A teraz będziecie o tym wiedzieć jeszcze Wy! :-D Przyznam, że to zupełnie nic nie wnoszące do Waszego życia informacje, które mają potencjał sprawić, że poczujecie, że zdecydowanie jesteście w większości rzeczy ode mnie lepsi! :D
Jak to powiedziałby mój M., gdyby chciał mi wbić szpilę w odwecie za jakąś moją uszczypliwość:
– Magducha, nietrudno być od Ciebie lepszym.
Czyli pozamiatane :D Zero wsparcia małżeńskiego w tych jakże wrednych chwilach! No to lecimy!
1. Wącham skarpetki moich dzieci.
To znaczy nie dla zabawy ani w wyniku takiego hobby, ale zanim wrzucę je do prania i jeśli nie widzę na nich ewidentnego brudu, to je wącham i sprawdzam, czy są świeże czy czyste :D Przyznam, że nie panuję nad tym i gdyby przyszedł do nas ktoś w spontaniczne odwiedzimy też zwąchałabym kilka par zazwyczaj porozrzucanych po naszej podłodze w całym domu :D
2. Mam pewnego rodzaju płaskogłowie :D
Zanim zrobię sobie na głowie kikut a la Mała Mi, wiecie taki supeł jakby na czubku głowy zrobiony z włosów, to spędzę przed lustrem co najmniej kwadrans, aby dojść w rezultacie do wniosku, że mam totalne płaskogłowie i lepiej po prostu zrobię na głowie cokolwiek a tak czy siak będzie wyglądało do dupy :D
Nie mam turbo kształtnej czaszki, jak niektóre dziewczyny, i nie mam umiejętności ukręcać na głowie idealnego kształtu. Trudno, jakoś to przeżyję z fatalnym kikutem do końca życia :D
3. Nie wiem za cholerę, kiedy piszemy „nie” razem albo rozłącznie z czasownikami, przymiotnikami i innymi pierd..olnikami ;-)
Znam te zasady a i tak walę byki! Nawet jak sprawdzę w słowniku, to i tak pisząc zrobię błąd. Masakra! :D
4. Nie mam skarpetek.
A właściwie to mam tak naprawdę 3 pary, z czego jedne to są takie góralskie dziwolągi, które zakładam na stopy w ekstremalnych sytuacjach do jakich zaliczam np. smarowanie stóp po pedicurze, który robię raz na kilka miechów. I mam jeszcze dwie inne pary, z czego każda ze skarpetek ma inny kolor.
Nawet zimą bardzo rzadko je noszę. Albo chodzę w rajstopach przez pół zimy, albo wkładam do butów bose stopy. Nie, nie pocą mi się szkity o dziwo :D
5. Są dni, w których mam ochotę udusić mojego małżonka.
Nie wiem, czy jestem jakaś dziwna i od razu ze mną do prokuratury, czy to może bardziej powszechna przypadłość. Bywają momenty, w których tak gra mi na nerwach, że w myślach ukręcam mu głowę, podpalam mu włosy na nogach i depiluję mu klatę pod osłoną nocy :D Na szczęście, za jakiś czas chłopak się rehabilituje i znowu pchamy ten wózek z uśmiechem na ustach :D
6. Jestem w stanie wsunąć tabliczkę czekolady na pełnym luzaku, popić ją miodem, zagryźć sezamkami i poprawić mlekiem z tubki.
Oczywiście, że będę zdychać zaraz po tym i obiecywać sobie, że już nigdy więcej, ale no właśnie tak sprawa wygląda, że jak się rozkręcę, to aż do cukrowego zgonu ;-)
7. Mój koszyk zakupowy jest monotematyczny.
Właściwie to w 70% składa się z nabiału i różnych serów. Co jest turbo niezdrowe, wiem, ale nic na to nie poradzę. To znaczy, że kupuję również warzywa, owoce, ale powiedzmy, że 30% kosztów całych zakupów to mleko, ser żółty mierzwiony, ser żółty maasdamer, ser pleśniowy, jogurty, twaróg. Mój Mąż załamuje ręce a ja bez tych rzeczy nie potrafię skomponować menu. Totalne nabiałowe beztalencie ze mnie ;-)
8. Czytam prasę od tyłu.
Mój M. zawsze powtarza:
– Weź, czytaj gazetę od początku, jak normalny człowiek, a nie zabierasz się do tego z dupy strony.
A ja tak lubię i w nosie mam, czy komuś to przeszkadza. Mi czytanie od ostatnich stron bardziej smakuje, ot co! :D
9. Płaczę jak bóbr, kiedy czytam niektóre maile od Czytelników.
Niektóre Wasze historie są tak przejmujące a problemy, z którymi walczycie tak ogromnego kalibru, że są chwile, kiedy ja po prostu pękam. Nie jestem typem, który płacze na filmach, ale nie potrafię się opanować, kiedy czytam prawdziwe historie, na które nie mam wpływu. Czasami udaje się odrobinę pomóc, jednak paraliżuje mnie moja bezradność.
Bezradność jest to uczucie, którego nienawidzę i jednocześnie się go cholernie boję. Chciałabym, aby nikt nigdy nie musiał czuć się bezradny wobec żadnej sytuacji napotkanej na drodze i życzyłabym nam wszystkim…
10. Życie po 30-stce smakuje mi cholernie dobrze.
Nareszcie czuję, że nikomu się nie podkładam.W dupie mam, że komuś kto nie ma dla mnie większego znaczenia coś nie pasuje. Czuję, że mam przy sobie najważniejszych ludzi. Że robię, co kocham. Że moje życie w końcu nabrało sensu. To poczucie głębszego sensu i bezpieczeństwa jest tym, do czego dążyłam przez ostatnie naście lat. Wcześniej byłam taką żaglówką, która szukała swojego właściwego portu. Teraz już zacumowałam. Niech ten stan trwa wiecznie.
To tyle tajemnic na wieczorne rozluźnienie :D Uściski!
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, to zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Możecie też go podać dalej. Dziękuję! :*







