Czy można zatęsknić za czymś bardzo wirtualnym? Za spotkaniem, które odbywało się tak naprawdę tylko umownie, bo nigdy nie było przy nim realnego uściśnięcia ręki, przytulenia czy szybkiego „Cześć!” na powitanie patrząc sobie prosto w oczy?
Za czymś, od czego kiedyś wszystko się zaczęło i co było bardzo blisko serca?
Ostatnio wielokrotnie zadawałam sobie to pytanie znając już na nie odpowiedź.
Bo tak, można zatęsknić. I to bardziej, niż się człowiek spodziewał.
Tęskni się nie za samym pisaniem, ale za tym, co działo się pomiędzy słowami. Za ciszą, która wtedy miała znaczenie. Za myślą, która układała się powoli, z czułością. Za miejscem, gdzie mogłam być prawdziwa – w niedoskonałościach, zmęczeniu, zachwycie nad tym, co małe, zwyczajne, ale moje.
Tęskni się za tym intymnym spotkaniem, które – choć nienamacalne – potrafiło ogrzać bardziej niż niejeden realny dialog. Bo przecież nie trzeba uścisku dłoni, by poczuć, że ktoś Cię rozumie. Czasem wystarczy słowo, które wybrzmiało w odpowiednim momencie. I czyjś cichy szept z drugiej strony ekranu: „mam tak samo”. Za tym jakże wirtualnym „polubieniem” czy „sercem”, które dawało znać, że ktoś jest po tej drugiej stronie i czyta. A czasami nawet czuje tak samo.
Pisanie bloga było kiedyś moją codziennością. Schronieniem. Lustrem. Drogą. I choć życie z biegiem lat poustawiało inne priorytety sprawiając, że to social media wysunęły się na pierwszy plan, to ta moja cicha tęsknota nie przestała się odzywać. Wręcz przeciwnie – dojrzewała we mnie powoli, aż w końcu stała się nie do zignorowania.
Dziś, w świecie krótkich komunikatów, przelotnych relacji, znikających stories i algorytmów, które decydują, kto coś zobaczy, a kto nie – jeszcze mocniej doceniam, czym jest blog. Tu nic nie ginie po 24 godzinach. Tu słowo zostaje. Można do niego wrócić. Wczytać się. Odczytać je po swojemu, we własnym tempie.
To nie jest przestrzeń instant. Nie krzyczy z gąszczu innych postów. To miejsce, które trwa, gdy wszystko inne przelatuje jak wiatr.
Chyba czas wrócić, żeby znów poczuć, że jestem tam, gdzie moje słowa mają sens. Gdzie mogę się spotkać z Wami w przestrzeni „nie-instant”, nie pędzącej tak do przodu jak wszystko wokół.
Zatęskniłam.
I wróciłam. ❤️ I tak cudownie mi z tym.







