To przeciez samo zło. Siedlisko brutalnych gier, złodziej czasu i zbędny gadżet. Biłam się z myślami, rozważałam przeróżne za i przeciw, po czym stwierdziłam, że próba nie strzelba – trzeba spróbować, żeby się dowiedzieć. Teraz już wiem.
Tablet dla dziecka kupić warto bez dwóch zdań. Urządzenie to zupełnie zmieniło komfort naszego życia jeśli chodzi o Ivka. Otóż fakt, że można naszej młodej latorośli zawsze i wszędzie postawić przed nosem jego ukochaną Pepę w strategicznie istotnym momencie wkładania do buzi łyżki z zupką pomidorową, okazał się w naszym przypadku zupełną rewolucją. Stawiamy mu przed nosem tablet, zapuszczamy będącą ostatnio na topie „Podróż za jeden uśmiech” i sprawa zostaje załatwiona bezboleśnie – chłopak natychmiast wsiąka w świat przygód Poldka i Dudusia wcinając przy okazji gładziutko łychę za łychą. Nie ma znaczenia czy jest to kuchnia, łóżko, taras czy stół jadalny. A kiedy mama musi pilnie przypudrować nochal przed wyjściem, a Ivek zupełnie nie jest zainteresowany stosem zabawek czekających na niego ochoczo w kojcu, wspomniane tabletowe hity potrafią w sekundę zamienić rozwścieczoną bestię w grzesznego chłopczyka.
Nie zliczę ileż to już razy wzdychalismy z Mężem, że nie wyobrażamy sobie w chwili obecnej podróży z Ivkiem bez naszego tabletu. Otóż problem polega na tym, że Ifcio owszem, lubi jeździć samochodem i podziwiać widoki, ale tylko przez pierwsze pół godziny. Później dopada go nieznośna nuda i gorycz istnienia.
W zamierzchłych przedtabletowych czasach przeważnie kończyło się to przymusowym postojem z bolącymi od krzyku uszami. Bywało, że na miejsce przyjeżdżaliśmy na późną kolację zamiast na wczesny obiad. Wszystko to zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po zakupie tabletu i wgraniu kilku ulubionych przez Ivka pozycji filmowych i muzycznych. Teraz w aucie mamy grzecznego synala, w zamian za co znamy na pamięć wszystkie dialogi z Pepy, Podróży za jeden uśmiech i kilku innych cieszących się ostatnio u niego popularnością szlagierów.

Vigeland Park – Oslo
A gdy już NIC się nie da zrobić, gdy Ivek z uśmiechniętego chłopczyka zamienia sie w coś pomiędzy Marią Callas podczas wykonywania górnych partii Traviaty a rozwścieczonym tygrysem, gdy uszy puchną a nasze nerwy trzeszczą ostrzegawczo, jest coś, co w magiczny sposób przywraca błogą ciszę i uśmiech na twarzy naszego pierworodnego. Jest to (ciiii….) gra „Fruit Ninja”. Szmira jakich mało, ale nasz Iventy po dostaniu do łapek tabletu z włączonym Fruit Ninja natychmiast zapomina o swojej histerii i zanurza sie na kilka minut w fascynujący świat przecinanych małym paluszkiem arbuzów i pomarańczy. Te kilka minut wystarcza zazwyczaj do wytrącenia go z poprzedniego stanu i powrót do normalnej egzystencji.
No wiec tablet okazał się strzałem w dziesiątkę. Mały i lekki, a jednocześnie z dużym ekranem. Wygodny i zawsze pod ręką. Pracuje na bateriach przez wiele godzin i nie narzeka. Robi co ma robić sprawnie i bezproblemowo. Internet LTE działa błyskawicznie – znacznie szybciej niż nasz stacjonarny w domu. A gdy nasz domowy internet na cudownych światłowodach zwalnia do prędkości ślimaka albo z jakiegoś magicznego powodu zupełnie odmawia współpracy, nasz tablet bez narzekania udostępnienia połączenie Internetowe (tanie jak przysłowiowy barszcz) reszcie naszych komputerów i telefonów. Działa na Ivka jak ulubiony miś.
Wada? Niestety nie chce sie rozdwoić. Już myślimy o zakupie następnego, aby uniknąć wojny domowej.
Sam tablet jednak okazał się urządzeniem niepełnym. Po zakupie, mimo oczywistych zalet, nie wykorzystywaliśmy go nawet w 30% tak, jak to się dzieje teraz. Przebijali się do swojej obecnej pozycji pomału, aż nagle – nastąpiła rewolucja!
O tym, co sprawiło, że tablet z drogiego i delikatnego gadżetu zamienił sie w pełni funkcjonalne i komfortowe urządzenie jakim obecnie jest – w następnym odcinku.








