Jeśli powiem, że sprawa imienia dla naszej córki nie dawała mi ostatnio spokoju, to będzie to prawda. Przyznam się Wam zupełnie szczerze i bez lukrowania, że do tej pory myślałam, że kwestia imienia dla trzeciego dziecka to będzie bułka z masłem.
Co się jednak okazało? Że ani nie jest to bułka, a już na pewno nie jest to bułka z masłem. Tak jak miałabym wraz moim Mężem co najmniej kilkanaście propozycji dla przyszłego syna, którego się nie spodziewamy, tak dla córki wcale nie mamy tylu typów, które okazałyby się strzałem w dziesiątkę!
Z pierwszym i drugim Synem było mega gładko w tym temacie. Przy każdym z ich imion oboje poczuliśmy, tzw. „kliknięcie”! To było to! Nie wiem, czy Wy też mieliście taki moment, że nagle podczas ciągłych debat na tematy ważne i nieważne, pojawiała się kwestia imienia, i …. bum! Nagle ktoś rzucił imieniem, które otworzyło Wam szerzej źrenice i przyspieszyło bicie serca! I takie imię zostało. A teraz, gdy patrzycie na Wasz skarb, który jest już po drugiej stronie brzucha, to nie wyobrażacie sobie, żeby Ala, Krzyś czy Kasia mogli się nazywać inaczej!
To powiem Wam, jak to jest u nas z tym imieniem. Tak jak byliśmy jednogłośni w kwestii imienia dla naszych synów, tak w kwestii imienia dla naszej córki ani odrobinę jednogłośni nie jesteśmy! Powiedziałabym nawet, że mamy totalnie odmienne preferencje, które nijak się nie zazębiają i nie chcą stworzyć całości! Co więcej, rozmowy na temat imienia kończą się zazwyczaj lekkim naburmuszeniem każdej ze stron, bo wychodzi na to, że on lubi warzywa a ja lubię owoce. Taka sytuacja :D
Mój Mąż stawia na kilka imion, ale Ewa i Kornelia były jego numerami jeden. Nie obrażając nikogo z Was, kto nosi powyższe imiona – mnie one zupełnie nie pasują ani do mojej córki, ani do naszego nazwiska :D Tak po prostu. Każdy typ, którym częstuje mnie mój mąż, nie pasuje do wizji imienia dla mojej córy. Przeszliśmy już przez imiona mniej popularne, jak np. Mira, Wiera i tego typu odrobinę słowiańskie konstrukcje, ale to jednak nie to. Ani jemu, ani mnie one nie pasują do końca.
Powiecie zaraz: no tak, problemy pierwszego świata! Zejdź na ziemię i wybierz pierwsze lepsze imię i przestań marudzić, babo jedna.
Ale ja nie mogę przestać marudzić. Dlaczego? Bo ja już od jakiegoś czasu do mojej córki zaczynam nieśmiało mówić … Gaia! :D
I teraz pytanie – jak osiągnąć kompromis, skoro mnie nie podobają się jego typy, a jemu moje?! :D Jak to wyglądało u Was? Na czym w końcu stanęło? Szukaliście dalej, czy może któreś z Was uległo? Przy czym w naszym przypadku muszę zaznaczyć, że więcej dzieci raczej nie planujemy i jest niemalże 100% prawdopodobieństwo, że nasz bąbel nr 3 będzie naszym ostatnim, także argument: „niech przy następnym dziecku druga osobie wybierze” jest w ogóle nie na miejscu ;-)
Co więcej, z racji naprawdę huśtających hormonów w tej ciąży, jestem gotowa rozryczeć się na miejscu i zalać morzem łez tylko dlatego, że imię dla brzdąca nie jest jeszcze wybrane! :D Szaleństwo! Cóż z tego, że ja imię już wybrałam, skoro druga połówka jeszcze nie zaaprobowała mojego typu… ;-)
P.S. Powiem Wam w sekrecie, że Gaia kopie mnie od kilku dni bez przerwy, a kiedy zaczynam nucić jej kołysanki (z jej na razie tymczasowym imieniem), to dziewczyna aż rwie się do wygibasów w brzuchu! ;-) Jednak w ramach utrzymania naszego małżeństwa w stanie bez uszczerbku, jestem gotowa szukać imienia dalej!
P.P.S. I zupełnie zgadzam się z twierdzeniem, że ludzie nie zdają sobie sprawy, za iloma osobami nie przepadają, dopóki nie zaczynają wybierać imienia dla swojego dziecka! ;-)







