Legalny sposób, dzięki któremu dostałam 100 dni urlopu dla rodziny.

napisała 07/06/2017 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Jestem bardzo ciekawa, czy jestem jedyną tutaj obecną osobą, która w ostatnich dwóch latach nie miała wakacji. Pisząc „wakacji” mam na myśli chociaż jednego bitego tygodnia spędzonego z rodziną. O dwóch czy trzech nawet nie marzyłam!

Chociażby jednego króciusieńkiego tygodnia spędzonego na wsi, nad morzem, w górach. Gdziekolwiek! Byleby tylko byczyć się całą rodziną robiąc to, na co mamy ochotę.

Powiem Wam, jak wyglądały nasze ostatnie dwa lata. Spędziłam je na narzekaniu, że wszyscy jeżdżą na wakacje, tylko nie my. Bo a to mój mąż miał nieplanowane wyloty z kraju, a to obowiązki na miejscu nie pozwalały nam na wyjazd dłuższy niż dzień lub dwa. Można było zwariować! Znacie stan chronicznego przemęczenia, zrezygnowania i narzekania?! Ja byłam doskonałym na to przykładem! A jak jeszcze dowaliłam sobie moją tezą, że nie stać nas na to, na co stać innych, to już w ogóle pozamiatane. Nic tylko usiąść, zwinąć się w kulkę i marudzić, jaka to ja jestem pokrzywdzona ;-)

Pewnego razu marząc o tym, aby wyrwać się z miasta i dać się ponieść odpoczynkowi mój mąż wziął mnie za chabety, posadził na sofie, kazał mi się stuknąć porządnie w głowę i ruszyć łepetyną. Powiedział tak:

– Skończyłaś już narzekać? To jak skończyłaś, to coś Ci powiem. Umiesz liczyć?

– No umiem. Po co takie głupkowate pytanie?

– To teraz, marudo, policz sobie! Ile mamy w roku dni?

– No jakieś 360 z hakiem chyba. – odpowiedziałam.

– To ile to daje tygodni?! To też umiesz policzyć? – zagaił trochę złośliwie.

– Powiedzmy, że 52 tygodnie.

– To teraz skumaj coś, marudo. 52 tygodnie daje nam 52 weekendy. Każdy weekend to są dwa dni. 2 x 52 daje nam 104. Też Ci tyle wyszło?

– Ehe. – przytaknęłam.

– Zaokrąglając to do pełnej setki, to masz 100 dni w roku, które możesz spędzić, jak tylko masz ochotę! 100 dni wakacji! Rozumiesz to? Bite 100 dni wakacji, które możesz albo wykorzystać albo będziesz dalej udawała pokrzywdzoną. I Ty mi mówisz, że my nie mamy wakacji?! My mamy wakacje, tylko z tymi 100 dniami wakacji nic sensownego nie robimy! Tymczasem zamiast jeździć na zakupy w sobotę i robić jakieś pierdoły w domu w niedzielę, możemy się spakować i w każdy weekend być tam, gdzie nam się podoba. Byle nie w domu!

Zgasił mnie i zapalił lampkę. To, co powiedział nie było głupie. My naprawdę znakomitą większość weekendów w ostatnich latach przebimbaliśmy na pierdoły! Co to jest dwugodzinny spacer po parku albo kilkugodzinne wyjście z dziećmi na plac zabaw? Rzeczywiście, tak właśnie planując dzień w okolicach, które znamy doskonale i które kojarzą nam się z męczącą i zwykłą codziennością, to mamy pewne, że słabo będzie z odpoczynkiem. Tymczasem można po prostu zapakować dzieciaki do auta i pojechać nad pobliską rzekę, łączkę, w góry, nad jezioro, do zamku, do parku rozrywki, do muzeum lotnictwa. Gdziekolwiek byle tylko oderwać się od codzienności i wejść na inny tryb!

Jasny gwint! Bez kitu, 100 dni wakacji. Marzenie każdego! A zrealizuje tę wizję każdy, kto przestanie marudzić a zacznie planować. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy! Za nami już kolejny „nieprzebimbany” weekend, tym razem w odrobinę dalszych zakątkach.

W piątek spakowaliśmy nasze manele, zabraliśmy potrzebne rzeczy i wyruszyliśmy w … Bieszczady! Miejsce, o którym marzyłam od kilku lat, ale zawsze nam się wydawało, że nie damy rady ogarnąć tego, bo dzieci za małe, bo są za daleko, bo to siamto, sramto i owamto.

 

Tymczasem pojechaliśmy tam i … nie chcieliśmy wracać! Zaliczyliśmy Bieszczady wzdłuż i wszerz, zatrzymując się przy najpiękniejszych miejscach, które atakowały nas zewsząd jak magnes. Zobaczyliśmy bieszczadzkie stada owiec i psów pasterskich, zrywaliśmy gruszki z dzikich już i opuszczonych podczas historycznej akcji Wisła sadów, zaliczyliśmy snopy siana, moczyliśmy nogi w cudownych strumykach. Czego to my nie robiliśmy!

Gdzie nasze dzieci bawiły się najlepiej? Akurat nie podczas jedzenia lodów w przydrożnym ekskluzywnym SPA, do którego wpadliśmy po drodze. Ich najbardziej kręciły właśnie te górskie strumyki, w których mogli brodzić bez końca, rzucać kamieniami po tafli wody i patrzeć na małe rybki, które żwawo przemykały obok kamieni.

Kolejne 3 dni wakacji za nami! Ale przed nami jeszcze mnóstwo weekendów, które zamierzamy spędzić tam, gdzie nas ścieżki fantazji poniosą. Nasz kolejny cel? Tym razem wybierzemy się do zamku w Mosznie. Obczajcie koniecznie to na mapie. Bajkowo! Już nie mogę się doczekać! :-)

Podczas naszego ostatniego weekendu partnerował naszym wojażom nowy MINI Countryman. Ekipa MINI zaprosiła nas do testowania nowego modelu z napędem na cztery koła. Napełnili nam bak i trzymali za nas kciuki, żeby udało nam się odpocząć w Bieszczadach w towarzystwie naszych maluchów ;-) Jestem samochodem mega podjarana. Myślałam, że ten MINI Countryman to miejska pszczółka, tymczasem okazał się w naszej wyprawie solidnym partnerem, który w górach radzi sobie bez zająknięcia. Zapakowaliśmy do niego wszystkie nasze graty, łącznie z kuchnią polową, karimatami, moimi ciuchami i … tyle nas widziano ;-)

Sam MINI Countryman to osobna historia – jestem w nim zakochana. Gdy stanęliśmy obok zwykłego MINI to okazało się, że ten nasz jest niemal dwa razy większy! W dodatku wygląda znakomicie i wzbudza ogólną sympatię na drogach, co również przenosi się na jadących w środku. W życiu nie uśmiechnęło się do mnie tylu przechodniów :-)) Szczególnie spodobała mi się możliwość płynnego wyboru barwy oświetlenia wnętrza – wybierając się na ekskluzywną kolację można sobie dostosować kolor oświetlenia kabiny do butów, sukienki, szminki czy fryzury :-) Mega bajer, wprost pod moje upodobania (tylko gorzej z czasem na te kolacje we dwoje  :P] Środek auta również wygląda super efektownie, wzbudzając zainteresowanie przechodniów zarówno samym pojazdem jak i wychodzącą z niego osobą ;-) Zresztą zobaczcie sami – na zdjęciu akurat wybrałam kolor czerwony, ulubioną barwę mojego Ivka.

Jeśli i Wam marzy się beztroski wypad i ucieczka z miasta, to śmiało zapiszcie się na jazdę testową nowym MINI Countryman. Tutaj [klik] znajdziecie formularz.

P.S. Jeśli ruszycie gdzieś #wpolskezMINI i pod fotelami Waszej testowanej bryki znajdziecie srebrną zawleczkę od damskiego kolczyka, to dajcie cynk. Mój prawy kolczyk szuka srebrnego gwinta :D A na bank odczepił się skubany, jak złapałam wiatr we włosach na jednym z bieszczadzkich zakrętów :D

Podobne wpisy