu, gdy smarowały maluszki kremem, to nie bały się, że podrapią je paznokciem, a gdy spacerowały z maluszkami w wózkach po krakowskich Plantach, to nie miał w głowie tego, że brzdąca przewieje, tylko cieszyły się, że jest ładna pogoda i są w pełni szczęśliwe!

Och, jak ja im zazdrościłam im tej radości i spokoju!

Ja myślałam tylko o tym, że w domu czeka na mnie pranie, prasowanie, karmienie, odciąganie pokarmu, przewijanie, ścieranie kurzy i pucowanie każdego kąta! Nie wiem, czy widać było po mnie matczyne szczęście. Co prawda byłam szczęśliwa, ale byłam również … przeraźliwie spięta i zestresowana!

Wiecie z jakiego prawo zupełnie zapomniałam skorzystać, które to prawo należy się każdej z nas, szczególnie po urodzeniu dziecka?

Z prawa ODPUSZCZANIA!

Odpuszczania sobie w tym pędzie za tym, aby było idealnie! Przecież nic się nie stanie, gdy podczas kąpieli odrobina wody dostanie się do pępuszka czy ucha małego brzdąca. To można wytrzeć! Przecież, gdy lekko podczas smarowania balsamem „porysujemy” to małe ciało paznokciem to będzie tylko znak, że się pewnie spieszyłyśmy a skóra dziecka jest delikatna!

Idąc dalej! Czy my naprawdę potrzebujemy, aby prasować po nocach, bo to zagwarantuje naszemu dziecku szczęście? Czy my musimy stać w kuchni i gotować dwudaniowe obiady każdego dnia, bo bez nich nie mamy prawa nazywać się „gospodyniami domowymi”?

Czy my naprawdę nie możemy zatrzymać się na chwilę? Nacieszyć tą chwilą, która bezpowrotnie minie?

MOŻEMY!

Musimy dać sobie tylko prawo do tego, aby zwolnić. Aby przestawić priorytety. Aby odpuścić to, co zajmuje czas i nie pozwala spać po nocach. Nie korzystałam z tego prawa przy pierwszym dziecku. Pomału zaczęłam korzystać z tego prawa przy moim drugim synku. Ale dopiero przy Gai zrozumiałam, że to są prawdopodobnie te OSTATNIE chwile, kiedy mam przy sobie i na tak długo cudownego maluszka, który potrzebuje, aby mama chłonęła tę błogość, tę niecodzienność. By zamiast warować w kuchni, to zamówiła dla całej rodziny pierogi z baru mlecznego. By zamiast lecieć na szmacie z odkurzaczem w ręku, to sprawiła sobie bezczelnie robot odkurzający, który dla niektórych jest synonimem nieporadności, a mi zaoszczędza kilka godzin w tygodniu! By zamiast spinać się, że nie mam czasu na zrobienie paznokci, to zaanonsowała, że ja z domu wychodzę a Tata przejmuje na 2 godziny całą radosną trójkę brzdąców.

Wiecie, że było warto!

Niedawno odwiedziłam moją znajomą, która miesiąc temu urodziła maluszka. Monia cała zestresowana. Brzdąc z atopowym zapaleniem skóry, które pediatra próbował diagnozować jako uczulenie na kobiece mleko (O, litości!). Z kolkami, kwilące i płaczące, troszkę w typie „high need baby” jak moi dwa synowie, dlatego wiem, że Monia nie ma łatwo ze swoją córcią. Maluszek, który jest nieodkładalny i musi być cały czas przy mamie. Monia padnięta. Wymęczona. Bez sił do czegokolwiek.

Jak zobaczyłam ją w takim stanie, to kazałam na siebie poczekać i zaanonsowałam, że wrócę za godzinę!

Wróciłam z niezawodną chustą kółkową, która ratowała nas przy Gai; zestawem kosmetyków od La Roche-Posay – balsamem Lipikar  AP+ i kremem myjącym Lipikar Syndet Ap+, które cudownie pielęgnują bardzo wymagającą skórę maluszka i można je stosować już od pierwszych dni życia; kawą bezkofeinową i … ekologicznymi truskawkami, które nasz znajomy uprawia w systemie rynnowym aż do momentu, gdy temperatura spadnie do -7 stopni Celsjusza! ;-)

Monia patrzyła na mnie jak na zjawę, ale nie protestowała. Pokazałam jej jak motać malucha w chustę kółkową, podrzuciłam telefon do doradcy chustowego, kazałam jej zrobić sobie kawę i zjeść kilka truskawek! :D A ja młodą w tym czasie wykąpałam i ululałam!

Monika odżyła!

Siedziała na fotelu z niedowierzaniem, że Młoda jej śpi. Z chustą kółkową od tamtego czasu się nie rozstaje! Skóra Wikusi w o wiele lepszej kondycji! Gama Lipikar La Roche-Posay idealnie pielęgnuje skórę naszych brzdąców zwłaszcza wtedy, kiedy jest podrażniona. Sprawdza się nie tylko przy atopii, ale  czasowo również wtedy, gdy skóra ma „wrażliwszy” czas. Zdarzało mi się przesadzić z proszkiem do prania albo płynem do płukania i pojawiały się drobne reakcje alergiczne czy podrażnienia. Wówczas produkty Lipikar od LRP były niezastąpione. Gama Lipikar przeznaczona jest do pielęgnacji nawet bardzo wrażliwej skóry dziecka, w tym tej skłonnej do podrażnień. Co ważne,  została stworzona w trosce o najwyższe bezpieczeństwo maluszka, dlatego Lipikar Balsam AP+ i Lipikar Syndet AP+ można stosować już od pierwszych dni życia. Nam gamę Lipikar polecał również dermatolog, a mnie osobiście balsam LIPIKAR AP+ sprawdził się przy suchych łydkach, które uratował, i skórze dekoltu, która często jest bardzo sucha i podrażniona a jesienią i zimą szczególnie :)

Wiecie, co jeszcze okazało się u Moni? Udało mi się rozprawić z mitem dot. tego, że mama karmiąca musi mieć specjalną dietę! To bzdura z tą dietą! Najpierw Monia była przerażona na widok truskawek, które jej przyniosłam, a teraz Monia wcina truskawki, pije nawet jedną kawę dziennie, ostatnio wszamałyśmy pierogi ruskie z cebulką, a mała Wikusia ma się dobrze! Kolki pomalutku się uspokajają, bo jak pokazują badania kolki w dużej mierze wynikają z niedojrzałości układu pokarmowego malucha …

a niekoniecznie z alergii i nadreaktywności na składniki, które pochłania mama, jak to sugerują starsze pokolenia! … ;-)

Konkludując już – kochane, ponad wszystko korzystajmy z prawa, które mamy nam dane!

ODPUSZCZAJMY, WYLUZUJMY na tyle na ile się da!

Nie bierzmy na siebie odpowiedzialności za cały świat! Zwolnijmy w pierwszych tygodniach. Wsłuchujmy się w siebie i maleństwo i nie wińmy za nic. Mamy czas na to, aby zrozumieć same siebie w nowej roli i poznać naszego malucha! Mamy prawo z czymś nie zdążyć, o czymś zapomnieć, mamy prawo czegoś nie zrobić. Mamy prawo do zrobienia 50% normy a nie 100%, które świat próbuje nam wmówić, że jest wykonalne.

Z rzeczy wykonalnych, to my mamy kochać! Kochać i szanować siebie, bo to pozwoli nam być szczęśliwymi i kochającymi mamami dla naszych pociech :-)

P. S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu   Możecie też go podać dalej. Dziękuję! :*

Partnerem postu jest marka La Roche Posay.

Podobne wpisy