• O mnie
  • Kontakt / Współpraca
  • Archiwum
szczesliva
  • Strona główna
  • Podróżniczo
    • Gdzie jest Tata?
    • Polska też jest fajna!
    • Szczesliva podróżuje
    • Close
  • Uroda
    • #AkcjaDetox
    • Szczesliva dba o skórę
    • Szczesliva jest FIT
    • Close
  • Moda
    • Moda dla dzieci
      • To shop or not to shop
      • Close
    • Moda dla mam
    • Close
  • Kulinarnie
    • COOLinarnie
    • COOLinarnie dla maluchów
    • Koktajlovo
    • Close
  • Moim zdaniem
    • BLOGOSFERA
    • Jak nie zwariować na macierzyńskim
    • Kalejdoskop miesiąca by szczesliva
    • Szczesliva po godzinach
    • Szczesliva w CIĄŻY
    • Close
  • Polecane
    • Aplikacje mobilne
    • Dla dziecka
    • Dla blogera
    • Zdrowie
    • Close

„Bez niego to nasze życie byłoby takie … puste.” – pomyśleliśmy wczoraj.

napisała szczesliva • 18/06/2015 • Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

On nawet nie pukał i nie sprawdzał, czy może wejść. Nie zaglądał ukradkiem i nie węszył, czy droga wolna i znajdzie się miejsce dla niego. Nie musiałby. My dobrze wiemy, że jego miejsce było u nas jakby od zawsze. Nie czaił się ze swoją obecnością. Nie prosił o nic. Dla niego wszystko się rozstąpiło i w mig zostało przygotowane pod jego obecność.

On od samego początku robi swoje.

Rozwija się.

Prze cały czas do przodu.

Nigdy nie stoi w miejscu.

Ta jego pewność siebie w działaniu. Ten jego spryt. Ta jego chęć poznawania i zdobywania każdego, najmniejszego kawałka tego świata. Ten jego niepohamowany apetyt na nowe rzeczy.

On całym sobą każdego dnia zupełnie nieświadomie pokazuje nam jak bardzo mu zależy być jeszcze lepszym, jeszcze szybszym, jeszcze bardziej do przodu. Szuka w naszych oczach aprobaty, która nakręca go do działania.

Pokazał nam i uświadomił nas jak wspaniale, diametralnie zmienił nasze życie. Dodał jemu jakości, smaku, różnorodności, poczucia większego sensu, … Mogłabym tak wymieniać bez końca.

Gdy sięgam pamięcią wstecz i przypominam sobie nasz jeden wspólny rok bez Niego, to od razu kąciki ust unoszą mi się w górę. Ten nasz pierwszy, bezdzietny rok razem podzieliłabym na etapy. Przy okazji, ciekawa jestem czy w Waszym przypadku były one podobne :-)

Przez pierwsze miesiące byliśmy totalnie owładnięci wzajemną fascynacją.

Dotyk, smak, zapach, pocałunek, seks.

Poranki wydłużone do granic.

Długie wieczory przy winie trwające do świtu.

I jeszcze raz. Dotyk, smak, zapach, pocałunek, seks.

Powolne śniadania w trybie slow motion.

Brak pośpiechu i długie rozmowy.

I kolejny raz. Dotyk, smak, zapach, pocałunek, seks.

Wspólne obiady, pikantne smsy i wielkie w głowach marzenia.

Żyliśmy sobą.

Oddychaliśmy sobą.

Spijaliśmy z naszych ust ostatnie słowa wypowiedzianych zdań i kończyliśmy je podobną puentą.

Dostrzegaliśmy detale, które wibrowały nam w głowach przez resztę dnia.

Ten migoczący blask w źrenicach.

Ten szybszy oddech.

Ten jedyny w swoim rodzaju zapach nagich ciał.

Upajaliśmy się tym czasem spędzonym we dwoje.

Chłonęliśmy siebie nawzajem.

Zapamiętywaliśmy szczegóły, które zostały w naszych głowach do dzisiaj.

Patrzyliśmy na siebie tak jakby świat nagle się zatrzymał i zostaliśmy na nim tylko my.

Tylko my.

Ten etap jest dla mnie niezapomniany. Magiczny. Nie dający się opisać słowami. Niemożliwy do przekazania go innym w takiej formie, w jakim ja go odczuwałam.

Piękny był. Na swój sposób wyjątkowy, trochę nierealny.

Po nim przyszedł etap codziennością zwany.

Fascynacja sobą uspokoiła się. Zastąpiła go stabilizacja, spokój, przyjemna przewidywalność. Gdybym napisała „rutyna” też pewnie byłabym bliska prawdy. To była taka przyjemna rutyna bycia razem. Z mniejszą ilością fajerwerków i codziennych petard, jednak równie wartościowa. Nazwałabym tę „rutynę” takim scalonym okresem, w którym wiemy, że chcemy być razem, już zawsze-zawsze, i zastanawiamy się jak by tu ruszyć do przodu, i czy w ogóle ruszać z życiem do przodu . Okresem, na który można mieć tak naprawdę dwa pomysły.

Pierwszy pomysł jest dość wygodny, co nie znaczy gorszy.

Moglibyśmy w takim stanie codziennym trwać jeszcze lat kilka. Nie planować ślubu, poczekać z dziećmi. Długie weekendy, pobudki o 12.00 i wieczory pełne siebie nawzajem. Zająć się samorozwojem, podróżami i bardzo namacalną doczesnością, nie wybiegając nazbyt w przyszłość. W sumie z niczym nam się nie spieszyło. Zegar jakoś specjalnie nam nie tykał i trwaliśmy sobie w tej naszej sielskiej sielance, którą nazwałabym teraz totalną bezczynnością. Ale o tym może później ;-)

Tylko, że my już napodróżowaliśmy się wcześniej po świecie. My już poznaliśmy smak bycia kapitanem, sterem i okrętem. Razem zaczęło nas pchać w tę stronę, która była dla nas jeszcze niezbadana poniekąd, upragniona, nieprzewidywalna i niełatwa zarazem.

Nasze oczy zaczęły patrzeć w stronę próby stworzenia czegoś wielkiego dla nas, czego pragnęliśmy tak bardzo, ale jednocześnie odrobinę baliśmy się głośno o tym mówić – w stronę rodziny.

W stronę budowania tego życiowego fundamentu, który będzie prawdopodobnie naszym największym życiowym wyzwaniem.

Wyzwaniem, którego chcemy się podjąć, bo się kochamy.

Bo czujemy, że razem damy radę.

Że to będzie ten nasz sens istnienia.

Że to będzie coś, co nas poniekąd wypełni.

Będzie tym cementem, który scala.

Który nadaje sens, wartość, jakość.

I wiecie co? Tak jak teraz siedzę tutaj na krześle i dopijam o poranku wczorajszą bawarkę, i słyszę w tle te małe bose stópki, które jeszcze nieporadnie, zwleczone z łóżka biegną właśnie przez cały przedpokój, aby się ze mną przywitać, to wiem że wybraliśmy dobrą dla nas drogę.

Zdecydowaliśmy się „założyć rodzinę” nie spychając jej na dalsze plany i nie szukając wymówek. Czasami tak jest, że wiele spraw może poczekać i bez nich świat się nie zawali, a pragnienie stworzenia rodziny będzie silniejsze od wszystkiego innego.

„Bez niego to nasze życie byłoby takie … puste.” – pomyśleliśmy wczoraj.

Pomyśleliśmy tak też przedwczoraj, i tydzień temu. Miesiąc temu także. Za każdym razem, gdy patrzę na naszego Syna skupionym, zamyślonym wzrokiem, dziękuję za to, że udaje nam się tworzyć zgrany tercet, a niebawem kwartet. Bywa ciężko. Nerwy puszczają. Łzy płyną ciurkiem. Pojawia się czasami bezsilność, brak sił i chwile zwątpienia. Na chwilę upadam i po chwili podnoszę się.

Bez niego to nasze życie byłoby takie puste 3

Bez niego to nasze życie byłoby takie puste 2

„Dzieci są skrzydłami człowieka.”

Odkąd mam dziecko, dostałam skrzydeł. Dostałam supermocy, o które nigdy wcześniej bym siebie nie podejrzewała. Dziecko zatrzymało mnie tylko na moment w pierwszych miesiącach. Nauczyłam się wtedy operować czasem, balansować na krawędzi dobrej organizacji i macierzyńskiego chaosu. Teraz rozwijam skrzydła. By pewnie na chwilę znowu je schować, gdy pojawi się drugie dziecko.

Cieszę się, że nie czekaliśmy na ten cud, nie odkładaliśmy go w nieskończoność. Że oddaliliśmy nasze odrobinę egoistyczne myśli o zdobywaniu świata we dwójkę [które to zdobywanie każdy może rozumieć na swój własny, indywidualny sposób] i zdecydowaliśmy się stworzyć nowe życie.

A to Nowe Życie naprawdę wypełnia wszystko. Odrobinę nam zabiera i przewartościowuje. Jednak na to miejsce pojawiają się emocje, doświadczenia, które w innym wypadku nigdy by się nie pojawiły.

W zamian dostajemy ogromny kontener wspaniałych mocy, nienamacalnych sposobności, które otwierają nam oczy.

Poszerzają naszą perspektywę.

Scalają.

Pokazują nam nowe oblicza miłości, której pokłady w sobie możemy mieć naprawdę nieskończone.

I za to wszystko dziękuję.

Bardzo dziękuję.

Tweet
16
Gofry z młodego szpinaku pod białą pierzynką
Randka z Synem # 1 - czyli najlepsze frytki belgijskie w Krakowie są w ...

O autorze

szczesliva

■ Mama, po uszy zakochana w mężu Żona, Kobieta z krwi i kości, Estetka jakich mało, dawny podróżniczy Krwiopijca.

Podobne wpisy

  • Twoje dziecko lubi komputer? Mój syn właśnie zaczyna trzeci rok tych zajęć!

  • A żeby była na tym profilu równowaga, to powiem Wam, że dzisiaj …[…]

  • Jakim „CUDEM” schudłam prawie 40 kilogramów w ciągu 12 miesięcy? 🍽️🌿🧘🏻‍♀️

  • Niemożliw. 😔

Wyszukiwarka

Archiwum

Tagi

aplikacje dla rodziców bajki dla dzieci blogi parentingowe blog parentingowy chłopiec ciąża dzieci dziecko gdzie jest tata jak zrobić płyn antybakteryjny karmienie piersią Kraków macierzyństwo małżeństwo najlepsze blogi parentingowe podróże z dzieckiem post sponsorowany projekt 52 przepis reklama rodzicielstwo szczesliva Tata podróżuje Trochę Ciążowej Prywaty WSPÓŁPRACA

Najnowsze komentarze

  • Monika - Jeszcze 5 lat temu nie opublikowałabym tego zdjęcia (bo zapomniałam coś z niego usunąć)❗😜🙈
  • Beata - Jeszcze 5 lat temu nie opublikowałabym tego zdjęcia (bo zapomniałam coś z niego usunąć)❗😜🙈
  • Beautymama - 📺 👶 Czy przedszkole to miejsce, w którym dzieci powinny oglądać bajki w TV❓❗
  • Monika - Po czym poznałam, że chcę z moim mężem spędzić resztę życia? Po tym!
  • szczesliva - Dziennik Elektroniczny – HIT czy PORAŻKA? (jego zastosowanie dla Rodziców i Dzieci)
Ta strona korzysta z plików cookie ("ciasteczka"). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies.

Ostatnie wpisy

  • Hotel Partizán na Słowacji – wyjątkowy rodzinny hotel z basenami w Niskich Tatrach
  • Twoje dziecko lubi komputer? Mój syn właśnie zaczyna trzeci rok tych zajęć!
  • Vademecum dietetyki w praktyce i Suplementacja w dietetyce od PZWL – książki, które warto mieć na półce
  • Sklepiki szkolne od 1 września 2026: co będzie można w nich sprzedawać, a co NIE?!
  • Nie masz okularów do zaćmienia Słońca? ☀️🌑 Tak obejrzysz je bezpiecznie – także z dziećmi

WAŻNY KOMUNIKAT

Wszystkie treści opublikowane na www.szczesliva.pl mają wartość wyłącznie informacyjną. W żadnym wypadku nie mogą zastąpić indywidualnej porady lekarskiej, psychologicznej, prawniczej ani też żadnej innej.
Facebook Twitter Instagram

COPYRIGHT © 2026 szczesliva.pl Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt zgodnie z ustawieniami przeglądarki. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików - zmień ustawienia przeglądarki. - Polityka Prywatności
»
«