Polskie rodziny nie są wybredne, gdy przychodzi im spędzić niedzielę w swoim gronie. To właśnie w ten dzień nadrabiamy wszystko, co odłożyliśmy od poniedziałku do piątku. My też zaliczamy się do tego zacnego grona ;-) Bez znaczenia czy jesteście rodziną: 1+1, 2 z brzuszkiem, 2+1, 2+2, tudzież inną kombinacją matematyczno-familijną. Wy zapewne także poświęcacie/święcicie ten dzień równie kreatywnie ;-P
No to lecimy z koksem ;-)
1. IKEA’ing [czytaj: ikeing]/ To wyjątkowo powszechne zjawisko. Uprawiacie IKEA’ing wyjątkowo namiętnie. Zbieracie się w niedzielę z wyrka ok. godziny 10.00. Jecie śniadanie i pakujecie się wszyscy do szwedzkiego molocha. Tam wybierzecie nowe zasłony, wymienicie nadwątloną zastawę stołową i dokupicie parę łyżek, które przez przypadek zjadł kot bądź zakosił Wam sąsiad (wraz z kilogramem 'pożyczonego cukru’). Tam też zjecie niedzielny obiad. Przyznajcie się, który domownik zajada się klopsikami z frytkami i oblizuje po nich talerz?
2. castoraming [czytaj: kastoraming] – zazwyczaj męska część Waszej rodziny ciągnie Was do tego miejsca. Najpierw zaliczacie obiad w IKEI, a następnie śmigacie do castoramy. Panie średnio przepadają za tym miejscem. Mi śmierdzi tam wszędobylskim plastykiem, ale nic na to nie poradzę. Jeśli chcę mieć nowy zlew, to wycierpię tam tę godzinę i pogapię się na panów w ogrodniczkach. Felerem tego miejsca jest bytność niedzielnych dżentelmenów, którzy nie mają zielonego pojęcia o istnieniu antyperspirantów.
3. kościółek i spółka – najpierw kościółek, później spacerek, a następnie obiadek u dziadków. Bardzo klasycznie, bardzo po polsku. Jak za starych czasów. Aż mi się łezka w oku zakręciła, bo tak mniej więcej wyglądały niedziele za mojego dzieciństwa ;-)
4. rowerowanie – ostatnio na naszej drodze do IKEI ;-) widziałam kilkanaście aktywnych rodzinek, na rowerach, w kaskach, z uśmiechem na buzi. Też tak chcę! Nasze rowery stoją zakurzone, bo Teodoro pomidoro jeszcze nie jest gotowy na rowerowanie. Kupujemy na wiosnę krzesełko albo przyczepkę dla niego, albo nawet na jesień, i dołączymy do tego grona typu: FIT!
5. wycieczkowanie – zazwyczaj na totalnym spontanie głowa rodziny rzuca hasło i jedziecie w góry! Albo do lasu! A może odwiedzicie rodzinkę pod Warszawą/Krakowem/Wrocławiem? Albo babcię na niedalekiej wsi? Ta opcja też jest ciekawa. Jecie obiad przy drodze. Pewnie będą to pierogi ruskie albo schabowy z dodatkami. Dobry sposób na wyrwanie się z miasta.
6. pilotowanie [ nie należy go absolutnie mylić z wycieczkowaniem!] – pilotowanie polega na silnym trzymaniu pilota od telewizora i niepuszczaniu go pod żadnym pozorem. zaryzykuję twierdzenie, że co trzecia polska rodzina osiągnęła najwyższy level w tej niedzielnej aktywności. najpierw teleranek, jakaś bajka dla maluchów, następnie film przyrodniczy z Czubówną w roli głównej, a później to już z górki: Panorama, Teleexpress, Panorama, Wiadomości, Panorama etc… i tak do 22.00… ;-)
7. ’supersizing’ – czyli niedzielne powiększanie zawartości koszyka marketowego, co ciągnie za sobą powiększanie masy ciała wszystkich członków rodziny. Do koszyka pakowane są ilości jedzenia odpowiadające miesięcznemu zapotrzebowaniu energetycznemu. A Wy wsuwacie to w jeden tydzień. Do bagażnika pakujecie fastfudy, gazowane bomby kaloryczne o smaku pepsi bądź coli i inne wytwory XX wieku. Fuuu
8. grillowanie – jeśli jesteście szczęślivymi posiadaczami dużego ogrodu bądź przewiewnego tarasu, to lato jest Wasze! Karkóweczki z rusztu, pieczone ziemniaczki, jabłka z chrupiącą skórką. Pyfko, drineczki. Brzmi pysznie, prawda? ;-) Taka niedziela to jedna z moich ulubionych opcji. Moi rodzice wyjątkowo chętnie uprawiali tę formę niedzielingu.
9. działkowanie – macie całkiem spory ogródek, albo działkę za miastem, na której uprawiacie marfefki i inną zieleninę, a niedziela upływa Wam w rytmie odchwaszczania. Zaprzęgacie też do tego dzieciaki. One tego niecierpią. Koszenie trawy, rozplątywanie mokrego szlaufu i uklepywanie gnojownika. Nie polecam fundowania maluchom takiej katorgi. Lepiej wybrać opcję nr 2, a działkowaniem zająć się w sobotę.
10. parkowanie – żaden z miejskich parków nie jest dla Was tajemnicą. Wiecie gdzie rosną ogromniaste kasztany, w którym mini-stawie można dostrzec kolorowe rybki, gdzie znajduje się drewniany kościółek z tajemnym tylnim wejściem, gdzie wiewiórki spotykają się na ploty. Parkowanie, zaraz za grillowaniem było formą, którą najczęściej wybierali moi rodzice :-)
11. yachting [wersja na bogato, której nie doświadczyłam] nic nie poradzicie na to, że jesteście posiadaczami jachtu Marquis i niedzielę spędzacie w Monako. raczej się z tym nie obnosicie, gdyż reszta rodzinek.pl wytykałaby Was palcami podczas Waszego ewentualnego Ikea’ingu, a dzieci dostałyby w szkole przydomek hajsiarzy ;-) Może zacznę grać namiętnie w totka, to kiedyś postawię stopę na jakimś wypaśnym jachcie ;-) Na razie zadowolę się zwykłą-niezwykłą łódką, którą w Norwegii wygrała w jakimś konkursie moja Mama <3 ;-)
Który model zazwyczaj wybieracie? 2+ 4 + 8? A może 1+6+10? :-)
Pięknej niedzieli!







