Tego właśnie potrzebowałam. Skupić się na chwilach, które często umykają mi w codzienności. Pędzę, uciekam, gonię, walczę, przekładam, układam. Jestem tutaj, później jestem tam. Sprzątam, odkurzam, ustawiam, doczyszczam.
Potrzebowałam zapomnieć o blogu, o trzaskaniu zdjęć – te czynności zabierają ogrom cennego czasu, którego ostatnio mamy dla siebie tak mało. Przywitać męża po powrocie z drugiego końca świata, zjeść wspólną kolację, napić się wina, obudzić rano i zacząć dzień od wspólnego uśmiechu.
Zatrzymać się i patrzeć jak mój syn próbuje ułożyć klocek jeden na drugim. Jak sprawnie pokonuje dystans od krzesła do stołu i właśnie w tym momencie pochwalić jego zdolności i pogłaskać po ramieniu. Przytulić, gdy się przewróci. Być z nim całą sobą. Nie rozpraszać się gotowaniem, blogowaniem czy odpisywaniem na maile. One poczekają, one nie krzyczą z drugiego końca mieszkania, że coś się stało i trzeba ratować małą pupę z opresji.
Chłopaki właśnie zaliczają wspólną drzemkę. Cierpliwie poczekam, aż się obudzą i będziemy kontynuować nasz rodzinny poniedziałek ;-)







