Bardzo ważna rzecz, która zbliżyła mnie do szczęśliwego i dojrzałego macierzyństwa.

napisała 25/07/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Jeśli jesteście ze mną tutaj na blogu od trzech lat lub więcej, to doskonale wiecie, że Szczęśliva sprzed 3 lat to zdecydowanie inna Szczęśliva niż ta obecnie.

Jeszcze 3 lata temu będąc mamą jednego dziecka byłam totalnym świeżakiem. Przejmowałam się każdą pierdołą i latałam do lekarza z każdą troską wyolbrzymiając ją i nadając jej rangę niebezpieczeństwa życia mojego dziecka. Co więcej, nie wiem dlaczego uważałam się za nieomylną matkę, która przeczytała wszystkie poradniki na świecie i była pewna, że nic jej nie jest w stanie zaskoczyć! A kiedy ktokolwiek próbował wytknąć mi błąd, to stroszyłam piórka i brałam to personalnie, jakby ktoś mnie właśnie atakował ;-)

Do dzisiaj pamiętam odwiedziny mojej mamy i jej pytanie po jednej z pierwszych kąpieli mojego pierwszego syna:

– I co, nie przewijasz go tuż przed samym spaniem? Pamiętam, że ja zawsze Cię przewijałam tuż przed samym spaniem, bo wtedy miałam pewność, że dłużej masz sucho.

A ja zamiast powiedzieć bez emocji i zgodnie z prawdą:

„Nie, dzisiaj nie przewijam go przed samym spaniem, bo widzę, że ma suchą pieluchę.”

To naskoczyłam na moją mamę zupełnie bez sensu! :D Jak dziecko ;-) Nie wiedzieć dlaczego tę jej uwagę potraktowałam jako próbę zdyskredytowania mnie i wypunktowania błędu, jakim niby miało być nieprzewinięcie dziecka :D Obraziłam się na nią za to i naburmuszona chodziłam przez cały dzień ;-) Takich przykładów można by mnożyć i mnożyć. „A dlaczego dajesz dzieciom lody?”, „A czemu one nie noszą czapeczki?” ;-)

Mówię Wam. Byłam kiedyś wszechwiedząca i obrażalska, a w jakiejkolwiek uwadze rzuconej spontanicznie dopatrywałam się szpileczki, która miałaby być mi niby wbijana!

Tymczasem teraz odpowiedziałabym zupełnie inaczej i … bez emocji! Po pierwsze – mam świadomość tego, że to ja jestem mamą moich dzieci i to ja podejmuję decyzję, a także doskonale znam ich potrzeby nie musząc tego nikomu udowadniać. Bo jak to mówią Anglicy „Practice makes perfect”, czy też „Praktyka czyni mistrza”. Pieluch przewinęłam już nadto i spokojniej do wszystkiego podchodzę. A po drugie i najważniejsze, co moim zdaniem zbliża nas do szczęśliwszego i dojrzałego macierzyństwa:

Przestałam czuć się atakowana, gdy ktoś próbuje mi coś zasugerować!

Totalnie na chłodno i bez emocji podchodzę do uwag. Zakładam, że skoro ktoś z moich bliskich czy znajomych mi coś sugeruje a propos moich dzieci, to chce dobrze. A jeśli się z tym nie zgadzam, co może mieć miejsce i często ma, to informuję o tym bez pardonu zamiast obrażać się lub spalać się w sobie :-) Odkąd nabrałam pewności siebie w moim macierzyństwie, to nie tylko oszczędzam sobie nerwów, ale również dojrzalej wypadam w oczach moich bliskich! I to procentuje :-)

Poza tym nie ma co ukrywać:

Sztuka rozmowy z drugą matką nie polega na wytykaniu jej błędów (co czasami ma miejsce w rodzinach i tego szczerze współczuję) a na rozmowie i dojrzałej wymianie doświadczeń! :-)

Ja bardzo chętnie przyjmę rady od innych, ale w rozsądnych ilościach i odpowiedniej formie. Pewnie się ze mną zgodzicie w tej kwestii? ;-) Dlatego bez problemu odpowiedziałabym teraz mojej mamie czy teściowej, gdyby zapytały, czy przewijam dziecko tuż przed snem zamiast się obrażać ;-) :D

Czasy zasypek i tetry minęły bezpowrotnie. Uff. Może wyjdę na cwaniaka, ale od pierwszych dni mojego starszaka była z nami obecna maść Bepanthen Baby, którą stosowaliśmy profilaktycznie przy każdej zmianie pieluszki. Nie tylko ratowała pupę moich dzieci i zapobiegała odparzeniom pieluszkowym, których nie życzę żadnemu maluchowi. Stanowiła także swoistą barierę między pieluszkowymi niespodziankami a ich skórą, co przydawało się każdego dnia, a w szczególności podczas naszych samochodowych wojaży, w nocy czy w czasie kiedy dziecko długo spało, a ja nie chciałam go wybudzać na przewijanie. Wydajna, gęsta i pielęgnująca. Ratowała również moje brodawki w pierwszych tygodniach karmienia piersią, które były poddawane próbom ogniowym niemalże. Słowem – koiła i pielęgnowała nasze ciała, aby te często trudne początki macierzyństwa i dzieciństwa były pełne uśmiechów, o które wcale nie jest tak łatwo. Mam tego pełną świadomość!

Obejrzyjcie nasz film (poniżej), w którym udało się nam uchwycić kilka uśmiechów naszej trójki! ;-) To był cudowny dzień w Lanckoronie!

 

L.PL.MKT.07.2018.6640

Zapytacie pewnie: to czym dla Ciebie, kobieto, jest dojrzałe i szczęśliwe macierzyństwo w dobie kultury bombardowania nas mnogością przekazów płynących zewsząd?

A ja odpowiem przewrotnie trochę może! Dojrzałe i szczęśliwe macierzyństwo to dla mnie wypadkowa uśmiechu goszczącego na twarzach moich dzieci i mojej niezachwianej pewności siebie w roli, którą uważam za najpiękniejszą a zarazem najtrudniejszą przygodę, jaka kiedykolwiek mogła mi się przytrafić. Szczęśliwe macierzyństwo to nieustannie pokonywanie moich słabości i wyszukiwanie jeszcze jednego powodu do uśmiechu więcej na twarzach moich skarbów. A także pokazywanie im świata, który stoi przed nimi otworem! :-)

Życzę Wam uśmiechniętego i bezproblemowego dzieciństwa Waszych skarbów, a także dojrzałego macierzyństwa, w którym nasza pewność siebie emanuje od nas każdego dnia i pozwala nam twardo, z podniesionym czołem stąpać po ziemi! :-)

Partnerem tego postu i szczęśliwego dzieciństwa jest Bepanthen Baby 

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu! :* ❤

 

L.PL.MKT.07.2018.6640

Podobne wpisy