9 zasad, które powinny być przestrzegane, kiedy w rodzinie pojawia się dziecko!

napisała 13/06/2019 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Gdybyśmy wszyscy żyli w idealnym świecie, to ten post zupełnie nie musiałby powstawać. Mam jednak nieodparte wrażenie, że w takim świecie jednak nie żyjemy, dlatego pewnych dyskretnych sugestii w stronę otoczenia nigdy za wiele, prawda? ;-)

Zupełnie nie wiem, dlaczego kiedy pojawia się w rodzinie dziecko (a kiedy pojawia się pierwsze dziecko – to już z pewnością!), wszystkim dookoła wydaje się, że oto właśnie przyszła ta wiekopomna chwila, kiedy mają swoje 5 minut! ;-) Pal licho, jeśli to byłoby tylko 5 minut, ale niektórzy biorą sobie to tak do serca, że chcą zawładnąć całą niemalże nową dla wszystkich rzeczywistością i za nic nie chcą dać się przekonać, że teraz zupełnie kto inny gra pierwsze skrzypce! ;-)

Tak, tak, tymi osobami grającymi pierwsze skrzypce są teraz dziecko i jego rodzice! Taka tam niespodzianka. ;-)

Chciałabym przekazać w tym poście 9 bardzo ważnych zasad, które moim zdaniem powinny być respektowane, kiedy w rodzinie pojawia się małe dziecko. Niech to będzie pewnego rodzaju zbiór reguł, które rodzice chcieliby powiedzieć światu, jednak często nie mają na to odwagi. Albo czasu, bo akurat podtrzymują powieki zapałkami, kiedy brzdąc daje zdrowo do wiwatu. ;-)

Wszak radość dziecka i rodziców jest najważniejsza, bo to oni są teraz głównymi bohaterami tych cudownych narodzin! <3

Partnerem dzisiejszego postu jest marka Bepanthen Baby, która przybija mi w poniższych kwestiach piąteczkę, a przy okazji obchodzi 75. urodziny! Maść Bepanthen Baby jest z nami  już 6. rok – matulu, kiedy to minęło! Dzięki niej pupa moich brzdąców zawsze była pod dobrą „opieką” i bez odparzeń.

No, to lecimy z tym koksem! ;-) Niech poniższe zasady będą wyznacznikami dla naszego otoczenia w kwestii tego, co można robić w otoczeniu dziecka, a czego robić raczej nie wolno!

1. Odwiedzamy mamę i nowo narodzonego maluszka dopiero wtedy, gdy mama da zielone światło.

Uważam, że jest to zasada numer jeden! Absolutnie i bezwzględnie. Poród bywa zazwyczaj ogromnym wysiłkiem dla kobiety (i dziecka również), bez względu na to, czy był porodem naturalnym, czy zakończył się cesarskim cięciem. Wiele kobiet (ja też zaliczam się do tego grona) chce być w tym czasie tylko z maluchem i swoim partnerem. Chce odpocząć, skoncentrować się tylko na dziecku i towarzyszącej temu nowej, rodzinnej atmosferze i nie potrzebuje na razie odwiedzin. Jedne mamy z odwiedzinami familii chcą poczekać tydzień, inne dłużej, a innym odwiedziny nie przeszkadzają. Z opowiadań moich znajomych wiem jednak, że żadna z nich nie miała ochoty wtedy na to, aby uwagę poświęcać jeszcze gościom. Czy mamy mają do tego prawo? Oczywiście, że tak. Czy to akt ich złej woli? Nie. Aktem złej woli byłoby tej zasady nie przestrzegać. :-)

2. Kiedy przychodzimy w odwiedziny do mamy i noworodka (i większych dzieci również), to bezwzględnie zaraz po przekroczeniu progu myjemy ręce.

Kilka tygodni temu jedna z Czytelniczek opisała sytuację, w której tuż po narodzinach jej dziecka przyjechał do niej jej szwagier z dziećmi i pierwsze, co zrobili po przekroczeniu progu, to zaczęli dotykać w kołysce malucha i miziać go po policzkach. Kiedy poprosiła, aby najpierw umyli ręce, to usłyszała w odwecie:

– My przyjechaliśmy prosto ze szkoły, a nie z zawodów piłki nożnej.

Jakby ten fakt cokolwiek zmieniał. :D Gratuluję Zuzi asertywności, bo nie dała za wygraną i poprosiła ich wtedy o to, by jednak udali się do łazienki, co też nadąsani goście uczynili. ;-) Dlaczego myjemy ręce, kiedy przychodzimy do rodziny, w której pojawiło się małe dziecko? Aby nie przynieść ze sobą chorób, na które ten maluszek jest jeszcze nieodporny. Ja poza tym wychodzę z założenia, że ręce należy myć zawsze, kiedy przychodzimy do kogoś w odwiedziny. :-)

3. Przychodzimy w odwiedziny zdrowi, a nie z gilem do pasa i kaszlem, który mógłby śmiało wskazywać na gruźlicę. ;-)

Ja myślałam, że to jest oczywiste. Aż do momentu, w którym dwa lata temu pewna znajoma rodzina odwiedziła nas, niemalże wypluwając z siebie płuca i twierdząc, że ten kaszel i rozpalona twarz jednego z dzieci, podobnie jak gorączka i słanianie się na nogach, to nic szczególnego. Ot, kolejna infekcja, która zaraz minie. Hola, hola! Może zaraz minie, ale dlaczego moje dzieci mają się za moment zarazić? Ja dbam o to, aby były zdrowe, kiedy ktoś nas odwiedza, a gdy przechodzą infekcję, to zawsze ostrzegam, że jest ryzyko zarażenia. Chcę być fair, bo wiem, ile to nerwów, czasu i pieniędzy kosztuje. A także jak dezorganizuje życie rodziny.

4. Prezent po narodzinach dziecka dla… mamy! ;-)

Ja mam taką zasadę, że kiedy rodzi się maleństwo, to dla brzdąca mam zawsze niezawodny zestaw ratunkowy: paczkę pieluch i dyżurny Bepanthen Baby, zapobiegający odparzeniom pieluszkowym, których żadne dziecko nie chce doświadczyć. Czasami też szumiącą zabawkę. Nie znam nikogo, kto by nie był z tego zestawu zadowolony. ;-) Ale, ale! Przede wszystkim przynoszę coś dla mamy dziecka! Wszyscy chuchamy i dmuchamy na to małe dzieciątko, niektórzy kupują w prezencie tysiące ubranek, śliniaczków, ozdób czy zabawek – a co z mamą, która stanęła na wysokości zadania? No, właśnie! Dlatego jakiś voucher na masaż albo krem do twarzy (jeśli znam preferencje kosmetyczne) lub voucher na manicure czy pedicure. Jak to rozpromienia twarz tej młodej mamy, to wie tylko ona (i ja). :D Brzdąc w objęcia taty, a mama na manicure. A co! ;-)

5. Wyrażenie żalu, że nie urodził się chłopiec albo dziewczynka – tak jak ktoś sobie wymarzył.

Abstrakcja! :D Do dzisiaj pamiętam sytuację, kiedy pochwaliłam się jednej z moich znajomych, że urodziłam syna! Rzadko się widywałyśmy, a ona nawet nie wiedziała, że byłam w ciąży i w pewnym momencie wypaliła:

– Ojej, szkoda, co nie? Dziewczynki są jednak takie słodkie.

Kopara mi opadła. :D Nie zmąciło to mojego matczynego spokoju, bo radość z urodzenia syna była ogromna, ale dało mi to do myślenia, że niektórzy taktem jednak nie grzeszą. Sądząc po mailach od Was, to jest to dość częsta reakcja. Przecież narodziny dziecka to sama radość! :-) Bez względu na płeć, serio.

Są jeszcze sytuacje, w których ktoś już ma synka albo córeczkę i kolejne urodzone dziecko jest tej samej płci, a te osoby wyrażają żal, że nie ma tzw. „parki”. Jakby to posiadanie parki było wyznacznikiem bycia szczęśliwym rodzicem. :D

6. Dopytywanie o to, to kiedy ktoś planuje kolejne dziecko.

Znam to! Dopiero co urodziłam pierwszego syna. Nie minęły nawet 2 tygodnie, a zostałam zapytana bezpardonowo:

– No, to chyba pójdziecie za ciosem i od razu „machniecie” sobie kolejnego brzdąca, co nie?

NIE! :D Sugerowanie tego, że komuś przydałby się kolejny potomek, jest zdecydowanie nie na miejscu. Naprawdę. Nie znamy sytuacji danej rodziny. Nie wiemy, z jakimi emocjami wiązały się narodziny, z jakimi ewentualnymi komplikacjami. Dla wielu kobiet temat kolejnej ciąży czy starań jest zbyt intymny, aby dzielić się nim z innymi. Warto to uszanować.

7. Sugerowanie, że dziecko rozwija się wolniej, niż by ktoś to sobie wymarzył.

„Ojej, jeszcze nie podnosi główki?”; „Moje już przekręcało się wtedy na drugi boczek, a Twój jeszcze nie?”; „Nie siedzi jeszcze samodzielnie?”; „Moja w tym wieku już mówiła pełnymi zdaniami”.

Każde dziecko rozwija się w swoim, indywidualnym dla niego tempie. Moi chłopcy zaczęli siadać dopiero ok. szóstego lub siódmego miesiąca życia. Moja córka samodzielnie siedziała już wtedy, gdy miała 4,5 miesiąca. Oni z kolei zaczęli chodzić, gdy ukończyli rok. Gaia jak miała 10 miesięcy, to stawiała pierwsze kroki. Każde dziecko ma inny rytm, naprawdę. A podkreślanie tego, że czyjeś dziecko było w czymś szybsze, lepsze, mocniejsze, jest nie tylko nie na miejscu, lecz także zasiewa ziarno niepotrzebnego niepokoju u rodzica.

8. Wytykanie, że imię, które zostało dla dziecka wybrane, jest dziwne. :D

Moje dzieci nie mają popularnych imion. Czy to źle? Nie, po prostu taka była nasza decyzja, że wybraliśmy dla nich imiona, które nam się podobały. Jedynym kryterium doboru imienia był fakt, że ma być krótkie i międzynarodowe z racji tego, że zawsze z tyłu głowy mieliśmy ewentualną przeprowadzkę do innego kraju.

Czy gdyby moje dzieci miały standardowe imiona typu: Anna, Maciej, Jan czy Franciszek, to byłby powód do wytykania ich palcami? Nie. Niech każde dziecko ma imię wybrane specjalnie dla siebie. Tym bardziej, że to my – dorośli kręcimy na imiona nosem. A dzieci przyjmują je na równi z różnymi imionami z bajek. Dexter? Proszę bardzo. Peppa? Niech będzie. Dzieci są najbardziej tolerancyjnymi istotami na świecie. To dorośli podsuwają im inne interpretowanie świata. ;-)

I na koniec jeden z najważniejszych punktów, który powinien zawisnąć na lodówce w każdym domu:

9. Sugerowanie, że nie można dziecka nadmiernie nosić/kołysać/przytulać, bo się przyzwyczai.

Ile ja się tego swojego czasu nasłuchałam! Przytulajmy te małe istoty! Kołyszmy je. Nie bójmy się szeptania do nich. Nie da się podarować komuś zbyt wiele czułości czy miłości, tym bardziej, że dziecko wszystko chłonie i tego potrzebuje! Naszym zadaniem jako rodzica jest to, by być przy dziecku i słuchać jego potrzeb. Niektórzy twierdzą, że niemowlę manipuluje rodzicem, gdy płacze, dlatego trzeba je tego oduczyć. Wolne żarty! Małe dziecko komunikuje swoje potrzeby i czeka, aż je zaspokoimy!

PS. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu.  ❤ Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Partnerem mojego postu, a także radosnego i spokojnego dzieciństwa, jest marka Bepanthen.

Podobne wpisy