Przychodzisz do domu. Ściągasz płaszcz. Wypakowujesz zakupy. Zmęczony. Jedyne o czym marzysz, to walnąć się na sofę i zdrzemnąć. Masz pewnie wszystkiego dość.
W pracy jak zwykle pod górkę. Zrobiłeś połowę tego, co zaplanowałeś. Wiesz, że jutro znowu zaczniesz od nowa i momentami masz tego wszystkiego powyżej uszu. Ale zaciskasz zęby. Przychodzisz do domu. Dzieciaki rzucają Ci się na szyję a później jak zwykle, jak to dzieci, płaczą, skomlą, kłócą się. Krzyczą. Twoja kobieta patrzy na Ciebie nieobecna. Zastanawiasz się, co jej znowu jest. Pewnie znowu ma czegoś za mało, albo za dużo. Albo sama nie wie, czego chce. Standard.
Dzień jak codzień. Musiałeś wcześnie wstać. Pewnie budziły Cię w nocy dzieci. Jedno miało katar a drugie kaszlało. Wstajesz niewyspany. Jesz pospiesznie śniadanie, robisz sobie kawę, narzucasz na siebie płaszcz, szukasz kluczyków do samochodu i wybiegasz wyciągając w międzyczasie „piasek” z oczu. Ojciec powtarzał Ci kiedyś do znudzenia: „Chłopie, życie nie będzie Cię głaskać.” Zapamiętałeś doskonale jego słowa. Życie Cię nie głaszcze. Normalka.
Kiedy wróciłeś już z tej pracy licząc na taryfę ulgową, to znowu zaświszczały Ci w głowie słowa Twojego ojca: „Życie nie będzie Cię głaskać, chłopie.” Zamiast pieprznąć się z największą ochotą na sofę i przymknąć oczy na kwadrans, to bierzesz jednego malucha na kolana, drugiemu wycierasz brudną buzię. W domu widzisz totalny bajzel i zastanawiasz się, co robiła Twoja kobieta, kiedy Ty zapieprzałeś jak dziki osioł na chleb dla Was wszystkich. Na to, aby było Wam ciepło a brzuchy były pełne.
Patrzysz na tę swoją żonę, która marnie wygląda, konfrontujesz ją czasami nawet z tą dawną dziewczyną, którą była, tryskającą energią i uśmiechającą się do Ciebie bez powodu. Kochałeś ten jej uśmiech. Uśmiech, którego dawno u niej nie widziałeś. I zastanawiasz się, co robisz źle. Gdzie jest to szczęście, gdzie są te sielankowe scenariusze, które razem pisaliście wieczorami leżąc pod kocem i głaszcząc jej ciążowy brzuch.
Powiem Ci, gdzie to wszystko jest. Całą prawdę Ci powiem, bo na nią zasługujesz.
Starasz się, ja to wiem. I Ty to wiesz. Kiedy Ty słyszałeś nocne pomruki Twoich dzieci, ten kaszel i płacz, to ona wtedy wstała. Wiedziała, że Ty musisz rano być na siłach, aby być przytomny w pracy. Zamknęła drzwi od pokoju, by Cię nie budzić. Tuliła najpierw jedno dziecko, a później przykrywała drugie. I tak kilka razy w nocy. Później nasłuchiwała maluchów, aż w końcu zdrzemnęła się. Tak naprawdę cały czas czuwając przy nich, bo sen matki to raczej nie ten głęboki zimowy, w który zapadają niedźwiedzie.
Kiedy Ty wstałeś do pracy, cała gromada była już na nogach. Najmłodsze jadło pierś a starsze szamało śniadanie. Rzuciłeś niedbałe „Cześć” i poszedłeś do łazienki. Rzeczywiście, Twoja kobieta nie wyglądała na najszczęśliwszą. Nie dlatego, że z niej zaraza i znowu rzuci jakąś pretensją w Twoją stronę, jak zawsze. Z innego powodu.
Ona jest po prostu dzisiaj piekielnie zmęczona. Niewyspana. Choćby starała się ten fakt ukrywać, to nie da się. Frustracja spowodowana codziennym niewyspaniem i monotonią daje jej kość. Chyba każdemu by dała popalić. A Ty widzisz tego skutki i Tobie się obrywa. Zagryzasz wargi i ponownie zastanawiasz się, gdzie to całe szczęście i ta radość. „Pewnie znowu ma swoje humory…” – myślisz w rezultacie wypowiadając to na głos. A ona warczy.
Kiedy Ty wychodzisz do pracy, cała wesoła trójka zostaje w domu. Poranna toaleta, po raz setny zmienianie pieluchy, mycie rąk i buzi, przebieranie jednego i drugiego, bo najpierw zdecydowali wylać na siebie sok, a później na drugiego zawartość nocnika nieopatrznie wylądowała. Dzień jak codzień. Zabawy na dywanie. Malowanie farbkami. Po raz kolejny przebieranie. Kiedy Ty po raz dziesiąty odpowiadasz na zawracające dupę maile i konstruujesz ofertę dla klienta, to Twoja kobieta właśnie obiera jarzyny na rosół. Po raz trzeci podchodzi do obierania tej samej marchewki, bo najpierw wyrywali sobie zabawki, a później drugi spadł z krzesła. Kiedy kończy obierać upragnioną marchewkę i wrzuca ją do wrzątku, zaczyna żałować, że nie wrzuciła do piekarnika jakiegoś gotowca. Przynajmniej z pośpiechu nie oparzyłaby się wrzątkiem, a młody nie spadłby z krzesła.
W południe zaczęli ubieranie na spacer. Próbuje ich doprowadzić do porządku, ciepło ubrać, ale bez przesady. Bez skutku. Ubiera młodszemu czapkę, to starszemu chce się kupę. Kiedy starszemu nakłada w końcu czapkę, to młodszy ładuje w pieluchę. Klasyk. Przekraczają próg drzwi, to starszakowi odechciewa się iść na spacer. Grzeją się pół godziny na klatce schodowej a ona zastanawia się, czy przypadkiem nie zostawić gromady na korytarzu i nie wrócić samej do domu. Przynajmniej nie musiałaby się tłumaczyć sąsiadom z ich krzyków. Kiedy w końcu udaje jej się przekonać dzieciaki, że spacer jest spoko, to Ty właśnie masz jakąś rozmowę z obcokrajowcem, który ni w ząb ani po angielsku, ani po polsku.
Wiesz co? Ona ma chyba dokładnie to samo. Ma wrażenie, że ona i dzieci posługują się innym językiem. Cóż z tego, że gada do dzieciaków sylabizując niemalże, jak oni i tak wszystko robią na opak. Spokojnie. Ona miewa tak codziennie, a Ty na takiego Klienta trafiasz raz na tydzień. Zaczyna się kobieta do tego przyzwyczajać, po prostu.
Wracają ze spaceru i po raz setny robią porządek. Co ogarną jeden kąt pokoju, to w drugim już zdąży być sajgon. I tak do usrania. Przychodząc do domu zastanawiasz się, skąd ten bajzel? Wiesz… Kiedy ciągle pada śnieg, a Ty jak debil co chwilę byś odśnieżał, przychodzi taki moment, że pieprzysz to odśnieżanie i zaczynasz sprzątać dopiero, gdy nie możesz wyjść z domu. I taką rozsądną strategię mogła obrać Twoja kobieta. Chwała jej za to.
Pytasz, co ona robiła cały dzień? Twoja kobieta cały dzień gadała z Chińczykami, odśnieżała i robiła za psychologa, garderobianą i wodzireja w jednym. Pewnie zupełnie jak Ty. Powiedz, że też miewasz dosyć? :-)
Następnym razem, jak wstaniesz rano, przełam jako pierwszy ten schemat smutnych poranków. Przywitaj ją buziakiem. A wracając z pracy przynieś goździka i przytul ją mocno. Choćby Twoja kobieta cały dzień odśnieżała, to wskrzesisz ją, „Chłopie”! Następnego dnia ona pewnie zrewanżuje Ci się podobnym! ;-)







