Jestem mamą, która poszła pod prąd i podjęła NIESTANDARDOWĄ decyzję!

napisała 15/10/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Wahałam się całkiem niedawno, czy Wam tę sytuację przybliżyć. Cieszę się, że nadarzyła się okazja, by Wam dzisiaj o niej opowiedzieć.

Nie zdziwię się, jeśli nie przybijecie mi piątki i powiecie: „Szczęśliva, rzeczywiście przegięłaś!”, jednak skrycie liczę na to, że jednak myślimy podobnie :-) Choć zupełnie szczerze? Sama jestem ciekawa Waszej opinii w tej kwestii, więc umówmy się, że powiecie mi, jak Wy rozwiązujecie tę sprawę przy wychowywaniu dzieci.

A to było tak.

Na jednej z facebookowych grup dotyczącej wychowania dzieci postanowiłam zostawić swój komentarz pod wątkiem o nagradzaniu dzieci. Autorka pytała, czy rzeczywiście nagradzanie dzieci za coś, w co włożyły sporo wysiłku, jest słuszne. Większość z wypowiadających się osób (z małymi wyjątkami) była raczej przeciwna i można by było to podsumować w stylu:

„Nie, nie nagradzam na codzień mojego dziecka. Nagradzam je jedynie słownie wypunktowując za co dokładnie dziecko chwalę. Nie ma w moim słowniku słów: brawo, ekstra, super, dobra robota czy z angielskiego „well done”. To byłoby zbyt banalne. Każdorazowo tłumaczę dziecku, co mu wyszło i unikam słowa: BRAWO. A jedyne prezenty i nagrody jakie moje dziecko dostaje, to te urodzinowe i na gwiazdkę. Nie widzę potrzeby dawania prezentów z innych okazji, bo to dzieci „rozpuszcza”.”

Czytając wypowiedzi tamtych rodziców, które można by było podsumować powyższym akapitem, zrobiło mi się autentycznie jakby … smutno! Bo sama pamiętam, że jako dziecko często byłam nagradzana przez moich rodziców drobnymi nagrodami. Zazwyczaj była to kolorowanka, czy upieczenie z mamą wybranych przeze mnie babeczek albo mały zestaw LEGO, które wtedy szturmem wchodziły na polski rynek.

Mając w pamięci moje dzieciństwo, niezwykle szczęśliwe tak na marginesie, i to, jak postępuję z moimi dziećmi, postanowiłam pod tamtym wątkiem zostawić mój komentarz, który brzmiał mniej więcej tak jak poniżej (i aż żałuję, że nie zrobiłam tzw. „screena” na pamiątkę, bo za chwilę zdecydowałam o opuszczeniu grupy, gdyż wylała się na mnie fala hejtu…):

„A ja nagradzam moje dzieci, jeśli jest ku temu okazja. Żeby było jasne: nie jestem typem rodzica, który zalewa moje dziecko zabawkami. Bardzo uważnie dobieram to, czym się bawią, ale nie trzymam się zasady: jedna zabawka na rok. I może nie spotka się to z aprobatą tu komentujących, ale daję dziecku prezenty nie tylko na dwie w roku okazje czyli urodziny czy gwiazdkę. Tych okazji mniejszych czy większych znalazłoby się pewnie kilka, może kilkanaście w skali roku dla moich synów. Często zdarza mi się dać dziecku drobny prezent za to, że pokonało kolejny swój krok milowy! Jak np. wtedy, kiedy mój starszak podjął decyzję, że chce pokonać swój lęk wysokości i gdy naprawdę cudem nadarzyła się okazja, to postanowił polecieć ze mną … śmigłowcem! Bardzo się tego bał, ale powiedział mi, że to dla niego ważne, bo „chce sprawdzić czy ta wysokość naprawdę jest taka straszna”.

I wiecie co? Pokonał ten strach! Powiedziałam mu: „BRAWO, Skarbie! Jestem z Ciebie dumna!” Nie potrzebowałam tłumaczyć tego tysiącami słów! On to zrozumiał, że jestem z niego dumna! Po powrocie do domu poszłam do sklepu za rogiem i uzupełniłam jego kolekcję o kolejną część z katalogu, który kolekcjonuje. Czy źle zrobiłam? Nie sądzę! On przede wszystkim był wniebowzięty tym, że pokonał swój strach a przy okazji dostał ode mnie mały doping, takie przybicie piątki za to, że warto te nasze ludzkie strachy pokonywać. „

Wiecie, co się stało? Pod moim krótkim komentarzem pojawiła się fala niezrozumienia. Że: „to droga na skróty!”,  „że moje dzieci przestaną doceniać prezenty i zaczną prosić o sztabki złota w ilości hurtowej!”.

A to totalna bzdura!

Moje dzieci wiedzą, że gdy dostają zabawki zazwyczaj jest to coś, co ma potencjał ich czegoś nowego nauczyć.

I nie dostają tych prezentów codziennie, jednak jest ich zdecydowanie więcej niż dwa w skali roku. Nie są to tysiące zabawek każdego miesiąca. Zazwyczaj jedna, dwie w miesiącu, którymi zawsze chętnie się bawią a ja widzę, że pieniądze te były warte wydania.

Czy są inne okazje, kiedy daję dziecku mały upominek ode mnie?

Daję dziecku również drobny prezent wtedy, gdy moje dziecko pokonuje swój wielki strach bojąc się np. jednej ze szczepionek, jak to miało miejsce z moim Juniorem, który zaciskał zęby do końca i walczył ze swoim strachem i widokiem igły laboratoryjnej.

I udało się! Nie zapłakał, chociaż usta w podkówkę układały mu się przez całą wizytę :( Wiem, jaką walkę stoczył z samym sobą. Przytuliłam go do siebie mocno, a później sprawiałam mu drobną niespodziankę w drodze do domu kupując mu wybrany mały zestaw LEGO Duplo, za którymi szaleje. Tak między nami, to uważam, że LEGO to klocki, które są takim ponadczasowym prezentem i można je podarować dziecku na wiele okazji. Czy to po wizycie u dentysty, czy z okazji pierwszego stałego ząbka. Czy na urodziny dla kolegi z przedszkola. Okazji mniejszych czy większych może być bez liku. Zdecydowanie wolę kupić dziecku taki zestaw klocków, zamiast kupować worek słodyczy czy kolejną kiepskiej jakości zabawkę, która za dwa dni wyląduje w koszu z ułamaną kierownicą i bez opon… ;-) Pewnie wiecie, o czym mówię ;-)

Myślimy podobnie? :-)

Dzisiejszy post jest odpowiedzią na pytanie zadane mi przez markę LEGO, której zestawy klocków dla mniejszych i większych dzieci można już kupić w Rossmannie:

– Magda, na jakie okazje kupujesz swoim brzdącom LEGO?

Tych okazji jest wiele! Co zresztą bardzo nie spodobało się grupowiczom jednej z facebookowych grup ;-) Nic na to nie poradzę, że daję moim dzieciom nie dwa prezenty w ciągu roku a 5 czy 6, niekoniecznie wielkogabarytowych, a drobniejszych, ale przemyślanych, które wywołują uśmiech na ich twarzy!

Drobny prezent to wcale nie ten, który musi kosztować miliony!

Co więcej: tak a propos tej dyskusji na grupie – nic nie poradzę, że często kiedy chwalę moje dzieci, mówię po prostu: „Świetna robota!” i one doskonale wiedzą, za co przybijam im piątkę! Zamiast silić się na jakieś filozoficzne dygresje, dlaczego uważam, że dziecko wykonało świetną robotę.

Czy to aż takie mało wychowawcze chwalić dziecko i od czasu do czasu je nagrodzić?! Nie sądzę :-)

Nie popadajmy w skrajności, błagam! Zachowajmy umiar w tych wszystkich wychowawczych stylach i wypracujmy naszą metodologię, która sprawdza się u nas i jest w zgodzie z naszym sumieniem.

Nie o to chyba chodzi, aby udowadniać całemu światu, że się ma rację! Z racją wszyscy wiemy jak jest – każdy ma swoją i chyba dokańczać powiedzenia nie muszę ;)

Dzisiejszy post powstał we współpracy z LEGO – marką, która bardzo mocno uczestniczy w naszym życiu codziennym. Od niedawna różne zestawy klocków LEGO, dla dzieci w każdym wieku, możecie już kupić w Rossmannach. Cieszy mnie to niezmiernie, bo nareszcie nie muszę ganiać za klockami na drugi koniec Krakowa i nareszcie możemy je kupić po sąsiedzku :-)

Specjalnie dla Was mam 25% rabat na LEGO w Rossmann! :) Pobierzecie go TUTAJ [klik]! ❤️

Dlatego już reasumując: to żadna zbrodnia nagrodzić swoje dziecko, bić mu brawo, kiedy przydarzy się okazja! Ja cieszę się, że udało mi się wypracować nasz mały „system”, który się sprawdza. Zachęca, ale nie rozpieszcza, i pokazuje brzdącom, że doceniamy ich starania i potrafimy pomóc im pokonać ich lęki!

Uściski!

M.

Partnerem dzisiejszego postu oraz radosnego dzieciństwa naszych najmłodszych jest marka LEGO. #LEGOwRossmann

P.P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post i podzielacie moją opinię dot. nagradzania dzieci drobnymi upominkami, to zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu   Możecie też go podać dalej. Dziękuję! :*

Podobne wpisy