7 rzeczy, które świadczą o tym, że jesteś NORMALNĄ matką❗😂 (i nie musisz się ich wstydzić😅)

napisała 23/03/2021 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Są komentarze zostawiane przez Czytelników, których się nie zapomina. ;-) Powiem nawet więcej – bywają również takie komentarze, które byłabym w mocy cytować nawet w środku nocy. :D

Jeden z nich napisała Amelia. Po jednym z moich blogowych postów, w którym bez najmniejszych wyrzutów sumienia opowiedziałam Wam m.in. o tym, że moje dzieci oglądają bajki, dostałam „ciętą” ripostę. ;-) Zapewne sporo z Was pamięta ten komentarz, bo zebrał on wtedy wybitnie dużą ilość uśmiechniętych facebookowych buziek. Raczej nie bez przyczyny. ;-)

„Widać, że nie doceniasz tego, że jesteś matką, i kiedyś tego pożałujesz. Ja bym tak nie potrafiła, ja robię wszystko na 100%. Nigdy nie pozwoliłam sobie na to, aby iść na łatwiznę i naprawdę nie rozumiem kobiet, które za wszelką cenę chcą mieć czas dla siebie. Macierzyństwo to poświęcenie i trzeba poświęcić się jemu w 100%. Nie ma drogi na skróty. Albo dajesz wszystko z siebie albo nie ma sensu w ogóle się w to pakować. U mnie musi być poprasowane, pogotowane, na każdy dzień mam nowe kolorowanki, nowe książeczki dla córci. Jak dorośnie to mi za to podziękuje, a ja nie będę miała wyrzutów sumienia, że jak inne matki szukałam odskoczni, bo chcesz czy nie chcesz to dziecko wyczuje ten brak miłości.”

To ja chciałam tylko wszem i wobec powiedzieć tutaj, że takie komentarze mogą być dla młodych matek, dopiero stawiających w macierzyństwie swoje pierwsze kroki, bardzo krzywdzące i wpędzające je niepotrzebnie w poczucie winy. Te z nas, które twardo stąpają po ziemi, tylko się uśmiechną po przeczytaniu komentarza „mamy idealnej”. Ja obok takich wywodów nie pozostaję obojętna, bo kiedy czytam, że dla kogoś czas, który kobieta poświęca tylko sobie, to oznaka braku miłości wobec dziecka, to zapala mi się ogromna czerwona dioda i mam ochotę krzyknąć, że to BZDURA!

Jestem wręcz przeciwnego zdania! Czas, który poświęcam tylko sobie, to oznaka tego, że jestem ważna dla samej siebie. Wszak to żadna zbrodnia dbać również o siebie, swoją przestrzeń, nasze pasje! W moim przypadku to niezbędny element układanki zwanej szczęśliwą rodziną, której jestem nieodłączną częścią.

Swoją drogą – jeśli macie dość słuchania o tym, że macierzyństwo to musi być pasmo nieustannych wyrzeczeń, egzamin perfekcjonizmu i czas, w którym nie mamy prawa popełniać błędów, to musicie obejrzeć serial „Mamy to” na Player.pl :D Dzisiaj była jego premiera i powiem Wam, że oglądając go miałam wrażenie, jakby ktoś zrobił serial o mnie, mojej rodzinie i naszych codziennych przygodach! 😅 Serialowa Ada i Ewa są moim totalnym odbiciem i poczułam, że spokojnie mogłabym wypić z nimi niejedną kawę, o pójściu na imprezę bez dzieci nie wspominając.:D Ja mam autentycznie dość produkcji, w których ktoś opowiada o macierzyństwie, które nijak się ma do mojej rzeczywistości. Tymczasem teraz  nareszcie ktoś stworzył serial komediowy, który opowiada o prawdziwym rodzicielstwie, bez ściemniania i bez lukrowania, z humorem i bez owijania w bawełnę. :D Zostawiam Wam link do serialu: http://bit.ly/SERIALMamyTo i do zobaczenia podczas oglądania!

A tymczasem podrzucam Wam 10 rzeczy, które świadczą o tym, że jesteśmy absolutnie normalnymi matkami i nie musimy się tych rzeczy wstydzić! :D Wszak te rzeczy przytrafiają się wielu z nas i zupełnie poważnie możemy sobie przybić piątkę! :D Jak zwykle czekam również na Wasze historie! ;-)

1. BUŁKA – nieodzowny element spacerów :D

Kto nie dał dziecku kiedyś bułki dla świętego spokoju niech pierwszy rzuci kamieniem! :D

Kiedy mój Starszak był jeszcze maluchem, niemalże każdy spacer zaczynaliśmy w jednej z pobliskich piekarni. To w niej kupowałam mu dużą, pszenną „bułę”, i dopiero wtedy ruszaliśmy na dalszą wyprawę. :D „Buła” zapewniała mi względny spokój podczas pierwszej fazy spaceru, którego to spokoju baaaardzo wtedy potrzebowałam. :D Mój Synal potrafił miętolić bułkę w buzi przez okrągłą godzinę, a ja w czasie tej pierwszej godziny mogłam spokojnie zrobić zakupy bądź przewertować nową dostawę w jednym z pobliskich lumpeksów. :D Och, jak ja uwielbiałam ten spokój!

Rytuał z „bułą” w roli głównej co prawda już u nas nie funkcjonuje w tak dużym wymiarze jak kiedyś, ale kiedy idziemy na dłuższy spacer z całą rodziną, to bardzo często zahaczamy o jeden z lokalnych krakowskich mobilnych punktów z obwarzankami czy preclami. Pierwsza faza spaceru zazwyczaj jest wtedy milcząca i nie marudząca. :D Dopiero później zaczyna się typowe: „siusiu, kupka, bolą mnie nogi, a co to za kamyczek, itd.”. :D

A tutaj mój Junior, dla którego buła była nieodłącznym elementem każdego dnia. :P

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Magda Kogut-Wałęcka (@szczesliva)

 

„Buła” niejedną matkę uratowała w domu, na spacerze, czy w innych miejscach, gdzie ratunek był potrzebny, prawda? :D

2. MOKRE CHUSTECZKI – to one ratują właściwie każdą sytuację. :D

Kiedy dzieci były malutkie, to na spacerach służyły mi one głównie podczas rytuału przewijania. :D Jednak z czasem, gdy dziecko robiło się coraz większe, to zaczęły służyć przy setkach innych sytuacji, o których wcześniej bym nie pomyślała. :D I tak teraz potrafią służyć mi jako podręczny czyścik do mebli, butów czy poręczy. I koła z wózka umyją. :D Standardowo ratują z opresji, gdy kleją się ręce, a oprócz rąk klei się również cały świat. :D Ostatnio robiły za ratunkowy sprzęt, gdy z góry podczas spaceru zaatakowało nas stado ptaków i największe działa zostały spuszczone na mojego męża, który jeszcze do niedawna twierdził, że „po co ja taszczę ze sobą te chusteczki i całą moją torbę + arsenał w niej zawarty.” Chyba ostatnio zmienił zdanie! :D

Mokre chusteczki są w stałym zaopatrzeniu naszego samochodu. Czego to one wycierały i z czym nie musiały sobie poradzić, to wiedzą chyba tylko one. :D Wy też znacie wszechstronne ich zastosowanie i jesteście zdania, że bez nich o wiele trudniej? :D

Ja wiem, że można mieć na podorędziu zawsze wilgotną pieluchę tetrową, co jakiś czas temu próbowała mi wypunktować jedna z mam, ale … to nie dla mnie. Próbowałam. Poległam. Wybieram jednak mokre chusteczki. :D

3. BAJKI – gdyby nie one, to zeszłorocznego lockdown’u nie przeżyłabym w jednym kawałku!

Wiem, że są rodzice, których 5-letnie dziecko jeszcze nigdy nie obejrzało ani jednej bajki i nie miało styczności z jakimkolwiek ekranem, czy to telewizora czy telefonu. Super, że np. podczas zeszłorocznego lockdown’u byli w stanie tak dziecku zagospodarować czas, a sobie zorganizować pracę zdalną, że udało się im przejść przez tamten czas „bezekranowo”. Dla moich dzieci bajki nie są nowością, a stanowią one pewnego rodzaju uzupełnienie ich wolnego czasu, oczywiście w rozsądnym wymiarze czasu. Ja puszczam moim dzieciom odpowiednio wyselekcjonowane bajki zazwyczaj wtedy, gdy muszę zająć się moimi obowiązkami, a inne formy zabawy nie zdają w tym wypadku egzaminu, bo np. generują liczne sprzeczki, o które nietrudno, gdy dzieci mają swoje temperamenty. ;-) Na szczęście moje dzieciaki uwielbiają bajki edukacyjne, więc przy okazji dowiadują się całego mnóstwa rzeczy. Drugą stroną medalu jest jednak to, że po takim seansie następuje zwykle maraton pytań, takich jak; dlaczego deszcz jest mokry, jak to się dzieje, że wieje wiatr bądź dlaczego mówi się, że czarne dziury są czarne. ;-) To idealne pole do tego, by samemu odświeżyć wiedzę w wielu dziedzinach!

Czy to znaczy, że puszczając dzieciom bajki jestem gorszą mamą od tej, która nie pozwala dzieciom na oglądanie bajek? Nie. Jestem zwyczajnie mamą, która inaczej podchodzi do tego typu zagadnienia. :)

4. PARÓWKA – nie taka straszna jak ją malują!

Wiem, znowu wchodzę na teren, na którym niektórzy doznają „autowybuchów”. :P Na szczęście dożyliśmy czasów, w których parówka może mieć dobry skład i równie dobry smak. Co więcej – wiem z Waszych maili, że gdyby nie parówki, to Wasze dzieci, często niejadki bądź „wybiórczo-jadki” nie miałyby w ogóle białka w diecie, bo naprawdę trudno w ich przypadku o pokarm, który by owe białko zawierał, a one by go akceptowały.

Co prawda moje dzieci mają już za sobą etap jedzenia parówek na każdą kolację, ale jeszcze niedawno zapas dobrych parówek od lokalnego producenta zawsze miałam w lodówce i codziennie upewniałam się, aby mi ich nie zabrakło. Każde dziecko jest inne, a my będąc rodzicami nie zawsze mamy cierpliwość i czas, by codziennie walczyć i rozszerzać w nieskończoność smakowe gusta naszych najmłodszych. Czasami zwyczajnie zderzamy się ze ścianą…

Znam to. Przeszłam to. :-)

5. PODGRZEWANIE KAWY W MIKROFALI – jeśli tak robisz, to właśnie Cię z tego rozgrzeszyłam. :D

Całkiem niedawno pisałam o tym, że bardzo często zdarza mi się nie wypić kawy, którą sobie rano zaparzyłam, i odgrzewam ją wtedy w kuchence mikrofalowej. Odezwały się wtedy głosy kobiet, które napisały mi, że to przesada i że powinnam się ogarnąć. :D Ja naprawdę dziękuję za te komentarze pełne oceny, ale proszę się o mnie nie martwić. :D Ja naprawdę jestem kobietą, która sprawnie ogarnia swoją rzeczywistość. Od wielu lat pracuję w domu, wyprawiam z rana dzieci do szkoły i przedszkola. Mam w domu porządek, jest i obiad na stole. Mam natomiast tak wiele obowiązków i niespodziewanych sytuacji każdego dnia, szczególnie o poranku, że zdarza mi się nie wypić tej kawy, którą zrobiłam dla siebie.

Jednak spokojna ich rozczochrana! Piję ją wtedy, gdy robi się „luźniej”. Żadna to zbrodnia. Ot, po prostu inne podejście do tego mojego codziennego rytuału. :-)

6. POZWALAM MOIM DZIECIOM SIĘ POBRUDZIĆ – nie ubieram je na spacery i do przedszkola na galowo! ;-)

Jestem zdania, że dzieciństwo jest od tego, by dzieci miały okazję poznawać otaczający je świat. Jak dzieci poznają ten świat? Poprzez wszystkie zmysły, które mają. Wzrok, węch, smak, dotyk. Dotyk w przypadku moich dzieci jest niezwykle istotny, do czego zachęcały nas zawsze panie terapeutki prowadzące zajęcia z integracji sensorycznej.

Przywykłam już do tego, że pralka chodzi u nas na pełnych obrotach odkąd urodziły się dzieci. Moim celem nie jest wychowanie dzieci, które będą potrafiły chodzić czyste przez cały dzień – tego zapewne nauczy ich dorosłość. Ja chcę wychować dzieci, które będą poznawać otaczający je świat wszystkimi swoimi zmysłami. O ile nie robią przy tym sobie ani innym krzywdy, to mają w tym moje pełne wsparcie! :-)

Wolę, by moje dziecko poskakało sobie po wiosennych kałużach niż by miało wspominać dzieciństwo jako nieustanną walkę ze sobą, aby przypadkiem nie wdepnąć w coś mokrego, bo mama się obrazi/okrzyczy albo będzie z tego powodu miała gorszy humor. ;-)

7. JEŚLI NIE WYKĄPIESZ DZIECKA każdego dnia, to obiecuję, że nic mu się z tego powodu nie stanie! :D

Nie zapomnę maila, którego dostałam od jednej z moich Czytelniczek, bardzo zatroskanej młodej mamy, która kilka tygodni wcześniej urodziła maleństwo. Kasia wspomniała w mailu, że dostała od swojej mamy dużą reprymendę, kiedy przyznała jej się do tego, że padła ze zmęczenia razem z małą córeczką, której nie wykąpała wieczorem. Jej mama była oburzona tym faktem i wytknęła jej lekkomyślność… :D

Och, droga mamo Kasi, mamy XXI wiek! Warto się jednak doedukować w temacie kąpieli małych dzieci, bo wiele się w tym temacie zmieniło.

Pediatrzy nie zalecają już długich i codziennych kąpieli szczególnie w pierwszych tygodniach życia. To po pierwsze. A po drugie – cóż takiego może się dziecku stać, jeśli położymy je do łóżka bez wieczornej kąpieli? Litości! Wiem, że dla niektórych to nie do pomyślenia, ale jako mama trójki dzieci powiem jedno – „dzień (brudnego) dziecka” inaczej zwany przez nas Dniem Shreka jeszcze chyba nigdy nikomu krzywdy nie zrobił. :D Dystansu, błagam! Bo się wykończymy. :D

A jakie jeszcze Wy macie grzeszki na sumieniu, do których przyznajecie się bez najmniejszych wyrzutów sumienia? :P Jestem baaaardzo ciekawa! Ja tymczasem sprawdzam za moment, czy moje skrzaty już zasnęły i bez najmniejszych wyrzutów sumienia odpalę „Mamy to!”. Czekałam na tę chwilę cały dzień. :P Zostawiam Wam link do serialu: http://bit.ly/SERIALMamyTo i widzimy się za moment wirtualnie znad sofy przy gorącej herbacie albo czymś mocniejszym. :D Bo kto nam zabroni, prawda? :P

P.S. Jeśli Facebook pokazał Wam dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu.  

Podobne wpisy