5 rzeczy, które może zrobić kobieta, aby przed świętami nie zwariować i zaoszczędzić czas!

napisała 19/12/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Wiecie co?! Jak ja się cieszę, że nareszcie, po latach niepotrzebnego szarżowania przy garach, pucowania mieszkania na błysk, spinania się przy każdej jednej potrawie, w końcu z pełną odpowiedzialnością (i dumą trochę też!) mogę powiedzieć, że WY-LU-ZO-WA-ŁAM!

Przez ostatnie lata (może za wyjątkiem zeszłorocznych świąt, bo wtedy mimowolnie z racji 37 tygodnia ciąży zwolniłam ociupinkę, ale też bez szału) szalałam jak opętana! Rodzina mnie pewnie za to ochrzani, jeśli to przeczyta, ale gdyby nie kilka osób z mojej cudnej familii, które podczas świąt zasuwają jak ciągniki na ugorze, to ja sama nie dałabym się wpędzić w tzw. świąteczny kozi róg!

Jednak dałam się wtedy ;-)  Zwyczajnie poddałam się tej fali sprzątania, fali telefonów, co robisz Ty a co robię ja, fali tych dopytywań w stylu „A okna, sreberko moje, już pomyłaś?” :D No kurczę. Okna pomyłam, zasłony wyprałam. Poprasowałam wszystko, powiesiłam i w ogóle.

Ale w tym roku jest inaczej!

Ja się zwyczajnie zbuntowałam. Po pierwsze – i tak mam co robić przy trójce moich rozrabiaków. A Gaia ostatnimi czasy to jest w ogóle nieodkładalna i właściwie to, jak tylko znikam z jej pola widzenia, to jest płacz. Po drugie – litości! Ileż to można sprzątać, gotować, skoro święta trwają tylko trzy dni, a po pierwszym dniu i tak nie mamy siły nic wcisnąć! A okna w Krakowie to i tak brudne są dzień po myciu, także same widzicie ;-)

Żeby nie było, że jestem w sumie totalnie nieświąteczna, bo ja tak naprawdę to kocham święta! Dzisiaj przygotowałam Wam moją subiektywną listę rzeczy lub czynności, które wykonuję, aby na święta nie zwariować! To są takie moje oszczędzacze czasu! Moi wybawiacze mnie od szaleństwa! Takie moje deseczki ratunku ;-)

I koniecznie Wy coś dorzućcie do tej listy. Zróbmy burze mózgów na ostatnią chwilę, aby ocalić inne niewiasty przed zatraceniem ;-)

No to lecimy!

1. PODZIAŁ OBOWIĄZKÓW!

Nie ma to tamto, że pani domu gotuje 50 dań dla dwudziestu przybywających osób. Gdzieś tam w jednym z facebookowych komentarzy przeczytałam, gdy jedna z dziewczyn napisała:

„A ja w tym roku nic nie robię. Wpraszam się do teściów na święta i niech oni się męczą z tym całym gotowaniem. Ja się z tym gotowaniem nawet nie oferuję. Planuję teraz odpocząć od garów. Jak inni chcą, to niech gotują.”

Hmmm. Może ja jestem dziwna, ale wg mnie to jest bardzo słabe! Dlaczego nie zapytać gospodyni, czy przypadkiem nie trzeba przygotować dwóch czy trzech potraw? Upiec czegokolwiek? Albo chociaż kupić coś, co odciąży tą biedną teściówkę, którą pewnie rwa kulszowa po świętach dopadnie od tego stania w kuchni.

W mojej rodzinie każdy wnosi swój wkład na święta. Ja nawet o to nie musiałam prosić jako organizatorka tegorocznej Wigilii. Szwagierka sama zaproponowała, że przygotuje coś dla dzieci. Mój Tata też przywiezie ze sobą swoje popisowe dania. Pomagajmy sobie, abyśmy się na te święta nie zamęczyli! „Team work” ponad wszystko ;-)

2. KUPUJĘ ZA POMOCĄ KARTY zamiast gotówką!

Jak mam płacić gdzieś gotówką, to dostaję gęsiej skórki! Ostatnio kupując jednego precla mojemu Juniorowi, za którego musiałam zapłacić gotówką, stałam przy sprzedawcy 10 minut, bo on nie mógł wydać z 20 złotych :( Dziecko zziębnięte, ale nie odpuszczało, bo precel wszak bardzo ważny, ja w nerwach, biedny sprzedawca też zdenerwowany. Poza tym, ja nie znoszę nosić przy sobie gotówki. Mam moją Visę która jest partnerem dzisiejszego postu, zawsze i wszędzie i się z nią nie rozstaję. Zresztą Visą płacę też online, w sklepach stacjonarnych i na autostradach. I widzę, że cała Polska już pomału idzie w tym kierunku!

Jeszcze rok temu nie kupiłam za pomocą karty bombek na choinkę na krakowskich bożonarodzeniowych straganach, a w tym roku już TAK! Po moim pytaniu, czy zapłacę kartą Pan wydawał się być w ogóle nie zmieszany i transakcja trwała niecałe 10 sekund. A z gotówką to są zawsze problemy. „Nie mam wydać. Nie ma Pani drobnych przypadkiem?”, „Możemy zaokrąglić do …?”, „A może by 2 złote się znalazło?”, ‚Niech Pani idzie rozmienić, bo ja nie mam jak wydać.”

I tak dalej. Nie znoszę tego! :D Takam maruda ;-)

A jakie te bombki z krakowskich straganów bożonarodzeniowych pięknie! O mamo! <3

A propos bombek – co roku mamy taka tradycję, że dokupujemy bombki na naszą choinkę. Jak co roku zresztą ta kolekcja się chyba jednak raczej uszczupla, ponieważ albo dzieciom bombeczki spadają albo mi spadają, albo giną niczym skarpetki w pralce ;-) To tylko u nas tak, czy u Was też? :D

P.S. Powiedzcie mi, jak nazywacie bombki choinkowe? Ja nazywam je „bombkami”. Mój M. „bańkami” :D Są jeszcze jakieś inne nazwy?

3. DWUDANIOWE OBIADY przed samymi świętami to nie dla mnie!

W moim domu dwa dania były tylko w soboty i w niedzielę, a odkąd moja mama zaczęła pracować, to często przygotowania części obiadu przypadało mi i mojemu bratu. Nie narzekaliśmy. Wiedzieliśmy, że rodzice nie wyrabiają na zakrętach, aby nas utrzymać.

Ja jestem z tej szkoły, że zamiast gotować po nocach nic się nie stanie, jak od czasu do czasu zamówię jedzenie z dostawą do domu. I mam już sprawdzone punkty gastronomiczne, które nie pobierają za to kolosalnych kwot, tylko za w miarę rozsądne pieniądze, wcale nie większe niż bym sama gotowała, zjemy całą nasza czwórką i Gaia też się załapie :-)

Wczoraj przeczytałam pod ostatnim postem u mnie:

„Ja już nie daję rady. Nie dość, że 12 potraw sama robię, to mi dziesięcioosobowa rodzina przyjeżdża 3 dni wcześniej a oni z tych, co to muszę mieć zupę i drugie. Jak mam im zakomunikować, żeby sami coś zrobili?”

Ja to bym nawet nie komunikowała, żeby zrobili. Tylko wydrukowałabym mapę, narysowała kropkę w miejscu, gdzie jest najbliższy bar mleczny, i wysłałabym ich na zakupy ;-)

4. OKNA, NIESZCZĘSNE OKNA!

W tym roku to ja tylko udaję, że myłam okna :D Na zdjęciu to takie picu-picu ;-) Ustawka :D Prawda jest taka, że okna w tym roku myje mój Mąż przy pomocy urządzenia, które nas ratuje :D I założę się, że wiele z Was też takie urządzenia ratują. Ale najważniejszym ogniwem to tutaj jest właśnie ten MĄŻ! Mąż – czyli urządzenie wielofunkcyjne, a przed świętami dla zachowania czystości umysły nieodzowne! ;-)

Ja mojemu M. zawsze powtarzam – jak umyjesz żonie okna, to przynajmniej przez pół dnia nie będziesz wysłuchiwał mojego marudzenia! :D I daje się zawsze przekonać ;-)

 

I jeszcze jedno odkrycie! Kupiliśmy jakiś czas temu używamy magiel – jakie to jest wybawienie przy pościeli i ręcznikach! Szczególnie, kiedy po odwiedzinach gości tych kompletów do prasowania jest sporo. Ja nie przepadam za pościelą z kory ani satyny, dlatego męczymy się z bawełnianą ;) Pamiętam jak kiedyś moja babcia miała w domu magiel i była zawsze wniebowzięta. I my jesteśmy wniebowzięci! <3

 

5. A MOŻE BY TAK ZLECIĆ ZROBIENIE NIEKTÓRYCH DAŃ?

Ja wiem, że dla niektórych to nie do pomyślenia, żeby kupić np. uszka, ale ja mam sprawdzone miejsce, w którym kupuję w Krakowie najpyszniejsze uszka, z cudnym farszem, rozpuszczające się w ustach! Nie mam czasu na stanie i lepienie ich, to jakoś nie jest moja bajka, tymczasem zaoszczędzę trochę czasu, dam innym zarobić i nie będę ziała ogniem, że mnie bolą plecy!

A co! ;-)

Wesołych Świąt! Kochani! Dajcie znać koniecznie, co Was też ratuje przed niezwariowaniem w te święta!  ;-)

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu   Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Podobne wpisy