Mam dosyć tłumienia co gra mi w duszy. I tych nadmiernych konwenansów też już mam dosyć. Tych grzecznościowych uśmieszków. Tego ugłaskiwania. Tego niemówienia wprost. Tego owijania w bawełnę i udawania, że coś mi się podoba, podczas gdy jest zupełnie odwrotnie!
Jedno mam życie! Niby taka wygadana jestem. Niby mówię to, co myślę. Niby odwagą mogłabym obdzielić jeszcze kilka osób, a tak naprawdę to są sytuacje, w których rozkładam się sama na łopaty. Rozkładam się na te swoje łopaty, leżę i kwiczę. Kwiczę jak taki prosiak, który na własne życzenie tkwi w sytuacjach, w których zupełnie nie jest mu wygodnie.
Tak. Od teraz to się zmieni. Od teraz nie będzie grzecznej Magdy, Matki i Żony, która siedzi cicho pośród ludzi tłumu, i będzie jej można wcisnąć cokolwiek, a ona połknie to jak głodny pelikan. Od dzisiaj zacznę żyć według swoich reguł.
W 100% procentach będę piała prawdą. Gorzką i kwaśną.
Od dzisiaj niech się boją mnie wszyscy Ci, którym się wydaje, że ja tutaj tak cichutko, skromniutko i w tym dalekim, zakurzonym rogu pokoju schowam się zgrabnie i będę przytakiwała. I grzeczniutko słuchała czyjegoś bełkotu.
Bo wiecie co? Zaczynam mieć powyżej uszu tego dochodzenia do sedna, od dupy strony, i analizowania co sobie autor o mnie pomyślał. Nie będzie trzeba przesiewać przez sito tych moich wywodów. Nie będzie trzeba domyślać się, co dudni mi w głowie. Jak na tacy wyłożę to, co mam do wyłożenia. Nie będzie zbyt wielu proszę, przepraszam i przeklętych „excuse me, czy mogę?”.
Nie będę brała do ręki słownika synonimów, aby grzecznie udobruchać tych, którym sprzedawałam zazwyczaj ładne frazesy.
Nie będzie mi coś leżało? To podziękuję za troskę i pójdę w swoją stronę.
Nie będę miała ochoty na bezsensowne rozmowy? To powiem to wprost, bez tracenia mojego czasu.
Nie będę widziała sensu w kontynuowaniu znajomości? To szybkim cięciem podziękuję za współpracę i powiem, że krzty sensu to nie ma niestety.
Skończyły się czasy kiedy to próbowałam innych tłumaczyć.
Skończyła się era Magdy-frajera.
Skończyły się lata chowania głowy w piasek i nadstawiania policzka.
Dosyć mam. Serio mam dosyć tych wymiotogennych zachowań i tych grzeczniutkich dawnych przytupów. Tego bycia tą dobrą, uczynną i zawsze zgodną.
Nareszcie. Nareszcie zacznę żyć tak, jak lubię.
Szkoda mi czasu.
Szkoda mi czasu na zgadywanki. Co ona chciała a co myślała? I co zrobiła, dlaczego tam była? Po co i za co? Teraz czy później? Czy mam poprosić a może przeprosić? A może się łasić albo grymasić? Może tłumaczyć albo dopytać? Przebaczyć, olać czy dać na wstrzymanie?
Nie ma, że boli i nie wypada. W sosie tym starym nie chcę się kisić.
Coś nie pasuje? Trudno, tak bywa.
Jestem niegrzeczna i opryskliwa? Robię co mogę, żeby kopniakiem nie poczęstować.
Ja?
Taka młoda?
Niedoświadczona?
Matka i żona? A sio z oceną! A kysz z głupotą. Prawy sierpowy i problem z głowy.
Czas się ogarnąć, Szczęśliva Magdo.
Czas w oczy spojrzeć zza okularów.
Życie: z dupochronem od dzisiaj! No, i bez smaru!







