„Oby nikt z nas nigdy nie stracił podczas świąt tego, co ja straciłam…”

napisała 18/12/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Bardzo chciałabym podzielić się z Wami historią, którą wysłała do mnie Wiola. Historia Wioli to odpowiedź na mój apel w ramach świątecznej kampanii #whatreallymatters zainicjowanej przez markę Lidl. Wiolu, dziękuję Ci za to, że pozwoliłaś mi poznać Twoją historię. Będzie mi ona zawsze przypominać mi o tym, co jest naprawdę ważne…

Historia Wioli została za jej zgodą tylko fragmentarycznie skrócona i poddana kilku stylistycznym modyfikacjom.

„[…] 2017 rok był dla nas bardzo zabieganym rokiem, ale nic nie zapowiadało, że zakończy się w taki sposób. Nie życzyłabym tego nikomu. […]

Mamy z Pawłem trzy córeczki. Oczka w naszej głowie. Wyczekane, wychuchane trojaczki, teraz już duże pannice, które za rok idą do szkoły. Paweł stracił dla nich głowę, a ja tylko czuwam, żebym ja tej głowy nie straciła, aby wiedziały co w życiu ważne i znały zasady. […]

W styczniu 2017 dostałam nową pracę. Nie sądziłam, że już po miesiącu mnie awansują. Paweł też dostał niezapowiedziany angaż, co właściwie poskutkowało tym, że w domu byliśmy tylko wieczorami. Całe szczęście, że moi rodzice przejęli częściowo opiekę nad dziewczynkami i dojeżdżali spod Gdańska, żeby odebrać je ze szkoły, podać obiad, odrobić lekcje i wracali później do siebie. […]

Dzięki temu, że dostałam awans a Paweł dodatkowe zlecenia mogliśmy zmniejszyć nasze długi i częściowo szybciej spłacić nasze kredyty. […]

Do dzisiaj pamiętam, jak moja mamusia zapytała mnie kiedyś wieczorem, czy miałabym dla niej trochę czasu. Zbyłam ją wtedy i odpowiedziałam, że przecież cały czas jesteśmy razem. Ona wtedy miała na myśli coś innego a ja zupełnie tego nie zrozumiałam wtedy. Jeszcze na 3 dni przed samą tragedią zapytała mnie, czy pomogłabym jej rozwikłać funkcje maszyny do szycia, którą dostała od taty na 60-te urodziny. Powiedziałam jej, że na weekend to zrobię, jak będzie więcej czasu, bo teraz jeszcze muszę sprzątać łazienkę. Ale weekendu już nie doczekała. […]

To było środowe przedpołudnie kiedy to wszystko się stało. Najgorszy dzień mojego życia. Jechali do nas z tatusiem swoim autem i już nie dojechali do nas. TIR wjechał w nich na zakręcie. Kierowca podobno przysnął i nie zauważył ich auta. […]

Najchętniej nic bym już więcej nie napisała, bo dalej serce mi pęka a myśli biegają w głowie jak szalone. Pomyślałam sobie jednak, że jak opowiem i wyrzucę to z siebie, to ten ciężar troszku zejdzie ze mnie a ból zmaleje.

Teraz już wiem, że przy ogromnie naszej rodzinnej tragedii, której ciężar cały czas odczuwamy, nic nie stało się bez powodu. Nauczyło to nas, że nasi najbliżsi i czas, który im możemy poświęcić, to coś najcenniejszego. Mówię to z perspektywy ostatnich wydarzeń – nie ma, Madziu, dosłownie nic ważniejszego niż te wspólne chwile, które możemy podarować naszym najbliższym. Zostawmy to całe świąteczne pucowanie mieszkań, gonitwę zakupową, zabijanie się o byle co i kłótnie. […]

Nic już nie wróci moich rodziców i to boli najbardziej. Już nie pomogę mamie przy maszynie do szycia, nie podpowiem jej, jakie hasło ma wpisać do krzyżówki, nie podam jej herbaty z jej ulubionym miodem, nie usiądziemy razem przy wigilijnym stole a to drugi już rok i aż serce człowiekowi pęka, że stracił tych, którzy zawsze przy mnie byli bez względu na wszystko. […]

Podczas zeszłorocznej Wigilii miałam podzielić się z nimi nasza cudowną nowiną, że spodziewamy się z Pawłem maleństwa, ale nie zdążyłam im już tego powiedzieć. Nasza Ania, nazwana ku pamięci mojej mamy, nigdy nie pozna swoich dziadków. […]

Nie chciałabym jednak, aby moja notka wybrzmiała pesymistycznie. Jest coś, co możemy zrobić, aby nie żałować i ja to wiem po prostu być z tymi, których kochamy wtedy, kiedy oni z nami potrzebują być.

Ile ja bym dała, aby podczas wigilijnego stołu usiąść znowu razem. Oby nikt nigdy nie stracił tego, co ja straciłam…. „

Dla mnie wiadomość od Wioli jest lekcją. Sama często łapię się na tym, że zbywam moich najbliższych, nie poświęcam im czasu. Codzienna gonitwa przysłania mi to, co naprawdę ważne. Do dzisiaj pamiętam słowa, które powiedziała mi niespełna dwa tygodnie temu moja mama przez telefon. Nie wiem, czy pamiętam je słowo w słowo, ale zapamiętałam na pewno:

– Magda! Gdzie Ty się spieszysz! Poczekaj. Usiądź na chwilę. Zatrzymaj myśli. Nikt Cię nie goni. Świat poczeka. Wasza rodzina jest teraz najważniejsza!

To była najszczersza prawda. Odłożyłam ścierki, prasowanie i przedświąteczne porządki, i wzięłam głęboki oddech. Przytuliłam mojego Męża i poprosiłam go, żebyśmy dzisiaj odpoczęli od planowania, sprzątania, nadganiania. Jaki to mi przyniosło wewnętrzny spokój! Ta świadomość, że ja niczego … NIE MUSZĘ! Wzięłam na kolana Gaię, poczytałam chłopcom bajki, powygłupialiśmy się. Ach! To był cudowny, rodzinny, niespieszny wieczór…

Rzućmy te nasze skumulowane świąteczne obowiązki, nie dokładajmy sobie kolejnych sprawunków kosztem rodziny. Spędźmy wszystkie okazje a szczególnie ten czas przedświąteczny jak najpełniej rozmawiając, słuchając, będąc razem. Kurz na framugach drzwi poczeka. Nasi najbliżsi mogą niestety nie zaczekać…

Dzisiejszy post powstał w ramach kampanii #whatreallymatters #lovemas18, której jestem częścią na zaproszenie marki Lidl. Pragniemy w niej podkreślić, że święta mogą być pięknym dla wszystkich czasem, pozbawionym pośpiechu, przepełnionym miłością i tym, co naprawdę ważne dla naszych dzieci i dla nas. Obejrzyjcie koniecznie film [klik], który sprawił, że magia świąt nabrała dla mnie nowego, pełniejszego wymiaru i zrozumiałam, że to od nas dorosłych zależy, jak święta będą wspominać nasze dzieci. 

Dziękuję za Wasze setki maili, które przysłaliście w ostatnich dniach. Wasze historie nauczyły mnie, że tak naprawdę większość z nas potrzebuje zwolnić, poświęcić czas najbliższym, zmienić kierunek Waszych działań, tylko coś nas próbuje powstrzymać.

Gorąco pragnę, aby dzisiejsza historia Woli była dla na symbolem tego, że nic nie jest nam dane na zawsze. Niech każda chwila będzie dla nas ważna, najważniejsza! Szczególnie ta, którą możemy poświęcić naszym najbliższym…

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu   Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Podobne wpisy