Powiem Wam, że odkąd jestem matką, która jest bardzo aktywna w sieci, zorientowałam się, że internet to taki grajdołek, w którym zarówno pachnie jak i przeraźliwie śmierdzi.
A im częściej w tym internecie się człowiek zaczyna obracać, to tym więcej człowiek zaczyna się o sobie i o innych dowiadywać od obcych osób. A co za tym idzie, tym bardziej do mnie dociera, że wystawiając się na pożarcie niektórych głodnych rekinów, muszę się liczyć z tym, że raz czy drugi dostanę zdrowo w pysk. No bo jak tu nie zdzielić w pysk laski, która sama nadstawia swoją facjatę, prawda? :D
Często pewnie widzicie w komentarzach na Facebooku, że wystarczy maleńka iskra, aby wywołać internetowy „shit storm”.
Choć przyznam, że i tak szczęśliwie omijają mnie klasyczne internetowe aferki czy „pudelkowe” sensacje, których staram się Wam nie fundować, bo i ja z tego przyjemności nie miałabym żadnej. Robię na blogu wyłącznie to, z czym się identyfikuję jako kobieta i matka, i dobrze mi się z tym żyje.
Skłamałabym jednak pisząc, że nie śledzę tego, co słychać u innych. Co prawda polski internet w ogóle mnie nie jara i zatrzymałam się na epoce dinozaurów, tak jednak odkąd przez pewien czas mieszkałam w Wielkiej Brytanii, to z przyzwyczajenia często zaglądam, co słychać u znanych matek za naszą polską granicą. Głównie ciekawość mnie tam kieruje. Jestem z tych kobiet, które lubią wiedzieć, jaki nowy wózek wchodzi na zagraniczny rynek, jakie są trendy w pielęgnacji włosów i czy zagraniczne matki są momentami równie spięte jak ja, czy może częściej sobie odpuszczają ;-)
I tym oto sposobem sprawdziłam ostatnio, co słychać u aktorki, która jest nie tylko żoną i matką, ale również mega seksowną kobietą. Co prawda to nie typ aktorki, która mnie na ekranie zachwyca, jak np. Meryl Streep czy Naomi Watts, ale lubiłam na nią patrzeć jeszcze za czasów nastoletnich. Jenna Dewan Tatum. Pewnie niektórym w ogóle nieznana. Dziwnym trafem kilka dni temu mój Instagram wypluł mi na samą górę jej zdjęcie, na którym stoi ona sobie odrobinę lubieżnie na tarasie, w kuszącej bieliźnie tyłem do osoby fotografującej.
Zatrzymałam się na chwilę nad tym zdjęciem.
Właściwie to zdjęcie mnie samo na sobie zatrzymało. Najpierw obczaiłam jej tyłek. Później zobaczyłam, jak cholernie zgrabne są jej nogi. Za moment mój wzrok poszedł wyżej i zorientowałam się, że nosi bieliznę dokładnie taką, jaką sama chciałabym nosić, choć przy moich rozmiarach i moim biuście raczej nie wyglądałaby ona na mnie korzystnie. Po paru sekundach mój wzrok przesunął się na jej włosy. Przypomniałam sobie, że 15 kilogramów temu, kiedy jeszcze moich dzieci nie było na świcie, też miałam taką fryzurę, w której czułam się zarówno kobieco jak i wygodnie.
Dzieci już spały a ja patrzyłam na to zdjęcie i miałam ochotę jej dotknąć. Serio. Zahipnotyzowała mnie laska. Żona, matka. Kobieta, która znajduje czas na to, żeby siódme poty wylewać na siłowni. Bo nie ukrywajmy – takie „coś” samo się nie zrobi. Tutaj trzeba zapieprzać, aby uzyskać takie efekty.
Już miałam zostawić komentarz pod jej zdjęciem, że jest: „amazing, sexy i takie tam”, gdy moją uwagę przykuły komentarze innych kobiet! Komentarze, które zamiast przybić lasce piątkę, napisać „you go, girl!” to piętnowały ją za to, że „jak ona śmiała tak świecić dupskiem, podczas gdy jest matką i żoną!”
Padłam :D Serio? Serio, czy my kobiety musimy być dla siebie takimi katami?
Wiecie co? Ile ja bym dała, żeby mieć taki tyłek, takie nogi i tak bezpardonowo móc się prężyć do fotografującego oka bez skrępowania! Ale jestem leniuchem! Nie chce mi się. Zamiast ćwiczyć przed ciążą, to wolałam wpieprzać białe pieczywo i udawać, że 15 minut na orbitreku wystarczy, żeby się sobie podobać. No nie wystarczy. Może kiedyś mi się zachce i wtedy też stanę sobie na jakimś kanadyjskim balkonie i cyknę sobie fotę. Na pamiątkę, że kiedyś mi się chciało! ;-)
Co pomyślałam o tej aktorce i o tym zdjęciu? Że autentycznie sama chciałabym mieć co pokazać, choćby samej sobie, zamiast wbijać moje cztery litery w zakrywający wszystko jeansy!
„Zazdrosny jest ten, kto wie, że nigdy Tobie nie dorówna. Dla osoby życzliwej zawsze jesteś inspiracją.”
Mam nadzieję, że trafię na tę fotę za kilka miesięcy, jak już będę kilka miesięcy po porodzie, i zainspiruje mnie ona do tego, żeby ruszyć mój zacny tyłek z kanapy! Dlatego stop internetowej zawiści, start dla kobiecej życzliwości! ;-)







