Klasyczne gadki, których mam powyżej uszu.
– Kochana, ja na Twoim miejscu to bym go jednak zapisała na jakieś zajęcia ruchowe. Wyrośnie Ci taki lewus, nie obraź się. Wiesz, co mam na myśli chyba. Mój Mysiu-Pysiu chodzi na karate i pływanie, i zobacz jaki szczęśliwy.
– Mojemu na razie wystarcza bieganie po parku i drabinki na placu zabaw. Serio. Pamiętam, jak mówiłaś, że Twój w ogóle nie lubi tego pływania a na karate złamał już dwie ręce. – próbuję rozmówcy przypomnieć, że niedawno słyszałam same narzekanie na te wymienione sporty.
– Nie lubi pływania, ale kiedyś polubi. Poza tym … [ bla bla bla]
– Jak Cię lubię, tak nie mogę tego słuchać. Sugerujesz, abym zapisała moje dziecko na pływanie i karate, na które chodzi Twój syn wiedząc że on tych zajęć nie cierpi, ale kiedyś je polubi? Pieprzysz od rzeczy. Czy słyszysz samą siebie? – nie wytrzymałam.
– A w tej kurtce mu nie za zimno? Zobacz jaki wiatr za oknem!
– Spokojnie, wczoraj był większy i było mu ciepło. – odpowiadam.
– Wczoraj może i mu było ciepło, ale dzisiaj może już mu ciepło nie być. Poza tym te buciki chyba już za małe. Zobacz, o tu. Palec już ma przy samej krawędzi a przy bieganiu będzie mu wrastał paznokieć. A może zanim wyjdziecie, to jeszcze dasz mu ciepłą zupkę, to nie zmarznie i go rozgrzeje?
– I co jeszcze mam mu dać, aby nie zamarzł przy tych mrożących krew w żyłach 10 stopniach Celsjusza? Trzy koce, dwa śpiwory i krzyż na drogę, bo zginie z matką, która wczoraj przez przypadek nie zrobiła mu na spacerze krzywdy i dziwnym trafem nie zaziębiła dziecka swego ukochanego?
– Ja się nie chcę wtrącać, ale nie sądzisz, że dajesz im za mało nabiału i mięsa? A warzywa im dajesz? A jakie? A pryskane? A skąd masz pewność, że nie pryskane? Od pryskanych mogą mieć później problemy skórne. Zobacz, coś ma czerwonego na twarzy. Posmaruj smalcem gęsim. Maść propolisowa też jest dobra. Albo w za ciepłej wodzie ich kąpiesz? Niektóre dzieci mają zmiany skórne od nadmiaru stresu. Możliwe, że jeszcze …
– Najbardziej możliwe jest to, że limit mojej cierpliwości właśnie się wyczerpał.
Noszjaprdl!
Będą tak gęgać i stękać. Będą stać nade mną i próbować mnie podejść ze wszystkich stron. Staną tak sobie i zaczną to swoje klasyczne i męczące pieprzenie od rzeczy. Niczym biegunka będą mnie męczyć i za cholerę nie odpuszczą dopóki wirusa nie przegonisz. Zaczną to swoje marudzące wygłaszanie tez. Rozkręcą się niczym ruski ciągnik na ugorze i jak już się rozpędzą to harpagana nie zatrzymasz. Będzie tak jechał i opowiadał o tym swoim doświadczeniu, o tych swoich teoriach i wszystkie one okażą się receptą na Twoje bolączki. Bolączki, których za cholerę nie nawet posiadałaś!
Stojąc tak nad Tobą będzie zaciskać Ci na gardle pętlę totalnie nie wyczuwając, że masz ochotę rzucić „kurwą” czy inną „marzeną” i chcesz spierdzielić jak najdalej. Sprzątnęłabyś najchętniej to szwędające się bez celu towarzystwo pijące do każdego Twojego posunięcia, ale resztkami sił trzymasz fason. Trzymasz go za wszelką cenę, żeby nie zmiażdżyć słowem oświeconego towarzysza, który nadawałby się na autora wszystkich tomów encyklopedii Britannica. Ta oświecona istota mogłaby śmiało prowadzić „Wiadomości”, „Wiem, co jem” i „Express Azja” w jednym. Dlaczego mogłaby prowadzić to wszystko?
Ano, bo przecież ona się kuuuwa zna! Zna się na wszystkim tak, że nic tylko słuchać i wdrażać w życie, bić jej brawo i całować po stopach. Toż to są patenty niebelejakie! To są recepty na życie i dla każdego! Z tymi recepturami wychowasz zdrowe i mądre dzieci, a siebie uwolnisz od zguby!
Młoda jestem. Duchem na pewno. Tak, wiem, że doświadczenia mam mało a niektórzy to mają go o wiele więcej. Ale to moje liche życiowe doświadczenie nauczyło mnie jednego – najwięcej do powiedzenia mają zawsze ci, którzy za przeproszeniem gówno wiedzą i muszą tę swoją pseudo-wiedzą wszystkich na siłę uraczyć.
Przyznam (zupełnie szczerze), że zamiast tych „złotych rad” wolałabym jednak ciszę w eterze ;-)







