Najskuteczniejszy sposób przeciw kleszczom, o którym zbyt rzadko się mówi (a jest bezpieczny)!

napisała 03/04/2019 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Chyba każdy rodzic zastanawia się, co jest skuteczne na kleszcze dla dziecka i co faktycznie działa. Moim zdaniem skuteczny sposób na kleszcze jest tylko jeden i sprawdza się w tym roku u każdego mojego dziecka. A fakt jest jeden i jest nieubłagany – przeciw kleszczom musimy działać! Bierność nie jest wskazana :(

Do dzisiaj pamiętam ten moment, w którym jako mama wtedy mojego rocznego Starszaka zauważyłam na jego ciele pierwszego kleszcza! Na początku nie dowierzałam, że to może być kleszcz! „Jak to?! Przecież tak bardzo uważałam na to, aby przy każdym wyjściu na plac zabaw czy dłuższy spacer, smarować mojego syna preparatem przeciw kleszczom!”

Moja dobra znajoma choruje na boreliozę i doskonale wiedziałam, „z czym to się je”. Na początku próbowano przypiąć jej zdrowotnym zmaganiom łatkę „stwardnienia rozsianego”. Dopiero po długim czasie przepełnionym bezsilnością i olbrzymimi bolesnościami jeden z lekarzy wpadł na trop boreliozy, która teraz jest już potwierdzona. Odkąd Marta już wie, z czym walczy, zawsze mi powtarza:

– „Magda, uważajcie na kleszcze! Gdybym wiedziała, że mnie ten „robak” dosięgnie, to bym go nigdy nie lekceważyła!”

Mogę się domyślać tylko, co czuje Marta. Zawsze ją wspieram dobrym słowem i głęboko wierzę, że borelioza jej kiedyś odpuści :( Niby zawsze wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć, ale człowiek ma bagatelizowanie spraw we krwi. Ja też kiedyś nie przejmowałam się kleszczami, jednak odkąd mam dzieci czuję podwójną odpowiedzialność. Wiem, że nie może mnie zabraknąć, chcę być jak najdłużej sprawna, bo jeszcze tyle chciałabym im pokazać! Tyle chcę ich nauczyć, doświadczyć razem z nimi. I czuję autentyczny strach, który staram się odpychać w jak najdalsze zakątki umysłu. Pewnie doskonale wiecie, co mam na myśli. Chyba każdy rodzic odczuwa podobnie i chciałby spędzić ze swoimi dziećmi jak najwięcej cudownych chwil…

Na początku marca napisała do mnie Czytelniczka Aneta W. i zadała mi pytanie, które uważam za niezwykle ważne! A od tygodnia słyszę komunikaty mówiące o tym, że kleszcze już atakują i to z ogromną siłą! Aneta napisała (cytuję za jej pozwoleniem):

– Madzia, ratuj! Puszczam moją Hanię do przedszkola od marca. Cudem dostała się do grupy maluszków, z której odszedł jakiś chłopczyk ale mam obawy jak nie wiem co, bo przedszkole jest tuż przy parku. Podobno dzieci codziennie tam chadzają jak pogoda pozwala i Pani nauczycielka już na pierwszym spotkaniu zapoznawczym kazała mi do przedszkola przynieść preparat przeciw kleszczom, bo po jednym ze spacerów kilkoro dzieci wróciło z kleszczami. Nie sądzisz, że to jest niepoważne? Że panie pozwalają dzieciom chodzić tam, gdzie są kleszcze? Na moje oko to powinni chodzić tam, gdzie kleszczy nie ma! Mojej sąsiadki córka ma boreliozę i to podobno od jednego jedynego ukąszenia kleszcza i teraz jeżdżą z nią po szpitalach od roku, a dziecko cierpi. […]

To, że borelioza to paskudztwo nikt mnie nie musi przekonywać. Na przykładzie mojej Marty wiem to doskonale :( Ale nie wyobrażam sobie, że miałabym zakazać moim dzieciom biegania po parku, szukania skarbów w lesie czy dreptania po trawie, tylko dlatego, że mogą być na niej kleszcze. A kleszcze są … prawie wszędzie! Czyli miałabym zamknąć dziecko w szczelnej klatce? Raczej nie byłoby to zbyt poważne. Faktem jest kleszcze bytują nawet w niskich trawach i mogą przyczepić się do naszych ubrań czy naszej skóry naprawdę niepostrzeżenie :( W zeszłym roku moi chłopcy podłapali kilka kleszczy już w pierwszych dniach wiosny, mimo że smarowałam ich od stóp do głów czym tylko mogłam! A podobno były to preparaty „najskuteczniejsze”, „najbezpieczniejsze dla skory i zdrowia” i „naturalne”. Bzdura! Nie tylko były nieskuteczne, co potwierdzały nasze powroty ze spacerów, ale ponadto stosowanie tych preparatów kończyło się wysypką u mojego Teośka … :( To typ wrażliwca-atopowca, niestety :(

Dopiero mój Mąż wpadł w grudniu na trop w jednej z amerykańskich publikacji, że … ultradźwięki okazują się wybitnie skuteczne w walce z kleszczami i przy tym są bezpieczne!

Na początku temu nie za bardzo dowierzałam, i się trochę z niego podśmiechiwałam, ale dopiero gdy zobaczyłam wyniki badań naukowych, które potwierdziły skuteczność i bezpieczeństwo tego rozwiązania, przybiłam mojemu M. piątkę i odszczekałam, co mu najpierw nawtykałam ;-)

Kleszcze są w natarciu a my nareszcie od tygodnia mamy to urządzenie (ważne dla mnie, że jest certyfikowane a nie jakieś „picu-picu mój księżycu” jak to mówi moja Teściowa ;-))  i … nareszcie śpię spokojnie… Nie muszę Wam mówić chyba, jakiej ulgi doznałam, kiedy po powrocie od dziadków, którzy na swojej działce mają zarówno krzaki, drzewa jak i trawę różnej długości, chłopcy wrócili ostatnio bez żadnego kleszcza! Na weekend byliśmy ze znajomymi i ich dziećmi w lesie, i zgadnijcie kto wrócił z kleszczami a kto bez nich. Dzieci mojej Gosi wróciły z siedmioma kleszczami, z czego dwa to były trudne przypadeczki, bo skrawki kleszcza zostały niestety podczas wyciągania :( Moim chłopcom doczepiłam po ultradźwiękowym „tickless”ie i wrócili bez żadnego kleszcza! Podobno jest teraz jakiś totalny wysyp kleszczy i naprawdę trzeba mieć się na baczności. Także uważajcie i dmuchajcie na zimne!

Jak działa Tickless?

Tickless działa na zasadzie emisji impulsów ultradźwiękowych o częstotliwości 40 kHz. Impulsy te są całkowicie nieszkodliwe dla ludzi oraz zwierząt domowych. Jak działają te impulsy? One blokują narząd Hallera u kleszczy (kleszcze wykorzystują narząd Hallera do namierzania żywiciela, a w momencie gdy jest on zablokowany, nie są w stanie skutecznie polować.) Co ciekawe Tickless działa też przeciw pchłom i to dobra informacja dla właścicieli czworonogów…

Pokażę Wam poniżej pudełko Tickless, żebyście wiedzieli jak szukać oryginalnego urządzenia. Z tego co wiem, to tylko do 14. kwietnia można załapać się na kod zniżkowy 20%

w tym sklepie https://tick-less.pl [klik]. Kod rabatowy, który trzeba wpisać to: wiosna19

Co zatem robić, aby wrócić ze spaceru bez kleszczy? Dobre pytanie!

1. Nie panikować. Nie chować się po domach.

Nie unikać traw. Warto żyć normalnie, serio ;-) Nie rozumiem bunkrowania się z dziećmi w domu, bo „kleszcze atakują” :-) Znam taki przypadek. Trzeba być czujnym, należy się zabezpieczyć, ale budowanie fortecy nie należy do tych środków przeciwdziałania zarażeniu boreliozie ;-)

2. Zaopatrzyć się w certyfikowane urządzenie ultradźwiękowe przeciw kleszczom, które ma dedykowaną wersję dla dzieci. 

My mamy Tickless i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Wg mojej najlepszej wiedzy to jedyne urządzenie, które ma certyfikaty, ma dedykowaną wersję dla niemowlaków, dzieci, osobną dla dorosłych, jest nawet wersja dla czworonogów, i jest skuteczne. W naszym przypadku bez pudła 100%.

Tickless łatwo się przyczepia i włącza się jednym ruchem, a kiedy wracamy z „terenu”, to wystarczy go wyłączyć i schować do dyżurnej torebki. Ja mam zawsze komplet przy sobie.

P.S. Wy też zawsze na spacerach z gumkami do włosów doczepionymi do nadgarstków? :D Jak nie sobie ją zakładam, to moim długowłosym chłopcom :D

3. A jeśli zdarzy się, że zapomnimy wziąć ze sobą urządzenie ultradźwiękowe, to koniecznie należy sprawdzić nasze ciało i ubranie po spacerze.

Im szybciej zrobimy przegląd, tym lepiej, gdyż im dłużej zwlekamy, tym ryzyko zarażenia boreliozą jest coraz większe. Wg znanych mi statystyk co trzeci kleszcz jest nosicielem boreliozy :( A to niestety smutna statystyka.

Udanych spacerów, kochani! :* Bez kleszczy, rzecz jasna!

Przezorny zawsze ubezpieczony!

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu   Możecie też się nim podzielić ze swoimi znajomymi, jeśli  nie chcecie zgubić kodu rabatowego czy chcecie dla siebie zachować ważne informacje.

Podobne wpisy