3 błędy, które popełniają rodzice, kiedy zaczyna robić się ciepło.

napisała 24/04/2019 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Ubiegłe lato, które spędziliśmy z dziećmi częściowo w Bieszczadach, dało mi wiele do myślenia w kwestiach zdrowotnych moich szkrabów. Uzmysłowiło mi też to, że choćbym przeczytała wszystkie artykuły świata i nasłuchała się „dobrych rad” od każdej doświadczonej matki, to wiadomości, które mnie bombardują, muszę zawsze przepuszczać jeszcze przez mój osobisty filtr. ;-)

Taki osobisty filtr przydaje się szczególnie wtedy, kiedy przebywamy w środowisku, w którym aż roi się od osób, które WIEDZĄ OD NAS LEPIEJ. ;-) I to są „specjaliści” z każdej możliwej dziedziny: żywienia, ubierania, zdrowia. Czasami zastanawiam się, gdzie oni nabyli tę tajemną wiedzę? ;-)

W zeszłym roku planując wakacje i zastanawiając się, czego jeszcze nie kupiłam dzieciom na nasz wakacyjny wyjazd, dostałam reprymendę od kogoś, kto „wiedział lepiej”. Czasami człowiek żałuje od razu, gdy tylko wypowie swoje troski na głos. No i dowiedziałam się wtedy! :D

A Wy chuchacie i dmuchacie. Dzieci kiedyś bez fotelików jeździły i piły wodę z rzeki i przeżyły. Teraz każda matka wariuje, bo lato się zbliża albo na wakacje się wybiera. Wielkie mi halo. Moje wnuki chodzą bez czapeczek, nawet gdy upały, i tylko oliwką smaruję, jak są na działce. A jak się spieką, to zsiadłe mleko i od razu przechodzi. Na oczy okulary Myszki Miki a nie żadne Guczi czy Wersacze i za wyjątkiem tego jednego razu, gdy wnusia wpadła nam do studni, to ani razu w szpitalu żadne nie było.

Rozumiecie? ;-) Ten monolog trwał jeszcze dłuuugo, bo dowiedziałam się również, że karmienie piersią szkodzi zdrowiu piersi, a kiedy zapisuje się dziecko na zajęcia z pływania na basenie, to kręgosłup się wykrzywi – bo pływania to trzeba się uczyć tylko w naturalnych zbiornikach.

Dlatego też pomyślałam, że może czas najwyższy rozprawić się z błędami i mitami, którym należy położyć kres, a które nadal popełniane są co roku. O tym, że w foteliku z zapiętymi pasami przewozi się dziecko, pisać chyba nie trzeba? ;-) Miałabym marzenie, aby ta lista dotarła do każdego nieświadomego rodzica albo „babcio-cioci”, która jest oporna na wiedzę podstawową. Liczę, że mi w tym pomożecie! ;-)

1. Kupowanie okularów przeciwsłonecznych za kolokwialną „dyszkę”!

Kiedy w zeszłym tygodniu byłam na podkrakowskim straganie, tzw. sobotnim placu, na którym oprócz warzyw i owoców są również stoiska z ubraniami i okularami, miałam ochotę przeprowadzić poważną rozmowę ze sprzedawcą, który wciskał ludziom kit. Nie tylko jego okulary nie miały znaczka CE, który świadczy o tym, że produkt został dopuszczony do obrotu na terenie Unii Europejskiej, ale też nie miały oznaczenia, że mają jakikolwiek filtr przeciwsłoneczny, któremu można ufać. A w momencie, gdy okulary nie mają filtra przeciwsłonecznego albo udają, że go mają (a takich fałszywek pełno), to mogą nam USZKODZIĆ WZROK.

Kątem oka widziałam, jak dwie mamy kupowały swoim córkom okulary z Elsą, a pan sprzedawca, robiący krzyczącą promocję „kup dwie pary, a trzecią dostaniesz gratis”, stwierdził przy zebranej publice, że im szkła są ciemniejsze, tym są lepsze. Bzdura!

Okulary przeciwsłoneczne bez filtra są naprawdę niebezpieczne. Blokują tylko światło widzialne, zmniejszając przy tym nasze naturalne mechanizmy obronne, co skutkuje tym, że do oczu wpada większa ilość promieniowania UV. Słowem – najgorzej! :/

Dobre okulary przeciwsłoneczne nie muszą kosztować paru stówek. Najlepsze i najbezpieczniejsze okulary, jakie kiedykolwiek mieliśmy, to np. te z Real Shades. Mają certyfikaty i nie kosztują majątku. Każdy producent czy dystrybutor te certyfikaty powinien mieć na swojej stronie internetowej. To dopiero jest gwarancja bezpieczeństwa.

Mam pewność, że te nasze są bezpieczne i nie psują wzroku moim dzieciom. A to dla mnie najważniejsze. Chłopcy mają okulary, których oprawki zmieniają kolor pod wpływem światła słonecznego (świetny patent), co skutkuje tym, że jak zapomnimy ich wziąć z domu, to jest istny dramat i płacz! :D Gaia ma model na gumce z tyłu, który jest idealny dla małej główki i z niej nie spada.

Okulary Real Shades kupicie TUTAJ.  Do końca kwietnia dostaniecie 15% rabat, robiąc zakupy z kodem rabatowym: okulary19 

Mój sześcioletni Ivo ma model Switch 4+ [klik], który z zielonego zamienia się na niebieski, a mój czteroletni Teosiek też ma model Switch 4+ [klik], ale ten, który z czerwonego zamienia się na żółty. Majstersztyk! Moja roczna Gaia ma model Explorer na gumce 0+ (oczywiście, że z dodatkiem różu :D). Za rok kupię jej te, które z jasnego różu zamieniają się na ciemny. Jak na dawną przeciwniczkę różu przystało. ;-)

Można mieć dobre okulary, które nie kosztują majątku? Można. Tylko trzeba dobrze poszperać i nie posiłkować się okularami straganowymi, bo tam nikt nam nie da gwarancji na cokolwiek. A wzroku naszym dzieciom nikt nie zwróci. Co ważne – dzieci są bardziej narażone na promieniowanie UV, ponieważ ich źrenice są szersze i cieńsze. 

Kolejnym mitem, który naprawdę może zaszkodzić jest…

2. Smarowanie dzieci oliwką (o zgrozo!), która ma niby zabezpieczyć przed promieniami słonecznymi!

Jeszcze raz usłyszę, że oliwka jest najlepsza, bo jest „gęsta i tłusta i dzięki temu, że jest tłusta, to najlepiej chroni”, to wyjdę z siebie! Idąc tym tropem, można by sądzić, że trzeba smarować się smalcem gęsim albo borsuczym i będzie gitara…

Kolejna bzdura! Ja stawiam na sprawdzone marki, najchętniej apteczne, które nie mają w składzie tysiąca konserwantów, ale za to mają filtry chemiczne i fizyczne. Jestem z tej szkoły, która uczy, że oczywiście smarujemy dzieci kremami z filtrem, ale warto też przy tym pomyśleć o tym, że dawka witaminy D3 jest nam niezbędna do prawidłowego funkcjonowania i aby się ona syntetyzowała w naszych organizmach, to musi mieć taką możliwość. ;-) Jak jej to umożliwić? Wystarczy dwadzieścia minut dziennie z odsłoniętymi przedramionami i już jesteśmy na dobrej drodze. Planuję stworzyć dla Was wpis o tym, czym kieruję się podczas kupowania kremów z filtrem, który pewnie niebawem ujrzy światło dziennie. Stay tuned!

Co więcej (a to jest kolejny błąd) – w przypadku, gdy skóra dziecka przez przypadek spiecze się w wyniku długiej ekspozycji na promienie słoneczne, to część rodziców smaruje wtedy skórę gęstymi i tłustymi maściami z panthenolem czy wazeliną. Błąd!

Doprowadzamy wtedy do okluzji, czyli niejako „zaklejamy” skórę szczelnie i nie ma ona możliwości oddać ciepła! W momencie, gdy przesadzimy z opalaniem i skóra będzie spieczona, sięgajmy tylko po produkty lekkie: pianki, delikatne kremy. W żadnym wypadku nie po maści, bo one tę skórę oklejają, przez co jakby „gotuje się ona we własnym sosie”.

I na koniec mit numer trzy (od którego aż trzęsą mi się ręce, gdy o nim piszę). Tak kiedyś stwierdził ktoś z mojej bliskiej rodziny – otóż podobno:

3. Kiedy jedziemy w góry albo jesteśmy w mieście, to nie trzeba osłaniać się przed promieniami słonecznymi. Bzdura!

„Bo woda przyciąga promienie słoneczne, a w górach i w mieście tej wody jest mało i tych promieni też mało. ” Kto to w ogóle wymyślił?

:D Słuchajcie, i to jest tak, że ja tę radosną i nieprawdziwą kwestię usłyszałam już od kilku osób – że skoro jedziemy w góry albo spędzamy czas na świeżym powietrzu w mieście, to krem z filtrem jest zbędny. Okulary i czapka również. Bzdura! My jak jesteśmy w górach, nawet latem, to bardzo dbamy o to, aby nie tylko smarować się kremem z filtrem i osłaniać głowę, ale mamy też okulary przeciwsłoneczne! Ja ostatnio przeprosiłam się z soczewkami z filtrem, ale dzieci bez okularów nie wychodzą na zewnątrz w słoneczne dni. Jeśli jesteśmy na pełnym słońcu dłużej niż 30 minut, to też dbam o okrycia głowy. Dlaczego? Bo im bliżej jesteśmy Słońca, tym promieniowanie jest większe. Wzrost wysokości o każde 1000 metrów pociąga za sobą ok. 10% wzrost intensywności promieniowania UVB, a na wysokości 3000 m n.p.m. intensywność promieniowania zwiększa się aż o 45%.

Warto pamiętać o tym, że o wiele groźniejsze niż bezpośrednie promieniowanie słoneczne jest promieniowanie odbite, gdy światło odbija się od takich powierzchni, jak m.in.: woda, śnieg, jasne budynki, maski samochodów. W sytuacji wyeksponowania na takie promieniowanie warto pomyśleć o dodatkowej ochronie, szczególnie dla naszych oczu i ciała. I to nie tylko podczas wakacji nad morzem, lecz także w mieście…

A jakie wy mity dotyczące zdrowia dzieci byście dorzucili do „pieca”? ;-) Bardzo jestem ciekawa!

PS. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu.   Jeśli zgadzacie się z jego przesłaniem i nie chcecie zgubić informacji w nim zawartych, możecie puścić go dalej w świat – z góry dziękuję! :*

Podobne wpisy