Nie zliczę, ile w ostatnich miesiącach dostałam wiadomości, w których dziewczyny pisały mi, że czują ogromną presję bycia idealną kobietą swojego męża.
Nie widziałyby problemu, gdyby nie fakt, że to mężczyzna wysyłał sygnały, w których próbował sprytnie zaznaczyć, że mogłyby lepiej gotować, dokładniej sprzątać czy lepiej zadbać o swoje zgrabne cztery litery. Nie wspominając o tym, że punktowali również fakt, że siedzą w domu zamiast się rozwijać i wspinać po szczeblach kariery. Nigdy nikomu nie dogodzisz! Będziesz z dziećmi w domu – źle, nie rozwijasz się! Pójdziesz do pracy – za mało poświęcasz czasu rodzinie. Ocipieć można!
Naoglądali się biedni okładek magazynów i programów typu Projekt Lady albo innej Perfekcyjnej Pani Domu i poprzewracało im się w głowach, bo inaczej tego tłumaczyć chyba nie można. Na początku myślałam, że to odosobnione przypadki i tego typu kobiety stanowią zaledwie jakiś marny procent ogółu, albo to może jakaś prowokacja, bo i takie kwiatuszki dostaję na skrzynkę.
Kiedy jednak dostałam kolejną wiadomość o podobnym zabarwieniu tylko odrobinę innych szczegółach, zrozumiałam, że to realny problem a nie kobiece widzi mi się. 3 tygodnie temu napisała do mnie Monika, która nawet nie prosiła o zmianę imienia:
„[…] Pewnego dnia przyszedł do domu i rzucił po raz kolejny, że znowu się w domu obijałam chyba, bo na dywanie syf z zabawkami a dziecko całe brudne. Dorzucił jeszcze, że skoro tak spokojnie wcina właśnie jakiś deser, to mogłam się przecież wziąć za ćwiczenia z Ewką, tak jak robi to G. i wygląda jak „szprycha”. Nie widział, że właśnie zwijam się z bólu, bo moje menstruacje to istny koszmar.
Miałam ochotę ryczeć najpierw, bo najlepiej wychodzi mu poniżanie mnie i wytykanie błędów. Później w sekundę otrzeźwiałam. Popatrzyłam na tego mojego faceta, który właśnie puścił jakąś bzdurną wiązankę na mój temat. Zobaczyłam ten brzuch po piwsku, fryzurę na wiejskiego pazia i zerknęłam przez okno na tego gruchota, którym jeździ od kiedy się poznaliśmy. I wytrzeźwiałam w moment. Zapytałam go, jak się czuje z faktem, że jest beznadziejnym hipokrytą, któremu wydaje się, że jest bożyszczem kobiet, tymczasem bliżej mu do zapuszczonego Janosika niż do ogiera, za którego się próbuje uważać.
Stałam jeszcze chwilę w tej kuchni i miałam milczeć, jak zwykle ale czara ognia się wtedy przelała. Parsknęłam niepohamowanym śmiechem. Kazałam mu spojrzeć w lustro i powiedzieć, czego dokonał w ostatnich pięciu latach. Zamurowało go. Nie sądził, że się tym razem odezwę. […]
Chyba właśnie oprzytomniał, że zanim będzie wymagać od innych, warto spojrzeć najpierw na siebie. […]”
I właściwie ta końcówka maila od Moniki jest tą esencją, do której zaraz wrócę.
Ostatnio poczyniłam sobie leniwy spacer i zaczęłam przyglądać się męskiej populacji. Uwielbiam mężczyzn, o ile nie próbują nam – kobietom nadepnąć na odcisk i nie robią z siebie alfy i omegi. Podczas tamtego spaceru nie zauważyłam ani jednego faceta, który prezentowałby książkową klasę, elegancję i przyciągałby mój wzrok. Natomiast zobaczyłam całą masę kobiet, od których nie mogłam oderwać wzroku! To my próbujemy za wszelką cenę udowodnić samym sobie, że będziemy chodzącymi ideałami, zarzynamy się, robimy wszystko, aby po ciąży schudnąć, wrócić do formy, zadbać o cerę, być przykładem kobiety-walczącej, edukować się, chodzić na kursy, walczyć o lepsze jutro. I przy tym wszystkim bywamy oceniane przez naszych partnerów, którzy chcą nam udowodnić, że wiele brakuje nam do uzyskania 100% do względnej poprawności, a oni w tym czasie mają to głęboko gdzieś, co sami reprezentują i gdzie wspięli się podczas ostatniej dekady.
A spróbuj wytknąć niektórym mężczyznom, że mięsień piwny przesłania im widok na świat, albo z dawnych muskułów zostały już tylko wspomnienia i ich biceps przypomina raczej świeżo wałkowane ciasto drożdżowe. Marny Twój żywot, gdy wypomnisz, że nie ma chłopaczyna gustu i ubiera się tak, jak ubierał się jeszcze w liceum. A niedajpanieboshe powiesz, że już dekadę tkwi w tej samej firmie psiocząc na nią jednocześnie nic z tym nie robiąc.
Nie chcę punktować tutaj żadnej ze stron, bo każdy ma coś za pazurami, my kobiety też często przekraczamy pewne granice, ale apeluję do niektórych mężczyzn, którzy oczekują czegoś, czego sami nigdy sobą nie reprezentowali – jeśli tak bardzo wadzi Wam coś w swoich kobietach, najpierw upewnijcie się, że i Wy jesteście idealnymi kandydatami na ojca, partnera czy przedsiębiorcę. Zanim ocenicie dorobek Waszych Panien – sprawdźcie, czy Wasz dorobek na wszystkich polach jest taki książkowy i jest się czym chwalić. Czy może lepiej milczeć…
„Ludzie spieszą się oceniać innych, bo boją się oceniać siebie.”
– Albert Camus
P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Jeśli macie ochotę puścić go dalej w świat – z góry dziękuję! :*







