6 zabawek dla dzieci, które wspierają rozwój motoryczny, językowy i emocjonalny.

napisała 12/11/2019 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Nie wiem, czy czujecie już pomału, że grudzień zbliża się wielkimi krokami, i że to właściwie w dużej mierze od nas – rodziców – będzie zależało, jaki prezent na Mikołaja dla dziecka czy na gwiazdkę (albo pod choinkę, jak niektórzy mawiają) dostaną 6 i 24 grudnia nasze brzdące.

Kilka dni temu zapytałam mojego czteroletniego Juniora o to, jaki prezent chciałby dostać od Mikołaja i pod choinkę. Nie zgadniecie, jaką odpowiedź dostałam! :D

Teosiek odparł z pełną powagą:

„Mamo, co Ty, nie wiesz?! Przecież mówiłem Ci, że chcę fajną zabawkę!” ;-)

Mamy w naszej rodzinie taką zasadę, że zazwyczaj na Mikołaja (u nas nazywamy to też „pod poduszkę”) dzieci dostają skromniejsze prezenty niż pod choinkę/na gwiazdkę. Chociaż w zeszłym roku tak jakoś wypadło, że było odwrotnie, bo jeden z prezentów przyszedł do nas z opóźnieniem, ale nie jest to regułą. ;-) Co więcej, zawsze przed grudniem robimy małe posiedzenie rodzinne, czyli siadamy z Teośkiem i Ivkiem w łóżku i robimy wielkie „dumanie”, czyli zastanawiamy się głośno, jaki prezent byłby idealny dla każdego na Święta. Ja próbuję podpowiadać im, że fajnie by było, gdyby zabawka ich czegoś uczyła przy okazji (matka-spryciula :P) i na tyle ich interesowała, by chcieli się nią bawić dłużej niż jeden dzień. Sami doskonale wiecie, że to żadna sztuka mieć pokój dziecięcy przeładowany zabawkami rzuconymi w kąt po pierwszym użyciu. My kiedyś przeszliśmy ten etap i… świetnie, że mamy go już za sobą!

Podczas planowania prezentów zawsze staram się pogodzić kilka kwestii. Po pierwsze – oczywiście, by taki prezent świąteczny podobał się przede wszystkim dziecku. Po drugie – by również czegoś je uczył, raz w mniejszym, raz w większym stopniu, ale jednak by wspierał jego rozwój. Każde dziecko ma inne potrzeby, dlatego każde z nich potrzebuje czegoś innego. W przypadku naszego Starszaka, który od drugiego roku życia chodzi na zajęcia logopedyczne i zrobił niebywałe postępy, duży nacisk kładę na funkcje językowe. Pomału ostatnio wprowadzamy również naukę języka angielskiego – to jeden z naszych priorytetów. Uważam, że im wcześniej rozpoczniemy naukę drugiego języka, tym lepiej dla dziecka. Sama jestem przykładem dziecka, którego rodzice bardzo mocno postawili na naukę drugiego języka – to pomogło mi nie tylko w szkole, ale przede wszystkim w życiu i … podróżowaniu bez granic! :-)

Z kolei z Teośkiem, który też uczęszcza na zajęcia logopedyczne, staramy się nie tylko wspierać rozwój językowy i podejmujemy próby z zabawkami dwujęzycznymi, które uwielbia, lecz także bardzo musimy dbać o to, aby na co dzień ten nasz bardzo ruchliwy chłopczyk miał dużo ruchu. Jest niezwykle „żywym” dzieckiem i w przypadku, gdy nie ma odpowiedniej dawki ruchu, to przez nasz dom przechodzi każdorazowo Tornado Teodoro. ;-)

Gaia z kolei jest dzieckiem bardzo muzykalnym. Uwielbia tańczyć, próbuje śpiewać. Widzę, że zabawki wspierające rozwój muzyczny najbardziej jej się podobają. Przy okazji nie ukrywajmy – jest jeszcze maluszkiem! Ona potrzebuje też zabawek, które będą wspierać jej rozwój emocjonalny i również np. wyciszą ją przed spaniem.

Mówię Wam – przy trójce dzieci w różnym wieku rozstrzał ich potrzeb jest naprawdę ogromny! ;-) A moja i mojego M. w tym rola, aby te ich potrzeby poznać i na nie odpowiedzieć. ;-)

Dlatego niejako wychodząc naprzeciw Wam i moim dobrym znajomym – również posiadającym dzieci (jak obiecałam, tak oto jestem!), stworzyłam dzisiaj listę 6 zabawek, które moje dzieci ostatnio uwielbiają. Każda z nich wspiera rozwój w innych obszarach i każda z nich jest u nas hitem – a pisząc to, mam na myśli nie tylko to, że bardzo podobają się one moim dzieciom. Również ja, jako rodzic, mam poczucie, że są to zabawki, które je uczą i spełnią nie tylko rolę zabawek, lecz także „nauczycieli”, szczególnie w kwestii dwujęzyczności. Co dla mnie ważne jako mamy – są to też rzeczy, które pozwalają dziecku bawić się również bez rodzicielskiej asysty. Nie ukrywajmy – życie współczesnego rodzica jest zabiegane i on też potrzebuje mieć chwilę dla siebie bez poczucia, że dziecko siedzi przez pół dnia przed telewizorem. ;-)

Wszystkie poniższe zabawki są marki Chicco, która towarzyszy nam od lat – mam do niej pełne zaufanie. Duża piąteczka dla tych, którzy projektują zabawki Chicco, że mieli z tyłu głowy nie tylko to, aby zabawka przykuwała oko dziecka i „generowała” radość podczas zabawy, lecz także to, by wspierała jego rozwój. Patrząc na półki w marketach w dziale dziecięcym, mam świadomość, że to dość rzadko spotykane podejście…

  1. Miś z projektorem, który pomaga przy zasypianiu.

Miś First Dreams z projektorem jest właśnie z nami w Bieszczadach! O mały włos zapomniałabym go zapakować do torby i zostałby w Krakowie. W ostatniej chwili coś mnie tknęło przy sprawdzaniu naszych bagaży i wpadłam na niego! Gaia by się za nim zatęskniła i… chyba nie wybaczyłaby mi tego ;-)

Nie sądziłam, że maluszek tak może się przywiązać do jakiejś zabawki, ale Miś First Dreams od Chicco (którego nazywamy Uszatkiem) nie odstępuje Gai na krok, a właściwie to ona jego nie odstępuje. ;-) U nas pełni on dwie role. Po pierwsze – pomaga w zasypianiu dzięki temu, że jest z pozytywką, która wygrywa wiele melodii. U nas najbardziej wycisza Gaię muzyka klasyczna i dźwięki natury. Po drugie – pełni rolę projektora, tj. na ścianie „robi efekt nieba” – jak to określa mój Starszak. :-) Gaia zawsze wybiera  niebieski kolor „nieba”, ale są również inne kolory do wyboru. Poza tym jest cudownie miłym w dotyku misiem z chyba najmilszego pluszu na świecie. :D

Nasz „Uszatek” zastąpił nam aplikację z szumami, która pomagała Gai w zasypianiu. Wiecie, że odkąd puszczam jej z misia podczas drzemki muzykę klasyczną, to mam wrażenie, że dziewczyna budzi się w lepszym nastroju i „nie gryzie” otoczenia? Niech to trwa i nigdy się nie kończy, bo jeszcze niedawno myślałam, że te jej humory po drzemce w południe są nie na moje nerwy i polegnę. ;-)

  1. Interaktywna gra w klasy.

Nie sądziłam, że to będzie u nas aż taki hit. Gdy wyjeżdżaliśmy w Bieszczady, wiedzieliśmy, że trafimy na kiepską pogodę (pada właściwie cały czas, niestety). Ta interaktywna gra w klasy okazała się hitem nie tylko u nas w Krakowie, ale tutaj w Bieszczadach bez niej byśmy zginęli. :D Mój M. się śmiał, że miał ochotę torbę z zabawkami wyciągnąć z bagażnika, bo sądził, że wzięłam je na marne, tymczasem ja doskonale wiedziałam, co robię. Kiedy na zewnątrz jest zimno i pada deszcz i nie zanosi się na spacer, to trzeba mieć wyjście awaryjne – ja ich mam zawsze pełen rękaw, aby nie zwariować! ;)

Ta interaktywna mata od Chicco składa się z 10 pól, z których każde wydaje inny dźwięk podczas stąpania na nim. Można bawić się na niej, korzystając z dwóch trybów. Pierwszy to klasyczna zabawa w klasy – rzucamy dołączoną monetą na matę i skaczemy, aby ją podnieść, przy okazji odgadując dźwięki i odgłosy zwierząt. Drugi to tzw. tryb Fitness, czyli rzucamy dołączoną kostką, na której jest 9 pól, i wykonujemy jedno z 8 zaproponowanych ćwiczeń lub mamy szansę na odpoczynek. Po kwadransie zabawy chłopcy są wniebowzięci, kiedy wylosują pole z „odpoczywaniem”. :D Ja tę zabawę proponuję im często na godzinę przed spaniem – szybkie zasypianie gwarantowane!

A jaka przy tym dawka ruchu i ćwiczenie motoryki dużej! Już nawet Gaia zaczęła uczyć się skakać na jednej nodze, co przed miesiącem było dla niej niewykonalne. :P

Ja moim chłopcom często narzucam skakanie na jednej nodze, a nie na dwóch. To dodatkowe utrudnienie, które uczy ich równowagi. Jeśli macie w domu ruchliwe „stworki”, to jest to idealna zabawa dla nich. :-)

  1. Dwujęzyczna zabawka Baby Prof.

Ja ją czasami nazywam literkowym kołem fortuny ;-) Ze Starszakiem jestem właśnie w trakcie nauki angielskiego alfabetu. Z kolei z Juniorem pomału uczymy się polskiego alfabetu. Kiedy Gaia ma drzemkę, a Ivo namawia mnie na naukę literek i czytania, to zawsze na początek siadamy do Baby Prof. To zabawka edukacyjna, która bardzo mocno wspiera dwujęzyczność i nadaje się dla dzieci od dwóch do 6–7 lat. U nas się okazała idealna zarówno dla Teośka, jak i Ivka, bo z każdym ćwiczę co innego. Baby Prof składa się z liter alfabetu 3D, które przyporządkowane są do zwierzątek. Dzięki temu dziecku jest o wiele łatwiej utrwalić alfabet. My często również wyjmujemy literki i tworzymy z nich sylaby, a nawet słowa. Z Ivkiem uczymy się czytania metodą sylabową, dlatego u nas to super okazja do dodatkowych ćwiczeń. :-)

  1. Dwujęzyczny Miś Podróżnik.

Z Misiem Podróżnikiem nie rozstaje się mój Junior. Miś jest dwujęzyczny i mówi w języku polskim i angielskim, opowiada historie, zna też rymowanki, piosenki. To taki jakby mały misiowy komputer, który ma arsenał dźwięków, zdań i piosenek dla dzieci. Zabawka ma 5 wymiennych kart-plansz z opowieściami i moi chłopcy sami wybierają to, czego chcieliby słuchać zarówno po polsku, jak i po angielsku. U nas HIT, bo … Miś rusza pyszczkiem! :D Gaia na początku myślała, że miś otwiera buzię, bo jest głodny i trzeba się z nim dzielić swoim posiłkiem, co zresztą czyniła. :D W końcu po moich długich tłumaczeniach zrozumiała, że on otwiera buzię, bo po prostu mówi albo śpiewa. :-)

Trochę kłócą się ostatnio z Gaią o Misia Podróżnika, ale … mateczka wymyśliła, że ustalimy dyżury. Kto pierwszy zje posiłek, ten pierwszy może się bawić miśkiem.

Wiecie, jak taka mała perswazja doskonale działa na szybsze jedzenie z talerza?! ;-)

  1. Dwujęzyczny miś okazujący uczucia.

Bardzo brakuje na sklepowych półkach właśnie tego rodzaju zabawek, które uczą dziecko rozpoznawania emocji. U nas Miś okazujący uczucia świetnie sprawdza się szczególnie wtedy, gdy Gaia ma gorszy dzień. A zdarza się jej to dość często, co zresztą wystawia mnie, jako jej mamę, na dużą próbę wytrzymałości i cierpliwości. ;-) Tłumaczę sobie cały czas, że kiedyś z tego wyrośnie…

Ta zabawka od Chicco została stworzona z Włoskim Stowarzyszeniem Pedagogów i zdecydowanie czuć tutaj rękę specjalistów, którzy pomyśleli o wielu aspektach. Nie tylko w dwóch językach miś uczy nas liczenia od 1 do 10, lecz także zawiera elementy sensoryczne, jak np. szeleszczące uszy. Ma również 36 dźwięków, melodii i piosenek w dwóch językach, a dodatkowo można regulować ich głośność, co uważam za genialne rozwiązanie. Bardzo nie lubię, gdy w zabawkach dla dzieci nie można kontrolować głośności dźwięku i tutaj zadbano o to, aby nie miało to miejsca. Świetną możliwością jest zabawa w rozpoznawanie emocji – dzięki dołączonym do opakowania 5 kartom w różnych kolorach ja podaję Gai karty, a ona rozpoznaje emocje, które wyraża miś. Podpowiedzią jest taki sam kolor karty i serduszka na brzuszku misia, który to kolor zmienia się wraz z emocją. Gaia bardzo to lubi, bo ja również wtedy odtwarzam emocje misia, a ona mnie naśladuje. :-)

  1. Samochód Billy wspomagający koordynację i refleks.

To chyba najlepsza zabawka ucząca dziecko koordynacji, z jaką miałam styczność. Co ciekawe – moi Starszak i Teo lepiej sobie radzą z nią niż ja! Mój M. się ze mnie podśmiechuje, ale chłopcy mają przednią zabawę podczas sterowania i zazwyczaj mój M. jest „sędzią” ich zabawy. Robią sobie różne przeszkody z klocków i nie tylko starają się pokonać te przeszkody, lecz także muszą wykazać się refleksem i koordynacją, aby niektórych elementów torów nie dotknąć! Kierownica dołączona do Billy’ego jest świetna, bo intuicyjna. Czyli jeśli skręcimy nią w lewo, to ona również skręci w lewo.

Byłam zachwycona, kiedy widziałam ich bawiących się sterowanym Billy’m.  Koordynacja – level master! Przy okazji zabawka świetnie uczy również odnajdywania się w przestrzeni, oceniania odległości, ryzyka i manewrowania na niewielkich przestrzeniach. Wiecie, że ja całkiem poważnie myślę, że na niektórych zajęciach z wychowania fizycznego dzieci powinny mieć możliwość sterowania pojazdami z torem przeszkód w salach gimnastycznych? Genialna zabawa, a ile przy tym nauki koordynacji, refleksu i wspólnej zabawy oraz zdrowego współzawodnictwa!

Mam nadzieję, że lista zabawek okaże się dla Was drogowskazem. Warto też pamiętać o tym, że jest wiele domowych sposobów na rozwój motoryki dużej, motoryki małej, dwujęzyczności czy koordynacji i niech wyobraźnia nas nie ogranicza! Przy okazji – wiecie, jak do przodu poszła u nas nauka czytania, odkąd zadbaliśmy o rozwój motoryki małej (czyli czynności w obrębie dłoni i palców)?

Rozwój jednych funkcji często popycha rozwój innych i one się cudownie w pewnym punkcie wspomagają! :-)

Bardzo jestem ciekawa, jakie umiejętności obecnie wspieracie u swoich dzieci. Wiem, że uzależnione są one często od wieku dziecka, ale również od jego potrzeb. Mając trójkę dzieci, mam też już świadomość tego, że każde dziecko jest inne i moja rolą jest je bacznie obserwować, by pomagać mu rozwijać się w dziedzinach, w których jest dobre i motywować w rozwoju w tych dziedzinach, w których jest jeszcze pole do poprawy.

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Możecie go też udostępnić, jeśli moje propozycje zabawkowe są dla Was ciekawe. Dziękuję! :*

Podobne wpisy