6 błędów dotyczących zdrowia i diety dziecka, których nie warto popełniać!

napisała 12/03/2020 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że żyjemy w czasach, w których w wielu bardzo fundamentalnych kwestiach naukowcy nareszcie są zgodni! Co więcej – wiele istotnych informacji jest już ogólnodostępnych, i nie trzeba chodzić do biblioteki, aby coś potwierdzić, jak to bywało jeszcze 20 lat temu. ;-)

Dla przykładu: teraz rozmawiając z niereformowalną ciocią, która wpycha w nasze dziecko tony słodyczy, nie musimy powoływać się na tezę typu:

„Ciociu, cukier nie jest zdrowy! Bez mojej zgody nie karm mojego dziecka słodyczami!”.

Teraz śmiało możemy powiedzieć zdanie, które będzie miało naukowe potwierdzenie i powinno udaremnić próby polemizowania z nami:

„Ciociu, cukier znacząco zmniejsza ilość białych krwinek w organizmie dziecka. To m.in. one odpowiedzialne są za walkę z patogenami. Czy chcesz być poprzez swoje zachowanie odpowiedzialna za to, że moje dziecko będzie chorowało?”

Dlatego też przygotowałam dla Was dzisiaj listę 6 błędów dotyczących zdrowia i diety dziecka, których nie warto popełniać. Mam wielką nadzieję, że ten post przeczytają nie tylko rodzice, ale przeczyta go również otoczenie, które często robi na opak nie zdając sobie sprawy z długofalowych skutków swojego postępowania. ;-) Z tych błędów uczyniłam tak naprawdę listę 6 przykazań, których warto się trzymać. No to do dzieła! ;-)

1. Woda powinna być głównym źródłem uzupełniania płynów u każdego dziecka! A nie soczek, herbatka itd.

Wiem, że wielu z Was bardzo dba o ten aspekt, by to wodą Wasze dzieci gasiły pragnienie. I tutaj duża dla Was piąteczka! Woda jest naprawdę najlepszym sposobem nawodnienia organizmu. Niestety, nadal kiedy jestem z moimi dziećmi na placach zabaw czy w parkach rozrywki, to nie widzę tej zdrowej tendencji podawania wody. :( Słodzone napoje gazowane czy nektary to to, co najczęściej przewija się w dziecięcych dłoniach.

Czyli nadal w wielu rodzinach to nie wodą dzieci gaszą pragnienie,

a tzw. „ulepkami” z ogromną ilością cukru w składzie :(

Co robi taki cukier w organizmie dziecka? Nie tylko niepotrzebnie zwiększa ilość przyjmowanych każdego dnia kalorii (co może wpływać na np. problemy dziecka z wagą), ale również wysyła do mózgu dziecka sygnał, że oto właśnie są dostarczane do organizmu kalorie, czyli może jednak warto odpuścić posiłek, bo pierwszy głód został w organizmie zaspokojony cukrem. Tutaj warto przyjrzeć się tematowi, jeśli jesteście rodzicami tzw. „niejadków”.

Fakty są niestety smutne – dzieci w Polsce piją zdecydowanie za mało wody. Mam nadzieję, że Wy, moi drodzy Czytelnicy, podnosicie tę statystykę! ;-) Bo kiedy wkracza na salony statystyka, to okazuje się, że woda stanowi tylko 1/3 wypijanych przez dzieci płynów, podczas gdy powinna stanowić przynajmniej połowę – zgodnie ze stanowiskiem Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności.

 

2. Wyeksponuj w domu te produkty, po które dziecko powinno często sięgać (czyli zdrowe wybory), a schowaj te, które powinny być podawane tylko sporadycznie (np. soki, słodycze, słodkie wypieki). A nie odwrotnie!

Jakiś czas temu spotkałam się z sytuacją, w której pewna mama zaczęła narzekać na to, że jej dziecko jadłoby tylko słodycze, a po warzywa i owoce w ogóle nie sięga. Narzekała i dumała nad tym, co ona ma w takiej sytuacji zrobić, że to ją przerasta, że już nie wie, jak mogłaby wpłynąć na zachowanie córki. Pozdrawiam tutaj teraz Agnieszkę, która jest już na szczęście na dobrej drodze, aby wiele w tym temacie zmienić i pozwoliła mi skorzystać z jej przykładu w tym temacie :-)

Byłam u Agi na kawie i zrobiłam szybki rekonesans po kuchni i salonie. I już wiedziałam, z czego taka sytuacja wynika! Dziecko miało ogólny dostęp do słodkości – na stole były porozkładane na tacy wafelki, ciasteczka i paluszki. Szuflada ze słodyczami była w zasięgu ręki dziecka – co z tego, że w szufladzie były blokady, skoro dziewczynka nauczyła się je sprawnie otwierać! :-) A kiedy mama podawała na stół obiad, to dziewczynka nie miała na niego ochoty (i miejsca w brzuchu, bo najadła się przecież wcześniej wafelkami …). A kiedy zapytałam Agnieszkę, gdzie trzymają owoce i warzywa, to odparła, że mają je w piwnicy, żeby dłużej trzymały świeżość.

Czy na tym etapie już wiecie, jakie zmiany moglibyście zasugerować Agnieszce?

Poleciłam Agnieszce, żeby w niedostępnym dla dziecka miejscu umieściła wszystkie słodycze i podawała je sporadycznie (albo np. w wydzielony dzień tygodnia, jak to ma miejsce u nas), a na stole, w dostępnym dla oczu i rąk dziecka koszu porozkładała owoce i warzywa, aby to one przykuwały wzrok dziecka. Oraz by zamiast soków, które znajdowały się w każdym zakątku mieszkania, na widoku porozkładała butelki z wodą.

Na początku był wielki bunt jej córeczki, szlochanie i odmowa przyjmowania posiłków. Jednak to był tylko etap przejściowy! Wystarczyła zasadnicza decyzja rodzica, żeby pochować, co niezdrowe, i wyeksponować, co godne uwagi.

Po kilku dniach dziecko zaczęło sięgać po to, co było na wierzchu!

Dlatego też u nas w domu czy gdy jesteśmy u dziadków zawsze mam porozstawiane butelki i bidony z wodą, aby dzieci cały czas miały wodę w zasięgu ręki. Nie wiem, jak to wygląda u Was, jednak u nas każde dziecko musi mieć swoją butelkę, bo … inaczej jest wojna. :D

Wiecie, że kiedy jesteśmy „w gościach”, to na pytanie gospodarza:

„Jakiego soczku się napijecie?”

moje dzieci zawsze odpowiadają chórem: „Wodę, poproszę!”. Co spotyka się często ze zdziwieniem gospodarza. :D Traktuję to jako taki mój mały-prywatny sukces. ;-)

P.S. Oczywiście, że moje dzieci piją też czasami soki, jednak jeśli je piją (o ile mają na to ochotę), to staram się, aby były albo tłoczone albo 100%, i koniecznie bez dodatku cukru.

Mam też na wierzchu zawsze owoce i warzywa, by dzieci chętnie po nie sięgały. Mój Teosiek dla przykładu na podwieczorek zawsze prosi o ogórka i o pomidorki koktajlowe. :D Gaia i Ivo mogliby pochłonąć kilogramy mandarynek i grejpfrutów. Tak, tak, grejpfrutów, nie pomyliłam się. ;-)

3. Pozwól dziecku jeść i pić w taki sposób i w takiej formie, w jakiej najbardziej to lubi robić! Nie upieraj się przy swoim zdaniu.

Nie hamuj go, nie ograniczaj! Pozwól mu eksplorować świat jedzenia, picia. Niech ono się cieszy smakiem, fakturą jedzenia. Niech chwyta je tak, jak lubi najbardziej, jak potrafi. Często spotykam się z twierdzeniem, że od pewnego wieku dzieci powinny posługiwać się tylko widelcem i nożem, bo tylko w taki sposób będą mogły zaadoptować się do dorosłego świata!

Jasne, niech potrafią posługiwać się widelcem i nożem, ale nie traktujmy tego, jako jedynego sposobu jedzenia!

Do dzisiaj pamiętam mamę dziecka, która w restauracji na siłę próbowała kilkulatkowi tłumaczyć, że ma natychmiast wziąć do ręki widelec, bo nie wypada w restauracji jeść udka kurczaka rękami! W rezultacie dziecko w ogóle nic nie zjadło i zanosiło się płaczem, bo mama tak postanowiła i koniec. Mój Teosiek w tym czasie patrzył na tamtą sytuację wielkimi oczami, bo też miał na talerzu udka kurczaka i … mógł „grzebać” w nim palcami, gdyż ja pozwalam na takie „ekstrawagancje” ;-) Tak na marginesie – ja też jadłam kurczaka tylko palcami! ;-) Jednak odkąd nie jem mięsa z powodów zdrowotnych, to mogę się tylko teraz oblizywać na jego widok. ;-)

Skoro dziecko dla przykładu lubi pić wodę tylko z bidonu albo z tzw. „dzióbka”, a ze szklanką mu nie po drodze, bo cały czas wylewa czy kiepsko mu się ją trzyma itd., to dlaczego nie ułatwić mu tego picia wody, by mogło po nią sięgać bez problemów i bez większego zastanowienia? Jeśli jakaś czynność wiąże się u dziecka z tzw. „upierdliwością”, to ja jestem niemalże w 100% pewna, że będzie chciało z tej czynności zrezygnować i zniechęci się do niej.

Moje młodsze dzieci najchętniej wodę piją albo z bidonów albo z butelki z tzw. „dzióbkiem”. I koniecznie te butelki muszą im się wygodnie mieścić w dłoni. Z dostępnych na rynku wód, mogę Wam polecić nie tylko ze względu na jej dobry skład, ale również na wygodę trzymania w dłoni, Zdrojek od Żywiec Zdrój. Butelka Zdrojka jest wygodna do trzymania nawet przez roczne dziecko i ma sportową zakrętkę, dzięki czemu ułatwia picie i zabezpiecza przed zalaniem się. Doceniam to jako matka dzieci, które uwielbiają zostawiać po sobie wodne ślady, gdziekolwiek coś piją :D Ale wybaczam im to. ;-) Nadrabiają uśmiechem i przytulasami. ;-)

Woda Żywiec Zdrój jest z nami już długo, właściwie odkąd zaczęłam przygotowywać mleko modyfikowane dla mojego Starszaka. Wybrałam ją właśnie ze względu na to, że jest pozytywnie zaopiniowana przez Instytut Matki i Dziecka. Ma bardzo delikatny smak, jest niskozmineralizowana i ma niską zawartość sodu.

4. Ogranicz dosładzanie herbat, ziółek, wody!

Ten przykład akurat pochodzi z mojej rodziny i chciałabym położyć kres temu błędnemu myśleniu, o którym za chwilę. ;-) Otóż niektórzy w mojej rodzinie twierdzą, że domowej roboty soki są zdrowe w nieograniczonych ilościach. Bo jeśli mają w składzie maliny, czarny bez, czarną porzeczkę czy inne zdrowe składniki, to ten cukier w składzie jest wybaczany i się nie liczy! ;-) Mam na myśli tzw. syropy, które dodaje się do herbaty czy ziółek, a nawet wody.

To prawda, że można raz na jakiś czas dodać łyżkę takiego soku do herbaty, jednak należy pamiętać, że taki syrop zawiera ogromną ilość cukru! Znam przykłady z Waszych e-maili, w których pisałyście, że babcia dziecka (nie piętnujmy tylko babć, proszę! One chcą dobrze, tylko należy im pewne kwestie wytłumaczyć :-)) potrafi dodać 4-5 łyżeczek do herbaty dziecka, bo wtedy ma pewność, że dziecko taką herbatkę wypije. Tylko pytanie – a co z tym cukrem, z tymi 4-5 łyżeczkami, które dziecko właśnie pochłonęło? ;-) To jest bardzo duża ilość cukru, który w takiej formie i w takich ilościach nie powinien być przyjmowany przez dziecko.

A później te same babcie się dziwią, że dziecko nie ma apetytu. :-) Niestety, musimy zrewidować nasze myślenie. Wiem, nie jest łatwo, bo i ja musiałam tę drogę przejść i zrezygnować ze smacznych produktów na rzecz zdrowych produktów :-)

5. Bez przesady z tym „porządkiem i ogładą” przy stole. Niech jedzenie wiąże się z przyjemnością, a nie zbiorem wojskowych zasad!

Jasne, są pewne podstawowe zasady, jakich należy się trzymać jak np. to, że nóg nie trzymamy na stole, nie mlaskamy, nie traktujemy jedzenia jak zabawki. Jednak ja jestem zdania, że pora posiłku to nie jest pora wojskowej musztry, gdzie każdy z nosem w talerzu ma po cichutku spożywać pokarmy. Mam koleżankę, która wspomina rodzinne posiłki z wybitną niechęcią. Jej rodzice w trakcie posiłków nie pozwalali dzieciom odezwać się słowem! Co więcej – nie było mowy o tym, aby widelec, łyżka albo nóż za mocno obiły o talerz. Zabójczy wzrok jej mamy i taty w takich momentach nauczył ją jeść bezszelestnie! Wspomina te czasy jako koszmar. Nie jako rodzinne spotkanie, przy smacznym posiłku. Określała te rodzinne obiady i kolacje jako „żałobę nad kotletem”, co mi się wydawało w czasach liceum zabawne. Dopiero teraz otworzyłam oczy, jak bardzo poszło to w dziwną stronę. :/

Niech jedzenie będzie dla dzieci smaczne! Niech będzie na talerzu kolorowo! Jestem zdecydowanie włoskim typem smakosza – dla mnie jedzenie wiąże się z pozytywnymi emocjami i chciałabym, aby moje dzieci na pory posiłków patrzyły tak samo. Tak np. wygląda u nas jedzenie mandarynek. Ponieważ pozwalam im je samodzielnie obierać, to skórka jest wszędzie. :-) Ale ile przy tym zabawy! Mogłabym im je obrać i porozkładać na talerzykach, ale po co! Myję dobrze skórkę (mandarynki są pryskane silną chemią, aby zachowały jak najdłużej świeżość w transporcie i na sklepowych półkach) i podaję na stół. A oni walczą z obieraniem, a co! ;-) Ciepła kawa się wtedy sama nie wypije. :P

Dlatego też, kiedy mojemu synowi odrobina zupy wyleje się z talerza, brukselka podczas krojenia powędruje pod stół czy bluzka okaże się być cała w truskawkach, to nie robię z tego tytułu tragedii.

To naturalne, że dzieci dopiero ten kulinarny świat poznają.

A uwierzcie mi, że lepiej im będzie smakować posiłek, gdy będzie on podany w miłej rodzinnej atmosferze, zamiast przy ciągłym utyskiwaniu, że coś znowu zrobili nie tak, jak powinni. ;-)

6. Nie zmuszajmy do jedzenia! Nie róbmy z jedzenia krucjaty. Dziecko w swoim czasie upomni się o jedzenie.

Kilkanaście lat temu, jeszcze w czasach licealnych, miałam koleżankę, której mama nie pozwalała wstać od stołu, dopóki nie zjadła ona wszystkiego, co miała nałożone na talerzu. Takie reguły przypominały mi tyranię i za każdym razem, gdy przychodziłam do niej przypadkowo trafiając na porę obiadową, to ona ze łzami w oczach musiała skończyć najpierw całą miskę zupy a następnie drugiego dania. Chcąc zachować jej anonimowość powiem tylko tyle, że moim zdaniem m.in. właśnie przez takie zachowanie rodzica, długie lata zmagała się ona naprzemiennie z bulimią i anoreksją.

Pamiętam, że obiecałam sobie wtedy, że zawsze będę bronić mojego młodszego o kilkanaście lat rodzeństwa, kiedy nie będą chcieli dokończyć posiłku. Grymaszenie przy stole to domena dzieci ( będąc rodzicami znamy to chyba wszyscy), ale wiem, że to z czasem mija. Przykładem jest mój młodszy brat, który był rasowym niejadkiem, a kiedy wkroczył w wiek dojrzewania, to rodzice nie nadążali z robieniem zakupów, bo dwa schabowe dla niego to było za mało i wstawał od stołu głodny. :D

Dlatego kiedy moje dzieci mówią mi, że już nie mogą więcej zjeść – odpuszczam. Czekam cierpliwie na kolejny posiłek. Oni doskonale wiedzą, że nie mogą liczyć na tzw. „międzyposiłkowe dopychacze” ;-) Jedyne, z czym ich pilnuję, to z wypijaną ilością wody. Dzieci, które nie wypijają wystarczającej ilości płynów mogą mieć problemy np. z suchą śluzówką (a od jej jakości i stanu zależy m.in. odpieranie ataków patogenów!) i z koncentracją, co ma ogromne znaczenie np. w trakcie nauki.

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post i jest on bliski Waszemu sercu, a także ma potencjał pomóc innym rodzicom, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  Możecie go też udostępnić. Dziękuję! 

 

Partnerem mojego postu jest Żywiec Zdrój. 

Podobne wpisy