Nie owijając w bawełnę i oszczędzając Wam przydługich wstępów powiem jedno: to czy nie zwariujesz z dzieckiem w domu [ i ze sobą również] zależy wyłącznie od Ciebie. W zależności od Twojej sytuacji zawodowej i rodzinnej, masz przed sobą 12 miesięcy, z którymi musisz coś zrobić. Im wcześniej zorganizujesz sobie codzienność, tym lepiej dla Ciebie. Jeśli Twój bamber jest wyjątkowo łaskawy i naśladuje Smerfa Śpiocha, to masz prawdziwe pole do popisu.
Mnie ogarnięcie się zajęło kilka miesięcy. Hormony, nieprzespane noce i kolki dały mi ostro popalić. Później było już z górki. Odzyskałam wiarę w to, że macierzyństwo może być genialną przygodą. Zaczęłam regenerować swoje siły i walczyć o to, aby żaden dzień nie był pod znakiem monotonii i zniechęcenia.
PLAN! Plan to podstawa. Możesz go sobie nakreślić w głowie, narysować na kartce papieru albo opowiedzieć głośno i wyraźnie Mężowi. Każdy sposób jest dobry. Musisz sobie zwizualizować i zorganizować plan dnia, tygodnia, miesiąca.
Moja lista na MARZEC:
- ciężko to przechodzi przez gardło, gdy dopiero się wyszło z przeziębienia i człowiek jest rozleniwiony niczym klucha, ale BĘDĘ ĆWICZYĆ! Mam na stanie fajne maty, hantle, orbitrek, i poświęcam na to pół godziny każdego dnia. Wysiłek fizyczny daje niezłego kopa! Polecam!
- nauczę się [ przy akompaniamencie mojego Syna] grać 3 podstawowe melodie. Ivek dostał cymbałki, bębenek i inne grzechotki. Nie mamy co udawać, że potrafimy grać. My dopiero będziemy umieli grać tak, że sąsiedzi nas popamiętają! :-D
- wezmę się w garść i dokończę co zaczęłam – skończyły się czasy piratowania po drogach ;-P testy, here I come!
- ogarnę temat pielęgnacji ziół. Podlewanie, rozsadzanie, rozmnażanie, obrywanie i inne -ania nie będą więcej dla mnie tajemnicą. Koniec z przelewaniem i doprowadzaniem ich do gnicia. Zaczęły nam ostatnio fajnie rosnąć i to chyba jest właściwy moment na to, aby skończyć z moją ignorancją w tej materii
- nauczę się paru sztuczek fotograficznych. hmmm źle to ujęłam. Nauczę się doświetlać, nie prześwietlać, i obrabiać, a nie przerabiać. Mąż mi wrócił z wojaży, to pomolestuję Speca w tym temacie.
- własnoręcznie zrobię pyszniutkie, pachnące i jedyne w swoim rodzaju MYDŁO! Mam podręczniki, będzie się działo. Zorganizuję w chacie małe laboratorium, i kto wie czy z mydła nie przebranżowię się na crystal meth, jak w Breaking Bad ;-P
- oprócz mydła zrobię spory zapas kul pieniących do wanny. Mój przepis na nie tutaj. Mam lawendę, rumianek, olej konopny, olej migdałowy, olej z czarnuszki. Czego to ja nie mam! Chatę z dymem puszczę ;-P
- zrobię wiosenny misz-masz w szafie, zimowe łachy schowam w najdalsze zakamarki a wyciągnę na wierzch wiosenne cuda. Postawię na KOLOR!
- Jeszcze nie dorobiłam się swojej maszyny do szycia, ale! zrobię coś w tym kierunku i nauczę się szyć. Pożyczę maszynę od babci, albo od innej cioci i będę trzaskać takie personalizowane śliniaki [i nie tylko], jakie ostatnio dostaliśmy. Fajne, co nie? ;-)
- zaplanuję wakacje! Jeszcze tych milionów na koncie nie mamy, które przeznaczymy na lot na Księżyc, ale do Tajlandii też wcale nie jest tak blisko, a i krajobraz trochę inny niż te nasze polskie wzgórki i równinki, także planowanie czas zacząć! Z realizacją pewnie poczekamy do lata ;-)
- przewodnik po Krakowie dla rodziców z dziećmi leży u mnie zakurzony na półce już ponad pół roku. Idzie wiosna. Szczesliva idzie na zwiady w poszukiwaniu krakowskich atrakcji dla spragnionych wrażeń matek! przy okazji, polecam BLOG Pauliny: Baby and the City!
W kwietniu robię kolejną listę. Stay tuned!
Dobra. To teraz powiedz co jest na Twojej marcowej liście!














