Umówmy się, że ten post nie ma na celu wytykać paluszkiem błędy, których dopuszczali niektórzy rodzice. On ma na celu dać do myślenia i odwieść od tego innych, których podobno rośnie jak grzybów po deszczu…
To nie Wasza wina, że kilka bzdurnych książek, które pojawiły się na rynku, wmawiały Wam usilnie, że robicie dobrą rzecz. Nie, niestety nie robiliście dobrej rzeczy, do której próbowało Was przekonać kilku autorów książek z dopiskiem „dr” przed imieniem i nazwiskiem. Ja też bym się pogubiła w tych zaleceniach, które zewsząd nas atakują i namawiają do coraz to nowych metod, które podobno działają i mają zbawienny wpływ na nasze dzieci.
Nie. Niestety niektóre metody mają się dobrze chociaż powinny zostać już dawno zakazane, zdementowane a ich autorzy powinni za to przeprosić, bo nie czynili żadnego dobra mając na względzie rozwój i zdrowie naszych dzieci. Co z tego, że coś działa, skoro w rezultacie szkodzi?
Kiedyś trafił w moje ręce poradnik, zresztą (jak na złość!) jeden z najlepiej sprzedających się na rynku, traktujący o tym, że dziecko można usypiać metodą 3-5-7, czy 5-10-15. Już sama nie pamiętam, jak dokładnie ta metoda się nazywała.
Ten poradnik, który dostałam w prezencie, wylądował w piecu u sąsiada. Oj, dobrze się paliło. Chociaż tyle dobrego.
Umówmy się, że Ci którzy stosowali się do tej metody, mieli prawo nie wiedzieć, że jest to bzdura. Szkoda tylko, że wydawnictwa sprzedały tych książek miliony! Dlaczego? Bo sprzedać można wszystko.
Kiedy słyszę kolejny raz bzdurę, którą słyszałam przy poprzednich dzieciach:
„Madzia, daj mu/jej trochę pobeczeć, to poćwiczy te małe płucka! Nie zaszkodzi jej!”
To mam ochotę wziąć osobnika za fraki i nim zdrowo potrząsnąć. Płacz, to nie jest fanaberia niemowlęcia! To jego sposób komunikacji ze światem! To w pewnym sensie język, dzięki któremu małe dziecko sygnalizuje, że coś mu dolega. To nie musi być nic poważnego! To może być głód, chłód, brak bliskości, senność, potrzeba przytulenia, mokra pielucha, wzdęcia. Tych czynników może być cała masa!
Czasami słyszałam również:
„On Cię wykorzystuje i Tobą manipuluje. Zostaw go w łóżeczku, to w końcu sam się uspokoi!”
Hellou! Mówisz, człowieku, że w sytuacji gdy niemowlę płaczę i ma np. deficyt czegoś, to ono mną manipuluje? Damn, większej bzdury nie słyszałam! Niemowlę nie manipuluje. Ono sygnalizuje właśnie, abyśmy byli bardziej uważni na jego chwilowe problemy, niestety często trudne dla nas do natychmiastowego odgadnięcia.
„Daj mu się wypłakać, to w końcu zrozumie, że ma nie brać Cię na litość!”
Że WTF?! Wypłakać? Naprawdę? Kiedy pies jest głodny, to też trzeba go zostawić bez jedzenia, żeby się wyszczekał i zrozumiał, kto tu ma władzę i kto tutaj kontroluje sytuację? W życiu!
Takie „wypłakiwanie się”, które jest jedną z metod usypiania dzieci, popularną wśród wielu rodziców, to nic innego jak narażanie małego człowieka na stres i pokazywanie, że w sytuacji, gdy dziecko nas potrzebuje, to my je mamy kolokwialnie to ujmując „w dupie”.
Co więcej, warto pamiętać również i przekazać tę informację dalej, takie „wypłakiwanie się” niesie za sobą nieodwracalne skutki.
To nie jest tak, że ta metoda sprawi, że nasze dziecko w mig nauczy się spać i pokażemy mu gdzie jest jego miejsce (czyli kto tutaj rządzi) i zyskamy święty spokój. Możemy wiele stracić. Warto spojrzeć prawdzie w oczy.
Badania ewidentnie pokazują, że mózg dziecka, które poddane jest na długotrwałe działanie stresu przypomina swoją strukturą mózg człowieka, który jest w silnej w depresji. Dokonane zmiany mogą być nieodwracalne. Te same badania pokazują również, że traumatyczne przeżycia spowodowane przez stres, a do takich można zaliczyć „wypłakiwanie się”, mogą w okresie wczesnego dzieciństwa powodować obumieranie komórek w hipokampie, tej części mózgu która odpowiedzialna jest na uczenie się i przyswajanie informacji.
Podczas stresu, organizm dziecka wytwarza kortyzol – hormon, który nie jest potrzebny tak małemu człowiekowi w takich ilościach. Czytałam również badania, które wskazują, że kortyzol może powodować nowotwory i organizm dorosłych poddawany długotrwałemu stresowi bardzo często osłabiał funkcje obrony organizmu, i np. nie zwalczał komórek nowotworowych.
Co jeszcze może powodować narażanie dziecka na stres spowodowany „wypłakiwaniem się”?
- może zmniejszyć odporność organizmu
- zaburzyć rytm serca
- doprowadzić do niepotrzebnego wzrostu ciśnienia krwi w mózgu, który to wzrost jest bardzo niebezpieczny
- zahamować rozwój tkanki nerwowej mózgu
- zablokować możliwości tworzenia się nowych połączeń między komórkami nerwowymi, tj. neuronami, które to połączenia świadczą o niezaburzonym i regularnym rozwoju mózgu naszego dziecka
- skrócić fazy snu głębokiego. jest to bardzo istotne ważny dla kształtującego się małego organizmu
Żeby nie było! I mi zdarzyło się, że przygotowując obiad dla jednego dziecka, drugie w tym czasie musiało chwilę poczekać. Płakało w tym czasie chwilę, która zdawała mi się być wiecznością. Czasami jednak to nieuniknione, żeby wszystkie dzieci były jednakowo i szczęśliwie przez rodzica „obsłużone” w tym samym czasie.
Ale nigdy nie pozwalałam sobie na metody „zimnego chowu”, które sugerowali niektórzy, tj. wypłakiwanie się, które ma nauczyć dziecko czegoś-tam.
Podświadomie czułam, że nie tędy droga i nie miałam sumienia skazywać dziecka na płacz udając, że on to dziecko z czegokolwiek wyleczy.
Jak to zgrabnie ujął kiedyś w swoim wystąpieniu Dr. Teti zajmujący się rozwojem dziecka i oddziaływaniem stresu na jego mózg:
„Rodzic z rozwiniętą inteligencją emocjonalną nigdy nie pozwoli swojemu dziecku na wypłakiwanie się, bo będzie wiedział, że tego konsekwencje mogą być poważne. „
Źródło, z którego korzystałam: 1)
I tak może na koniec, bo może warto o tym wspomnieć. Nikt z nas nie jest idealnym rodzicem. A każdy z nas chciałby mieć idealne dziecko, które samo zasypia, nie płacze i najlepiej aby było bezobsługowe. Rzadko jednak trafia się taki „cudowny maluch”. I to normalne, że mamy czasami dosyć, mamy chwile zwątpienia i chwytamy się brzytwy.
Nie pozwólmy tylko na to, aby działać metodami, które może co prawda działają, ale mogą powodować nieodwracalne skutki dla naszych maluchów.
Uściski!
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Możecie też go podać dalej. Dziękuję!







