Zacznę bez owijania w bawełnę. Temat przemocy damsko-męskiej jest mi dobrze znany z Waszych wiadomości. Przy czytaniu każdego takiego maila zaciskam pięści i nie mogę poradzić sobie z buzującymi we mnie emocjami.
Często pytacie mnie o radę, a ja pierwsze co chcę zrobić, to krzyczeć: „Uciekaj! Spadaj stamtąd, bo to nie wróży niczego dobrego!”. Później studzę emocje i na zimno zaczynam analizować sytuację.
Każda z opisanych przez Was historii jest inna. Z każdą wiążą się inne okoliczności, a jednak mają one wspólny mianownik! Mężczyzna, który do tej pory mówił, że Was kocha, jednym ruchem dokonał czegoś nieodwracalnego!
Wystarczyła chwila, w której „popłynął”, nie był w stanie zapanować nad swoją złością, zazdrością czy innymi emocjami, i zupełnie niespodziewanie uderzył! Człowiek, który mówił, że Was kocha, zawiódł Was na całej linii. Zapomniał, że prawdziwa miłość i oddanie wiąże się nieodłącznie z szacunkiem do kochanej osoby. Szacunek do drugiej osoby to coś, co powinno być przydzielane z urzędu. Wychodzę z założenia, że powinien być czymś z góry gwarantowanym, niezbywalnym niemalże.
Kiedy napisała do mnie Kaja*, której fragmenty wiadomości za moment przeczytacie, ryczałam. Ryczałam jak bóbr, bo nie byłam sobie w stanie wyobrazić, jak to możliwe, że mężczyzna może być takim potworem. Wykorzystując przewagę siły i szantażując swoją kobietę doprowadził ją do emocjonalnej przepaści. Zmiażdżył jej szacunek do samej siebie, wgniótł ją w rzeczywistość, której nie życzy się największemu wrogowi. Stłamsił ją. Poniżył a na koniec próbował jeszcze wmówić jej, że wina leży po jej stronie.
” […] Przyszłam kiedyś z dzieckiem ze spaceru i zobaczyłam, że G. wcześniej wrócił z pracy. Zdziwiłam się trochę, bo zazwyczaj wracał po 18.00, a wtedy wrócił przed południem. Zaniepokoiłam się, bo po jego minie wnioskowałam, że coś jest na rzeczy. Płaszcz wisiał na krześle, jak nigdy, a buty miał nadal na nogach.
– Coś się stało? – zapytałam.
– Coś się kur.. stało? To ja się pytam, co się kur.. stało!
– Dlaczego krzyczysz? Co się stało? Piłeś coś?
– Ja się dopiero napiję a teraz kur.. siadaj.
– Nie przy dziecku. Porozmawiajmy, jak mała zaśnie.
[…] Okazało się, że G. stracił wtedy pracę. Został zwolniony za to, że szef poczuł od niego alkohol. Wezwał policję i sprawa rozwiązała się w niecałą godzinę. Wiedziałam, że ma problem z alkoholem. Zawsze się wypierał, że pije wieczorami, ale ja widziałam z samego rana te po kryjomu upychane w płaszcz butelki. […]
Wieczorami kładłam się z dzieckiem spać, a co się działo w nocy, tego nie wiem. Na początku próbowałam podpytywać, dlaczego tyle pije, ale za każdym razem albo olewał moje pytania albo mówił, że „Co to jest 5 piw. Na nerki dobrze robią. Zajmij się lepiej sobą.” Z każdej takiej dyskusji robiła się awantura na kolejne dni. Doszłam do wniosku, że wolę już nie pytać, aby maleństwu nie fundować stresów.
[…] Do momentu, w którym stracił pracę, nigdy mnie nie bił, choć gdy teraz patrzę na to z perspektywy czasu, to nie wiem, czy większej krzywdy nie robił mi wcześniej. Wyzywając mnie, popychając, kopiąc. Od kiedy pamiętam zdarzało mu się powiedzieć do mnie w złości: „Ty k…o!”, „Dzi..ko, wzięłabyś się do roboty!”. Nie pamiętam, czy od kiedy wzięliśmy ślub był taki dzień, w którym nie zostałam wyzwana od najgorszych.
[…] Ale wiesz Magda, co było w tym najgorszego chyba? Że ja przyzwyczaiłam się do tych wyzwisk i z biegiem czasu uważałam je za normalne! Kiedy po raz pierwszy mój mąż mnie uderzył i upadłam wtedy na podłogę, doszło do mnie, że to wcale nie był pierwszy raz kiedy on zrobił mi krzywdę! On robił mi ją codziennie. Dzień w dzień mieszał mnie z błotem i obniżał moje poczucie własnej wartości. Każdego dnia zabierał mi część mnie a ja myślałam, że tak już musi być.
[…] Nie wiem, jak to się stało, że się wtedy ocknęłam. To pierwsze uderzenie zadziałało na mnie jak płachta na byka. Wstałam. Poprawiłam bluzkę. I krzyknęłam chyba tak, że cały blok mnie wtedy usłyszał:
„NIGDY WIĘCEJ JUŻ MNIE NIE UDERZYSZ!!!”
Spakowałam małą podręczną torbę. Zapakowałam pieluchy, mleko, chusteczki, pieniądze i wybiegłam z domu z dzieckiem w wózku. Biegłam, biegłam bez końca i płakałam. To właśnie wtedy do mnie doszło, że przez ostatnie lata byłam ofiarą przemocy domowej. Najpierw słownej, po której do dziś się podnoszę, a później fizycznej. […] Wiesz, co mnie chyba wtedy obudziło? Wiedziałam, że to wszystko widziała moja mała córeczka, którą obiecałam chronić. W tamtym momencie poczułam tak ogromną potrzebę uchronienia jej przed tym człowiekiem, że jedynym słusznym wyjściem wydała mi się ucieczka. To była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć!
[…] Nigdy więcej nie pozwolę na to, aby moje dziecko widziało, że ktoś poniża jego mamę! Jaki obraz miałoby w swojej głowie? Jakich wartości by się uczyło? Odeszłam przede wszystkim dla niej! A później dla siebie.
[…] Podnoszę się. Pomału się podnoszę. Mieszkam u rodziców, którzy otoczyli nas opieką.
[…] Magda, napisz dziewczynom na blogu, żeby nigdy, przenigdy nie dały sobą pomiatać! Żeby nigdy nie pozwoliły, aby ktokolwiek nazywał je dziwkami, kurwami. Napisz im, że szacunek w związku to podstawa. To fundament, bez którego niemożliwe jest bycie szczęśliwym. […] Teraz to wiem. Napisz im, żeby uciekały od przemocy domowej! Czy słownej czy fizycznej, niech uciekają! Niech uciekają najdalej jak mogą i ratują siebie. Niech ratują w sobie ostatki szacunku do samej siebie. Niech walczą o swoje życie, które naprawdę może być szczęśliwe, o czym teraz się dopiero przekonuję.
[…] Nie łudźcie się, że facet kiedykolwiek się zmieni. Bo się nie zmieni. Dziewczyny, walczcie o siebie i dzieci!”
*Imię zostało zmienione. Część fragmentów wypowiedzi została skrócona na życzenie.
Mężczyzna, który uderzy kobietę, wydaje na siebie w tym momencie wyrok. A zarazem wydaje o sobie świadectwo słabości, miałkości i prymitywizmu. W jednej sekundzie traci wszystko to, co było jego wcześniejszą nagrodą, której nie potrafił docenić. Wbija łopatę w ziemię zaczynając pod sobą kopać dołek, w którym zostanie sam. Sam jak palec! Bo głęboko wierzę, że w kobietach drzemie ogromna siła, która pozwoli im uciec i uwolnić się z tej matni!
Niech tak się stanie! :*
I gwoli ścisłości, żeby nie było żadnych wątpliwości: mężczyzna, który stosuje przemoc nie jest mężczyzną. Jest zwykłym palantem!







