Pytanie, którego żadna mama NIGDY nie powinna zadać!

napisała 07/09/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

To jest jedno z tych pytań, które na mojej liście są podkreślone grubą, czerwoną krechą! To również jedno z tych pytań, którego nie tylko żadna mama nie powinna zadać drugiej mamie, ale przede wszystkim: żadna z nas nie powinna zadawać jego samej sobie!

Do dzisiaj pamiętam jedną z rozmów z moją znajomą Olgą, z którą znamy się jeszcze z czasów studiów. Olga została mamą po raz pierwszy całkiem niedawno, bo niewiele ponad pół roku temu, tuż po narodzinach mojej Gai. Kiedy jej córcia przyszła na świat, to miałyśmy ze sobą codzienny, telefoniczny kontakt. Olga pytała mnie o wszystkie meandry macierzyństwa a ja próbowałam sprostać jej pytaniom, ale tak, aby nie wychodzić za wszechwiedzącą matkę, która pozjadała wszystkie rozumy, z encyklopedią włącznie ;-)

Olga pewnego dnia zadzwoniła do mnie i pamiętam jej słowotok, który był zresztą bardzo podobny do mojego, gdy urodziłam mojego Starszaka. Brzmiał on mniej więcej jak poniżej:

– Madzia, ja już nie mam siły! W ogóle nie daję rady! Ona cały czas chce być ze mną! Nie wiem już sama, czy mam ją karmić słoiczkami czy gotować sama! Karmić piersią czy butlą! Wszyscy się na mnie chyba uwzięli! Podobno za mało spędzam z małą czasu. Wg teściowej powinnam wymyślać jej zabawy rozwojowe, jak to robi moja bratowa a ja czasami nawet nie mam siły wstać z łóżka, bo malutka budzi się co godzinę w nocy. Ja już sama nie wiem. Chyba jestem dla niej złą matką, po prostu. Nie daję z tym wszystkim sobie rady :(

I jak Olga mi mówiła, to mi przelatywał przed oczami cały pierwszy rok z moim Starszakiem! Czego to ja się nie dowiadywałam od ludzi, że powinnam, albo że nie powinnam! Że można lepiej! Szybciej! Więcej! Efektywniej! Rozwojowo! Maksymalnie! Zewsząd presja, że mam być taka i taka! Taka jak sobie wymyśliło moje otoczenie!

 

Na samą myśl o tamym okresie przechodzą moje ciało dreszcze, bo doskonale pamiętam, jak to było! Jak było? Ano było tak, jakby połowa ciotek i obserwatorów mojego macierzyństwa chciała za wszelką cenę mi powiedzieć, że mogę coś robić o wiele lepiej, niż robię! Że mogłabym posłuchać ich rady i spróbować inaczej, bo oni wiedzą co dla mnie i mojego dziecka dobre, wszak … mają ma liczniku więcej lat ode mnie ;-) Cóż za argument, prawda? ;-)

Pamiętam jedno ze starć, którego wcale nie planowałam, ale zdecydowałam, że muszę się w końcu postawić, bo nie jestem rybą, która głosu nie posiada. Presja, jaką na mnie próbowano wywierać, była tak ogromna, że podczas jednego z rodzinnych spotkań, zupełnie bez pardonu i ze stoickim spokojem odparłam w końcu:

– Coś jeszcze macie do dodania? Czy jest jeszcze coś, co mogę robić lepiej? Czy przyjdzie moment, w którym mi wreszcie zaufacie i uwierzycie, że ja wiem co jest dobre dla mojego dziecka? Czy doczekam się kiedyś tej pełni rodzinnej akceptacji czy będą non stopy wysłuchiwać, że mogę coś poprawić?!

I te kilka zdań zamknęło buzie zebranych. Uwierzycie, że raz na zawsze?! Dlatego bardzo się cieszę, że dzisiaj mogę razem z marką Baby Dove, która jest partnerem tego postu, stanąć po jednej stronie barykady i jasno i wyraźnie powiedzieć, że …

… nigdy, przenigdy nie możemy zadawać nikomu a tym bardziej samym sobie pytania:

– Czy jestem wystarczająco dobrą matką?

Dziewczyny, nigdy, okay? Zaufajmy sobie. Zaufajmy naszym instynktom. Postawmy wyraźną granicę, przez którą nie pozwolimy innym przechodzić. Są pewne zasady, których nasze otoczenie powinno się trzymać.

Są pewne prawidła natury, których nie da się oszukać i to, że mama zna swoje dziecko najlepiej, to nie są bzdury! To są fakty! :-)

Kiedy przeczytałam wyniki badań, które przeprowadzono na zlecenie marki Baby Dove, nie mogłam uwierzyć moim oczom, a jednocześnie zorientowałam się, że … przecież to nie są wyssane z palca dane. W końcu sama doskonale pamiętam moje początki jako mama!

 

Kiedy podczas badania marka Baby Dove zadała kobietom pytanie, czy czują się pewnie w roli mamy, aż 80% z nich przyznało, że tak, jednak w kolejnym pytaniu aż 70% mam zastanawiało się, czy są wystarczająco dobrymi mamami dla swoich dzieci!

Jak myślicie z czego to wynika? czego to wynika? Ja myślę, że to zdecydowany efekt presji, jaką próbuje wywrzeć na nas otoczenie…Podczas wspomnianego badania aż 64% mam kwestionowało swoje decyzje w zakresie wychowania dziecka. To są przytłaczające dane, dlatego dzisiaj przychodzę, żeby Was po raz kolejny upewnić w tym, że…

… dziewczyny – jesteście najlepsze! :-)

Naprawdę! Najlepsze! Lepszych mam dla Waszych brzdąców nie znajdziecie, słowo! :-) Do tego, że Wy najlepiej znacie potrzeby Waszego dziecka nie potrzeba badań. Wy powinniście to wiedzieć :-)  Ja myślę, że Wy już to wiecie! Dlatego umówmy się, że my będziemy po tej pozytywnej, pewnej siebie stronie mocy, a jeśli kiedykolwiek spróbujecie w to wątpić, to piszecie do mnie maila a ja Was nawracam na właściwą ścieżkę, ok? :-)

Kiedy przed kilkoma dniami byliśmy na krótki urlopie, była sytuacja, która bardzo mi się spodobała i wiedziałam, że Wam o niej opowiem. Podczas jednego z wieczorów przy ognisku, przy którym były też inne dzieci i ich bliscy, jedna z babć cały czas upominała jednego z chłopców, żeby nie podchodził za blisko ognia, co w sumie nie było prawdą, bo trzymał bezpieczną od niego odległość. I nagle babcia, na pewno kochająca, ale chyba nie potrafiąca trzymać nerwów na wodzy rzuciła w stronę wnuka i jego mamy:

– Za blisko podchodzisz! Nie widzisz, że on za blisko podchodzi? Dlaczego nie zwracasz mu uwagi?

Na co mama chłopca ze stoickim spokojem odparła:

– A to ja jestem jego mamą czy Ty, mamo, jesteś jego mamą?

I to by było na tyle dysput przyogniskowych, bo każdy nareszcie poznał swoje miejsce a mama chłopca wiedziała, że ma wszystko pod kontrolą ;-)

Dlatego obiecajmy sobie coś: nigdy niech nam nie przyjdzie do głowy myśl, aby zadać sobie pytanie w stylu: „Czy jestem wystarczająco dobrą mamą?!”.

Moja matczyna dewiza: Nie jestem wystarczająco dobra. Jestem najlepsza! :* ;-)

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Jeśli macie ochotę puścić go dalej w świat – z góry dziękuję! :*

Partnerem tego postu i prawdziwego macierzyństwa, jest marka Baby Dove ❤️, której kosmetyki możecie kupić tutaj. 

 

Podobne wpisy