• O mnie
  • Kontakt / Współpraca
  • Archiwum
szczesliva
  • Strona główna
  • Podróżniczo
    • Gdzie jest Tata?
    • Polska też jest fajna!
    • Szczesliva podróżuje
    • Close
  • Uroda
    • #AkcjaDetox
    • Szczesliva dba o skórę
    • Szczesliva jest FIT
    • Close
  • Moda
    • Moda dla dzieci
      • To shop or not to shop
      • Close
    • Moda dla mam
    • Close
  • Kulinarnie
    • COOLinarnie
    • COOLinarnie dla maluchów
    • Koktajlovo
    • Close
  • Moim zdaniem
    • BLOGOSFERA
    • Jak nie zwariować na macierzyńskim
    • Kalejdoskop miesiąca by szczesliva
    • Szczesliva po godzinach
    • Szczesliva w CIĄŻY
    • Close
  • Polecane
    • Aplikacje mobilne
    • Dla dziecka
    • Dla blogera
    • Zdrowie
    • Close

Pierwsza po 3 latach randka z Mężem! Skończyła się po 30 minutach…

napisała szczesliva • 23/07/2015 • Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Kiedy byłam piękna, młoda i wolna, ekhem… [podobno mój M. nie czyta wszystkich postów, toteż jest szansa, że i ten ominie, i upiecze mi się wspominanie starych dziejów ;-)] to randkowałam na potęgę. Mówiąc na potęgę, mam na myśli: POTĘGĘ.

Miałam dość zajęte wieczory, i były one wybitnie intensywne w swej formie. O 19.00 był Krzysiek. Po Krzyśku na 21.00 byłam umówioną z Arturem, a po Arturze dwie godziny później był jeszcze ktoś inny. Imiona przypadkowe, oczywiście. Zaliczałam spektakle, koncerty, szybkie drinki w biegu i żyłam pełnią okołostudenckiego życia. Zresztą, kto z Was o zdrowych zmysłach i będąc wolnym ptakiem nie żył tą pełnią, hę? ;-)

Całe szczęście moje i mojego kochanego Małżonka również, że w rezultacie parę lat później, gdy przybyło nam życiowych zmarszczek i doświadczeń, spotkaliśmy się na swojej życiowej ścieżce i do tej pory razem udeptujemy te kamienie, żwir i całą resztę, po której stąpamy raz z przyjemnością a raz z wystawionymi w swoją stronę pazurami.

Dopóki nie pojawił się na świecie ten nasz mały i kochany Ancymon, synalem zwany, wieczory należały do nas. Jak już lekko ochłonęliśmy i zamieniliśmy wieczory w łóżku na inne rozrywki, równie ciekawe – nie ukrywam, aczkolwiek mniej intensywne, to zdarzyło nam się wybrać do kina, teatru czy też na wódkę. Skłamałabym jednak nie wspominając, że na wódkę chodziliśmy zdecydowanie częściej niż do teatru ;-) Ale ukulturalnienie się w polskiej, a właściwie krakowskiej tak naprawdę sztuce, też miało miejsce. Nie było z nami tak źle. Dobrze też nie było ;-)

Niewiele później zdecydowaliśmy o zaobrączkowaniu, jak na prawdziwe krakowsko-wawelskie gołąbki przystało. Miłość, wierność i ojczyzna [łóżkiem zwana] – te hasła wyryliśmy sobie niczym stygmaty w naszych umysłach. No i koniec końców, z tych umysłowych stygmatów pojawił się na świecie nasz Syn.

Nasz Syn. Istota o anielskim spojrzeniu i jednocześnie diabelskiej sile absorbującej. Wysysacz czasu, łez i nasze oczko w głowie. Cudak kochany. Tuptuś totalny. To on właśnie zdecydował [ i słusznie ;-)], że od kiedy pojawi się na świecie, to zmieni nasze życie. Wieczory przy winie skasuje z kalendarza. Randki przy wódce puści w niepamięć. Godziny teatralne zamieni na spektakle z pieluchą i przewijakiem w rolach głównych. Taki z niego gagatek, że z paru dwóch nocnych marków uczyni lekko nadwątlone dętki, które raczej za daleko po 20.00 już nie pojadą, bo nastanie godzina policyjna, aresztem domowym zwana ;-)

Ponieważ, jak już kiedyś wspominałam, moi rodzice i teściowie mieszkają daleko i nie przekraczają progu naszego krakowskiego gniazda nazbyt często, chyba że uda nam się zaciągnąć ich wołami na Ivkowe urodziny [przy okazji – pozdrawiam Was serdecznie – ale wkrótce są moje trzydzieste urodziny, i to będzie kolejna okazja, abym pogadała z dyżurnymi wołami!  ;-)]. No więc jako, że jesteśmy zdani na siebie w kwestii aranżacji wieczorów z moim małżonkiem, a niani się nie dorobiliśmy, to nasze życie teatralne dla przykładu, albo też kolacyjno-imprezowe, umarło niejako. Umarło i czekało sobie po cichutku na reinkarnację, zmartwychwstanie czy też inny bodziec, który je wskrzesi.

No i się [cholera jasna!] doczekało! Wczoraj się doczekało! A jak to się stało, że zostało na krótką chwilę wskrzeszone? Otóż moja siostra, która spędza u nas kilka swoich wakacyjnych tygodni, zameldowała:

„A może chcecie pójść razem na jakiś romantiko wieczór, a ja zostałabym z Ivkiem?”

Że what? Że jak? Że zasłużyliśmy? Że Ivo bez nas nie zginie? Że naprawdę?

Oh, really!

„No oczywiście, że chcemy!”

– odparłam w te pędy i rzuciłam się na repertuar jednego z krakowskich teatrów. Czego później pożałowałam, ale o tym za chwilę. Zarezerwowaliśmy bilety i nie wierzyliśmy chyba tak naprawdę w to, że wyjdziemy z domu, razem, bez naszego dwulatka. No ale w rezultacie wyszliśmy!

Wypindrzyłam się jak nigdy, pomalowałam rzęsy, rozpuściłam włosy, wciągnęłam brzuch [no prawie ;-)]. No zrobiłam chyba wszystko, co może zrobić kobieta w ósmym miesiącu ciąży, aby zwrócić na siebie uwagę swojego Męża. Starałam się, w każdym razie. Bardzo się starałam. Ale mój M. chyba nie był za bardzo wzruszony tym faktem. No trudno, no. Cholera. Trafiłam na oporny egzemplarz ;-) Wyszliśmy z domu [czyt.wybiegliśmy] i udaliśmy się do Teatru Bagatela. Na „Szalone nożyczki”, które wszyscy chwalą. Które mają rozluźnić towarzystwo i tak dalej, i tak dalej.

Zajęliśmy swoje miejsca. Ja zajęłam jeszcze kawałek przestrzeni sąsiada, bo wylewałam się z fotela ;-) próbując zmieścić siebie i brzuch w tych teatralno-siedzeniowych ryzach. Zrobiłam dyżurną fotę, która poszła migusiem na serwisy społecznościowe [a jakże by inaczej! ;-)]. Nabrałam powietrza w płuca i czekałam na 20.15, o której to godzinie miał rozpocząć się spektakl.

I gdy „Szalone nożyczki” weszły na scenę, to ja z każdą minutą zaczynałam coraz szerzej otwierać oczy i „wytrzeszczać uszy” – jak to powiedziała dzisiaj moja siostra, zapominając polskiego języka w gębie. Minął kwadrans, puknęłam mojego sąsiada [czyt. Męża] w lewe ramię, popatrzyłam mu głęboko w oczy i zapytałam czy wychodzimy teraz czy za chwilę :-D

Co prawda pierwszy kwadrans był realistyczny do bólu i przedstawiał faktyczny stan umysłowy salonu fryzjerskiego. A piszę to z pełną świadomością, gdyż miałam kiedyś przyjemność być menadżerem i właścicielem tego typu przybytku. To jednak homofobiczny charakter wypowiedzi i dziwne przytyki w stronę gejowskiego środowiska zniechęciły mnie do uczestnictwa w tym widowisku. Z seksistowskimi tekstami też mi nie było wczorajszego wieczoru po drodze. No sorry.

Ale bez spiny z mojej strony! :-D Żeby nie było, że jestem sztywniarą i cierpię na ból dupy. Połowa teatru śmiała się do rozpuku – czyli znaleźli się zadowoleńcy. My wyszliśmy po pół godzinie. Bez większego żalu. Chyba jednak z fajnym poczuciem, że udało się cudem wyrwać razem na chwilę z domu, złapać za rękę, oddychać przez chwilę wolnością, patrzeć na wieczorny Kraków skąpany w tłumie rozbawionych ludzi.

Wróciliśmy razem do domu zahaczając o żarcie na wynos. Ivo już smacznie spał. W domu unosił się zapach ugotowanego wcześniej chłodniku. Ja włożyłam na tyłek moje dyżurne dresy i rzuciłam się na naszą sofę dumając przy tym, gdzie wybrać się na kolejną, dłuższą tym razem randkę ;-)

No właśnie. Czasami bez takiej doraźnej wieczornej pomocy, np. w postaci siostry, trudno o randki, co nie? … Udaje Wam się randkować?

Małżeństwo jest instytucją. Więc czy nie za mało pracowników? – Stanisław Jerzy Lec

 Stachu, co za głupie pytanie! Oczywiście, że czasami za mało!

Tweet
8
TCP #4 – Trochę Ciążowej Prywaty [31-32tc]
O tym, że krytyka ze strony partnera skutecznie podcina skrzydła.

O autorze

Facebook Profile photo

szczesliva

■ Mama, po uszy zakochana w mężu Żona, Kobieta z krwi i kości, Estetka jakich mało, dawny podróżniczy Krwiopijca.

Podobne wpisy

  • A żeby była na tym profilu równowaga, to powiem Wam, że dzisiaj …[…]

  • Jakim „CUDEM” schudłam prawie 40 kilogramów w ciągu 12 miesięcy? 🍽️🌿🧘🏻‍♀️

  • Niemożliw. 😔

  • Zatęskniłam.

Wyszukiwarka

Archiwum

Tagi

aplikacje dla rodziców bajki dla dzieci blogi parentingowe blog parentingowy chłopiec ciąża dzieci dziecko gdzie jest tata jak zrobić płyn antybakteryjny karmienie piersią Kraków macierzyństwo małżeństwo najlepsze blogi parentingowe podróże z dzieckiem post sponsorowany projekt 52 przepis reklama rodzicielstwo szczesliva Tata podróżuje Trochę Ciążowej Prywaty WSPÓŁPRACA

Najnowsze komentarze

  • Monika - Jeszcze 5 lat temu nie opublikowałabym tego zdjęcia (bo zapomniałam coś z niego usunąć)❗😜🙈
  • Beata - Jeszcze 5 lat temu nie opublikowałabym tego zdjęcia (bo zapomniałam coś z niego usunąć)❗😜🙈
  • Beautymama - 📺 👶 Czy przedszkole to miejsce, w którym dzieci powinny oglądać bajki w TV❓❗
  • Monika - Po czym poznałam, że chcę z moim mężem spędzić resztę życia? Po tym!
  • szczesliva - Dziennik Elektroniczny – HIT czy PORAŻKA? (jego zastosowanie dla Rodziców i Dzieci)
Ta strona korzysta z plików cookie ("ciasteczka"). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies.

Ostatnie wpisy

  • Tłuszcze, których dzieci się boją, a mózg ich potrzebuje. – kampania edukacyjna „Zdrowe menu dla mózgu” Fundacja Grow & Flow
  • 🍫🤎 Brownie z buraków bez mąki pszennej – przepis fit i bezglutenowy!
  • ✈️Jak spakować się w BAGAŻ PODRĘCZNY🎒 na kilkudniowe wakacje z dziećmi – praktyczny poradnik mamy trójki dzieci
  • Co URATOWAŁO mnie z ANGINOWEGO maratonu? Moja historia sprzed 2 lat, o której rzadko mówię.
  • Dlaczego białko jest kluczowe dla rozwoju mózgu dziecka? – kampania edukacyjna „Zdrowe menu dla mózgu” Fundacja Grow & Flow

WAŻNY KOMUNIKAT

Wszystkie treści opublikowane na www.szczesliva.pl mają wartość wyłącznie informacyjną. W żadnym wypadku nie mogą zastąpić indywidualnej porady lekarskiej, psychologicznej, prawniczej ani też żadnej innej.
Facebook Twitter Instagram

COPYRIGHT © 2026 szczesliva.pl Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt zgodnie z ustawieniami przeglądarki. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików - zmień ustawienia przeglądarki. - Polityka Prywatności
»
«