7 MITÓW dotyczących zdrowia dziecka, o których LATEM powinien wiedzieć KAŻDY RODZIC❗☀

napisała 15/06/2019 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Nasza ostatnia rodzinna wizyta w jednym z parków rozrywki okazała się wyjątkową inspiracją do tego, aby dzisiaj rozprawić się z mitami dotyczącymi wiosny i lata, które są przekazywane przez niektórych rodziców i dziadków nagminnie.

Dochodzę do wniosku, że w te mity naprawdę można uwierzyć, jeśli otoczenie tak przekonująco i wielokrotnie próbuje nam o ich istnieniu powiedzieć. ;-)

Jeden z tych mitów, który wywołuje u mnie wręcz ciarki i sprawia, że mam ochotę wybuchnąć śmiechem, obrazuje sytuacja, z którą spotkałam się przed dwoma tygodniami. Staliśmy w kolejce do jednej z atrakcji. Koło nas rodzina składająca się z rodziców, dzieci i dziadków. Dziewczynka, na oko 5-letnia, liże loda, a nagle najstarsza kobieta z rodu (swoją droga bardzo sympatyczna!) mówi z pełną powagą:

– Kupiłeś jej tego loda, to teraz będziesz miał. Angina albo grypa murowane!

Jej syn popatrzył na nią spod byka, choć się nie odezwał. Ale babcia dzieci, czyli jego mama, dalej idzie w te tony:

– Zobaczysz. Ja Cię ostrzegałam!

On już tego chyba nie wytrzymał wtedy i wypalił:

– Mamo, choruje się nie od lodów, a od wirusów albo bakterii. O ile liże tego loda, a nie gryzie i nie połyka go w całości, to będzie zdrowa. Mamo, nie panikuj, proszę Cię.

I miał facet rację!

 

MIT NR 1: Jedzenie lodów powoduje choroby, w tym anginę albo grypę!

Bzdura! Choroby powodują bakterie albo wirusy. To prawda, że atakują one wtedy, gdy np. śluzówka jest „osłabiona”. Pisząc osłabiona, mam na myśli fakt, że jest np. przesuszona, co może być spowodowane niską wilgotnością powietrza latem i zimą, ale o ile te lody dzieci w spokojnym tempie liżą i ich nie połykają w całości ;-), to nie będą w stanie zafundować sobie skurczów naczyń krwionośnych, które to osłabiają zdolności obronne naszego organizmu.

Także spokojnie, dziewczyny i chłopaki, dopóki nasze dzieci nie gryzą albo nie połykają lodów od razu, to możecie spać spokojnie. O ile oczywiście nie miały przy okazji jedzenia lodów albo w niedalekiej przeszłości czy przyszłości od tego zdarzenia kontaktu z osobą, która jest owym nosicielem wirusów czy bakterii.

 

MIT NR 2: Używanie kremów z filtrem powoduje niedobory witaminy D3.

Bzdura! :-) Och, jak ja nie cierpię tego typu jednoznacznych stwierdzeń, których w komentarzach pod wieloma postami dostałam już chyba setki. Kiedy powtarzam, że należy się smarować kremem z filtrem, to zawsze dostaję odpowiedź od kilku osób, że one nie smarują, bo doprowadziłyby tym do niedoborów witaminy D3.

Bzdura! Niedobory witaminy D3 pochodzą przede wszystkim z ubogiej diety! To m.in. dieta w naszej szerokości geograficznej jest odpowiedzialna za to, że w naszym organizmie mamy niedobory. Warto się temu przyjrzeć szczególnie zimą, robiąc sobie badanie na poziom witaminy D3. Kiedy ja zrobiłam takie badanie zeszłej zimy tuż przed moją przygodą z odchudzaniem w temacie insulinooporności, poziom witaminy D3 w moim organizmie był krytyczny! A ja się dziwiłam, skąd się biorą te moje przeziębienia i kiepskie samopoczucie. Dzięki odpowiedniej diecie i suplementacji wyprowadziłam się na prostą, ale zajęło mi to parę dobrych miesięcy.

Kremem z filtrem nie jesteśmy w stanie zablokować syntezy witaminy D3 w naszym organizmie. Nie panikujcie. Krem z filtrem chroni naszą skórę przed promieniami UVA i UVB i niekorzystnym ich oddziaływaniem na procesy komórkowe, zapobiegając przy tym nowotworom skóry, które są coraz bardziej powszechne. :(

Kiedy wychodzimy na spacer i moje brzdące mają odsłonięte ramiona, szyję nogi, i twarz rzecz jasna, to smarowanie kremem jest obowiązkowym punktem każdego spaceru. Przesada? Nie sądzę. Mój Ivo co prawda ma ciemną karnację, ale jego skóra ma tendencję do powstawania „pieprzyków”. Dlatego ja chucham i dmucham na niego, bo wiem, że trzeba być bardzo czujnym. Z kolei Teosiek ma tak jasną karnację, że dłuższa ekspozycja na promienie słoneczne i chłopak jest buraczkowy. 2 lata temu ktoś mi napisał:

„Szczęśliva, spróbuj oleju z pestek malin! Świetny na słońce i ma filtry w sobie”.

O mamo, ja (głupia!) spróbowałam. Po godzinie porannego spaceru podczas słonecznej pogody buzia Teośka mimo okrycia głowy przypominała truskawkę!

Co jeszcze ważne i bywa niezrozumiale dla mnie przekazywane z ust do ust, że „kremy z filtrem są TYLKO na plażę”. No właśnie, że nie tylko :-) Kremem smarujemy się tam, gdzie jesteśmy narażeni na ekspozycję słoneczną. Miasto jest dobrym tego przykładem – w mieście promienie słoneczne odbijają się od wielu więcej powierzchni niż np. na łące, dlatego w mieście również warto pomyśleć o foto-ochronie.

Pytaliście mnie ostatnio pod postem o okularach, jaki krem stosujemy w tym sezonie. W tym roku stosujemy krem ochronny Emolium Suncare z SPF 50+ i spray z tej samej serii. Można je stosować od pierwszego dnia życia. Nie klei się na skórze moich dzieci, ładnie się wchłania i nie podrażnia. Co może być ważne dla rodziców dzieci, które mają skórę suchą albo skłonną do podrażnień – jest on kremem mineralnym, czyli ma filtry mineralne (nie chemiczne) i to one tworzą barierę na skórze, która odbija promienie UVA i UVB i IR. Z tego, co wyczytałam, ma też w składzie złotą algę, która jest filtrem immunologicznym, co dodatkowo zabezpiecza skórę przed działaniem słońca. Tego rodzaju kremy idealnie sprawdzają się przy skórze atopowej, podrażnionej, wrażliwej i suchej. Ja ostatnio stosuję go na sobie i nakładam go pod podkład i polubiliśmy się. Co prawda jest to produkt, który zostawia na skórze białawą warstwę ochronną, ale nie przeszkadza mi to, bo od lat używam dość mocno kryjących podkładów i wtedy ten efekt przy użyciu podkładu jest u mnie niewidoczny.

Będzie też nam świetnie służył nad morzem czy jeziorem, bo jest wodoodporny.

Ciekawa jestem, czy domyślacie się, jaki będzie sławetny MIT numer 3! O nim poniżej :D

.
.
.
.

MIT NR 3: Posmaruj skórę kremem z filtrem przed wyjściem i z głowy! Skóra zabezpieczona na cały dzień.

No, niestety nie jest to prawdą, że jednokrotne posmarowanie w ciągu dnia, kiedy jesteśmy za zewnątrz (na działce, plaży czy na odkrytej przestrzeni) pół dnia, wystarczy. Nie wystarczy.

Krem należy aplikować ponownie przy dłuższej ekspozycji na słońce, a szczególnie po kontakcie z wodą, z ocierającymi się o skórę ubraniami czy ręcznikiem, którym tę skórę wycieramy. O czym warto jeszcze pamiętać? Że ponad wszystko staramy się nie przebywać na „otwartym Słońcu”. Szukanie cienia w słoneczny dzień szczególnie wtedy, gdy jesteśmy z dzieckiem, to wskazany ruch i nie warto się krępować to robić :-) Kiedyś spotkałam się z uwagą w stylu:

– A co Wy się tak chowacie w cieniu? Na słoneczko go daj!

I wtedy mam ochotę powiedzieć: spokojnie! W cieniu promienie słoneczne też nas niechybnie dopadną ;-) Co zresztą jest prawdą :-)

Jak warto postępować? Ja nakładam krem równomiernie na skórę twarzy co najmniej 15 minut przed ekspozycją na słońce. Wyciskam z tubki wielkość groszku i taką ilością smaruję twarz. Kilkukrotnie większą ilością smaruję ręce, nogi etc. Następnie powtarzam aplikację kremu np. w przypadku długotrwałego przebywania na słońcu czy starcia preparatu z powierzchni skóry lub po kąpieli. O czym warto pamiętać, to to, że nawet przy stosowaniu produktu ochrony przeciwsłonecznej nie jest wskazane długotrwałe przebywanie na słońcu – czyli to, że mamy krem, nie znaczy, że możemy na pełnym słońcu przebywać godzinami.

Starajmy się unikać przebywania na zewnątrz w okresie intensywnego nasłonecznienia między 12.00 – 15.00. O ile to możliwe unikamy spaceru w tych godzinach, kiedy na zewnątrz upał.

MIT NR 4: Okulary przeciwsłoneczne to wymysł.

Żaden wymysł! Tak właśnie rozwija się cywilizacja. Kiedyś Neandertalczyk chodził nagi. Czy to znaczy, że my nadal powinniśmy chodzić nadzy, kiedy jest gorąco? A może ubranie służy nie tylko do tego, aby zasłonić nas przed „wstydem”, a pełni także rolę ochronną? No, właśnie. :-) Nie wyobrażam sobie wyjścia na słońce bez okularów albo soczewek z filtrem. Mam bardzo wrażliwe oczy i momentalnie mi one łzawią. Nie wyobrażam też sobie nie założyć okularów moim dzieciom, jeśli jesteśmy na spacerze, gdzie słońce daje popalić. Kapelusz często im nie wystarcza, bo biegają jak szalone, a promienie słoneczne odbijają się od wielu powierzchni i tylko ściśle przylegające okulary przeciwsłoneczne chronią skutecznie nasz wzrok.

 

MIT NR 5: Nic nie szkodzi, że raz na jakiś czas skóra dziecka oparzy się na skutek działania promieni słonecznych.

To jest jeden z tych mitów, który podnosi mi ciśnienie krwi. Niestety każde oparzenie skóry promieniami słonecznymi może przyczynić się do powstawania nowotworów w przyszłości. :( Kiedyś jeden z dermatologów bardzo trafnie mi to wytłumaczył. Powiedział coś w stylu:

„Niech Pani sobie wyobrazi, że stawia Pani mur z cegieł. Od podłogi do sufitu. I każda z tych cegieł to takie jedno oparzenie. W pewnym momencie nazbiera się Pani tych uszkodzeń skóry tak wiele (czyli tych niby cegieł), że zderzy się Pani z tym sufitem, a funkcje obronne skóry przeciw nowotworzeniu mogą zostać osłabione i istnieje ogromne ryzyko, że skóra nie będzie potrafiła bronić się przed nowotworami”.

Dało mi to wtedy do myślenia. To jest tak samo, gdybyśmy zapytali ortopedę, czy wielokrotne złamania nogi mogą wpłynąć na to, jak noga będzie funkcjonowała na nasze stare lata. Myślę, że odpowiedź byłaby jednoznaczna.

 

MIT NR 6: Nie ma znaczenia, czym okryjesz głowę dziecka – ważne, żebyś czymś ją okryła.

Nie jest to prawda! W zeszłym roku na placu zabaw jedno z dzieci bawiących się z moim Ivkiem w piaskownicy podbiegło do swojej mamy z płaczem, że ma całą gorącą głowę i jest mu słabo. Nie wiem, jak skończyła się tamta historia, czy nie był to przypadkiem udar słoneczny, bo mama poszła z dzieckiem do domu. Ale coś mi wtedy zaświtało w głowie, że chłopczyk miał na sobie tzw. daszek. Ale nie była to standardowa czapka z daszkiem, tylko właściwie sam daszek, w którym czubek głowy jest odkryty.

Ja jestem zwolenniczką dla mniejszych dzieci kapelusików albo chustek, bo są chyba najbardziej miękkie i dopasowujące się do kształtu głowy. Z kolei moi chłopcy noszą albo czapki z daszkiem, albo takie chusteczki z daszkiem, które mają oddychającą siateczkę i dzięki temu głowa nie poci się tak bardzo. Świetnym rozwiązaniem są ten czapki z takim dodatkowym materiałem osłaniającym kark, bo często to od ulega u dzieci poparzeniom słonecznym, jeśli nie jest zabezpieczony tkaniną albo kremem. Ale ja na te czapeczki dopiero poluję, bo te zeszłoroczne już niestety pogubione :(

.

.
.
.

MIT NR 7: Grunt, żeby poić dziecko podczas upałów. Nieważne czym, ważne, żeby otrzymywało płyny.

Nie zgadzam się z tym twierdzeniem. Według mojej wiedzy i tego, co kiedyś przekazała mi pani pediatra, najlepszym sposobem uzupełnienia płynów jest picie wody. Nie soków dodatkowo dosładzanych. Dlaczego? Ponieważ cukier sprawia, że płyny, które dostarczamy do organizmu, gorzej się wchłaniają i o wiele wolniej przenikają z przewodu pokarmowego do komórek naszego organizmu, w związku z tym go nie nawadniają skutecznie.

.

.
..

Ja moim chłopcom dorzucam do bidonu jeszcze plasterek cytryny albo limonki, Teosiek uwielbia miętę, którą później w trakcie spaceru wydłubuje. ;-) Dodatek cytrusów czy mięty genialnie orzeźwia. My mamy też specjalne bidony, które mają część osobną na owoce z taką przenikającą kratką i część na wodę. Po wypiciu płynu chłopcy zajadają się wtedy malinami i kawałkami np. pomarańczy. ;-)

A jakie Wy znacie mity dotyczące wiosny i lata oraz naszych dzieci, z którymi warto się rozprawić? Bardzo jestem ciekawa, z czym Wy się zetknęliście zeszłego lata i w tym sezonie. :-)

PS. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu.  ❤ Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

.

Podobne wpisy