Moje dziecko ma gdzieś drewniane zabawki i udowodnione naukowo metody wychowawcze.

napisała 13/04/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Wiecie jak to jest. Kiedy spływa na nas ta fala związana z narodzinami naszego pierwszego potomka czy potomkini ;-), to razem z nią nachodzą nas ambitne plany o tym, co my temu naszemu dziecku zapewnimy a czego mu oszczędzimy. No przecież, że chcemy dla niego wszystkiego co najlepsze, najbardziej wyczesane, najwłaściwsze, naukowo udowodnione. I tak dalej i dalej.

Po paru tygodniach bądź miesiącach często zderzamy się z rzeczywistością, z jaką i mi przyszło się zderzyć. Mnie to tak zdrowo pieprznęło, muszę się Wam przyznać. Otrzeźwiałam podczas kilku intensywnych poranków kiedy z uporem maniaka chciałam mojego pierworodnego zabawić tym, co udało mi się upolować w sklepach. A to grzechotka marki niewiadomojakiej ze znaczkiem (R) w kółeczku za stóweczkę z hakiem. A to gryzaczek marki jeszcze lepszej, który miał być strzałem w dychę i w ogóle miał moje dziecko nie tylko ukoić, a dziąsła wskrzesić ale wg producenta chyba jeszcze wznieść to moje dziecko na wyższe wyżyny szczęśliwości, z rodzicem na czele.

Każda ta zajebista zabawka, najlepsiejsza na świecie, była albo drewniana, albo ekologiczna, albo wyróżniona w jakimś rankingu. No kurde balans. Razem z nabyciem tego przedmiotu mieliśmy się wg producenta całą rodziną przenieść do krainy mlekiem, miodem i niewiadomojeszczeczym tam płynącej. Miało nas oświecić jednym słowem, a to nasze dziecko miało być od tego mądrzejsze, sprawniejsze a jego IQ to pewnie by poszybowało do nieba, gdybyśmy kupili jeszcze jedną sztukę na zapas. No ale nic z tego. Nasz bąbel nie przejął się obietnicami producentów. Ba! Często sprawiał wrażenie jakby miał głęboko w dupie to całe marketingowe zamieszanie. Te drewniane cacuszka polecane przez montessoriańskie grupy majątek kosztujące też go słabiutko kręciły. Nic na to nie poradzę. Chociaż wiem, że one krzywdy nie robią a dużo pożytku. Jednak one nie dla niego. Bo on to wolał tę różową grzechotę, którą jego babcia wygrzebała gdzieś ze strychu i była pewnie w spadku po wnukach sąsiadów. I była w 100% plastykowa, szkaradna wg mojej oceny i kto wie kto i kiedy ją wyprodukował. Pewnie na zapleczu chińskiej fabryki z pocałowaniem w rękę Pana Xio An Chana.

Żeby tylko o zabawki chodziło. Mój Syn w głębokim poważaniu miał również to, że kilku kolesi napisało, że w wieku dwóch lat to on powinien konstruować zdania wielokrotnie złożone albo że w wieku tamtym i tamtym to winien już cholera 300 słów znać. Bo jak nie to katastrofą i plag tysiąc dwieście pięćdziesiat. I na sylabizowanie był również oporny. Wszystko w swoim tempie, bez ciśnienia osiąga i jest najmniej z nas tym fantem przejęty.

BLW też chciałam mu wprowadzić. No przecież, że wszystkie podręczniki mi to zgrabnie sugerowały. Próbowałam, prosiłam, zachęcałam. No nie i koniec. Nie przeskoczysz. Papki mu bardziej leżały i koniec. Z kropką na czele! ;-)

Dlatego ja tu cichutko wycofam się z lekka z tymi moimi zakupowymi zapędami. Przemyślę dwa razy zanim do portfela sięgnę. Z dystansem podejdę do nowych metod i kolejnych wskazówek. Z lekką rezerwą zbliżę się do podręczników i coraz mądrzejszych wywodów zacnych profesorów. Wybiorę, co dobre. Przesieję co średnie. Odrzucę co słabe.

I zaufam swojemu dziecku. I zaufam również sobie :-)

Podobne wpisy

  • magda

    U nas dużo zabawek jest drewnianych bo…… mnostwo rzeczy mamy z odzysku :P klocki, ukladanki, wszystko po poprzednikach z rodziny. A wiadomo, tylko drewniane przetrwaly :) Trzeba jakos wyposrodkowac te trendy…… jesli sama kupuje dzieciom zabawki to takie, ktore nadają się dla dwójki dzieci. No niestety, chlodna kalkulacja! Marketing i firmy zajmujące się akcesoriami dziecięcymi są agresywne! Swoje filozofie podciągają pod jakieś autorytety i nurty naukowe, pffffff……

  • karjola

    Amen!:)

  • Okiem Alexa

    Bardzo dobrze napisane!!! Co ciekawe u nas te często wygrywały zabawki naszym zdaniem co najmniej szkaradne!

  • No cóż to tylko otoczka marketingowa, w którą niestety wpadłaś. Powiedzmy sobie szczerze do większości tych znanych, promowanych zabawek dopisana jest idea, bo przecież każdy chce mieć najmądrzejsze, najpiękniejsze i najlepiej rozwijające się dziecko. Prawda jest taka, że dziecko mając do wyboru super ekstra grzechotkę a miskę i drewnianą łychę – wybierze to co każdy z nas ma w domu i kosztuje kilka złotych.

  • Alicja

    Hmm, teorie sobie, a dzieci sobie… na mojej ruchliwej i energicznej panience wypróbowałam już wszystkie możliwe zabawy sensoryczne, o jakich internety pisały i ona ma je w głębokim poważaniu. .. ją interesuje tylko ruch i total destruction… i jeszcze kontakty i wtyczki.. i baterie z pilota… a stosy edukacyjnych szmerów bajerów się kurzą…

  • Genialne! Prawda najprawdziwsza!

  • Passenger

    Nie oszukujmy się i tak dzieciaki będą miały największa zabawę opakowaniami od tych genialnych zabawek, a im większy karton tym lepiej ;)

  • Marta R-b

    Mój 15-miesięczny synek lubi bawić się garnkami, opakowaniami po jogurtach, serkach, butelkami po wodzie, pudelkami po kremach (namietnie probuje je odkrecac i zakrecac). Wzięcie ma również odkurzacz i mop. Zabawek mlody nie ma za wiele. Jedyny gadżet na jaki się skusiłam a propos BLW to kubek DOIDY CUP – synkowi spasowal, lubi z niego pić, aczkolwiek z każdego innego kubka czy szklanki tez daje rady. Teorie teoriami, metody metodami – każde dziecko jest inne. Zgadzam się ze słowami że trzeba zaufać dziecku i sobie również.

  • Anna

    Najprawdziwsza prawda ! Latwo wpasc w marketingowe sidla ale po co komu to ? Nigdy nie zapomne jak moj trzylatek klocil sie z tata w sklepie zabawkowym. Wchodzac do sklepu , byl to dzien dziecka , zaznaczylismy dzieciom , ze moga sobie wybrac po jednej zabawce. Synek wzial niewielka lokomotywe , chyba jedna z najtanszych zabawek. Tata za to upatrzyl mu sterowany samochod z milionem funkcji za kosmiczne pieniadze. Mlody tlumaczy tacie i tlumaczy po czym przybiega do mnie z placzem. Tata chce zebym wzial samochod a ja juz mam jedna zabawke ! I na nic zdaly sie przekonywania taty. Mlody wziol co sie jemu podobalo.

  • Bo najlepiej jest dziecko wypuścić na dwór i dać mu patyk, piasek i wodę. Sprawa pozamiatana. Nic tak nie edukuje jak zabawa, która jest “wolna”, czyli dziecko samo wybiera co i czym chce się bawić i najlepiej jak te rzeczy maja więcej niż jedno zastosowanie- jak np. piasek i woda. Jednak jeśli dziecko nie mówi do 2,5 roku to zgłosiłabym się do poradni … przyczyn może być wiele, a późno rozwinięta mowa może mieć wpływ na naukę w szkole.

    • Malgosia Gosia

      Zgadzam sie w 100 procentach:)

  • Aleksandra Motyka

    u nas najlepsza zabawka jest i chyba pozostanie mamusiowy masażer do twarzy ;)z resztą każda “nie-zabawka” jest dla dziecka ciekawsza od prawdziwej zabawki ;)

  • Magda Kędzierska

    Moje dzieci lubią się najbardziej bawić takimi zwykłymi domowymi przedmiotami, szczotka do włosów, drewniana łyżka, garnki, gazety. Dlatego zabawek mają mało i to się pewnie nie zmieni. I też robią wszystko w swoim czasie, córka siedziała zanim skończyła pół roku, syn ma prawie 8 miesięcy i siedzenie ma w nosie, kiwa się na wszystkie strony i wywraca jak się da. Trzyletnia córa mówi tyle ile mówi i ani trochę więcej, rozgadana to na pewno nie jest. Wszystko w swoim czasie:)

    • Malgosia Gosia

      Jeżeli 8 mies dziecko nie siedzi to sprawdziła bym jak wyglada kwestia napięcia mięśniowego. Zdarza się że jest obniżone i to częsta przyczyna opóźnionej pionizacji. Właściwymi ćwiczeniami mozna to łatwi ładnie wyprowadzić.

  • Marlen

    Każde dziecko jest inne, w innym czasie osiąga pewne etapy rozwoju, ma inne zainteresowania i potrzeby ( nie tylko te fizyczne, ale i emocjonalne, sensoryczne czy poznawcze). Sęk w tym, żeby posiadać na tyle wiedzy i umiejętności wglądu w drugą osobę, by to dostrzec! Nie dać sie stłamsić reklamami sugerującymi jakie powinno być nasze dziecko czy tym, co kupiła Anka, Kaśka czy Zośka swojemu potomkowi, bo ja nie mogę być gorsza. Drodzy rodzice, nie poświęcajmy czasu na wynajdowanie markowych cudów niewidów dla naszych dzieci, tylko poszarzajmy naszą wiedzę o rozwoju małego człowieka (ze sprawdzanych źródeł- NIE AMERYKAŃSKICH PORADNIKÓW) by rozumieć tą ciekawą świata istotę, u której w głowie trwa niesamowicie zawiły proces zwany rozwojem :).
    Jako ciekawostkę dodam, że w świecie pedagogicznym te wszystkie wykonywane przez dziecko czynności, które my nazywamy zabawą, są nauką i pracą. Zabawa to dobrowolna aktywność, w której pojawia się FIKCJA. Charakterystyczna dla starszych dzieci . A więc postrzegajmy małe dziecko jako człowieka niesamowicie ciężko pracującego i ciągle uczącego się, potrzebującego do tej pracy narzędzi ( takich jak przedmioty codziennego użytku ale też zabawki) a nie wyszukanych świecidełek:)