7 ważnych rzeczy, dzięki którym moje dzieci rzadziej chorują!

napisała 15/11/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Też jak ja jesteście zwolennikami beztroskiego, radosnego dzieciństwa i nietrzymania dzieci pod kloszem?! Mam wielką nadzieję, że tak! :-)

Opowiem Wam dzisiaj o sytuacji, która miała miejsce kilka tygodni temu, kiedy to spacerując z moim Teośkiem po krakowskim Rynku zostałam zaczepiona przez norweską mamę, której córka miała dokładnie tak samo jasne i kręcone włosy jak mój Teodor :-) Przy okazji w dalszej części tekstu szukajcie turkusowej czcionki, bo tam mam dla Was link, który bardzo Wam się przyda :-)

Zamieniłyśmy ze sobą kilka słów, pośmiałyśmy się z reakcji naszych szkrabów na uciekające gołębie, które karmili okruszkami, i nagle mama dziewczynki zadała mi pytanie, które brzmiałoby po polsku mniej więcej tak:

– Och, i nie jest jemu zimno w tej bluzie? Moja córka przyzwyczajona, że przy takiej temperaturze nie zakładamy kurtki, ale wszystkie dzieci w Polsce bardzo ciepło są ubierane a Twój syn tylko w bluzie. Nie jest mu zimno?

Dobre pytanie! Teośkowi nie było wtedy zimno. Ba! Ponieważ biegał jak i inne dzieci zresztą, to było mu bardzo ciepło i nie za bardzo wyobrażam sobie, żeby przy 20 stopniach miał jeszcze kurtkę zimową! :D A jednak większość innych dzieci karmiących gołębie miała nie tylko na sobie kurtki, ale również czapki i szaliki. Dlaczego zatem moje dziecko biegało tylko w samej bluzie (pod którą miało długi rękaw i podkoszulek)? Ponieważ wychodzę z założenia, że moje dzieci ubieram tak samo ciepło jak ubieram siebie! A czasami ściągam im jeszcze jedną warstwę, gdy np. biegają i szaleją. Ale kiedy kończą swoje „wyścigi” to ponownie zakładam warstwę, którą wcześniej ściągnęłam. Trzymam się też moich żelaznych 7 zasad, które podrzucam Wam dzisiaj i nie zdziwię się, jeśli już się do nich stosujecie! :-)

Moja Mama mieszka w Norwegii i wieeele opowiada mi o podejściu Norwegów do dzieci i np. ich chorowania. Tam przeziębienia są na porządku dziennym i rodzice nie robią z tego wielkiej tragedii. Ot, po prostu kolejny katar, kaszel, etc. I myślę, że to jest zdrowe podejście, aby nie wyolbrzymiać tego chorowania tylko starać stawić mu czoło, kiedy trzeba. Ja jednak nie posyłam dzieci do przedszkola, kiedy są zakatarzone z gilem do pasa, i tym się akurat od Norwegów różnię, ale w wielu innych kwestiach możemy przybić sobie piątkę. Czego się zatem trzymam przy moich szkrabach?

1. Nie przegrzewam moich dzieci!

To znaczy nie robię z moich dzieci bałwanków Buli i nie zakładam im kurtek puchowych, gdy jest wiosna albo ciepła jesień w pełni ;-) Kieruję się nie tym, jak ubrani są inni, ale patrzę na termometr, patrzę czy świeci słońce i jest wiatr, i dopasowuję ubranie do tych warunków.

Nie sztuka zagrzać dziecko i zrobić mu saunę w ubraniu.

2. Katar nie oznacza u nas przymusowego siedzenia w domu!

Kiedy męczy moje dzieci katar, to z posyłaniem ich do przedszkola się wstrzymuję, ale to nie oznacza, że nie wychodzimy wtedy na spacer! Wręcz przeciwnie! Tylko gorączka mnie powstrzymuje przed chodzeniem z nimi na spacery. Jestem zdania, że kiedy maluchy mają katar to o wiele lepiej dla nich, jeśli wybierzemy się do parku albo lasu zamiast siedzieć w domu. Na świeżym powietrzu lepiej im się będzie oddychać a ich organizm poćwiczy przy okazji swój system odpornościowy w różnych warunkach.

3. Najpierw sięgam po naturalne metody leczenia, a dopiero później sięgam po większe działa!

Jestem zdania, że natura ma tyle zasobów, że warto z nich korzystać! Dopiero kiedy one są niewystarczające, to można szukać dalej. Kiedy chłopcy są przeziębieni, to mam nasz zestaw reanimujący, którego się trzymam. Ukrojona cebula i czosnek są zawsze w pobliżu miejsc, w których się bawią. Robię też pieczone rzodkiewki (mój przepis na nie znajdziecie tutaj). Olejek olejek gorczycowy w nich zawarty bardzo służy infekcjom górnych dróg oddechowych.

Kiedy chłopcy mają katar, to bez pudła pomagają nam aroma-plastry Pneumolan (kupuję je TUTAJ) które przyklejam im na noc do piżamki i uwalniają one olejki eteryczne aż do 8 godzin. To moje odkrycie tego półrocza i mam ich na podorędziu cały zapas, bo mam wtedy spokój ducha ;-) Kiedy katar męczy ich w ciągu dnia, to plasterki też są genialnym rozwiązaniem. Są w 100% naturalne, zawierają olejek eukaliptusowy, olejek miętowy z obniżoną zawartością mentolu i olejek lawendowy, które ułatwiają oddychanie i udrażniają zatkany nos.

Teraz jest świetna akcja w drogeriach stacjonarnych Super-Pharm i można te plastry odebrać za friko!

Sprytnie Wam podrzucam pomysł, jak to zrobić ;-) Żeby je otrzymać za darmo, trzeba mieć ich kartę LifeStyle, a jeśli się jej nie ma, to można ją za darmo szybko założyć tutaj. Następnie trzeba zalogować się tutaj i wpisując kod swojej karty wygenerować kupon na plastry. I przy zakupie dowolnego produktu marki Pneumolan (Pneumolan syrop albo Pneumolan PLUS syrop albo Pneumolan Aroma-plastry) w drogerii stacjonarnej Superpharm od 15 do 29 listopada okazując ten wygenerowany kupon (albo prosząc kasjera o jego aktywację) odebrać darmowe opakowanie plastrów Pneumolan aroma.

Banalne :D

Od lipca dla budowania odporności i przy pierwszych kichnięciach od razu podaję też chłopcom z tej samej serii syrop Pneumolan z ekstraktem z kwiatu bzu czarnego, ekstraktem z korzenia pelargonii afrykańskiej, z ziela werbeny pospolitej, z korzenia goryczki żółtej i ekstraktem z kwiatu dziewanny wielkokwiatowej. Te ekstrakty wspomagają układ odpornościowy i razem z herbatą z sokiem z bzu czarnego, które podaję chłopcom raz dziennie, działają cuda! Składniki zawarte w syropie wspomagają górne drogi oddechowe, zwiększają komfort oddychania i wspierają odporność. Syrop Pneumolan kupuję tutaj [klik]. Więcej o tych produktach dowiecie się na www.pneumolan.pl.

Uważam, że im więcej naturalnych ziół będziemy dzieciom podawać, tym lepiej dla nich i dla naszego portfela! Ufam Pneumolanowi, bo dużą koncentrację naturalnych ekstraktów z roślin o dowiedzionej skuteczności! I cieszę się, że wspiera mnie w tej naturalnej drodze do budowania odporności moich dzieci. Niewiele jest takich produktów na rynku, dlatego musimy być jako rodzice wybierać to, co służy naszym dzieciom najlepiej.

Ale pamiętajmy o jednym – i możemy być o to spokojni! :-) Przyjdzie taki czas, że naszym dzieciom choroby nie będą straszne! Już teraz moi chłopcy są coraz bardziej samoodporni a moim celem jest tylko nie zaburzać tej konsekwentnej drogi ku odporności! Dlatego mówię stanowcze NIE dla zamykania dzieci w domach i zdecydowane TAK dla brudzenia, skakania i szukania skarbów wśród liści i drzew! ;-) Niech nas ich lekkie przeziębienie nie powstrzymuje przed zabawą na świeżym powietrzu! :-)

4. Pozwalam moim dzieciom na szaleństwa na spacerach!

Oni nie mają chodzić przy mnie jak w zegarku i trzymać się „maminej spódnicy”! A niech sobie skaczą, brudzą się i biegają! A niech zbierają żołędzie, dotykają mchu, gałęzi. Niech poznają ten cudowny świat, który jest dla nich nieustanną zagadką! Wybrudzą się? I co z tego! Wejdą do kałuży? To nie koniec świata! Od tego są kalosze! Kiedy mają się bawić, eksplorować, dotykać, brudzić jak nie teraz kiedy są dziećmi?! :-) Naprawdę wystarczy oddychająca odzież i porządne buty, o których już Wam kiedyś pisałam, i dzieci mogą szaleć bez końca!

5. Podaję im kiszonki!

Uzupełnianie flory bakteryjnej o dobre bakterie to mój plan od prawie roku (i z różnym powodzeniem), ale idzie mi coraz lepiej! Starszak ostatnio polubił kiszonki, mamy sukces! Ale tylko te od babci Marysi! :D Junior jeszcze się wzbrania, ale wtedy ratuję ich synbiotykami w kroplach. Uzupełnianie brzuszków o dobre bakterie szczególnie wtedy, kiedy dzieci są po antybiotykoterapii, to punkt programu tej jesieni dla mnie.

Dostałam niedawno od mojej babci kiszoną cukinię, czosnek, pomidory! Już nie mogę się doczekać, aż otworzę słoiki! Co jeszcze kisicie? Jeśli macie sprawdzone przepisy, koniecznie mi je podrzućcie! (adres: szczesliva (at) gmail.com )

6. Miód, miód i jeszcze raz miód!

Jeśli maluchy nie mają uczulenia i są powyżej 1 r.ż., to jest to coś, o czym warto pomyśleć! Codziennie wieczorem rozpuszczam w 1/3 szklanki ciepłej wody 1 łyżeczkę miodu manuka, cząbrowego albo spadziowego i heeeja do przedszkola! Ja z moim M. pijemy jeszcze tłoczony sok z owoców dzikiej róży. Witamina C w nim zawarta to genialna bomba! Kupuję jesienią duży karton i trzymam go w lodówce. Rozcieńczam go z wodą 1:1. Dodaję jeszcze łyżeczkę miodu manuka, cząbrowego albo spadziowego i liczę, że tej jesieni i zimy nic nas nie rozłoży ;-)

7.  Rodzicielski spokój!

Tylko to nas uratuje, kochani! Już kiedyś Wam pisałam, że chorowanie, przeziębienia w wieku wczesnoszkolnym to normalka. Ćwiczony jest wtedy system odpornościowy dzieci, który dopiero kształtuje się! Dajmy im czas. Ja też swoje z moimi chłopcami przeszłam. Ale … widzimy pomału światełko w tunelu! Nasze choroby, nawet jeśli się zdarzają, to już nie kończą się szpitalami jak kiedyś! Jest progres! Odpukać ;-)))

Dajmy naszym szkrabom czas, aby uwolniły swój potencjał! Niech się rozwijają, poznają świat, realizują swoje marzenia! Niech cieszą się swoim dzieciństwem. Tym poza domem przede wszystkim! Radosnym, rozbieganym, pełnym nowych doświadczeń! Naszym zadaniem jest być przy nich, wspierać ich rozwój i torować drogę ku lepszemu zdrowiu! Im bardziej naturalnie, ze składnikami

Zdrowia tej jesieni, kochani!

P. S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Dziękuję! :*

Podobne wpisy