Ważna kwestia dotycząca chorowania dzieci, o której rodzice powinni wiedzieć!

napisała 16/10/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Jeszcze dwa lata temu nie sądziłam, że będę mogła podzielić się z Wami tą kwestią. Wydawało mi się, że tego rodzaju wieści są totalnie poza moim zasięgiem i będą zarezerwowane dla nielicznych rodziców, ale na pewno nie dla mnie!

Była zima 2016 roku. Pamiętam tamten czas jakby to było dzisiaj! Minęły wtedy dokładnie 2 miesiące odkąd po raz pierwszy zaprowadziłam mojego starszaka do przedszkola. Co się stało? Już po dwóch tygodniach uczęszczania do placówki wylądował w szpitalu z wirusem, który nie pozwalał się zwalczyć!

Ja byłam wtedy wykończona. Wykończony był również mój Mąż. Najbardziej chyba wykończony był mój Starszak, który ledwo co wyszedł z jednej choroby, wrócił ze szpitala a po tygodniu przyprowadził z przedszkola kolejne ustrojstwo! Byłam załamana!

Karmiony dwa lata piersią. Uwielbiający warzywa i owoce! Kochający spacery o każdej porze dnia i nocy! Chorował nam tak, że nie miałam pomysłu, z czego wynika to jego „chorowanie”.

Stosowałam się do wielu wytycznych, słuchałam naszego pediatry, aby w końcu po dwóch latach móc jako mama dwójki chłopców uczęszczających do przedszkola podzielić się z Wami bardzo ważną informacją, którą rok temu „poczęstowała” mnie nasza pediatra i informacja ta, a właściwie przetrawienie jej, zmieniło całą moją perspektywę! Podsunęła nam też kilka pomysłów, którymi się z Wami podzielę, ale o nich na koniec.

Mam nadzieję, że ta informacja zmieni również Waszą perspektywę i doda Wam trochę otuchy!

Otóż bez względu na to, jak będziemy chuchali i dmuchali na nasze dzieci, to każde dziecko w innym czasie jest gotowe na zmierzenie się z choróbskami, które nas otaczają!

Możemy chuchać, dmuchać, witaminizować nasze dzieci, karmić je piersią jak najdłużej, stosować się do wszystkich wytycznych, które podsuwają nam pediatrzy i inni specjaliści, zmieniać klimat, kombinować, a i tak nie możemy mieć pewności, że to wszystko zagwarantuje naszym dzieciom 100% zdrowie, ponieważ jak to określiła pediatra:

Dzieci nie chorujące na nic po pierwsze nie istnieją, a po drugie każde dziecko buduje swoją „zdrowotną dojrzałość” przez większą część swojego dzieciństwa i w swoim indywidualnym dla siebie czasie!

Czyli to, że syn sąsiadki w ogóle nie choruje a nasze dziecko choruje cały czas to niekoniecznie kwestia tego, że my nasze dziecko zaniedbujemy! Możecie być spokojnie i zdejmuję z Was właśnie w tym momencie ten ciężar, który spędza Wam sen z powiek i każe winić same siebie za to, że Wasze brzdące są akurat chorowite :-) To chorowanie to często kwestia przypadku! Loterii życia! To tak indywidualna kwestia, że oczywiście, że możemy doszukiwać się naszych błędów, na siłę upatrywać naszej winy, ale to jest bez sensu!

Mateczki kochane! Wszystko w swoim czasie! Przełknijmy ten gorzki smak chorowania i obudźmy naszą świadomość, że to po prostu trzeba przejść! ;-)

Odporność naszych dzieci ćwiczona jest każdego dnia, aż w końcu, po latach możemy powiedzieć, że wyszliśmy właśnie z okresu chorowania i weszliśmy na kolejny wymiar!

Mojemu starszakowi zajęło to ponad dwa lata. Pierwsze półtora roku to był koszmar. Infekcja za infekcją. Ale my widzimy już światełko w tunelu! Nie zapeszając ;-) Nawet, gdy pojawia się większa infekcja, to widzę, że po dwóch dniach jest już świetnie, kiedy to jeszcze rok temu chłopczysko moje kochane było przed dwa tygodnie uwiązane do łóżka z osłabienia i wycieńczenia przy każdej infekcji.

Co my robimy, aby przetrwać ten czas jesienno-zimowy?

1. Po pierwsze higiena rąk!

Czyli bezwzględnie myjemy ręce po przyjściu z przedszkola, spaceru, sklepu i innych miejsc. To na dłoniach przenoszonych jest większość bakterii i wirusów.

2. Po drugie higiena nosa!

Pisałam Wam o tym wielokrotnie na blogu. Przychodzimy z przedszkola czy innego miejsca, i zaraz po umyciu rąk, zwilżamy śluzówkę nosa sprayem z soli fizjologicznej, wody termalnej albo wody morskiej. Po pierwsze oczyszczamy nos tym sposobem, a po drugie nawilżamy śluzówkę, która nawilżona, a nie przesuszona, jest mniej podatna na infekcje!

3. Po trzecie – miód!

My akurat stosujemy miód manuka, ale czekam właśnie na dostawę nawłociowego, cząbrowego i spadziowego z dobrych źródeł, które też będziemy stosować codziennie po 1 łyżeczce. Z miodem uważajcie i najpierw zapytajcie pediatrę. Zaleca się stosowanie go po 2 lub 3.r.ż.

4. Po czwarte uzupełniamy brzuszki o dobre bakterie!

U nas średnio ostatnio z kiszonkami i jogurtami, chociaż to najlepsze źródło dobrych bakterii probiotycznych. Chłopcy kręcą na nie nosy, dlatego mamy w domu zapas synbiotyku, który wspomaga mikroflorę w trakcie i po antybiotykoterapii i przy osłabieniu mikroflory jelitowej np. na skutek zatrucia pokarmowego. U nas najlepiej sprawdził się Multilac Baby w kroplach, chyba jedyny synbiotyk w kroplach na rynku. Nie trzeba go trzymać w lodówce i mam go cały czas na blacie w kuchni, dzięki czemu nie zapominam o jego podawaniu. Raz dziennie 6 kropli bakterii Lactobacillus rhamnosus GG i jestem spokojniejsza.

5. Po piąte – wietrzymy mieszkanie!

Sezon grzewczy w pełni, niestety, ale dzięki temu, że mam miernik zanieczyszczenia powietrza, to wiem, kiedy najlepiej wietrzyć mieszkanie i tego się trzymam. Najczęściej wietrzę późnym popołudniem, bo wtedy o dziwo czystość powietrza u nas w normie.

6. Po szóste – jak tylko pojawia się katar, to kilka kropel kropli olejku eukaliptusowego czy sosnowego daję im na kołnierzyk i lepiej im się oddycha. 

Kropelki z mieszanką tych olejków działają cuda! Ostatnio odkryłam też aroma-plastry. Są świetne przy katarze!

7. Po siódme – i chyba ostatnie – spokój!

Mateczki, tylko spokój nas uratuje! :D Wdech, wydech, liczymy do 10 jak trzeba. Cierpliwość, odrobina optymizmu, ale i męskie ręce ojców naszych dzieci też nas uratują, które odciążą nas w naszych obowiązkach, pomogą zregenerować energię i z podniesionym czołem staniemy wtedy kolejnego ranka do boju z naszymi brzdącami!

Powodzenia i dużo zdrowia! Moi chłopcy wychodzą właśnie z przeziębienia. Coś Gaię moją łapie, ale nie dajemy się!

No i pamiętajmy, że:

100% odporność nie istnieje! :-)  Każde dziecko buduje swoją odporność przez większą część swojego dzieciństwa i w indywidualnym dla siebie czasie!

Uściski!

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, to zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu   Możecie też go podać dalej. Dziękuję! :*

Podobne wpisy